Cienka czerwona linia (The Thin Red Line). Filmy wojenne, po których zostaniesz pacyfistą
- Najlepsze filmy wojenne, po których zostaniesz pacyfistą
- Szeregowiec Ryan (Saving Private Ryan)
- Dunkierka (Dunkirk)
- Pełny magazynek (Full Metal Jacket)
- Czas apokalipsy (Apocalypse Now)
- Kanał
- Przełęcz ocalonych (Hacksaw Ridge)
- Złoto dla zuchwałych (Kelly’s Heroes)
- Pluton (Platoon)
- 9 kompania (9 rota)
- Cienka czerwona linia (The Thin Red Line)
Cienka czerwona linia (The Thin Red Line)

1. Reżyser: Terrence Malick
2. Rok produkcji: 1998
3. Kraj produkcji: USA, Australia
4. Gdzie obejrzeć: Chili, iTunes Store, Rakuten, vod.pl
Może i Cienka czerwona linia powstała w tym samym roku co Szeregowiec Ryan i także reprezentuje gatunek kina batalistycznego, ale na tym kończą się punkty wspólne. Terrence Malick to taki trochę filmowy poeta, który wprost kocha naturę i nawet w najmniejszym źdźble trawy dostrzega ład i harmonię. Wojna stoi według niego w kontrze do porządku i dlatego postanowił nakręcić o niej filmowy poemat.
Większość produkcji z tej listy zaczyna z grubej rury i zwykle od razu musimy mierzyć z przytłaczającym hałasem panującym na pierwszej linii frontu. Cienka czerwona linia daje widzowi na początku trochę odpocząć i pokazuje utopijne życie pewnego wyspiarskiego plemienia. Tubylców otacza woda, symbol życia, a oni egzystują w spokoju i ubóstwie, wyśpiewując oczyszczające ducha pieśni (przepiękna ścieżka dźwiękowa autorstwa Hansa Zimmera). Gdy już wiemy, jak wygląda skromna, bo skromna, ale jednak idylla, to zostajemy przeniesieni na statek pełen przestraszonych żołnierzy, którzy wiedzą, że kolejne godziny i dni zadecydują o ich dalszym istnieniu.
Poznajemy więc pobieżnie wielu bohaterów, ale to nie silne osobowości liczą się u Malicka. Ludzie giną w tym filmie nieustannie, a niemalże za każdym razem – nawet w przypadku śmierci postaci drugoplanowych – oglądanie ich cierpienia boli tak samo mocno. A gdzie umierają? Pod drzewami, w trawie sięgającej aż do szyi, nad okolicznymi strumieniami. Krótko mówiąc, relacja człowieka z naturą została tu podkreślona niezwykle wyraźnie, a bardziej humanitarnego dzieła wojennego ze świecą szukać.
POLSKIE KINO WOJENNE – MIASTO 44
O wojnie można stworzyć zarówno filozoficzny traktat o życiu i śmierci, jak i melodramatyczny teledysk ze zjawiskowo zrealizowanymi scenami akcji. Ta druga opcja budzi sporo wątpliwości, bowiem estetyzacja (a czasem nawet i erotyzacja) tragicznych wydarzeń historycznych może się trochę kłócić z ogólnym poczuciem dobrego smaku. Tak odważnego podejścia do tematu nie bał się Jan Komasa, i to chyba dobrze, bo dziś jest wręcz rozchwytywany na arenie międzynarodowej, a aktualnie tworzy dwa filmy anglojęzyczne. Jego Miasto 44 to zwolnione tempo, dubstep i seks. Nieważne, jak źle to brzmi. Ważne, że spektakularnie wygląda!
O AUTORZE
Współczesne kino wojenne pokroju Dunkierki, Przełęczy ocalonych czy 1917? Tak, jak najbardziej. Należy jednak pamiętać, że fajerwerki techniczno-wizualne nie zastąpią życia w czasach globalnych konfliktów, a właśnie tym mogli się pochwalić artyści filmowi tworzący w latach 40., 50. czy 60. Dlatego też bardziej cenię sobie włoski neorealizm, czyli nurt przedstawiający życie cywili na świeżo po okupacji niemieckiej. Naprawdę świetne były też rosyjskie filmy, które w poetycki sposób opisywały żywot żołnierza i rodziny wokół niego, na przykład Lecą żurawie czy Ballada o żołnierzu. No i nie można zapomnieć o naszej szkole polskiej, czyli Wajdzie, Munku czy Kutzu. To było naprawdę mocne kino.
