- Filmowi wrogowie, za którymi byśmy podążyli
- Sandman – Spider-Man 3
- Viktor Drago – Creed II
- Thanos – Avengers: Wojna bez granic
- Baron Zemo – Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów
- Magneto – Seria X-Men
- Naukowcy – Dom w głębi lasu
- Ozymandiasz – Watchmen
- Wilford – Snowpiercer
- Killmonger – Czarna Pantera
Sandman – Spider-Man 3

Zawsze miałem wrażenie, że postać Flinta Marko – odgrywana przez całkiem nieźle dobranego Thomasa Hadena Churcha – była jedną z pozytywniejszych rzeczy tego filmu. Nie oszukujmy się: ostatnia część trylogii Sama Raimiego o przygodach Spider-Mana może nie była jakimś wielkim nieporozumieniem, ale do filmowego pomysłu wkradł się chaos. Reżyser chciał upiec zbyt wiele pieczeni na jednym ogniu. Może dlatego cały trzeci epizod ogląda się jak zlepek stylowych, aczkolwiek nie do końca przemyślanych sekwencji superbohaterskich.
Flint w tym filmie jest postacią tragiczną. To pogubiony człowiek, który ucieka z więzienia, aby przynajmniej spróbować rozpocząć lepsze życie i stać się przykładnym ojcem dla swojej chorej córki. Sam także nie chce zostać Sandmanem, ale kiedy staje się integralną częścią pewnego eksperymentu, postanawia wykorzystać swoje nowe moce, aby zarobić utracone wcześniej pieniądze.
Co więcej, okazuje się też, że [SPOILERY] to on stoi za śmiercią wujka Bena (koniec końców Peter wybacza mu pod koniec filmu). Po raz kolejny mamy tu motyw człowieka, który „nie ma nic do stracenia”. Sam jest skończony, więc przynajmniej ma szansę zrobić coś dobrego dla córki i pomóc jej w walce z chorobą.