To zupełnie inny poziom motywacji i nagradzania. Battlefield 6 stracił ponad 90% graczy, ale prawdziwy problem nie leży ani w mapach, ani w braku zawartości
- Kiedyś to działało, dziś przestało
- To zupełnie inny poziom motywacji i nagradzania
- Battlefield nie jest w stanie rywalizować na tym polu
- Mądre naśladowanie nie jest złe
- Czas na odważne zmiany?
To zupełnie inny poziom motywacji i nagradzania
Co więc oferuje tak chętnie przywoływane do liczbowych porównań ARC Raiders lub inne extraction shootery? Przede wszystkim zupełnie odmienną formułę rozgrywki i progresji, którą przez lata wypracowywało głównie Escape from Tarkov. Polega ona na kilku podstawowych fundamentach: ogromnej motywacji do przetrwania i zwycięstwa – inaczej traci się wszystkie posiadane przy sobie łupy, losowości zbieranego łupu (nigdy nie ma gwarancji, co i kiedy się znajdzie), lokacji typu „high risk – high reward”, czyli znacznie lepszego lootu przy większym zagrożeniu zgonem – ale to gracz decyduje, czy się tam zapuszczać. Wszystko to powiązane jest jeszcze ze zlecanymi questami oraz rozbudową swojej bazy, która stopniowo dodaje różne bonusy i aktywności.
W takiej formule gracz ma realne poczucie zwycięstwa i zdobycia cennych, przydatnych w dalszej rozgrywce nagród, często adekwatnych do poniesionego ryzyka, wysiłku. Ewentualna porażka, czyli pojedynczy zgon na mapie, potrafi naprawdę zaboleć i spowolnić progresję. Możemy też sami swobodnie wyznaczać sobie dalekosiężne cele – zaliczenie jakiejś misji albo rozbudowę wybranej części bazy – a jego osiągnięcie da się zwykle bardziej odczuć i zobaczyć, niż sam numerek levela czy nowa skórka.

