Mądre naśladowanie nie jest złe. Battlefield 6 stracił ponad 90% graczy, ale prawdziwy problem nie leży ani w mapach, ani w braku zawartości
- Kiedyś to działało, dziś przestało
- To zupełnie inny poziom motywacji i nagradzania
- Battlefield nie jest w stanie rywalizować na tym polu
- Mądre naśladowanie nie jest złe
- Czas na odważne zmiany?
Mądre naśladowanie nie jest złe
Czy to oznacza, że Battlefield powinien zmienić się w extraction shootera? Oczywiście nie – to byłoby zaprzeczeniem legendy tej marki, jej dotychczasowego dorobku, kolejnym skokiem na łatwiznę po masowym zaślepieniu podgatunkiem battle royale. Nie oznacza to jednak, że nie można podpatrywać niektórych rozwiązań i próbować ich przenieść do swojej gry. Loot raczej odpada, ale już coś w rodzaju własnej bazy wypadowej jak najbardziej miałoby sens!
Wyobraźmy sobie zamiast tego koszmarnego interfejsu głównego menu wirtualne koszary, które z prostego namiotu z kanadyjką z czasem przekształcałyby się w przytulną, ale ciągle wojskową bazę z wyeksponowanym wyposażaniem, telewizorem z konsolą, gdzie można by zagrać w jakiegoś klasyka arcade i całym zapleczem bazy, łącznie z hangarami i garażami na czołgi. Strzelnica przecież już jest – można do niej dołożyć resztę infrastruktury z różnymi aktywnościami dodatkowymi. Nowy sezon? Przebazowanie i odblokowywanie wszystkiego ponownie, ale z nieco innym wyglądem, układem. A ile nowych elementów kosmetycznych dałoby się przy tej okazji dodać!
O wiele trudniejsze, jeśli w ogóle możliwe do wprowadzenia, byłyby mechaniki „high risk – high reward”, ale chętnie zobaczyłbym coś w rodzaju fabuły w sezonowych rozgrywkach, i to uzależnionej od poczynań graczy. Twórcy mogliby zliczać wygrane każdej ze stron i na tej podstawie co jakiś czas np. zmieniać wygląd kilku istniejących map, dając jednocześnie większą motywację do „PTFO” zamiast wesołego pląsania po mapie, licząc na przypadkowe fragi.

