Masowe ucieczki deweloperów przed Grand Theft Auto 6 są nieco irracjonalne według amerykańskiego analityka.
Nie każdy deweloper musi bać się uderzenia meteorytu, jakim będzie premiera Grand Theft Auto 6 w dniu 19 listopada, twierdzi znany analityk.
Co można jeszcze powiedzieć o znaczeniu GTA VI dla branży gier, czego nie powtórzono już milion razy? W końcu dzieło Rockstara było absolutnym gigantem jeszcze przed oficjalnym ujawnieniem, a po pierwszych zwiastunach długie okresy ciszy były przerywane przez wybuch zainteresowania każdym doniesieniem na temat gry, choćby i najbardziej wątpliwą plotką czy „teaserem”. Nie dziwi więc, że w premierze „szóstki” wielu upatruje meteorytu na miarę tego, który miał „zmieść” z Ziemi niemal cały mezozoik: coś, czego deweloperzy i wydawcy powinni unikać za wszelką cenę.
Jednakże jeden analityk nie podziela tej paniki twórców gier: nie kto inny jak Mat Piscatella z grupy Circana. Amerykanin stwierdził w wywiadzie dla serwisu GamesBeat, że strach przed Grand Theft Auto 6 jest „przesadzony”, a masowe ucieczki gier przed GTA irracjonalne, bo nie każdy będzie grał w tytuł Rockstara.
Obawy wielu zespołów przed wypuszczeniem swoich gier w tym samym okresie, co GTA, są całkowicie przesadzone. Grand Theft Auto 6 będzie ogromną grą. Oczywiście, że tak. Będzie to wielkie wydarzenie kulturowe, ale nie każda z 49 milionów osób posiadających PS5 lub konsolę z serii Xbox w Stanach Zjednoczonych będzie tym zainteresowana.
Jest cała masa ludzi, którzy będą chcieli zagrać w coś innego. Istnieje cały rynek konsoli Switch, którego użytkownicy będą chcieli sprawdzić inne tytuły, ponieważ nie będą mogli zagrać w Grand Theft Auto. Jeśli więc planujesz premierę, nie wiem, jakiejkolwiek przytulnej gry, symulatora życia lub strzelanki FPS – to fakt, że Grand Theft Auto jest na rynku, nie oznacza, że nie ma potencjalnego rynku, do którego można by się zwrócić.
W teorii Piscatella nie jest pierwszą osobą zwracającą uwagę, iż nie każdy deweloper musi obawiać się premiery w okolicach debiutu GTA VI. Dotyczy to głównie mocno niszowych projektów, które zwykle przyciągają entuzjastów takich gatunków, a ci mogą być zupełnie niezainteresowani „mainstreamem”. Co jednak ciekawe, zdaniem analityka dotyczy to nie tylko – na przykład – „przytulnych” zabaw na wirtualnej farmie lub nietypowych symulatorów, ale też FPS-ów.
Ponadto, jak na ironię, ucieczka wielu gier przed premierą hitu Rockstara oznacza, że jest sporo miejsca dla innych produkcji. Choć nie aż tak wiele, bo 2 tygodnie wcześniej ukaże się remake jednej z najbardziej kultowych odsłon serii The Legend of Zelda, który niewątpliwie przyciągnie wielu graczy na Switchu 2.
Niemniej nie każdy ma tyle odwagi, co Nintendo (nie mówiąc o własnej platformie, na której GTA nie zadebiutuje), a w przypadku wieloplatformowych gier z kategorii AAA próba wypuszczenia swojego potencjalnego bestsellera w okolicach debiutu nowej gry Rockstara nadal może być wydawniczym samobójstwem. Piscatella przyznaje, że Grand Theft Auto VI to „tytuł tak wielki, jakiego nie widzieliśmy dosłownie od 13 lat”. Nie ma się więc co dziwić, że nikt nie chce sprawdzać, czy akurat ich gra przeżyje uderzenie meteorytu.

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).