Hakerzy odpowiedzialni za przecieki GTA 6 wyraźnie ucichli, ale wojna wokół ich działań w mediach społecznościowych nie ustała.
Hakerzy odpowiedzialni za ostatnie przecieki Grand Theft Auto 6 mogli się doigrać, a w każdym razie wygląda na to, że ich strona internetowa została zamknięta.
Umówmy się: deklaracje grupy CyberLeek o rzekomej walce z decyzją Sony i poniekąd Take-Two Interactive o rezygnacji z płyt raczej można włożyć między bajki, ale nie da się ukryć, że hakerzy mocno dopiekli spółce. Przynajmniej patrząc na giełdę, bo choć to raczej tylko chwilowe spadki, strata 2,8 mld dolarów to nie jest drobiazg nawet dla wydawcy serii GTA. Tyle że do premiery szóstki firma niewątpliwie nadrobi straty, podczas gdy autorzy przecieku mogą więc „nieco” większe kłopoty.
Zacznijmy od mniej istotnej informacji: dziś w nocy pojawiły się informacje o rzekomym aresztowaniu osoby odpowiedzialnej za przecieki. Dlaczego jest ona mniej istotna? Bo doniesienie pochodzi od losowego internauty z niemal zerową aktywnością w sieci (rzekomo mieszkającego w tamtych okolicach) i próżno szukać jakiegokolwiek innego źródła, które choćby sugerowało taką wersję. Na razie lepiej więc nie traktować tej informacji poważnie, zwłaszcza że nawet „informator” mówił tylko o „posiadaniu marki amerykańskiej spółki” jako przyczynie aresztowania (obok prania brudnych pieniędzy).
Co jednak mogłoby skłaniać do rozważenia tej wieści jako przynajmniej prawdopodobnej, to nagły brak aktywności i zamknięcie 2 z 3 stron promowanych przez CyberLeek. Pierwsze zniknięcie nastąpiło dziś w nocy, ale niewiele później grupa wróciła i odgrażała się już całej branży gier, która nie przystosuje się do „trzech przykazań” (co, swoją drogą, wraz ze stylem tychże wiele mówi o samych hakerach), oraz domagała się oficjalnych przeprosin od Rockstar Games.
Jednakże nieco później strony hakerów zniknęły ponownie, a do tego od kilku godzin próżno szukać kolejnych obiecanych przecieków (ostatni miał miejsce prawie 24 godziny temu). Nie przesądza to końca procederu, ale możemy uznać, że albo coś popsuło plany CyberLeek… albo to cisza przed burzą i hakerzy szykują coś naprawdę dużego. Aczkolwiek fanowskie dochodzenie sugeruje, że autor przecieku nie za dobrze zatarł swoje ślady.
Część internautów zaczęła już nawet rozważać, czy – zakładając brak kolejnych „leaków” – przeciek faktycznie zepsuł niespodziankę graczom czekającym na oficjalny pokaz Grand Theft Auto VI, i czy jest on gorszy od wycieku z 2022 roku. Pojawiły się nawet opinie, że Rockstar Games jest samo sobie winne, bo zbyt długo zwleka z pokazaniem rozgrywki, a o tego nie zdecydowało się nawet na popularną strategią udostępniania krótkich wpisów codziennie lub w niewielkich odstępach.
Wciąż też trwa dyskusja między zwolennikami i przeciwnikami działań CyberLeek, bo choć wiele osób jednoznacznie potępia takie przecieki, nie brak też internautów, którzy uznają każdy przejaw krytyki wobec hakerów za „popieranie megakorporacji”.
1

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).