Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 11 sierpnia 2010, 11:50

autor: Rock Alone

Przeglą[email protected] Granie - farmy, RTS, muzyka i RPG

Witam w drugim odcinku Przeglą[email protected] Grania. Dzisiaj rzucimy okiem na Ministry of War, FarmVille i FishVille, JamLegend oraz Shakes & Fidget i Legends of Zork, co da nam dosyć spory przegląd przez różne kategorie gier.

Witam w drugim odcinku Przeglą[email protected] Grania. Dzisiaj rzucimy okiem na Ministry of War, FarmVille i FishVille, JamLegend oraz Shakes & Fidget i Legends of Zork, co da nam dosyć spory przekrój przez różne kategorie gier. Mamy więc klasycznego RTSa od Snail Games, który został zrealizowany jako MMORTS. Ministry of War pełnymi garściami czerpie z Age of Emipres. FarmVille i FishVille to tytuły, które powinny być doskonale znane użytkownikom facebooka. Flagowe produkcje firmy Zynga ustanowiły bowiem standardyspołecznościowych gier przeglądarkowych. JamLegend natomiast to bardzo ciekawa gra muzyczna, która być może nie wyróżnia się sposobem prowadzenia rozgrywki, ale bogatą zawartością muzyczną owszem. No i na koniec Shakes & Fidget i Legends of Zork, obie gry to fantasy RPG, dosyć statyczne i niewymagające zbytniego zaangażowania, jednak wciągające. Pierwsza dzięki humorystycznym podejściu do tematu, druga dzięki sporym możliwościom. Zapraszam do lektury.

Ministry of War

Przegląd@rkowe Granie - farmy, RTS, muzyka i RPG - ilustracja #1
Graficznie Ministry of War zostawia znaczną część konkurencji daleko w tyle

Poprzedni artykuł poświecony Przeglą[email protected] Graniu rozpocząłem przydługim wstępem o tym, jakie są szanse rozwoju gier przeglądarkowych i jaka ewentualnie przyszłość się przed nimi maluje. Wraz z rozwojem technologii internetowych, które chyba właśnie teraz osiągają największy rozpęd, będzie przybywało wysokiej jakości gier. Pewnie niejeden czytelnik mógłby wymienić przynajmniej kilka tytułów, które graficznie i jakościowo osiągnęły bardzo wysoki poziom. Wśród nich znajdzie się niebawem Ministry of War produkcji Snail Games, której beta rozpoczęła się w zeszłym miesiącu. Zainteresowani grą mogą swoją kandydaturę zgłosić pod tym adresem (ograniczenia geograficzne nie powinny być specjalnym problemem dla sprytnych polskich graczy).

Gra nawiązuje bardzo mocno do sławnego Age of Empires. Podobieństwa zaczynają się już na poziomie grafiki, chociaż sama mechanika rozgrywki, rozwój naszego imperium także mocno przypomina wspomniany tytuł. W zasadzie podobieństwa graficzne są wręcz uderzające, a jakość grafiki można porównać do Age of Empires II. Warto przyznać, że w przypadku gry działającej wyłącznie z poziomu przeglądarki jest to sporym osiągnięciem.

Gra jest standardowym RTS-em, z rozgrywką w czasie rzeczywistym i jest określana mianem MMORTS, co w zasadzie nie jest tak do końca trafne, ale ostatnio taki już zwyczaj określania prawie wszystkiego, co działa w sieci, mianem MMO. Gracze otrzymują do dyspozycji cztery imperia różniące się między sobą modelami budynków oraz rodzajami jednostek. Do wyboru mamy więc Cesarstwo Rzymskie, Persję, Chiny oraz Egipt. W grze zastosowano bardzo ciekawy system podbojów. Otóż na cywilizacje składają się imperia. Walczą one o dominację na poszczególnych serwerach. W trakcie gry jakaś cywilizacja może zostać całkowicie wyeliminowana z zabawy. W rezultacie wszystko sprowadza się do tego, która z cywilizacji pozostanie na serwerze ostatnia, zdobywając dominację nad światem gry. Wówczas taki serwer zostaje zamknięty, gra dobiega końca, a zwycięzcy otrzymają nagrody i zostaną zapisani w historii. Coś na zasadzie wielkiej księgi, zawierającej spis rezultatów dotyczących poszczególnych serwerów. Oczywiście gra nie toczy się błyskawicznie, osiągnięcie dominacji zabiera sporo czasu, a po drodze gracze mają do zrobienia mnóstwo ciekawych rzeczy.

Jest więc oczywiście rozwój imperium, zdobywanie surowców oraz kilka ścieżek w jakich gracz i jego państwo może się specjalizować. Najważniejsze jest z reguły wojsko, ale także będzie można się nastawić bardziej na handel czy dyplomację. Co ciekawe, przeciwnikami nie będą tylko wrogie imperia, ale także przeciwnicy sterowani przez komputer, a nawet bossowie, których będzie można spotkać w świecie gry. Gracze będą mogli zrzeszać się w gildie i walczyć przeciwko innym tego typu organizacjom, rozwijać się eksplorując nieznane obszary, ale także przejmując te zajmowane przez innych graczy.

Ministry of War zapowiada się więc bardzo interesująco i jest niewątpliwie pewnym wskazaniem kierunku, w jakim będą się rozwijać gry przeglądarkowe. Tytuły takie jak ten każą mi się zastanowić, do kogo są w zasadzie kierowane gry przeglądarkowe. Do tej pory trudno właściwie było określić, czy odbiorcą docelowym jest typowy gracz czy może goście portali społecznościowych (Farmville, FishVille) tudzież pracownicy biurowi, którzy w zaciszu swoich gabinetów mogą zabijać czas rozgrywając wirtualne i niezbyt skomplikowane bitwy. Obecnie poziom graficzny i poziom skomplikowania gier przeglądarkowych wymaga znacznie większego zaangażowania w zabawę niż dotychczas, a w takiej sytuacji odbiorcą będzie już raczej ktoś, kto ma więcej czasu na grę i może się w nią bardziej zaangażować. Z drugiej jednak strony dla prawdziwego gracza graficzne osiągnięcia przeglądarek nie są niczym specjalnym, więc trudno powiedzieć, czy takie gry go zainteresują. No cóż poczekamy, zobaczymy.

FarmVille i FishVille

Przegląd@rkowe Granie - farmy, RTS, muzyka i RPG - ilustracja #2
Moja farma zdecydowanie mogła trafić w lepsze ręce.

Na temat FarmVille opinie są różne, ale jakiż byłby to przegląd gier przeglądarkowych, gdybym nie wspomniał o tym tytule? Swojego czasu ta najsłynniejsza produkcja Zyngi przyciągała niesamowite wręcz ilości użytkowników. Dzisiaj napiszę o dwóch grach opartych na tej samej zasadzie, czyli wspomnianym FarmVille oraz pokrewnym FishVille. Jak wspomniałem, pierwsza z wymienionych gier jeszcze do niedawna cieszyła się ogromną popularnością, co zawdzięczała głównie obecności na portalu społecznościowym Facebook. Mimo że wiele osób traktowało informacje generowane na tablicy użytkownika przez gry Zyngi za spam, to jednak nie przeszkadzało im to dzień w dzień wizytować farmę, tudzież akwarium. Teraz, gdy serwis Facebook mocno ograniczył ilość wyświetlanych informacji tego typu, popularność obu gier regularnie spada. Trudno się zresztą dziwić. Mimo dosyć interesującej zabawy, bez obecności na portalu społecznościowym, rozgrywka może się z czasem robić nużąca. Jednak mimo wszystko, gra posiada pewne trudne do pominięcia zalety, dlatego właśnie znalazła się w dzisiejszym artykule.

O co chodzi w obu tytułach? W pierwszym przypadku zaczynamy od pracy w pocie czoła na farmie hodując warzywa, owoce i przeróżne dziwne rośliny. Następnie sprzedajemy je, a zarobioną w ten sposób gotówkę inwestujemy w rozwój farmy. Jeśli zaś chodzi o FishVille, to pracujemy nad akwarium, hodując rybki i dokarmiając je. Dorosłą rybkę można sprzedać, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na zakup większego zbiornika, akcesoriów oraz rzadszych gatunków pływającej menażerii.

Cała zabawa, mimo że odrobinę powtarzalna i niespecjalnie angażująca, posiada w sobie coś urzekającego, potrafi przyciągnąć na jakiś czas i skłonić do regularnych odwiedzin. O ile nie miałem specjalnych problemów z porzuceniem zarastającej chwastami farmy, o tyle rozstanie z rybkami przyszło mi ze znacznie większym trudem. Od czasu do czasu zaglądam tam więc jeszcze, żeby dokarmić zabiedzone rybki, tudzież wyczyścić akwarium. Pewnie wiele osób pamięta jeszcze słynną zabawkę Tamagotchi, która w jakiś magiczny sposób potrafiła zaabsorbować mnóstwo osób. FarmVille i FishVille działa na bardzo podobnej zasadzie, co być może tłumaczy w pewnym stopniu popularność tych tytułów.

Szczególnie polecam, jeśli ktoś ma małe dziecko lub młodsze rodzeństwo. Średnio rozgarnięty szkrab potrafi całkiem sprawnie zając się akwarium, dzięki czemu możemy mieć więcej czasu dla siebie, a w bonusie spotkanie z radosnymi, ruchliwymi i nieźle zadbanymi rybkami. Tak od czasu do czasu.

JamLegend

Przegląd@rkowe Granie - farmy, RTS, muzyka i RPG - ilustracja #3
Zespół Seven7 w JamLegend

JamLegend należy raczej do tych niespecjalnie skomplikowanych gier przeglądarkowych, ale dostarcza sporo radości i to na bardzo długi czas. Chociaż mówiąc o poziomie komplikacji miałem raczej na myśli poziom wykonania, a niekoniecznie poziom trudności, ale po kolei. JamLegend to gra muzyczna, jakich zresztą wiele, jednak ta jest po pierwsze dostępna przez przeglądarkę, a po drugie ma niesamowicie długą listę utworów.

Gramy standardowo za pomocą klawiszy, korzystając z trzech do pięciu w zależności od poziomu trudności. Nasze działania nie mają specjalnego wpływu na sam utwór, który leci sobie spokojnie i nie zmienia się niezależnie od tego jak bardzo się pomylimy. Jeśli jednak przez dłuższy czas nie będziemy trafiali w nuty, to w tle usłyszymy głosy rozgniewanego tłumu, a jeśli i to nie pomoże, to piosenka zostanie przerwana. Wybierając najłatwiejszy poziom trudności możemy sobie poradzić nawet z bardziej skomplikowanymi piosenkami, natomiast przy najwyższym poziomie trudności nawet spokojne i - wydawać by się mogło - łatwe utwory, stanowią spore wyzwanie. Dochodzenie do mistrzostwa jest w tym wypadku procesem pracochłonnym, ale zdecydowanie przyjemnym, gdyż wśród ogromnej listy utworów na pewno każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego.

Ten tytuł jest zdecydowanie wart polecenia osobom, które nie miały do tej pory styczności z takimi grami muzycznymi jak Rock Band czy Guitar Hero, a chciałyby zobaczyć, jak to mniej więcej wygląda. Rozgrywka mimo podobnego interfejsu różni się odrobinę od tej oferowanej na konsolach, szczególnie brakiem wpływu na brzmienie samej piosenki, ale jeśli pominąć to niedociągnięcie, to zabawa opiera się na tych samych zasadach.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że lista artystów składa się głównie z twórców niezależnych, a więc piosenki, jakie można tam usłyszeć nie goszczą na co dzień w naszych radioodbiornikach. Przyznać muszę, że trafiłem tam na co najmniej kilkadziesiąt utworów zdecydowanie wartych uwagi i nawet z tego względu testowanie tej gry w żadnym wypadku nie było stratą czasu.

Shakes & Fidget

Przegląd@rkowe Granie - farmy, RTS, muzyka i RPG - ilustracja #4
Prosta i niewymagająca rozrywka, ale z humorem i potrafi wciągnąć.

W odróżnieniu do poprzedniej produkcji ten tytuł zdecydowanie nie wymaga specjalnego zaangażowania. Tym razem mamy do czynienia z przykładem bardzo statycznej, ale dosyć ciekawej gry RPG. Tworzymy bohatera i wysyłamy go na przeróżne przygody, podczas których nasz podopieczny zdobywa doświadczenie, gotówkę i dozbraja się. Shakes & Fidget należy do tego typu pozycji, które praktycznie „grają się same”. Udział gracza ogranicza się do wyboru aktywności spośród kilku dostępnych, a następnie oczekiwania na efekty.

Cóż możemy robić? Nasze podstawowe miejsce wizyt to karczma, którą odwiedzamy w celu zdobycia zadań oraz uzupełnienia paska poziomu awanturniczości. Ten ostatni jest wymagany, aby brać udział w przygodach, a podczas ich trwania powoli się kurczy. Awanturniczość uzupełniamy za pomocą mocnego trunku, co w zasadzie ma chyba jakiś sens i z punktu widzenia naszego bohatera nie należy niewątpliwie do rzeczy nieprzyjemnych. Niestety z naszego punktu widzenia jest trochę gorzej, bowiem za trunek płaci się za pośrednictwem specjalnej waluty, zakupionej za prawdziwą gotówkę. Nie jest to jednak specjalny powód do zmartwienia. Wystarczy odczekać odrobinę między przygodami, by poziom awanturniczości wzrósł automatycznie. Ponadto mamy oczywiście zbrojownię, gdzie zaopatrzymy się w nowy oręż i zbroję oraz sklep magiczny, który dostarczy nam zaczarowanych przedmiotów oraz eliksirów. Dodatkową rozrywkę znajdziemy także na arenie gdzie możemy się zmierzyć w walce z innymi graczami. Oczywiście nasz udział w tych potyczkach ograniczony jest do biernej obserwacji, zaskakująco jednak, jest to zabawa dosyć przyjemna i potrafi wciągnąć na jakiś czas.

Jak wspomniałem na początku Shakes & Fidget zdecydowanie jest pozycją, która stawia na bardzo bierną zabawę. Jest to tego typu gra, którą trzymamy gdzieś w tle i zerkamy tam od czasu do czasu, żeby coś kliknąć, coś wybrać i rzucić okiem na poczynania naszego podopiecznego. Jednak z różnych powodów potrafi wzbudzić zainteresowanie, oferuje dosyć humorystyczne podejście do tematyki RPG i stanowi całkiem ciekawy sposób na zabijanie czasu, jeśli ktoś ma jego nadmiar.

Grę znajdziecie pod tym adresem, a według mnie jest ona jak najbardziej warta przetestowania. Czy wciągnie na dłużej? Mało prawdopodobne, chociaż na pewno znajdziecie wielu graczy, którzy przy Shakes & Fidget spędzili mnóstwo czasu.

Legends of Zork

Przegląd@rkowe Granie - farmy, RTS, muzyka i RPG - ilustracja #5
Mapa lokacji w Legends of Zork

Nie bez powodu Legends of Zork przedstawiam równolegle z wcześniejszym Shakes & Fidget, gdyż są to gry bardzo podobne. Jednak Legends of Zork wydaje się być zdecydowanie bardziej rozbudowana, ale tym samym wymaga większego zaangażowania. Jak w przypadku pozycji omawianej powyżej, Legends of Zork, to gra fantasy RPG, w której naszym celem jest rozwijanie postaci.

W tym przypadku mamy do czynienia z bardziej skomplikowanym systemem. Gracz otrzymuje do dyspozycji trzy różne drzewka umiejętności i tworzy klasę postaci wydając punkty na konkretną specjalizację. Można wybrać ścieżkę ducha, ciała i umysłu, każda oferuje odrobinę inny sposób prowadzenia walki. Są to oczywiście decyzje mocno kosmetyczne, gdyż sama walka toczy się bez naszego udziału, a jej wynik zależy od rzutu kostką. Ten z kolei musi zmieścić się w granicach wyznaczonych przez połączone modyfikatory wynikające z naszej zdolności ataku i obrony, noszonego sprzętu oraz poziomu przeciwnika. Brzmi to dosyć karkołomnie, ale w zasadzie sprowadza się do wskazania przez grę określonej wartości od 1 do 100 (nazwijmy ją naszą wartością bojową) , a następnie wykonanie rzutu kostką k100 (sto ścianek). Jeśli uzyskany wynik jest wyższy od wartości wskazanej przez grę, to zostajemy trafieni, jeśli natomiast wynik jest niższy to my trafiamy przeciwnika. W ten sposób właśnie toczy się walka. Każde trafienie to utrata jednego punktu życia. Kiedy ta wartość u jednego z walczących spadnie do zera, to bitwa dobiega końca, a zwycięzca odchodzi z łupem.

Na szczególną uwagę zasługuje sposób poruszania się po świecie. Gracz ma dostęp do mapy, gdzie wybierając odpowiednie rejony, może wskazać teren do eksploracji. Daje to dosyć duże poczucie swobody i wrażenie fizycznej obecności w wymyślonym, ale namacalnym świecie gry. Dosyć przyjemne są również zadania jakie otrzymujemy wraz z rozwojem naszego podopiecznego. Z reguły są to niebanalne historie, w które trzeba się wczytać i odgadnąć lokację, do której musimy się udać w celu wykonania zadania.

Naszego bohatera dozbrajamy kupując co jakiś czas nowy ekwipunek w specjalnych sklepach. Pieniądze uzyskujemy po wygranej walce z bestiami napotkanymi w trakcie eksploracji, a także ze sprzedaży łupów. Jak wspomniałem wcześniej, gra wymaga dosyć dużego zaangażowania. Walki toczą się w czasie rzeczywistym i chociaż zostajemy w ich trakcie sprowadzeni do roli widza to i tak, są one na tyle krótkie, że trzeba cały czas kierować krokami naszego poszukiwacza przygód. W ciągu doby każda postać otrzymuje określoną ilość punktów akcji, te zużywają się podczas eksploracji, a gdy spadną do zera, trzeba odczekać, zanim ponownie ruszymy w świat. Jednak bez obawy - jest ich na tyle dużo, że zupełnie starczą by przeprowadzić każdego dnia kilkadziesiąt potyczek. Jeśli jednak będzie komuś mało, to może wykupić dodatkowe punkty akcji za gotówkę i grać dalej. Oczywiście nie jest to niezbędne do zabawy. Można zupełnie spokojnie podarować sobie wydawanie pieniędzy i nadal przyjemnie spędzać czas w wirtualnym świecie Legends of Zork.