Wardogs mierzy się nie tylko z regionalną krytyką, ale gracze nie są zgodni ani w niej, ani w propozycjach naprawienia problemów popularnej strzelanki.
Twórcy Wardogs odpierają zarzuty graczy (głównie, ale nie tylko, z jednego regionu) w świetle fali negatywnych recenzji wystawianych przez fanów w ostatnich dniach. Jednocześnie zyskują sympatię małego dewelopera, który nie zazdrości im podjętego wyzwania.
Zespół Bulkhead Interactive wielokrotnie dawał do zrozumienia, jak bardzo nietypowe jest jego podejście do pracy deweloperskiej. Na nieszczęście dla studia, teraz twórcy mierzą się z problemem aż za bardzo dobrze znanym z innych strzelankowych gier-usług: niezadowoleniem własnych fanów po ostatnich zmianach.
22 października na 2600 recenzji tylko 547 (21%) stanowiły „łapki w górę”. Zaś w całym minionym tygodniu na ponad 15 tysięcy opinii (przy prawie 45 tys., które opublikowano w ostatnich 30 dniach) na plus była ledwie połowa wystawionych ocen. W efekcie na 126,5 tys. recenzji obecnie 67% jest pozytywnych, co daje Wardogs „mieszany” odbiór.
Co jednak może dziwić, to że rozczarowanie graczy przyszło znacznie wcześniej, bo mimo ogromnych tłumów na serwerach drugi sezon Wardogs okazał się zawodem dla wielu osób. Tak wielkim, że deweloperzy zapowiadali przyspieszenie premiery następnej serii rozgrywek. Mimo to przez pierwszy tydzień gracze byli… może nie wyrozumiali, ale żadnego dnia negatywne opinie nie stanowiły więcej niż 60% wystawionych opinii. To był zły wynik, ale i tak nieporównywalnie lepszy od tego z 22-23 października. Próżno też szukać ogłoszenia na Steamie, które można by wskazać jako powód wybuchu niezadowolenia.
Tajemnica nieco się wyjaśnia po sprawdzeniu recenzji – zwłaszcza języków, w których je napisano. Jak się bowiem okazuje, choć narzekania widać wszędzie, lwia część recenzji niezadowolonych graczy to opinie napisane w językach azjatyckich, zwłaszcza po chińsku (w obu wariantach) lub koreańsku. W uproszczonym języku chińskim ledwie 23% użytkowników oceniło grę na plus. Dla porównania: w angielskich opiniach 74% jest pozytywnych, a w polskich: 75%.

To zdaje się być powiązane z jedną z niedawnych decyzji twórców: wprowadzeniem ograniczenia maksymalnego pingu jako formy walki z oszustami. Część graczy uważa, że to właśnie cheaterzy odpowiadają za sporą część „negatywów”, jako że wiele z tych regionów – zwłaszcza Chiny, Rosja i Korea – stereotypowo (i choć nie zupełnie bezzasadnie) postrzega się jako źródło tych pseudograczy. To oznacza, że: a) oszuści nie mogą „grać” na zagranicznych serwerach i b) prawdziwi gracze muszą męczyć się z domowymi cheaterami.
Warto dodać, że narzekania na ten dodatek widać także w recenzjach napisanych w innych językach.
Niestety, choć znaczna, to tylko część problemu. Jak na ironię jednym z najczęściej powtarzanych zarzutów były narzekania na niedziałające antycheaty Wardogs, ale też wspomniana decyzja o szybkim wypuszczeniu kolejnego sezonu gry. Gracze czują bowiem, że obecny system progresji nie zachęca do swobodnej zabawy, wymuszając albo korzystanie z podstawowego ekwipunku (co daje małe szanse w starciu z bardziej, ekchm, pocącymi się rywalami), albo spędzanie czasu w grze na tych samych aktywnościach, które zasilą wirtualne fundusze lepiej niż „zwykła” rozgrywka. Ewentualnie: wykupienie bonusów do zdobywanego doświadczenia. Nie pomaga też zapowiedź szybszego zakończenia sezonu, co oznacza rychłą czystkę.
Twórcy są świadomi tych zarzutów, ale sami też widzą powody do narzekań. Nie chodzi nawet o nieporozumienie dotyczące spowolnienia tempa robienia postępów (co dotyczyło przejścia z bety do 1. sezonu, a nie do obecnego). Po prawdzie, deweloperzy już przyspieszyli progresję z myślą o „casualach” – tyle że szybki „reset” de facto zniweczył tę zmianę.
To był przykład nieprzemyślanej decyzji, co do których autorzy przyznali się w wywiadzie dla serwisu PCGamesN. Niemniej w trakcie rozmowy przedstawiciele Bulkhead Interactive dodali, że gracze chyba odnoszą mylne wrażenie, że Wardogs rozwija ogromny zespół niczym gry AAA, o czym wspomniał Nightingale, dyrektor kreatywny Bulkhead Interactive:
Sukces, który przysparza nam teraz zmartwień, sprowadza się do natychmiastowego założenia przez graczy, że jesteśmy znacznie więksi niż w rzeczywistości. Przeprowadzamy testy każdego dnia; nie ma momentu, w którym byśmy tego nie robili i nie analizowalibyśmy tych kwestii. Obsługa gry-usługi to dla nas nowość, jeśli chodzi o rzeczy, które musimy naprawdę mieć na oku – zrozumieć, gdzie gracze będą się sprzeciwiać wprowadzanym zmianom, co im się spodoba, a co nie.
Szefa studia dodał, że pilnie przyglądają się recenzjom na Steamie, ale martwią one zespół także w kontekście funkcjonowania platformy. Jak wyjaśnił, algorytm Steama zaprzestaje promowania, jeśli nawet „tylko” recenzje z ostatnich 30 dni spadną do „mieszanych” i deweloperzy już w miniony weekend odnotowali znaczny spadek sprzedaży. Dlatego też Brammer wyraził nadzieję, że gdy zadebiutuje nowa zawartość (i poprawki), gracze będą pamiętali o zmienieniu swoich ocen na pozytywne (oczywiście jeśli spodobają im się te nowości).
Gracze przyjęli te słowa z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony wiele osób rozumie wyzwania, przed którymi staje względnie niewielki zespół i zgadza się, że część społeczności skupionej wokół Wardogs zrobiła się zbyt toksycznie roszczeniowa (co, umówmy się, jest standardem w każdej grze). Z drugiej jednak strony niektóre z najpoważniejszych problemów sprowadzają się, zdaniem fanów, do samych fundamentów. Co oznacza, że tymczasowe lub skromne poprawki nie wystarczą, by uporać się z tymi niedociągnięciami. Oczywiście da się znaleźć propozycje „prostych” rozwiązań, ale – jak zawsze – gracze sami nie mogą się zgodzić, które z nich faktycznie naprawią grę (czy nawet co dokładnie to oznacza w praktyce).
Jednakże znalazła się jedna osoba, która stanęła stanowczo po stronie Bulkhead Interactive. Anton Hand, niezależny twórca gier, stwierdził, że mimo „niedociągnięć” Wardogs nie zazdrości twórcom gry jako deweloper pracujący nad produkcją „realistyczną” bronią palną, bo ci podjęli się wyzwania, z którym nikt nigdy nie zdołał się uporać:
Widząc coraz bardziej negatywne reakcje wobec twórców Wardogs, którzy – pomimo swoich niedociągnięć – wyraźnie próbują zmierzyć się z problemem, którego nikt jeszcze nie rozwiązał w sposób poważny, naprawdę uświadamia się, że niewiele jest społeczności graczy bardziej toksycznych niż ta skupiona wokół wieloosobowych strzelanek FPS o tematyce wojskowej.
Jako osoba, która od ponad dziesięciu lat pracuje nad realistyczną grą z bronią palną, niezliczoną ilość razy pytano mnie, czy i kiedy stworzę realistyczną wieloosobową grę z bronią palną – i, o rany, prędzej wskoczyłbym głową do pracującego rębaka do drewna.
Hand odnosi się do wspomnianej pokrótce typowej zagwozdki gier opartych na rywalizacji, zwłaszcza tych stawiających na realizm. Nawet w dyskusjach fanów widać, że społeczność nie jest zgodna nawet co do tego, co jest problemem w Wardogs (pomijając cheaterów), a co dopiero jak je rozwiązać. Na przykład w kwestii snajperów nie ma zgody, bo obok osób narzekających, jak to ci strzelcy wyborowi „zabijają” grę, są gracze wskazujący na sporą liczbę osłon (albo narzekający, że „headshot” nie zawsze zabija po trafieniu w głowę chronioną hełmem). Ba, nie brakuje głosów twierdzących, że osoby żądające „sprawiedliwej” i w pełni „zbalansowanej” rozgrywki nie mają pojęcia, o czym mówią i jak fatalne byłoby to dla Wardogs.
Niemniej wszyscy są zgodni, że Bulkhead Interactive czeka sporo pracy, jeśli chce podtrzymać zainteresowanie grą. Na razie, mimo narzekań i bombardowania z Azji, Wardogs pozostaje jedną z najpopularniejszych produkcji na Steamie, z dzisiejszym „peakiem” na poziomie ponad 142 tys. graczy jednocześnie.
Steam

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).