Reżyser nie chce, by jakakolwiek z jego przyszłych gier powtórzyła los The Last of Us: Factions i nigdy nie pokazała się graczom.
Nigdy więcej gier, które nie ujrzą światła dnia – taką przysięgę złożył reżyser skasowanego sieciowego spin-offu The Last of Us.
Anulowanie Factions wywołało mieszane uczucia wśród miłośników postapokaliptycznego uniwersum studia Naughty Dog. Niemniej sami twórcy niedoszłej gry-usługi (którzy dowiedzieli się o decyzji Sony w ostatniej chwili) byli zdruzgotani postawieniem kreski na, ich zdaniem, świetnie zapowiadającej się produkcji. Głośny wyraz dał temu reżyser projektu, który teraz złożył zuchwałą obietnicę.
Vinit Agarwal, który opuścił szeregi ND wraz ze skasowaniem projektu, ponownie dał wyraz swojej frustracji. W miniony weekend reżyser Factions wspomniał, jak to wielu jego byłych współpracowników nadal wspomina, jak świetnie zapowiadała się ta produkcja, która była „najlepszą grą sieciową, w jaką zagrali”.
Oczywiście na takie zapewnienia samych twórców zawsze należy spoglądać z przymrużeniem oka, choćby i były one zgodne z prawdą i nawet jeśli frustracja deweloperów wydaje się mocno uzasadniona (Factions miało być gotowe w 80 procentach, a deweloper dowiedział się o kasacji na 24 godziny przed publicznym ogłoszeniem decyzji). Jednakże Agarwal nie poprzestał na powtórzeniu tych pochwał pod adresem Factions. Reżyser gry stwierdził wprost, że „nigdy więcej nie pozwoli, by jego gra nie ujrzała światła dnia”.
Takie słowa byłyby ambitne nawet w najlepszych czasach dla twórców gier, a co dopiero teraz, gdy szykuje się kolejny rok rekordowych zwolnień, a nawet najstarsi weterani gier wideo nie są pewni, czy aby najgorszy kryzys w historii branży nie był lepszym okresem dla deweloperów. W ostatnich latach niejeden obiecujący, wyczekiwany lub intrygujący projekt nie zbliżył się nawet nie do premiery, a pierwszej prezentacji rozgrywki.
Oczywiście obietnica Agarwala niekoniecznie tłumaczy się na nieuniknione wydanie przyszłych projektów twórcy. To niewątpliwie preferowana opcja, ale co może najbardziej boleć reżysera, to że gracze nie zobaczyli nawet, jak prezentowało się niemal gotowe Factions w akcji. Być może taki pokaz po części uciszyłby głosach tych graczy, którzy nie tylko nie opłakują spin-offu TLoU, lecz wręcz cieszą się, że Sony pogrzebało kolejną grę-usługę, nim projekt powtórzył „sukces” Concorda.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).