Po roku rozwoju w Steam Early Access RPG akcji Dragonkin: The Banished doczekało się aktualizacji 1.0 na PC.
Po roku obecności we wczesnym dostępie na Steamie konkurent Diablo 4 i Path of Exile 2 – RPG akcji Dragonkin: The Banished – doczekał się premiery wersji 1.0 na komputerach stacjonarnych. Na wydanie konsolowe gracze nie będą musieli długo czekać – produkcja trafi na PlayStation 5 oraz Xbox Series X/S 19 marca.
Aktualizacja 1.0 wprowadza przede wszystkim kompletną kampanię fabularną. Do gry dodano trzy nowe akty, dzięki czemu historia została domknięta i obejmuje teraz łącznie cztery rozdziały. Twórcy poprawili także narrację oraz wprowadzili świeże przerywniki filmowe, które mają nadać światu Dragonkin: The Banished więcej kontekstu i życia.
Nowością jest również tryb lokalnej kooperacji, pozwalający dwóm osobom wspólnie przejść kampanię i polować na Banished Lords. Spośród innych dodatków warto wymienić m.in.:
Twórcy przygotowali także Blood Scales Edition, zawierającą zestaw kosmetycznych dodatków. Pakiet obejmuje m.in. 40 elementów pancerza, 5 pakietów kosmetycznych dla miasta Montescail, 17 efektów wizualnych dla postaci oraz 4 dla boskiego chowańca.
Z okazji wydania wersji 1.0 deweloperzy przygotowali również bezpłatny dodatek kosmetyczny zatytułowany Light of the First Praise. Aby odebrać DLC, należy dołączyć do oficjalnego serwera gry na Discordzie gry i użyć komendy /claim, która generuje klucz aktywacyjny Steam.
Na Steamie Dragonkin: The Banished ma obecnie 70% pozytywnych recenzji, jednak odsetek tych z ostatnich 30 dni wynosi aż 87%. Przypływ przychylnych opinii nie umknął uwadze twórców, którzy kilka dni temu podziękowali społeczności m.in. za ciepłe przyjęcie aktualizacji rozwijającej tryb wieloosobowy.

W swoich recenzjach gracze chwalą przede wszystkim bogatą zawartość gry – zwłaszcza w końcowej fazie rozgrywki – szerokie możliwości konfiguracji postaci oraz płynny i efektowny system walki. Na pochwały zasłużyło również drzewko umiejętności, które niektórzy użytkownicy określają jako „innowacyjne”.
Co istotne, w komentarzach pojawiają się przykłady radykalnej zmiany opinii o grze. Jeden z użytkowników przyznał, że w momencie premiery w Steam Early Access uważał produkcję za „okropną”, natomiast po licznych aktualizacjach określił ją jako „niesamowitą”.
Choć Dragonkin: The Banished to produkcja wyraźnie mniejszej skali niż najwięksi przedstawiciele gatunku, niektórzy gracze wskazują, że może ona stanowić interesującą alternatywę dla Diablo 4 czy Path of Exile 2 – zwłaszcza dla osób poszukujących hack’n’slasha wprowadzającego nieco świeżości do gatunku.
Nie oznacza to jednak, że gra nie spotyka się z krytyką. Wśród najczęściej wskazywanych problemów pojawia się brak wsparcia dla monitorów ultrapanoramicznych o proporcjach 32:9, o co gracze zabiegają już od dłuższego czasu. W starszych opiniach można też znaleźć zarzuty, że Dragonkin: The Banished przypomina bardziej grę mobilną niż pełnoprawnego komputerowego i konsolowego przedstawiciela gatunku hack-and-slash.
Wydanie aktualizacji 1.0 przełożyło się również na wyraźny wzrost zainteresowania grą. W ostatnich dniach przed premierą pełnej wersji liczba graczy w szczytowym momencie oscylowała w okolicy 270 osób, natomiast po debiucie wersji 1.0 wzrosła do 1648 użytkowników Steama bawiących się jednocześnie. Nie ma wątpliwości, że wynik ten będzie jeszcze rósł w kolejnych dniach.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
Steam

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.