Ojciec Dead Space’a docenia historię Disco Elysium i sposób jej opowiedzenia. Jego zdaniem, choć nie jest to gra dla każdego, fabuła nie ma sobie równych.
Niewiele jest na rynku gier, których fabuła jest tak dopracowana jak Disco Elysium estońskiego studia ZA/UM. Ta nietypowa, momentami bardzo abstrakcyjna historia detektywa-pijaka została świetnie przyjęta przez graczy na całym świecie, choć jej sukces nie uchronił deweloperów przed problemami z inwestorami studia. Ci, w wyniku przepychanek prawnych, przejęli kontrolę nad studiem, pozostawiając pracowników na przysłowiowym lodzie.
I pewnie cała sprawa nie byłaby tak paląca, gdyby nie fakt, że produkcja, mimo swojej dziwności i specyficznego humoru, trafiła do szerokiego grona odbiorców. Nie udałoby się to również, gdyby nie powieść Roberta Kurvitza - jednego z „ojców” gry, której „materiał źródowy” doczekał się nawet tłumaczenia na język angielski. Bo to właśnie w cesze wspólnej dla gier wideo i literatury, czyli wciągającej historii i fabuły, niektórzy dopatrują się dzisiaj źródła sukcesu estońskiego dzieła.
Wynika to z nadchodzącego wywiadu w podcaście FRVR z Chuckiem Beaverem (scenarzystą i producentem Dead Space), o którym czytamy w najnowszym artykule redakcji. Beaver twierdzi, że Disco Elysium nie jest grą dla każdego, lecz z pewnością należy do grona produkcji, których scenariusz stoi na naprawdę wysokim poziomie. Balans między realizmem a fantastyką w grze zrobił wrażenie na twórcy Dead Space, a jak sam przyznaje:
W zasadzie to wygląda jakbyś czytał powieść, ale jej scenariusz jest po prostu świetny. Fabuła jest świetna. Sposób zbudowania świata też jest świetny.
Pozytywne odczucia Beavera wobec Disco Elysium wynikają nie tylko z samej historii, lecz także z dość niecodziennego podejścia do całego świata omawianej produkcji. Bo to właśnie świat przepełniony polityką i różnymi sposobami postrzegania rzeczywistości daje idealne podłoże do wybrzmienia specyfiki samej fabuły, jak i problemów głównego bohatera.
Wszystko opiera się na tej naprawdę banalnej, smutnej dystopijności Bloku Wschodniego, prawda? A w nim ten okropnie dysfunkcyjny antybohater.
Pomimo problemów w estońskim studiu, fani świetnie przyjętego Disco Elysium nie mają się o co martwić. Pracownicy, którzy pozostali w ZA/UM, już pracują nad tytułem o bardzo zbliżonej narracji oraz ogólnej estetyce względem pierwowzoru. Zero Parades: For Dead Spies nie jest jednak jedynym tytułem ze świeżo powstającego gatunku disco-like’ów, bowiem pod koniec zeszłego roku swoją premierę odnotowało Rue Valley, a na początku marca tego roku - dużo lepiej przyjęte przez społeczność Esoteric Ebb.
Jak więc widzicie, w rozpoczętym przez Estończyków gatunku deweloperzy zdają się doskonale rozumieć o czym wspominał Chuck Beaver i pokazują, że potrafią skupić się na niebanalnej historii w równie ciekawym świecie. Chętnych na takie wizje świata graczy nie brakuje, więc pewnie nie zabraknie tego typu tytułów, czego niestety nie można powiedzieć o kolejnej części Dead Space’a. Wszystko za sprawą niezadawalającej ilości sprzedanych kopii remake’u „jedynki”, co również znalazło swoje potwierdzenie we wspomnianym wywiadzie.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic
GRYOnline
Gracze
Steam

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.