Organizatorzy Stop Killing Games nie wierzą w „protest” hakerów, a wyciek rozgrywki GTA 6 mógł jedynie zaszkodzić inicjatywie.
Stop Killing Games przestrzega graczy przed hakerami odpowiedzialnymi z wyciek materiałów z Grand Theft Auto 6 i potępia ich „nielegalne” działania.
Wydawało się, że Rockstar Games udało się uniknąć kolejnych wycieków po ogromnym „leaku” sprzed 4 lat. Na nieszczęście dla dewelopera, do sieci trafiły nagrania rozgrywki – krótkie, ale na tyle liczne, że potwierdziły wiele szczegółów dotyczących „szóstego” Grand Theft Auto. A na tym bynajmniej nie koniec, jeśli wierzyć deklaracjom hakerów.
Sprawa szybko przyciągnęła uwagę wielu osób, wliczając w to grupę Stop Killing Games. Nie chodzi tylko o samą grę, ale też rzekome pobudki autorów przecieku, według których jest to forma protestu przeciwko głośnej decyzji Sony o porzuceniu płyt. To przecież twórcy GTA 6 wpierw ogłosili brak płyty w pudełku z grą, a dopiero potem właściciel PlayStation zapowiedział rezygnację z fizycznych nośników do stycznia 2028 roku.
Tyle że SKG nie tylko szczerze wątpi w pobudki hakerów, ale też otwarcie potępiło działania tej grupy. Organizacja podkreśliła, że nawet jeśli frustracja decyzją Sony rzeczywiście stała za tą akcją, to takie „destrukcyjne działanie” nikomu nie pomaga, co najwyżej uderzając w szeregowych twórców – a także potencjalnie w samych hakerów, którzy powinni przekuć swoją irytację w coś „bardziej konstruktywnego”.
Zamiast tego skierujcie tę frustrację w coś bardziej konstruktywnego. Takie działanie ma charakter destrukcyjny i nikomu nie pomaga, a co gorsza, grozi nadszarpnięciem reputacji naszych społeczności i zmniejszeniem naszych szans na wprowadzenie zmian. Historia również nie sprzyja osobom ujawniającym poufne informacje: ostatnia osoba, która postąpiła w ten sposób wobec Rockstar w 2022 roku, została skierowana do szpitala na czas nieokreślony. Nie jest to sprawa, dla której warto ryzykować swoje pieniądze lub przyszłość. (Mamy poważne wątpliwości, czy atak hakerski rzeczywiście miał taki cel).
Jednakże, jak widać, organizatorzy Stop Killing Games zwyczajnie nie wierzą, by hakerami kierowały jakiekolwiek szlachetne pobudki. Jak czytamy w ogłoszeniu w serwisie X, autorzy przecieku mają go wykorzystywać do promowania kryptowalut i wyłudzania pieniędzy, a ich „nielegalne działania” bardziej szkodzą szeregowym twórcom niż zarządowi Rockstara, Sony lub Take-Two Interactive:
Nie wysyłajcie tym osobom swoich pieniędzy, bez względu na to, jak bardzo sympatyzujecie z ich działaniami. Jest to niezgodne z prawem i, szczerze mówiąc, współczujemy wszystkim pracownikom Rockstar, którzy muszą ponownie przechodzić przez tę mękę, zwłaszcza na nieco ponad tydzień przed premierą oficjalnego „Extended Look” firmy Rockstar.
Wykorzystywanie nielegalnych środków w celu wyrażenia swojego stanowiska jest dla nas nie do przyjęcia i w żaden sposób nie chroni naszego prawa do dalszego korzystania z tego, za co zapłaciliśmy. Bez względu na to, jak bardzo nie zgadzacie się z decyzjami kierownictwa tych firm, wciąż istnieją tysiące deweloperów, którzy ciężko pracowali nad tym projektem – i to właśnie oni ponoszą największe straty.
Internauci komentujący oświadczenie SKG podkreślają też, że takie przecieki od „cyfrowych terrorystów” nie są dobre nawet dla fanów czekających na nowe gry, bo zabija to jakąkolwiek ekscytację z ujawnienia elementów nowej gry. Niemniej da się znaleźć sporo (by nie powiedzieć: więcej) komentarzy faktycznie sympatyzujących jeśli nie z samymi hakerami, to z ich działaniami, a „nielegalność” tychże nie przeszkadza tym graczom, byle tylko dopiec „korporacjom”.
Niektórzy gracze argumentują, że „legalne” działania na razie nic nie dały, co ma sugerować, że ich zdaniem takie akcje miałyby pomóc „zachęcić” wydawców do pójścia na rękę graczom. Sęk w tym, i sporo osób zwraca na to uwagę, że ten przeciek i deklaracja hakerów nie tylko nic nie zmienią i co najwyżej zirytują te firmy, ale wręcz mogą one zaszkodzić Stop Killing Games.
Grupa poświęciła bowiem sporo czasu na przekonanie polityków, że SKG podchodzi racjonalnie do sprawy „zabijania” gier wideo, m.in. walcząc z dezinformacją dotyczącą rzekomo kuriozalnych żądań w ramach tej inicjatywy i możliwych komplikacji. Co oznacza też, że akcja była przestawiana jako „głos graczy” i utożsamiane z ich działania, a teraz – jak to niezbyt delikatnie ujął jeden z organizatorów – „jakiś kretyński haker zepsuł mi poranek w parlamencie, bo teraz znowu cała grupa polityków ma naprawdę g**niane wyobrażenie o społeczności graczy”.
Dla przypomnienia: SKG zdecydowało się pozwać Sony w sprawie porzucenia płyt, bo – jak to uzasadniano – granie w chmurze można uznać za szczytowy przykład podejścia, które szeregowi gracze i organizatorzy inicjatywy określają dosadnym hasłem „nie będziesz posiadał niczego i będziesz się tym cieszył”. Teraz jednak Stop Killing Games musi dopisać „powiązania z autorami nielegalnego przecieku” do i tak zbyt długiej listy nieporozumień, które reprezentacji będą musieli wyjaśniać w trakcie spotkań z politykami i regulatorami.
Więcej:Cztery dni wolnego na GTA 6 za przedłużenie służby w wojsku. Armia oficjalnie milczy

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).