Dla pokolenia, które zaczynało z internetem w latach dziewięćdziesiątych, ta ikonka po prostu była internetem. Oficjalnie pogrzebano ją w 2022 roku. Nieoficjalnie jej silnik do dziś „mieli” strony w bankach i urzędach, a Microsoft właśnie przypomniał, że pozwoli mu pracować co najmniej do końca 2029 roku. Co dokładnie znaczy „co najmniej”, nie wie nikt - a w bankomatach IE ma żyć jeszcze dłużej.
Microsoft ostrzegł firmy, że kończy się czas trybu IE, czyli ostatniego żywego fragmentu Internet Explorera, ukrytego dziś wewnątrz przeglądarki Edge. Termin nie jest nowy, ustalono go już w 2021 roku, ale firma uznała, że pora go odświeżyć. Wsparcie ma potrwać co najmniej do końca 2029 roku, ale firmy mają zacząć przenosić stare aplikacje już teraz, bo, jak napisano w komunikacie, „projekty modernizacji mogą zająć lata". Przeglądarka, która przez dekadę była synonimem sieci, ma więc wyznaczoną datę. Tyle że jest to data, przed którą na pewno nie umrze, a nie taka, po której na pewno zniknie.
Zanim ktokolwiek wiedział, co to przeglądarka, było niebieskie „e" na pulpicie. Klikało się je i wchodziło „do internetu", bo tak się wtedy mówiło. Przez to okienko pobieraliśmy dema z serwisów growych, na modemie, po dwadzieścia minut na sto megabajtów, modląc się, żeby nikt w domu nie podniósł słuchawki. Przez to okienko odpalaliśmy pierwsze flashówki, strony z poradnikami, fanowskie witryny z kodami do gier i te wszystkie serwisy z napisem „najlepiej oglądać w Internet Explorerze przy rozdzielczości 1024×768".
Internet Explorer zadebiutował w sierpniu 1995 roku w płatnym pakiecie Microsoft Plus! do Windows 95. Projekt zainicjował Thomas Reardon, a zespół liczył na początku około sześciu osób. Nikt wtedy nie przewidywał, że to będzie jeden z najważniejszych programów w historii komputerów osobistych.
Bo IE naprawdę wygrał wszystko. Microsoft dołączał go do Windowsa za darmo i to wystarczyło: z około 10 procent rynku w 1996 roku przeglądarka doszła w latach 2002-2003 do mniej więcej 95 procent. Netscape Navigator, który jeszcze chwilę wcześniej rządził siecią, przestał istnieć. Microsoft zapłacił za to głośnymi procesami antymonopolowymi, ale wojnę przeglądarek wygrał na całej linii.
I dokładnie wtedy przestał się starać. Przez lata IE stał w miejscu, a gdy pojawiły się Firefox i Chrome, okazało się, że król jest nagi: wolny, dziurawy i wyświetlający strony po swojemu, ku rozpaczy wszystkich, którzy je robili. Udział spadł poniżej 50 procent we wrześniu 2010 roku, w maju 2012 wyprzedził go Chrome, a w 2022 roku, gdy Microsoft wyłączał przeglądarkę, według StatCountera zostało jej poniżej jednego procenta rynku. Dziś w zestawieniach trudno go w ogóle znaleźć. Po drodze IE zdążył się zamienić w mem: przeglądarkę, której używa się wyłącznie po to, żeby pobrać inną przeglądarkę.
Ostatnią wersją był Internet Explorer 11 z października 2013 roku. 15 czerwca 2022 roku skończyło się jego wsparcie, a niedługo potem kliknięcie starej ikonki przestało cokolwiek dawać, bo otwierał się po prostu Edge.
Okazuje się jednak, że IE nigdy do końca nie odszedł. W Edge siedzi do dziś wspomniany tryb IE, czyli funkcja, która potrafi wyświetlić starą stronę dokładnie tak, jak robił to Internet Explorer. Nie zrobiono tego dla sentymentu, tylko dlatego, że w bankach, urzędach i firmach wciąż działają programy napisane dwadzieścia lat temu pod tę jedną przeglądarkę, których nikt nigdy nie przepisał.
Większość serwisów napisała, że koniec wypada z końcem 2029 roku. I tu przyda się drobna, ale istotna poprawka. Microsoft deklaruje wsparcie „co najmniej do 2029 roku", czyli to raczej minimum niż data ostateczna, a przed faktycznym wyłączeniem obiecuje uprzedzić z rocznym wyprzedzeniem. Jest za to haczyk w drugą stronę: tryb IE przestaje być wspierany razem z systemem, na którym działa. Kto siedzi dziś na Windowsie 10 bez płatnego rozszerzonego wsparcia, ten swój termin ma już za sobą, bo podstawowe wsparcie tego systemu skończyło się w październiku 2025 roku.
Ale jest tutaj pewien wyjątek. W jednej edycji systemu (Windows 10 IoT Enterprise LTSC 2021, używanej w bankomatach, kasach i sprzęcie medycznym) pełny Internet Explorer 11 jako program ma wsparcie aż do 13 stycznia 2032 roku. Gdy tryb IE w Edge zniknie, prawdziwy IE nadal będzie pracował w bankomacie za rogiem.
Zwykłego człowieka to wszystko nie dotyczy. Nikt z nas nie odpala dziś IE dobrowolnie. Ale jest w tym coś rozbrajającego: przeglądarka zniknęła z pasków zadań cztery lata temu, a mimo to jej silnik wciąż pracuje w wielu firmach i instytucjach na świecie. Schowany w innym programie, pod inną nazwą, żeby nikt się nie zorientował.
Za kilka lat zniknie i to. Zostaną wspomnienia: pasek pobierania pełzający przez ekran, wyskakujące okienka, trzy paski narzędzi doinstalowane niechcący razem z jakimś odtwarzaczem i ten jeden serwis growy, który otwierał się poprawnie wyłącznie tutaj. Nikt nie będzie tęsknił. Ale każdy, kto pamięta, na moment się uśmiechnie.

Autor: Przemysław Bartula
W 2000 roku dołączył do ekipy tworzącej serwis GRYOnline.pl i realizuje się w nim po dziś dzień. Zaczął od napisania kilku recenzji, a potem płynnie poszły newsy, wpisy encyklopedyczne i cała masa innych aktywności. Na przestrzeni 20 lat uczestniczył w tworzeniu niemal wszystkich działów i projektów firmy; przez lata piastował stanowisko szefa encyklopedii gier i szefa newsroomu, a ostatecznie trafił do zarządu firmy GRY-OnLine S.A. Obecnie jest dużo bardziej zaangażowany w aktywności zarządcze aniżeli redaktorskie. Posiada dyplom technika elektrotechnika i inżyniera budownictwa wodnego.