Google uruchomiło Playground – platformę, która pozwala tworzyć własne gry za pomocą kilku poleceń, bez znajomości programowania.
Do stworzenia własnej gry nie trzeba już znać języków programowania ani spędzać miesięcy na nauce obsługi silnika. Przynajmniej taką wizję przedstawia Google, które uruchomiło Playground – eksperymentalną platformę pozwalającą zamieniać tekstowe polecenia w proste gry działające bezpośrednio w przeglądarce.
Zasada działania przypomina korzystanie z popularnych chatbotów AI i sprowadza się do słów sygnujących przedsięwzięcie: „Jeśli możesz o tym pomyśleć, możesz w to zagrać”. Innymi słowy, użytkownik opisuje, co chce stworzyć, a Playground zajmuje się resztą. Projekt można rozpocząć całkowicie od zera, wykorzystać gotowe podpowiedzi albo skorzystać z pomocy systemu przy rozwijaniu początkowego pomysłu.
Co istotne, na wygenerowaniu podstawowej wersji zabawa się nie kończy. Za pomocą kolejnych poleceń można zmieniać zasady rozgrywki, fizykę, bohaterów czy otoczenie, a następnie od razu testować wprowadzone modyfikacje.
Google chce przy tym, aby Playground było nie tylko narzędziem do tworzenia, ale również platformą skupiającą społeczność. Gotową grę można pozostawić prywatną, wysłać znajomym za pomocą linku albo opublikować w galerii Explore.
Produkcje działają w przeglądarce zarówno na komputerach, jak i urządzeniach mobilnych. Wybrane gatunki obsługują ponadto multiplayer i rankingi. Z kolei profil Play Games pozwala m.in. wybrać własny pseudonim, polubić gry, obserwować innych twórców oraz rywalizować o najlepsze wyniki.
Znacznie ciekawiej może zrobić się jednak w przyszłości. Google nawiązało współpracę z Unity, której efektem jest Unity Spark – rozwijane obecnie narzędzie, mające przenieść tę samą ideę na znacznie wyższy poziom.
Unity Spark również będzie działać w przeglądarce i pozwoli tworzyć gry przy użyciu tekstowych poleceń, ale zaoferuje bardziej zaawansowane mechaniki oraz możliwość budowania trójwymiarowych produkcji. Narzędzie ma korzystać z technologii Unity, a także zasobów dostępnych w Unity Asset Store.
CEO Unity Matt Bromberg zaznaczył przy tym, że Spark nie ma służyć do wydawania AI jednego polecenia i otrzymywania gotowej kopii gry:
[To] nie czyni cię następcą Hideo Kojimy, tak samo jak przepisanie pierwszego akapitu Wojny i pokoju w edytorze tekstu nie czyni cię Tołstojem. W Unity Spark chodzi o możliwość tworzenia prawdziwych, unikalnych interaktywnych doświadczeń. O budowanie czegoś, nad czym warto pracować, co warto dopracować i czym warto się dzielić.
Według Bromberga najważniejsze jest umożliwienie realizowania własnych pomysłów osobom, którym do tej pory brakowało odpowiednich umiejętności technicznych.
Stworzyliśmy Unity Spark dla graczy, którzy spędzili tysiące godzin w danym gatunku i dokładnie wiedzą, czego w nim brakuje. Dla grafików, którzy chcą zrealizować swoją wizję, ale nie potrafią programować. Moderów, którzy chcą teraz stworzyć coś zupełnie nowego. Właśnie w tym widzimy szansę: w ludziach z prawdziwym powołaniem twórczym, którzy mogą teraz w pełni wykorzystać swój potencjał – dodał szef Unity.
Unity Spark znajduje się obecnie w fazie testów, a kolejnym etapem będzie zamknięta beta.
Oczywiście zarówno Playground, jak i Unity Spark zapewne wywołają kolejną dyskusję o generatywnej sztucznej inteligencji w gamedevie. AI jest w branzy kontrowersyjna m.in. ze względu na kwestie praw autorskich i jakość generowanych treści. Z drugiej strony coraz więcej deweloperów wykorzystuje ją do przyspieszania części prac i ograniczania kosztów produkcji.
Na razie Playground pozostaje eksperymentem. Platforma wystartowała w Stanach Zjednoczonych dla osób powyżej 18. roku życia, a dostęp do funkcji tworzenia gier jest wdrażany stopniowo, w zależności od posiadanego abonamentu Google AI.
Więcej:Rodzice generują zdjęcia swoich dzieci za pomocą AI zamiast płacić za szkolne fotografie

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.