Dlatego mam ten film (jak i wiele innych) na dvd, i kładę kiełbaskę na striming :) Niech znika w ogóle ze strimingu, będę miał perełkę :)
Poza tym i tak jest na ShyShowtime i pewnie kilku innych.
PS Swoją drogą, ten Kiszak, to dla Was - szaleńców tropiących "hejt" - to jakieś straszne nemezis musi być :) Nie oglądam Kiszaka, nie wiedziałem nawet że ktoś taki jest, ale przez te wasze rozpaczliwe krzyki - "Kiszak to, Kiszak tamto, Prawicowiec, Hejter, Antysemita, Kosmita..." - aż kilka miesięcy temu sprawdziłem "o co kaman". Dzięki temu forumowemu wyciu, dowiedziałem się o jego istnieniu. Dalej go nie oglądam, ale wiem, że ktoś taki jest - wcześniej nie wiedziałem :)
Ja akurat w to nie będę grał, ale zastanawia mnie poziom...hmm...mediów branżowych. Cytuję - "Według serwisu Metacritic God of War: Sons of Sparta ma średnią ocen na poziomie 69%" - i dalej, bo tu dopiero robi się ciekawie, polski...ekhm, przepraszam, niemiecki, serwis o grach, dodaje "mówiąc wprost: nie jest dobrze". Serio, noty 7-8 na 10, to "nie jest dobrze"? Plus te dwie-trzy po 3-5 na 10, niech będzie. "Najgorzej oceniania odsłona serii" - jejku jejku, toż krapiszcze i inne takie. GTA IV też wielu podoba się bardziej niż V (też się podpisuję), głównie z powodu fizyki. Następny artykuł - AOC zareklamowało się u nas dwa razy częściej niż Samsung, więc wiecie, że z monitorami Samsung..."nie jest dobrze". Uciekli ludzie z pasją, zostały boty...niemieckie :/
"Przypomnijmy, że GTA 5 zadebiutowało na PlayStation 3 i Xboksie 360 we wrześniu 2023 roku" - 2013 ;)
"Ile Ubisoft mial wtop" - ale dlaczego one okazały się wtopami? Nie przez brak reklamy czy konkurencję (taki SW - oj oj, zdecydowanie nie przez brak reklamy ;)
"No ja w dzisiejszych czasach nie widze POP albo Splinter Cella zarabiajacego kokosy" - problem w tym (problem dla firmy, nie dla mnie), że te inne marki też kokosów nie przynoszą. Żeby taki Skull zaskoczył, ludzie by kupowali, grali, cieszyli się tą grą, to zrozumiałbym, że firma w to idzie, a nie Raymana czy coś innego. Ale tak nie było.
"Ostatnia odslone Splintera przechodzilem z wielkim bolem" - ponownie, dlaczego? Ano dlatego, że ze SC miało to już mało wspólnego. Z części na część robiła się z tego strzelanka.
"POP ten z 2008 roku uwazam za tez dobra odslone" - ja też :)
"Pokazal wielkiego faka graczom z PC bo dlc wydal tylko na konsole" - czyli, postępując jak na głupie korpo przystało, zatoczył koło, i zrobił podobnie jak kiedyś (wyciął fragmenty z AC II na konsolach, i sprzedał je osobno jako DLC, gdzie na PC już były - Konsole vs PC 1:1 :)
I to jest właśnie problem. Kiedyś grałem do Unity, i na tym się zatrzymałem. W zeszłym roku postanowiłem sobie przejść całość po kolei. Od jedynki, dwójka, Liberation hd też, Syndicate, do którego podchodziłem pierwszy raz, potem Origin, o którym wiedziałem, że jest spory, ale - o dziwo - nie zmęczył mnie zupełnie, był ok. Ale Odyssey, Boże. I wiem, że ta Valhalla, to jeszcze większy moloch, dlatego muszę odpuścić, bo mnie krew zaleje. Odyssey sam w sobie to dobra gra, nie to, że mi się nie podobała, ale tak rozwleczona...I tak już mam i Valhallę i Mirage, i zagram w nie, ale jednak po przerwie :)
Urwa nać, dajcie zagrać w Valhallę, zanim całkowicie zgasicie światło. Odyssey zmordował mnie niemiłosiernie, Vahalla poszła na dalszy plan (daaaaaalszy), ale dwie stówki zmieniły właściciela. Moja biedna cyfrowa kolekcja, ja dyndolę...
"wyższa szkoła pieprzenia głupot" - tak to jest, jak się czyta bez zrozumienia :)
Napisałem "poza tym nie ma nic dla mnie" jest różnica, nie? :)
"no, chyba że wszystko oglądasz w kinie day one" - nie, nie oglądam w kinie "day one", bo nie jestem 16-to latkiem "nachajpowanym" na każdą nowość, i nie muszę oglądać "wszystkiego". Nie interesują mnie śmieci pokroju Rings of Power czy jakieś Star Wars zarżnięte po jednym sezonie.
Disney - za jakiś czas nadrobię sobie Family Guy i The Simpsons, nic więcej tam nie ma. No ok, jest Ś...won!
Głupio tak kogoś nazywać kłamcą, kiedy jest się nim samemu ("Ubisoft nigdy nie podawał danych na temat sprzedaży swoich gier z serii Assasyn" - oj kłamczuszek). W raporcie jest informacja o sprzedaży pierwszej części Assassyna (nie musisz nawet raportu przeglądać, wystarczy spojrzeć na grafikę, gdzie jest podana informacja o sprzedaniu 8 milionów kopii od 2007 roku, na Wikipedii też jest o tym informacja). Pewnie są jeszcze raporty uwzględniające kolejne części (może do Black Flag), a zakładam, że na dobre przestali się tym chwalić, kiedy wszedł abonament. Wcześniej podawali sprzedaż tak Assasyna, jak i innych swoich gier.
EDIT: I dodamy jeszcze do drugiej części - https://web.archive.org/web/20110827040303/a href=http://www.computerandvideogames.com/247161/assassins-creed-ii-sales-hit-9-million/ target=_blank>http://www.computerandvideogames.com/247161/assassins-creed-ii-sales-hit-9-million/ (też jest info na Wiki). Informacją pochwalił się wydawca. Raportu już nie będę szukał :) Jak napisałem, pewnie tak było do momentu wprowadzenia abonamentu, może trochę wcześniej (a nie, że nie chwalili się sprzedażą Valhalli).
"Mają niewątpliwy sukces Shadows " - nie ma takiej ikonki, która odda odpowiedni śmiech.
"jak kazda technologia byla po prostu droga" - tak, jak każda nowa technologia była droga, ale wszyscy widzieli, że jest dobra. Jak w tamtym czasie odpaliłeś grę na zwykłej karcie, albo z dołączonym 3dfx, to nie było mowy o mówieniu, że to jest coś niedobrego. Zmiany były wyraźne. Sam pamiętam jak miałem kilka gier, które miały pikselozę, a po dołączeniu karty 3dfx wyglądały tak, że chciałeś je wszystkim pokazać. Kiedyś to była różnica kompletnie wyraźna, bez dwóch zdań, dziś trzeba się tych zmian doszukiwać się na screenach - o, tu źdźbło trawy jest, a na obrazku A go nie ma.
"aby HDR mial sens. No, ale to trzeba juz wydac pieniadze" - dlatego twierdzę, że ludzie tak naprawdę nie widzieli HDR, i dlatego narzekają, że to tylko podbicie jasności. I mają rację, bo te tanie, a nawet droższe sprzęty nie mają HDR. To samo dotyczy mitycznego 4K w..ilu tam teraz klatkach. Na pudełkach od plejaka było już 8K. Powodzenia :)
"Okulary VR to nie tylko zabawa. Coraz wiecej trafia do pracy" - tak, zgadzam się. Dla potrzeb studentów medycyny, czy np. żeby zobaczyć projekt domu "od środka", super sprawa. Ale tu mówimy o grach, a na tym polu VR, to tylko zabawa. I nie specjalnie jest w czym wybierać. Więc jak ktoś to kupi, to nie interesuje go nauka, ale zabawa, dlatego ludzie narzekają. I mają rację (i dalej niżej).
"Praktycznie co chwila sa nowe okulary VR. Dla mnie to nie widac, ze to jest umierajaca technologia. Gier VR to juz jest tyle, ze nie da rady tego wszystkiego ograc." - 1 co z tego, że co chwilę są nowe okulary, jak nie ma softu? PS5 PRO też jest i co z tego? Możesz zagrać w gry z PS4 w lepszej jakości, fajnie (sama firma tak to reklamowała, nie powiedzieli "10 nowych gier w 2025-26 na PS5 PRO", nie wiadomo czy wyjdzie 10 gier w ogóle na PS5, w które nie dałoby się zagrać na PC, ale możesz jeszcze raz zagrać w stare). 2 - Jest tyle, że nie da rady ograć, ale to są same popierdółki, gierki na parę minut.
Nie twierdzę, że to zła technologia, ale jest wspierana tak a nie inaczej, i tak to stoi.
"w tym filmie jest tlumaczone po angielsku. Dlaczego stara technologia oswietlenia gier musi odejsc i co daje nam RT" - jeśli technologia jest dobra, jak 3dfx kiedyś, to broni się sama, widać ją gołym okiem, bez znajomości języków czy jakiejś tajemnej wiedzy informatycznej. Odpalasz, i mówisz "łał", widać zmianę, świetna sprawa. Kiedy trzeba liczyć te promienie czy detale na teksturach, pokazywać na stop klatkach (nie odnoszę się akurat do tego filmu, bo go nie oglądałem) w którym punkcie na ekranie jest różnica...to słaba technologia. Nie piszę tego o RT jako technologii, odnoszę się tylko do tej konkretnej sytuacji.
Co do Ubi, ja wiem, że robili dobre gry - Splinter, Rayman, Prince czy choćby właśnie Assassyn, to były dobre (bardzo dobre) gry. Wiemy jak dziś wygląda sytuacja firmy. I kiedy w takim momencie pojawia się artykuł o starych grach, jednocześnie już na wstępie zachwycając się, że "3 topowe gry są właśnie od Ubi", to coś tam coś tam ;) Wygląda to jak "hej, zeszmacili się, ale dwadzieścia lat temu byli na topie". Super. Edward Furlong też fajnie zagrał w terminatorze, a potem wyszło jak wyszło. Dziś jakby była na niego nagonka, bo znowu zaczyna mu odwalać, a jednocześnie jakieś portale zaczęłyby by rozpisywać się jak to zagrał x lat temu, to też wyglądałoby to tak...no. Ale może się mylę. Może to tylko zbieg okoliczności :)
"Wiesz co? Niech ci będzie. Nie tylko liżę im jajka, ale też ssę laseczkę. A co mi tam! Miłego dnia życzę i wracam do lizania" - no nie :) Dobrze szło, a tu wywrotka :) Nie mamy co się kłócić (tym bardziej o obcą firmę, z czego i tak nic nie mamy), jak dobrze napisałeś uwaga o lasowaniu mózgu była niepotrzebna, stąd wyszły jajka :) I się dogadaliśmy (noł hard filings :)
"Niestety, odkąd nie mam w PC napędu, robię to rzadziej" - serio nikt nie dokupuje zewnętrznego napędu? Mam "nowoczesny" komputer, oczywiście bez napędu, ale za 50 zł dokupiłem zewnętrzny model i tyle. Pytanie tylko czy te stare gry będą działać na nowych systemach (oczywiście jedne tak, inne nie), ale samo rozwiązanie problemu braku napędu to kwestia...dwóch sześciopaków.
"To samo bylo jak 3dfx wchodzil z swoja technologia i tez ludziki pisali, a po co to" - nie przypominam sobie, żeby ludzie narzekali na karty 3dfx. Gry wyglądały wyraźnie lepiej, działały lepiej, a sama technologia była popularna.
"Okulary VR etc etc" - i te okulary tak są i są, ale jakby ich nie było. Symulatory samochodów / samolotów ok, a reszta to w zasadzie popierdółki. Mało jest gier, które sprawią, że ta technologia miałaby być równorzędna z "normalnym" graniem. Cały czas jest to bardziej ciekawostka.
"jezeli nie bedziecie widziec roznicy to polecam okuliste no bo nic innego chyba nie pomoze" , "Filmik w jezyku angielskim, ale jak nie ograniasz anglika w czasach jak dzieci w przedszkolu juz smigaja to znak, ze cos z toba nie tak" - to wyjaśnij Sherlocku, czy do zrozumienia różnic RT on/off na tym filmie trzeba znać angielski czy mieć w miarę dobry wzrok? :) Według tego co piszesz, to żeby zobaczyć różnicę z RT, to trzeba iść nie do okulisty, a do lingwisty :D
"Dla innych co jednak nie chca wychodzic na debili otwierajac buzie" :D
"Tylko jeden rok 2003 i aż trzy topowe gry jednego wydawcy – Ubisoftu!"
Jaka żenada! IKS KU*WA DE :) Jakie ratowanie ubi, bo tonie :) Wyciągnijmy gry sprzed 20 lat, coś tam zaskoczy :)
Wydaje mi się, że te zestawienia "topek", to tak trochę czasu od siebie oddzielała, a tu ledwo było 2002, a już jest 2003 :) Taka piękna katastrofa.
Ciekawe czy będziecie kasować też te komentarze? Jaka żenada, ta strona tonie jak ubi, ludzie kompetentni uciekli stąd już dawno, a zostało...no, to co zostało.
"wszakże to nasze dobro narodowe"
"Dobro narodowe" dla Polaków, to można powiedzieć o Wiedźminie, a nie o niemieckiej grze.
Jakby wydawcy mieli zamiar dalej wydawać gry na płytach, to technologia poszłaby do przodu, i dało by się zrobić płyty BR (czy jakby się one nazywały), które by te gry pomieściły. Dyskietki zostały zastąpione przez płyty CD, płyty CD przez DVD, DVD przez BR, i dalej poszłoby tak samo. Ale, skoro wiedzieli, że gry czy filmy mają być zaorane na nośnikach fizycznych, to tych nośników można nie rozwijać.
"dane wyraźnie pokazują, iż odbiorcy sami odchodzą od pudełek"
Jest to oczywista manipulacja ze strony wydawców. Wmawia się ludziom, że przecież sami gracze nie kupują już pudełek. A ja się pytam - po co mam kupować pudełko? Na płycie pewnie jest sam instalator (jeśli w ogóle w środku jest płyta, a nie karteczka z kluczem), a sama gra i tak wymaga Steama (w przypadku PC). Z takim pudełkiem nic nie zrobię, więc po co mi ono? Na konsolach są pudełka, ale też na płycie bywają same instalatory.
Mam dużo gier pudełkowych na PC, ale takich, w które mogę grać bez Steama. Kiedyś jak kupowałem CODy, to takiego MW mam cały czas na płycie i mogę sobie zainstalować. Mam też na płycie np. Black Ops, ale w zasadzie to jest śmieć, bo i tak mam go w bibliotece Steam, nic więcej z tym pudełkiem nie zrobię, nie dam nikomu, bo nie będzie działać, a "czwórka" będzie. W końcu bez sensu było kupować kolejne pudełka, skoro nie mają one żadnej wartości.
PS Niech wydawcy zrobią eksperyment - wypuszczą w tym roku wszystkie głośne premiery w pudełkach, gier niewymagających kont internetowych. Zobaczymy czy ludzie "odeszli" od pudełek :)
Zawiodłem się na tej grze. Uwielbiam Mirror's Edge (Catalyst też jest bardzo dobra, ale przeszedłem ją dopiero dwa razy, w porównaniu do jedynki, gdzie było tego już sam nie wiem ile), a to niby miało być coś podobnego, tylko dużo bardziej nastawione na akcję. I tak jest, ale do mnie jakoś to nie trafia. Za dużo używanych klawiszy, za dużo jakichś uników, szybkich ruchów itp. Jestem graczem, któremu nie podoba się "szybki ruch" w Thief czy Dishonored. Wolę jak w Splinter Cell Sam musiał przejść za plecami przeciwnika, a nie zamienić się w promień światła, i teleportować na odległość pięciu metrów. Tu niestety to jest. Szybkie uniki, zwolnienia czasu, eh. Odbijanie strzałów byłoby fajne, od razu w to poszedłem, ale nie zawsze działa. Nie zwalniam czasu, bo albo zapominam, albo nie chcę tego robić, ale odbijanie nie zawsze działa. I nie chodzi o wyczucie czasu, bo to akurat nie jest problemem, ale nie wiem, może trzeba pod odpowiednim kątem uderzać? Różnie robię, a działa zawsze tak sobie.
Myślałem, że będzie jak w Mirror's Edge, gdzie bieg był ważny, ale z dodatkowym ciachaniem kataną. I niby jest, ale trzeba korzystać ze spowolnienia czasu, szybkich uników i może jeszcze czegoś, o czym zapomniałem, albo nie zdobyłem takiej mocy.
Ogólnie tak sobie, ale jeszcze dam jej szansę. Nie lubię porzucać gier (czy innych tego typu rzeczy), więc jeszcze trochę podziałam, ale szału chyba już nie będzie.
Jaki tu człowiek z poczuciem misji, powołaniem do gnojenia SW:O. Zwykły mentalny PeOwiec, podatny na "dziel i rządź". Wiesz, nie musisz grać w SW:O...
Jak ten komplet będzie w cenie "dwójki", albo trochę bliżej 50 zł, to wezmę. RDR skończyłem na X360 - grę mam do dziś. Jakiś czas temu kupiłem dodatek na X360, ale jeszcze nie grałem. Teraz nie wiem czy będę grał jeszcze raz w "podstawkę" na X360 + dodatek, czy jednak poczekam na obniżkę ceny całości w wersji PC. Człowiek kupuje, a potem nie gra, eh.
Mam i pismo i płytkę. Sporo gier, które były w CD-Action w PL, są teraz dostępne w cyfrowej dystrybucji, ale niestety ENG. Dlatego mam drugiego, starszego kompa, dużo gierek na płytach (często właśnie w PL), i się żyje :D
To jest bardzo dobre porównanie, tylko go nie rozumiesz, ale spokojnie, zaraz Ci wytłumaczę.
"Porównaj może sport. To będzie bardziej trafne porównanie."
I to jest właśnie bardzo słabe porównanie. Sam napisałeś "ale jakby tak wejść dokładnie w jakieś uniwersum. np Herosy". Czyli dalej poruszamy się w obrębie gier, ciągle jest to ta sama dziedzina. Jasne jest, że nikt nie zna się na wszystkich grach, ktoś gra większość czasu w Herosów, i z tym uniwersum jest bardzo obeznany, a ktoś inny zna wiele innych gier, ale nie uczy się na pamięć wszystkich nazw postaci itp. Rysław np. jakiś czas temu przechodził Ricka Dangerousa, poświęcił wiele godzin, skończył. To, że nie wymieni nazw wszystkich zaklęć w Might & Magic, nie znaczy, że nie zna się na grach. Bo ten "znawca" od Herosów nie przejdzie Ricka, więc też można powiedzieć, że się na niczym nie zna.
Jeśli chodzi o porównanie w sporcie, to jest to porównanie z czapy, bo są różne dyscypliny, kompletnie różne światy - ping pong vs F1. Ale może być ktoś, kto zna się np. na F1 i pamięta dokładnie "kto, co, kiedy i jak", ale nijak nie połapie się w rugby. Porównanie z Clarksonem też jest odpowiednie, bo chodzi wyłącznie o samochody - nie samoloty, statki, czołgi czy inne maszyny budowlane. Jest jedna grupa - samochody. W tym przypadku też jest jedna grupa - gry.
To tak jakbyś powiedział, że Clarkson nie zna się na motoryzacji, bo jeździł wieloma samochodami. I co on może wiedzieć dokładnego np. o jakimś dajmy na to Porsche 911, skoro miał go dwa dni. Jakby pojeździł 8 lat, to miałby dokładną wiedzę na temat tego samochodu (jak się go dokładnie użytkuje, jak wyglądają naprawy itd.), a tak, to gdzie mu do doświadczonego znawcy motoryzacji, który taki samochód ma od 10 lat.
„celebrują bogactwo naszej kultury” - "naszej", to znaczy czyjej? Japońskiej, z czarnym pseudo samurajem czy "celebrowanie" figurki pomnika? A może Europejskiej? Robią ściek kulturowy, pomieszanie wszystkich kultur, i jeszcze nazywają to celebrowaniem.
"kupione auto należy w pełni do Ciebie. Możesz z nim zrobić co chcesz z totalną przebudową włącznie"
Taa, to poczytaj o ferrari :)
Jeśli chodzi o gry, to jedni ludzie źle to tłumaczą, albo inni źle rozumieją. Przez powiedzenie, że gra jest twoją WŁASNOŚCIĄ, nikt nie ma na myśli praw do oprogramowania jako takiego (licencji). Nie mam prawa na tym zarabiać (np. otwierając salon gier bez kupienia odpowiedniej licencji), kopiować w celach zarobkowych, wprowadzać zmian. To jest jasne. Ale sam NOŚNIK, DANA KOPIA gry jest moją własnością. I jeśli mam grę 30-to letnią, i odpowiedni sprzęt, to mogę ją w każdej chwili uruchomić, bez obawy, że wyłączyli serwery. Jak masz film na dvd, to możesz go uruchamiać do woli, bez każdorazowych opłat (vod), nawet jeśli zniknie on z cyfrowych wypożyczalni. Twój zostanie u ciebie. I jasne jest, że nie mogę robić publicznych pokazów zarabiając na tym. Ale go mam, i mogę komuś sprzedać, pożyczyć, albo oglądać do znudzenia. O to chodzi ludziom, ze gry są "własnością". Sam mam dużo gier na płytach (oryginałów oczywiście), mam odpowiedni sprzęt, i w każdej chwili mogę je uruchomić. Natomiast gry na Steam, Epic czy Ubi traktuję tak jakbym ich nie miał - nie wiem, kiedy wyłączą np. Steama.
PS Ciekawa jest też jedna rzecz - ludzie tak krzyczą, żeby Ubisoft "zdechł". A co jak zdechnie, padnie ich launcher, a wy stracicie wszystkie gry? Ja wiem, "Ubi to ściek, ma gówniane gry". Ale Assassyna Black Flag jakoś każdy lubi. I jak firma padnie, padnie launcher, padnie "biblioteka" gier. Pewnie, może ktoś ich wykupi, i gry zostaną. A może nie zostaną.
Podchodziłem do tej gry chyba ze trzy razy. Instalowałem, zaczynałem, ale jakoś mi się nie chciało za bardzo grać. W końcu wziąłem się za nią z myślą, żeby ją ukończyć. Minęło już trochę czasu od premiery, ale co tam. Graficznie mi to nie przeszkadza, dźwięki jakie były takie będą, a tematyka dalej ciekawa.
No i klimat. To chyba największa zaleta Stalkera. Świetny klimat i otwarty świat. Można pójść to tu, to tam i sprawdzić co w trawie piszczy. A piszczy, ale wykrywacz promieniowania, także trzeba uważać. Prypeć robi świetne wrażenie - może nie pod względem grafiki, ale atmosfery. Już samo chodzenie po tym opuszczonym w pośpiechu miejscu sprawia frajdę. A jak jeszcze zawieje posępnie wiatr ;) Na otwartych przestrzeniach można natknąć się na znajomych, wrogów czy różne mutanty (albo psy). Kiedy wałęsałem się po okolicy, a potem wskakiwałem do bunkra profesorka, to uczucie ulgi było wyraźne. Gruby metal dookoła, nie trzeba wszędzie patrzeć i słuchać. Sielanka :) Podobnie w części gdzie znajduje się bar. Mamy świadomość, że ktoś stoi przy bramach, a teren po którym chodzimy jest bezpieczny.
Teraz druga strona medalu - błędy (nie wady jako takie, ale właśnie błędy). Niestety są i to denerwujące. Nie wiem jakie problemy mają z grą inni (a chyba w każdej recenzji/opinii ktoś zaznacza, że gra ma błędy), ale mnie denerwują dwa. W zasadzie trzy, ale ten ostatni pojawił się pod koniec. Celowanie. Nie rozumiem tego, ale czasem zabijam kogoś jednym strzałem (w głowę, ze sporej odległości, zwykłym kałaszem), żeby później zmarnować 2-3 magazynki! Żeby nie było, na tego samego przeciwnika! Nie ma opcji, że zmienił kamizelkę czy co tam. Biorę load i trafiam na tego samego wroga. Wcześniej zabijałem go jednym strzałem, teraz walę 3 magazynki (nie tylko w klatę) i albo ginie, albo mnie zabija; za trzecim razem wystarczy krótka seria. Nie wiem co jest grane, ale coś tu chyba nie wykrywa obrażeń jak powinno. Poza tym strzały w głowę nie zawsze zalicza - czasem można strzelać pojedynczymi strzałami w głowę i zajmie to chwilę.
Zresztą mniejsza o czas, gorzej z amunicją. No właśnie, to druga wada. Gra mnie zwyczajnie okrada! Miałem dwa karabiny, kupiłem do każdego po 120 sztuk amunicji, przeszedłem na następny poziom i co? I zostało mi 2x po 30 sztuk! Po jednym magazynku. Gdzie reszta? Promieniowanie zabrało? Trochę, a nawet "bardzo trochę", to denerwuje. Co z tego, że mam ponad 200 sztuk amunicji do jakiejś broni, skoro zaraz mogę jej nie mieć. Nie robię w ogóle czegoś takiego, że schowam sobie jeden karabin + 200 sztuk amunicji do niego, a będę walił z drugiego (tamten pierwszy traktuję jako zapas). Nie robię tak, bo gra mnie z niego okradnie. Przykład - zabiłem wroga i wziąłem jego karabin (ten taki niby railgun czy coś). Było 11 sztuk amunicji. 10 "łyknął" magazynek, został mi jeden pocisk w kieszeni. Kawałek dalej zostałem zabity, robię load i co? No i zostałem z tym 1 pociskiem! 10 sztuk diabli porwali. No, powiedzmy 8, bo ze dwa razy zdążyłem wystrzelić. Ogólnie save/load działa na zasadach sobie tylko znanych, bo po wczytaniu gry nie zawsze mamy to, co mieliśmy wcześniej.
Trzecia rzecz, kuriozum kompletne, to pojawianie się wrogów. Na szczęście nie zauważyłem tego wcześniej, dopiero w końcówce (której jeszcze nie zaliczyłem; trochę mną to wczoraj wieczorem telepnęło), w elektrowni atomowej (no chyba, że to jakaś mutacja ;). Idę korytarzem, zabijając wszystko po drodze. Dochodzę do spokojniejszego miejsca, robię save. Idę dalej, ginę. Biorę load (we wspomnianym spokojnym miejscu), robię dwa kroki i ginę pociągnięty w plecy z shotguna. Co jest? Ano jest, przeciwnik za moimi plecami! Jak ohydnie musi gra oszukiwać, żeby nam stawiać przeciwnika za plecami, po wczytaniu save'a! Ohydnie :) Teraz mam dwa wyjścia - szybki odwrót na pięcie i wygarnięcie z tego co akurat mam w rękach (a mam niewiele), albo bieg do przodu. Też niespecjalnie dobre wyjście, bo za zakrętem czeka już następny przeciwnik. Ostatecznie wybrałem bieg, bo odwrót i strzał nie sprawdzają się (bo przeciwnik stoi metr ode mnie!), ale też jest to takie wymuszone. Muszę walić na ślepo, a amunicji resztka. Pistolet mi został.
Jak już wspomniałem, gry jeszcze nie ukończyłem. Miałem nadzieję, że stanie się to wczoraj, ale te respawny za plecami skutecznie mnie zniechęciły. Może uda się dziś. Głupio byłoby grę zostawić pod koniec, także jakoś to pewnie zmęczę.
Gra jako całość według mnie jest dobra. Nie bardzo dobra, bo ciekawy pomysł musi być poparty także wykonaniem. Czy GTA zdobyło by taką sławę, gdyby postacią sterowało się jak pieńkiem, a fizyka jazdy samochodem przypominała by tą z niskobudżetowych gier? Wątpię. Sam pomysł bez dobrego wykonania to za mało. Tu mamy dobry pomysł, ciekawe lokacje, klimat. Niestety także te głupie błędy. Głupie, bo drażnią. Nie sprawiają, że w grę nie da się grać (nic mi się nie wieszało, nie zacinało, postać się nie blokowała). Wtedy byłoby dobrze - nie gram, bo się nie da. Tu się da, tylko co jakiś czas jest jakiś zgrzyt. Gra ciągnie do siebie, ale później pokazuje różne kwiatki. Nie na tyle duże, żeby zniechęcić, ale wystarczające, żeby nieźle zdenerwować.
W kolejną część (Czyste Niebo) i tak zagram. Nie pozbędą się mnie z Zony tak łatwo :D
Na Steamie to norma. Wszystko drogie jak diabli. Jedynie na promocjach w weekend można trafić coś ciekawego w przystępnej cenie. W grudniu, w święta były promocje, to sobie kupiłem pakiet Monkey Island w lepszej cenie, Left 4 Dead 2 jakoś za 7 euro. Wtedy faktycznie bardziej się opłacało niż wersję w pudełku (L4D2), ale np. takie Trine, które było za 5 euro (u nas w pudełku za 40 zł), przegapiłem, ale wyszło mi na plus, bo teraz mogłem kupić za 20 zł w pudełeczku.
Co się zaś tyczy gry Mafia II (bo przecież to o niej wątek ;) to właśnie w nią gram, ale szału jakoś nie ma. Owszem jest to bardzo dobra gra, ale do dziś wyraźnie pamiętam początkowe intro z jedynki i później klimat samej rozgrywki. Dziś, po wszystkich GTA czy Ojcach Chrzestnych Mafia II nie robi już takiego wrażenia. Podobała mi się wstawka w więzieniu (nawiązania do znanego filmu; który zresztą powstał w oparciu o znaną/znane książkę/opowiadanie). Kiedy się przewiniemy przez to bagno, to późniejsza gra nabiera trochę innego wymiaru, bo mamy świadomość, że nasza postać to nie jakiś heros, który niczego się nie boi, wszystkich leje w mordę i ogólnie jest niepokonany. O nie, kible szorować trzeba było ;) Także grając dalej, wiemy że bohater chcąc nie chcąc karku musiał jednak nagiąć.
Fajną scenką jest też samo wstąpienie w szeregi mafii. Przyglądając się temu procesowi poczułem, że postać głównego bohatera faktycznie teraz przynależy do jakiejś większej struktury.
"Specjaliści" :) Najpierw trzeba faktycznie zaznajomić się z tematem, a potem się wypowiadać. Bokser nie walczy ze złamaną ręką? Oczywiście, że walczy. Przykład choćby z naszego podwórka - nie pamiętam który to był Kołodziej czy Jackiewicz (a może ktoś inny). Porobił sobie coś z dłonią i w dalszej części tylko zasłaniał się tą ręką, a bił drugą. Jasne jest, że uderzenia przeciwnika wyłapywane na tę rękę do przyjemnych raczej nie należały. Oczywiście w przypadku bokserów "złamana ręka" przeważnie odnosi się do problemów z dłonią, a nie złamaniu np. w łokciu. Ze zwisającą ręką oczywiście nikt by nie walczył ;)
Co do samej gry, to rozczarowałem się. Jako, że w FNR4 gram praktycznie od premiery, to przyzwyczaiłem się do tego sterowania (gałką). Na wyższych poziomach trudności (na łatwych nie warto grać, bo wtedy jest to zwykła mordoklepka) robi się z tego prawdziwy boks - strategia, blokowanie, uniki, ogólnie zmęczenie przeciwnika i utrzymanie się na nogach, a nie nokaut w drugiej rundzie. Wszystkie uderzenia/uniki mam obcykane i wiem kiedy i jak atakować. W FNC jest to jakieś dziwne. Przycisków nie używam w ogóle, dalej operuję gałką, ale stało się to nieprecyzyjne. Chcę zaatakować przypuśćmy mocnym prostym, po czym uderzyć serię np. brzuch, brzuch, głowa, głowa, brzuch i odskok z blokiem. W FNR4 wychodzi to idealnie, bokser jest cały czas pod kontrolą. W FNC po odskoku wyprowadza jeszcze jakiś spóźniony cios. W przeciwnika na "gumowych" nogach chcę uderzyć z doskoku, a tu jakieś dwa ciosy wychodzą. Jest to o tyle dziwne, że osoba która ma bardzo dobrze opanowane sterowanie z poprzedniej części, ma kłopoty tutaj! Przecież to miało być ułatwione sterowanie! Niestety chyba miało być bardziej "dla wszystkich", naciskać co popadnie i walka wygląda jak młócka.
Prawdopodobnie przejdę do końca tryb Champion, zrobię kimś tryb Legacy i wrócę do FNR4, bo póki co wygląda na to, że do FNC się nie przekonam, a FNR4 jest zdecydowanie lepszy (ze swoim "prostszym" sterowaniem).
Średnia gra. Pograłem trochę, ale nie jest najlepiej. Od początku wiedziałem czego się spodziewać (to przecież TopWare - wydali kilka fajnych gier, np. Jack Orlando, ale większość to gry z mocno ograniczonym limitem pieniężnym) dlatego też nie byłem za bardzo zaskoczony jakością gry. Grafika nie jest najlepsza (delikatnie mówiąc) co jednak mi osobiście zbytnio nie doskwiera - skoro temat gry jest ciekawy, to można przymknąć oko na niedoróbki graficzne. Jedną z największych wad gry jest sterowanie (toporne), oraz brak widoku wnętrza autobusu - czy choćby innych ustawień zewnętrznej kamery. Dosyć ciężko utrzymać się w pasie, przez co głupio traci się punkty (autobus prowadzi się jak...po prostu kłoda). Wszystko to można by zdzierżyć, gdyby nie powalająca wręcz prostota gry. Jazda od punktu A do B, bez żadnych niespodzianek. Przydałaby się mapka z planem przystanków i większa sieć dróg. Grze nie wróżę kolorowej przyszłości, może i sprzeda się nieźle, ale znudzeni gracze na pewno szybko rzucą ją w kąt.
Najważniejsza sprawa - gra nie jest warta swojej ceny. Zdecydowanie powinna kosztować około 20zł. Wystarczy się rozejrzeć - na sklepowych półkach są starsze gry w dużo niższej cenie. Ot choćby z serii Extra Klasyka, gdzie ciekawe, nie przesadnie stare gry można kupić po 20zł. Rachunek sprowadza się do tego, że za cenę tej gry można mieć 2 inne dobre gry (w niektórych przypadkach nawet bardzo dobre, i pomimo że starsze, to bardziej grywalne i ładniej wyglądające) i 10zł reszty (np. na Colę, żeby w gardle nie zaschło od grania ;)
Według mnie nie warto – Bus Driver można pożyczyć od kolegi, zagrać w demo - bo i tak szybko się znudzimy. Poza tym wiele nie stracimy, a możemy nadrobić zaległości w innych, pominiętych wcześniej, grach. Może jak wyjdzie druga, bardziej rozbudowana część...
Ps. Ktoś wcześniej napisał, że to pierwsza taka gra. Otóż wyszła już gra tego typu (kilka lat temu – dokładnie będzie już 8 lat!) na konsolę Dreamcast – Tokyo Bus. Niestety gra była po japońsku (przynajmniej ja taką mam), a z tego co wiem, raczej nie opuściła KKW. Były za to inne kamery ;)
Kolejna gra, dzięki której utwierdzamy się w przekonaniu, iż gry sygnowane znaczkiem Rockstar Games można łykać w ciemno. Wiadome jest, że owa firma wyrobiła sobie specyficzny klimat towarzyszący wydawanym produkcjom. Dlatego też jeśli nie bawią cię klimaty "gangsta" typowe dla serii GTA, czy też inne "młócki" typu State of Emergency (czy choćby Manhunt), to i ta gra do ciebie nie przemówi. Reszta może spokojnie pozwolić ociekać ślinie po brodzie. Oto dostajemy sprawnie zrealizowane wojny gangów. Tym razem nie mamy mafiozów w białych garniakach za kilka tysięcy, lecz...jak to mogą określić „zwyczajni ludzie” - męty. Ludzi stojących – mało poza prawem – poza społeczeństwem. Nieakceptowanie przez resztę obywateli... Przejmujemy kontrolę nad gangiem, który za skrawek parszywego, brudnego trawnika potrafi wdeptać w ziemię tuzin ludzi. Przeważnie innych "gangoli", choć zdarzają się przypadkowe ofiary. Nie jest to świat rodem z GTA: Vice City, gdzie na każdym kroku podziwialiśmy barwne kolory Miami, ślicznie rozbłyskujące neony, lecz brudne, ciemne zakamarki dużego miasta (NY), w których dostać nożem w brzuch jest równie łatwo, jak poślizgnąć się na skórce od banana.
Filmu, na podstawie którego powstała owa gra, niestety nie oglądałem (ale niedługo będę ;) więc nie wiem jak się ma gra do niego, ale pewne jest to, że - znając jego fabułę czy nie - będziemy bawić się znakomicie. Fabuły opisywać nie będę (bo jest to już zrobione), ale wspomnę, że misje są całkiem ciekawe. Zwyczajne zbieranie haraczy, pościgi, ucieczki, walki kilkuosobowe, walki wieloosobowe, demolowanie obiektów, obrona sklepów itp. Bardzo fajną rzeczą jest kradzież radia z samochodu. Podchodzimy do fury, uderzamy w szybę po czym kręcąc lewą gałką analoga wykręcamy poszczególne śrubki (tak, to lata 70, nie było wtedy paneli ;) Kiedy dostaniemy za duży łomot, możemy wspomóc się u okolicznego dilera. Jedna działka starczy na regenerację życiodajnego paska. U innych „dilerów” kupić możemy spray, który posłuży do zamalowywania oznaczeń innych gangów.
Ciosów jest dosyć dużo - uderzenia pięściami, nogami, do tego deski, łomy, kije basebolowe, butelki, cegły, noże itp. akcesoria. Fajnie wygląda zbliżenie, kiedy uderzymy kogoś cegłą czy też butelką. Delikwent upada, a my możemy go "dosiąść" i jeszcze raz przejechać "tulipanem" po facjacie. Analogiczna sytuacja z nożem wsadzanym w brzuch. Czasem któryś z naszych kompanów przytrzyma kogoś z przeciwnej bandy, a my możemy wtedy wyjechać mu z "bańki" lub kolana. Taki fragment również jest odpowiednio ilustrowany.
Wszystkie ciosy są odczuwalne. To znaczy, że jeśli kogoś trzepniemy butelką w głowę, to czuć ten "power". Nie ma wrażenia, że macamy go watą, ale że właśnie dostał butelką czy cegłą. Ma to duże znaczenie, bo walki nabierają odpowiedniego smaczku, i idealnie nadają się do wyżycia.
Muzyka - jakoś zanika mi w czasie walki, nie wychodzi na pierwszy plan (ta w czasie loadingów jest fajna ;) Grafika - wiadomo, że z PS2 już nie da się wycisnąć więcej (od tego jest już PS3 ;) niemniej jednak jest na zadowalającym poziomie (biorąc pod uwagę fakt, że na ekranie jest ukazana duża ilość jednocześnie walczących postaci).
Co tu więcej pisać? Obecnie (21.03.2007) grę można kupić za około 80zł, także nie jest to zbyt wygórowana kwota, a zabawa jaka się z tym wiąże jest tego warta (tym bardziej, że posiadacze PS2 raczej już takich gier nie dostaną).
A minusy? No cóż. W zasadzie dopatrzyłem się tylko jednego. Długie odstępy między zapisami. Trzeba przejść np. trzy bitwy, ucieczkę i jeszcze walkę, żeby możliwe było zapisanie gry. Jeśli w tym czasie wyłączymy konsolę, to będziemy zaczynać całą misję od nowa. I to jest jedyny minus jakiego się dopatrzyłem. Zdecydowanie polecam.