Parę potknięć na ostatniej prostej. Star Wars Zero Company to taktyczna turówka o rozmachu, jakiego w tym gatunku jeszcze nigdy nie widziałem
- Najpierw trzeba zebrać ekipę
- Klasyczny gameplay z dodatkami
- Koniec z anonimowymi operatorami
- Parę potknięć na ostatniej prostej
Parę potknięć na ostatniej prostej
Nie będę wam jednak słodził, że gra jest idealna. Na ten moment (a do premiery 27 sierpnia przecież blisko) nadal ma ona nieco problemów. Na szczęście wszystko to kwestie techniczne, które raczej da się naprawić. To co rzuciło mi się w oczy najmocniej, to praca kamery w trakcie starć. W założeniu jest ona świetna, ponieważ podczas wykonywania ataków prezentuje akcję w bardziej filmowy sposób, wykonując zbliżenia na bohaterów i wymiany ognia. Niestety czasami wchodzi ona w konflikt z otoczeniem. Wielokrotnie zdarzało się, że ujęcie mające pokazywać operatora umieszczało kamerę za ścianą, więc zamiast efektownego kadru obserwowałem jedynie czarny ekran.
Zero Company ma też dziwny problem z responsywnością niektórych przycisków. Regularnie łapałem się na tym, że musiałem kliknąć jakiś element dwa razy, by rzeczywiście zareagował. Szczególnie nagminnie zdarzało się to w ekranie wyboru misji, co bywało nieco irytujące, ale nie jest to błąd psujący doświadczenia z rozgrywki.
To co zaś może rzeczywiście wybić z rytmu to opóźnienia akcji przeciwników w trakcie walki. Kilkukrotnie AI zacinało się i nie wykonywało przez długi czas żadnych ruchów w swojej turze. Co prawda ani raz nie zgliczowało się na amen, ale kilkukrotnie musiałem odczekać dobrą minutę na moment, w którym przeciwnicy w końcu zaczynali się ruszać. Gdy już działa, okazjonalnie podejmuje głupie decyzje, np. nie próbuje dobić kogoś, kto ma mało HP i skupia się zamiast tego na kimś z pełną wytrzymałością. Z drugiej strony potrafi jednak zaskoczyć umiejętnym wykorzystaniem snajperów.

Źródło: materiały producenta.Star Wars: Zero Company, Bit Reactor / Respawn Entertainment / EA, 2026.
Poza tym jestem jednak naprawdę zadowolony z czasu, który spędziłem z Zero Company. Mam wrażenie, że debiutancka produkcja Bit Reactor może podnieść poprzeczkę w tym mimo wszystko niszowym gatunku. Żadna inna gra w tym segmencie, jaką miałem okazję ograć, nie oferowała tak filmowego doświadczenia i tak rozwiniętych aspektów spoza sfery turowych starć.
Boję się jednak, że to może nie wystarczyć, by przyciągnąć do niej wystarczającą liczbę graczy. Zero Company na pewno kosztowało sporo, co oznacza, że i sprzedaż musi być imponująca, by projekt się zwrócił. Nie dziwi więc, że tytuł ten stara się trafić do graczy, którzy nie są fanami gatunku. Gameplay jest bardziej przystępny niż w pokrewnych tytułach (choć permadeath operatorów jest domyślnie włączony), a powiązanie z gigantyczną marką, jaką są Gwiezdne wojny może zwiększyć zainteresowanie potencjalnych odbiorców. Pozostaje więc trzymać kciuki, że reszta gry będzie stać na równie wysokim poziomie co wersja preview.
