Paul Feig oraz Melissa McCarthy i Ghostbusters. Twórcy, którzy oskarżali widzów o porażkę filmów
- Twórcy, którzy oskarżali widzów o porażkę swoich filmów
- Ridley Scott i Ostatni pojedynek
- Megan Fox i Zabójcze ciało
- Ron Howard i Han Solo: Gwiezdne wojny – historie
- Robert Pattinson i Zmierzch
- Elizabeth Banks i Aniołki Charliego
- Paul Feig oraz Melissa McCarthy i Ghostbusters
- Warner Bros i Szczygieł
- M. Night Shyamalan i Ostatni władca wiatru
Paul Feig oraz Melissa McCarthy i Ghostbusters

- Rok produkcji: 2016
- Ocena na Rotten Tomatoes: 74% wg krytyków / 49% wg widzów
- Ocena na MetaCritic: 60 wg krytyków / 2,8 wg widzów
- Gdzie obejrzeć: Canal Plus, Chili, DVD
Ghostbusters z 2016 to kolejny z filmów, o których sukcesie ciężko mówić. Co nie znaczy, że nie mówiło się o samym filmie, bo był wyjątkowo głośną premierą. Niestety – nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Może to właśnie dlatego aż dwie osoby odpowiedzialne za jego powstawanie postanowiły podzielić się swoimi odczuciami i wywołać chwilowe kontrowersje? Mogła stać za tym odrobinę naiwna nadzieja, że uda się w ten sposób odwrócić uwagę od fali niechęci, która zalała Ghostbusters i wybronić film.
Reżyser filmu, Paul Feig, wygłosił cały szereg teorii na temat porażki swojego dzieła: rasizm, seksizm, wybory prezydenckie w 2016 roku w Stanach Zjednoczonych… Ciężko oprzeć się wrażeniu, że z każdą kolejną wypowiedzią reżyser dodawał do tej wyliczanki kolejne społeczne powody swojej porażki. Do narracji Feiga swoje trzy grosze dorzuciła także Melissa McCarthy, która w filmie o pogromczyniach duchów grała główną rolę. Jej zdaniem film nie odniósł sukcesu, ponieważ publiczność boi się kobiet, co całkiem wpasowuje się w obraz ograniczonego społeczeństwa, który tak usilnie próbuje zarysować Feig.
Zarówno Feig, jak i McCarthy jak najbardziej mogą odbierać tę porażkę właśnie w ten sposób, choć ciężko oprzeć się wrażeniu, że mamy w ich przypadku do czynienia z przysłowiowymi klapkami na oczach. Krytyka wobec filmu była w dużej mierze konstruktywna, a recenzje wręcz podsuwały twórcom na tacy elementy, które można by poprawić. Przede wszystkim więc mamy tu do czynienia z warstwą fabularną bez większego polotu i z poziomem humoru, który nie dorównuje oryginałowi. Feig nie potrafił też utrzymać proporcji między klimatem grozy a rozluźniającymi żartami. Najprawdopodobniej tamta odsłona Ghostbusters poradziłaby sobie znacznie lepiej jako osobny, niepowiązany z serią film – wtedy fani nie mieliby odniesienia do świetnego humoru, do którego przywykli, i może odebraliby ją odrobinę bardziej przychylnie. Ale na tle obrazu z 2016 nawet sympatyczne, ale niedoskonałe Ghosbusters: Afterlife wypada dużo lepiej.
