- Świetne seriale, które popsuto głupimi scenami
- Synowie Anarchii (Sons of Anarchy)
- Zagubieni (Lost)
- Sherlock
- Dark
- Supernatural
- Z Archiwum X (The X Files)
- Dom z papieru (Le Casa de Papel)
- Westworld
Westworld

- Kiedy się popsuło: s03e08
- Jak to wyglądało: Człowiek w czerni, jeden z głównych bohaterów serialu, zepchnięty w trzecim sezonie na boczny tor, ginie... w scenie po napisach.
Człowiek w czerni był motorem napędowym pierwszych dwóch sezonów Westworld. Jego rozłożona na kilka linii czasowych historia była przemyślana zarówno pod względem kompozycyjnym, jak i psychologicznym, a sama postać świetnie wkomponowała się w klimat Dzikiego Zachodu. Ed Harris zagrał tu jedną z najlepszych ról życia (nie żeby to była jego jedyna udana kreacja – ma ich na koncie co najmniej kilkanaście).
Dla Westworld był on mniej więcej tym, czym dla Gwiezdnych wojen stał się Darth Vader. Czyli jednocześnie wyrazistym złoczyńcą i postacią skomplikowaną pod względem rysu charakterologicznego. W trzecim sezonie jego rola została ograniczona, ale nieliczne fragmenty, w których się pojawiał, zwiastowały rychłe włączenie go do głównego wątku fabularnego. Scena walki z jego własnym „ja” była zresztą prawdziwym majstersztykiem. Przez kilka odcinków widzowie oczekiwali, aż William weźmie sprawy we własne ręce i z bohatera ciekawego, ale jednak pobocznego wątku, stanie się na powrót uczestnikiem najważniejszych wydarzeń.
Tak się jednak nie stało. Chociaż wiele zmian dokonanych przez twórców w trzecim sezonie można uznać za naprawdę udane (chociażby zmiana stylistyki kowbojskiej na cyberpunkową), ciężko zaliczyć do nich zgubienie Williama. Oglądając ostatnie odcinki, miałem wrażenie, że scenarzystom zabrakło pomysłu na to, jak włączyć go w całą intrygę. Jednocześnie nie chcieli oni zrezygnować z jego postaci. Napisali więc dla niego wątek poboczny, po czym... zabili w scenie po napisach. Ze wszystkich nietrafionych pomysłów twórców Westworld (a trochę ich było), ten był zdecydowanie najgorszy.
Kolejnym z nich była całkowita rezygnacja z kilku niezwykle ważnych w poprzednich sezonach postaci. Takich jak Teddy. Inne wprawdzie niby pojawiły się, ale jedynie jako klony Dolores. Można mieć tylko nadzieję, że przynajmniej niektórzy z nich powrócą w czwartym sezonie.
O AUTORZE
Zdecydowanie nie jestem przeciwnikiem wielosezonowych seriali. Nie uważam, że to, co dobre, powinno się kończyć szybko. Ale jeżeli twórcy decydują się na kręcenie kolejnych sezonów uwielbianych seriali, powinni uważnie obserwować reakcje fanów. Jasne, nie można ulegać presji widowni w każdej kwestii. Kiedy jednak przeważająca jej część uważa kierunek, w jakim idzie serial, za niewłaściwy, a oglądalność spada na łeb, na szyję... Cóż, o konsekwencjach nieumiejętnego prowadzenia kluczowych wątków w kolejnych sezonach przeczytaliście już wyżej. Na pocieszenie mogę tylko dodać, że istnieją też długie seriale, które nigdy nie spadły poniżej pewnego poziomu. Świetnym przykładem jest kończący swoją przygodę po siedmiu latach emisji serial Agenci TARCZY. Po pierwszych dziesięciu odcinkach twórcy wzięli sobie do serca krytykę fanów i całkowicie zmienili serial, sprawiając, że z przeciętnej produkcji o superbohaterach szybko stał się on jednym z najlepszych dzieł science-fiction po 2010 roku. Szkoda, że tak mało świetnych seriali bierze przykład z historii agenta Coulsona i jego drużyny.
