Dom z papieru (Le Casa de Papel). Świetne seriale, które popsuto głupimi scenami
- Świetne seriale, które popsuto głupimi scenami
- Synowie Anarchii (Sons of Anarchy)
- Zagubieni (Lost)
- Sherlock
- Dark
- Supernatural
- Z Archiwum X (The X Files)
- Dom z papieru (Le Casa de Papel)
- Westworld
Dom z papieru (Le Casa de Papel)

- Kiedy się popsuło: s02e09
- Jak to wyglądało: W ferworze radości po udanym napadzie członkowie gangu Profesora zdają się zapominać, że ledwie kilka godzin wcześniej stracili troje przyjaciół.
Nie zrozumcie mnie źle, ja naprawdę uważam Dom z papieru za świetny serial. Nie tak dawno zresztą pisałem o wszystkim tym, za co kocham hiszpański hit. Romantyczna historia o napadzie na mennicę to jedna z lepszych rzeczy, jaka mogła się przytrafić Netflixowi. Ale niekoniecznie musiały składać się na nią sceny, które powinny wylecieć już na etapie preprodukcji.
Twórcy wydają się zapominać, że akcja całego sezonu nie rozgrywa się w ciągu kilku miesięcy, a kilkudziesięciu godzin. Sprawia to, że wszystkie romanse stają się po prostu niewiarygodne. Ale dobrze, załóżmy, że bohaterowie zakochują się od pierwszego wejrzenia. Hurtowo. Przypuśćmy, że to po prostu zbieg okoliczności. Ale w jaki sposób można wytłumaczyć ograniczoną do kilku łez reakcję na śmierć przyjaciół?
W czasie pierwszego napadu zginęli Moskwa, Helsinki i Berlin. Ten trzeci może nie był specjalnie lubiany przez większość gangu, o drugim nigdy nie dowiedzieliśmy się zbyt wiele, ale ojciec Denvera wzbudzał sympatię u niemal każdego. Dlaczego więc bohaterowie poradzili sobie z ich śmiercią tak szybko? Czy można przyjąć, że wszyscy byli w szoku? A jak wytłumaczyć radość Profesora, który w finale drugiego sezonu, chwilę po śmierci brata, po kilku sekundach smutku zaczął okazywać radość? Rozumiem, że targały nim ambiwalentne uczucia, ale ciężko zrozumieć, dlaczego radość wzięła górę nad smutkiem. U niego było jednak widać przynajmniej wahanie. Denver natomiast śmiał się tak beztrosko, jak gdyby dawno już poradził sobie ze stratą. Oczywiście twórcy mogą to łatwo wytłumaczyć wspomnianym już przeze mnie szokiem. Tyle że wygląda to bardziej tak, jak gdyby na pewnym etapie tworzenia scenariusza zapomnieli (lub przynajmniej chcieli zapomnieć), że cały napad trwa tak krótko.

Nie jest to pierwszy moment, w którym twórcy serwują nam zupełnie nieprzekonującą scenę. Dla wielu widzów jedną z tych, o których woleliby zapomnieć, jest słynny wjazd Tokio do okupowanej mennicy. Między policjantami, nad barykadą, jakimś dziwnym sposobem unikając jakiegokolwiek ataku. Gdyby była superbohaterem, być może udałoby się to jakoś obronić. Niestety, do umiejętności Czarnej Wdowy trochę jej jednak brakuje, podobnie jak gangowi Profesora do Avengerów. Najsłabszymi momentami serialu są zresztą te chwile, w których udaje on film superbohaterski.
