- Świetne seriale, które popsuto głupimi scenami
- Synowie Anarchii (Sons of Anarchy)
- Zagubieni (Lost)
- Sherlock
- Dark
- Supernatural
- Z Archiwum X (The X Files)
- Dom z papieru (Le Casa de Papel)
- Westworld
Sherlock

- Kiedy się popsuło: s04e03
- Jak to wyglądało: Siostra Sherlocka okazuje się najgenialniejszym z jego przeciwników. Tyle że zachowanie Eurus nie tyle wskazuje na jej geniusz, co na otępienie brata.
Sherlock to jeden z najlepszych miniseriali w historii. Tak naprawdę każdy odcinek to oddzielny film – ze swoim tempem, motywem przewodnim i sposobem opowiadania historii. W swoim gatunku nie ma on wielkiej konkurencji, sprawnie łącząc żonglerkę popkulturowymi easter eggami ze świetnymi scenami akcji i niebanalnymi rozważaniami dotyczącymi meandrów ludzkiej psychiki. Tyle że czwarty sezon pokazał, że twórcy nie zawsze potrafią sprostać własnym ambicjom.
W ostatnim odcinku okazuje się, że najtrudniejsze zadanie postawiła przed Holmesem Eurus. Od biedy można jeszcze uznać, że Sherlock faktycznie świadomie wyparł wspomnienia związane z siostrą. Jednak ktoś o takiej pamięci do szczegółów powinien szybciej zauważyć, że czegoś w nich brakuje, podobnie jak wielokrotnie czynił to w przypadku detali dotyczących swoich klientów. Sam też zresztą był zdolny do zauważania błędów we własnym rozumowaniu. Nawet przyjmując, że nie był w stanie dostrzec tego ze względu na traumę, ciężko wytłumaczyć, dlaczego kompletnie ignorował późniejsze działanie siostry.
Sama postać Eurus też jest mało wiarygodna. Być może zupełnie inaczej byłoby, gdyby jej motywacje przedstawiono wyraźniej, na przestrzeni kilku odcinków, tak jak miało to miejsce w przypadku Moriarty’ego. Bo sam pomysł naprawdę jest fascynujący. Ale w praktyce zabrakło na niego czasu. W ostatnim odcinku czwartego sezonu scenarzyści upchnęli chyba materiał na dwie następne serie, jakby bojąc się, że nie zdążą go już wykorzystać. Być może rzeczywiście nie będą już mieli okazji – o piątej odsłonie Sherlocka ostatnio nie mówi się zbyt dużo. Sytuacji z pewnością nie ułatwił koronawirus. Wprawdzie wciąż mam nadzieję na kontynuację, ale jeżeli się ona pojawi, to – błagam! – niech nie będzie tak chaotyczna i niewiarygodna, jak koniec czwartego sezonu.
Sherlock nie był jedynym ambitniejszym serialem popsutym przez kilka nieprzemyślanych scen. Jego los podzielił Nowy papież – sequel perfekcyjnego Młodego papieża z Jude’em Lawem w roli tytułowej. Hollywodzki gwiazdor powrócił zresztą w nowej odsłonie widowiska Paola Sorrentina. Partnetował mu zaś genialny w każdym wcieleniu John Malkovich. Aktorstwo zdecydowanie nie było mankamentem Nowego papieża. Sam serial momentami może zbytnio się wlókł, wciąż jednak zachowywał naprawdę wysoki poziom. Sorrentino kolejny raz pokazał, że potrafi tworzyć kawał dobrej sztuki, jednocześnie nie pozbawiając jej walorów czysto rozrywkowych. Pod koniec Nowego papieża jednak przesadził. Kolejna śmierć Piusa XIII sprawiła, że jego powrót stał się mało znaczący, a cały sezon stracił na wyrazistości. Szkoda.
