Recenzja Assassin’s Creed Black Flag ResyncedInteraktywna mapa Gothic RemakeRecenzja The Sinking City 2GTA 6 prawdopodobnie pobije rekordy i sprzeda konsole
Szukaj...
Kolorystyka
Wyświetlanie

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl
1
1

Tydzień bez PlayStation nie wystarczy, jeśli następnego dnia gracze znów otworzą portfele w PS Store

Niezadowoleni z poczynań Sony gracze za chwilę rozpoczną PSBlackout, by pokazać korporacji, jak bardzo nie zgadzają się z jej polityką. O ile sama inicjatywa wydaje się zrozumiała, o tyle jej założenia sprawiają, że trudno liczyć na efekty.

23 sierpnia część graczy na całym świecie ma wyłączyć swoje konsole i nie odpalać ich przez siedem kolejnych dni. Aż do 30 sierpnia chcą trwać bez uruchamiania konsoli, bez logowania do PlayStation Network i bez robienia zakupów w PS Store. Organizatorzy akcji nazwanej #PSBlackout liczą, że w ten sposób wyślą Sony czytelny sygnał, a korporacja to zauważy. O ile rozumiem ideę i sam chętnie przekazałbym Japończykom, jak bardzo nie po drodze mi z ich ostatnimi decyzjami, o tyle założenia tej inicjatywy zupełnie mnie nie przekonują.

Protest na pół gwizdka

Matematyka jest bezlitosna i trochę jak w tym powiedzeniu ze słoniem w pokoju, od niej zacznijmy. Sony sprzedało do tej pory ponad 93,7 miliona konsol PS5. PlayStation Network ma 123 miliony użytkowników miesięcznie. Tymczasem petycja domagająca się cofnięcia decyzji o końcu płyt, „Don't Kill the Disc”, zebrała na ten moment w okolicach 369 tysięcy podpisów. Nawet gdyby każda z tych osób odcięła się od PlayStation, dla włodarzy korporacji byłby to ułamek procenta aktywnej bazy. Bądźmy szczerzy, nie jest to coś, co może wywołać popłoch na kolejnym posiedzeniu zarządu.

Nie zrozumcie mnie źle. Należę do osób, które odkąd pamiętam walczą z argumentacją, że jeden głos w wyborach nic nie zmienia. Daleki jestem też od przyjęcia, wobec ostatnich decyzji Sony, stanowiska, by w milczeniu akceptować zaistniałą sytuację. Nie usłyszycie ode mnie, że oburzanie się i podejmowanie jakichkolwiek działań nic nie zmieni, więc nie warto nawet próbować. Kiedy jednak czytam założenia planowanego blackoutu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ktoś tutaj czegoś nie przemyślał lub po prostu w ramach tej akcji próbuje działać na pół gwizdka. Pokazać swoje niezadowolenie, ale przy okazji nie rezygnować za bardzo z ulubionej formy rozrywki.

Stan petycji na 21 sierpnia 2026.

Tydzień bycia offline nic nie zmieni. Naiwnym jest ten, kto łudzi się, że wyłączenie się na tydzień z grona aktywnych użytkowników i kupujących wstrząśnie Sony. Firma nawet nie będzie musiała tego przeczekać, o tak krótkim czasie tu mówimy. Protest z tak jasno i tak blisko zaznaczoną datą końcową to pokazówka, która nie przyniesie żadnych rezultatów. Nie zmieni strategii. Nie cofnie żadnego ogłoszenia. Nie wywoła kryzysowego spotkania w Tokio.

Dziennikarze, którzy przyglądają się informacjom o PSBlackout z boku, wprost wskazują pierwszy słaby punkt akcji. Sony liczy Monthly Active Users. Tak, dokładnie, w skali całego miesiąca. Jeśli ktoś wyloguje się więc na siedem dni pod koniec sierpnia, ale odpali konsolę choć raz wcześniej, statystyka tego nie zarejestruje. Do tego dochodzi zjawisko przesuniętych zakupów. Ekonomiczny blackout trwający tydzień wcale nie oznacza, że żaden z uczestników nie kupi już gry, dodatku, skórki czy wirtualnej waluty w PS Store. Nie zrobi tego w wyznaczonym okienku, ale spokojnie otworzy swój portfel dzień wcześniej czy w ciągu paru dni po zakończeniu blackoutu. Jak to ujęła dziennikarka PCMag Bee Wertheimer, taki „protest z terminem” w praktyce mówi firmie, by zaczekać tydzień, bo potem wszystko wróci do normy. A skoro tak, to nie trzeba podejmować żadnej kontrakcji.

Nawet zakładając, że każda osoba, która polubiła post Does It Play, weźmie udział w bojkocie, stanowi to jedynie około 0,01% całkowitej liczby aktywnych użytkowników PlayStation. Liczba ta jest praktycznie niezauważalna dla kierownictwa Sony.

To zdanie z analizy GAMINGbible najlepiej pokazuje, dlaczego akcje polegające na zalewaniu profili i skrzynek firmy komentarzami rzadko realnie zmieniają decyzje biznesowe. Pozwalają dać upust emocjom, wykrzyczeć frustrację, ale nie stanowią mechanizmu nacisku korporacyjnego. Nawet głośny krzyk rzadko dociera tam, gdzie mógłby coś zmienić. W drabince menedżerów część tych niżej postawionych filtruje taki feedback, nim trafi wyżej. Nie istnieje próg oburzenia w komentarzach, który automatycznie uruchamiałby raport na biurku zarządu. To brutalna, ale realistyczna, diagnoza.

Pamiętajcie, że podstawkę do postawienia konsoli w pionie trzeba kupić osobno.

Do czego więc zmierzam, tak marudząc na PSBlackout? Jeśli jesteś graczem, posiadaczem konsoli PlayStation i chcesz pokazać producentowi, że nie zgadzasz się z jego polityką, nie możesz iść na skróty. Siedem dni blackoutu to trochę jak próba zadbania o formę fizyczną poprzez robienie pompek raz w tygodniu. Można, ale nie licz raczej na spektakularne efekty.

Prawdziwy test nie polega na odhaczeniu jednego wyznaczonego tygodnia cyfrowego detoksu. Każdy niezadowolony z obecnego kierunku i ostatnio ogłaszanych zmian powinien faktycznie przewartościować swoją relację z firmą. Na dłużej. Nie możesz narzekać w komentarzach i na socialach, a potem jakby nigdy nic wieczorem uruchamiać konsolę i robić kolejne zakupy w PS Store. W ten sposób wysyłasz sprzeczne sygnały, z tym że ten drugi ma w ogóle jakąkolwiek wartość dla korporacji.

Organizatorzy Does It Play tłumaczą ściśle wyznaczone ramy czasowe chęcią zadbania o interesy twórców gier. Chodzi o to, by blackout pozwolił wyrazić niezadowolenie społeczności, ale nie odbił się negatywnie na wydawcach i developerach. Problem w tym, że bezbolesny dla twórców gier oznacza w praktyce także bezbolesny dla Sony.

Piłka po naszej stronie

Japończycy wyznaczyli kierunek i wskazali nam konkretne daty. Sposób, w jaki będziemy mogli kupować i zbierać gry zmienia się. Ktoś mógłby powiedzieć, że zostało to wymuszone przez firmę i inwestorów. Przez żądzę większych zysków, chciwość i co tam jeszcze mielibyśmy podpiąć jako uzasadnienie. Ale nic nie dzieje się przecież bez przyczyny, tym bardziej w biznesie. Sony nie robi takiej wolty tylko dlatego, że zarząd ma takie widzimisię. Musiały za tym stać konkretne liczby i prognozy. Jak choćby te, że przy wartości całkowitej sprzedaży oprogramowania na poziomie 526,6 miliarda jenów (3,2 miliarda dolarów), wartość gier cyfrowych i treści dodatkowych wyniosła 485,2 miliarda jenów (3 miliardy dolarów), a wydań fizycznych tylko 20,5 miliarda jenów (128 milionów dolarów). To dane z raportu Sony Group.

Po ogłoszeniach Sony z ostatnich tygodni wiem już, gdzie zmierzamy. Wiem, od kiedy nie zobaczę już nowych pudełek z grami na PlayStation. Ale to nie wszystko, czego się ostatnio dowiedziałem. W informacji o zamykaniu sklepów PS3 i Vity producent zastrzegł, że kupione wcześniej gry będą dostępne do pobrania „w najbliższej przyszłości”.

Promocje w PS Store wydają się mniej atrakcyjne, jeśli zgromadzone gry mogą pewnego dnia "przestać być dostępne".

Czyli przez jakiś czas. Nie na zawsze, nie dopóki będę tego chciał. Przez jakiś czas, którego długość ustala ktoś inny niż ja. Skoro nikt nie daje mi gwarancji, że za rok, pięć lat czy dekadę będę mógł wrócić do gry, którą kupiłem, to nie wiem, jak u Was, ale u mnie znika ekscytacja związana z promocjami w PS Store. Wcześniej łapałem coś za kilkanaście złotych, gromadząc tytuły do ogrania kiedyś tam. Małe i większe hity kupowałem z myślą, że kiedyś do nich przysiądę i je nadrobię. Robiłem to, wierząc – jakże naiwnie, że cyfrowe dobra będą na mnie czekać. Nie będą.

Skoro więc dzisiaj wiem to wszystko, mam podstawy, by podjąć decyzję, co dalej z moją relacją z Sony. Czy zostaję i bawię się dalej na takich warunkach? Czy może zmieniam platformę? A może w ogóle stwierdzę, że tu skończył się dla mnie gaming i witaj retro? Każdy z nas ma przynajmniej kilka opcji i powinien wykorzystać ten czas, by którąś wybrać. I to konkretnie, uczciwie wybrać, a nie pokazywać niezadowolenie w sieci, tkwiąc jednocześnie w tym samym „toksycznym” układzie.

Co będzie po wakacjach

Nie chcę być złym prorokiem, ale mam obawy, że nadchodzący PSBlackout może być gwoździem do trumny zwolenników fizycznych nośników. Potwierdzeniem, że niezadowolonych z końca pudełek nie ma znowu tak wielu, jak mogłoby się wydawać po przejrzeniu komentarzy pod każdym postem Sony z ostatnich kilkudziesięciu dni. Ostatecznym dowodem, że mówimy o głośnej mniejszości. Nie zmieni tego nawet zaangażowanie branżowych sław. David Hayter, głos Solid Snake'a z Metal Gear Solid, dołączył do ruchu #NoDiscNoBuy ze zdjęciem swojej kolekcji. Sympatyczne, szczere, ważne pewnie dla społeczności, ale też najprawdopodobniej bez żadnego przełożenia na cokolwiek poza nagłówkami kilku serwisów gamingowych.

Rynek analityków patrzy na to jeszcze chłodniej. Kiedy tak znaczący procent sprzedaży pełnych gier na współczesnych konsolach odbywa się już cyfrowo, decyzja Sony nie jest kaprysem zarządu, a podążaniem za tym, jak realnie kupujemy gry. Blackout może być bolesnym tygodniem dla zespołu odpowiedzialnego za social media, ale nie zmieni strategii łańcucha dostaw zaplanowanej na lata do przodu. By coś realnie się zmieniło, potrzeba raczej regulacji chroniących cyfrowe prawa konsumentów niż tygodniowego bojkotu, choćby najgłośniejszego.

Nie czekam na PSBlackout, ale na to, co zastanie nas po 30 sierpnia. Czy gracze, którzy wezmą udział w akcji, po tygodniu przerwy wrócą do starych nawyków, jakby nic się nie stało, czy może zostaną przy nowych postanowieniach. Ja swoją relację z Sony przewartościowuję. A jeśli mam wybierać, na co wydać pieniądze, wolę robić to świadomie przez cały rok, nie tylko przez jeden symboliczny tydzień.

1

Norbert Szamota

Autor: Norbert Szamota

Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Tam też obronił pracę dyplomową poświęconą miesięcznikom o grach konsolowych, wydawanym na przełomie XX i XXI wieku. W GRYOnline.pl działa od 2009 roku. Początkowo jako newsman i autor felietonów, później twórca wpisów encyklopedycznych i bloger na gameplay.pl, a od kilkudziesięciu miesięcy jako członek działu Publicystyki. Zaczynał dwa lata wcześniej, tworząc dla serwisu GamePress jedne z pierwszych wideorecenzji gier w polskim Internecie i publikując je na raczkującym wówczas YouTube. Gra we wszystko i na wszystkim, ciągle szukając ciekawych historii, intrygujących mechanik oraz zachwycających obrazów i dźwięków. Uwielbia tropić dawne opowieści z branży, a w wolnym czasie tworzyć też własne growe opowiadania na blogu Gralingrad.pl.

Zamierzasz wziąć udział w akcji PSBlackout?

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl