Twór niedogotowany technologicznie kontra audiowizualne arcydzieło. Elden Ring vs God of War Ragnarok - wybieramy GOTY
- Elden Ring vs God of War Ragnarok - wybieramy grę roku!
- Gameplay – trudno powiedzieć, w co gra się lepiej
- Otwartość Elden Ringa imponuje bardziej niż półotwartość God of War
- Twór niedogotowany technologicznie kontra audiowizualne arcydzieło
- Elden Ring stawia na wizję, God of War: Ragnarok idzie w jakość
Twór niedogotowany technologicznie kontra audiowizualne arcydzieło

GOD OF WAR: RAGNAROK VS. ELDEN RING – TECHNIKALIA/AUDIOWIZUALIA
- Co robi lepiej God of War: Ragnarok? Wygląda, brzmi, działa.
- Co robi lepiej Elden Ring? Ma bardziej zapadające w pamięć lokacje i przeciwników od strony designerskiej.
- Zwycięzca: God of War: Ragnarok
Santa Monica Studio już teraz można zaliczać obok Naughty Dog do elitarnego grona deweloperów, którzy dowożą produkt AAA w stanie czystym – bez żadnych zgrzytów, jeśli chodzi o kwestie jakościowe czy wydajnościowe. Ragnarok nie jest może tytułem jakkolwiek innowacyjnym, jeśli chodzi o wizualia, ale tak czy siak wygląda na PS5 po prostu pięknie, i to nawet w trybie wydajności zapewniającym stałe 60 klatek na sekundę bez żadnych okazjonalnych zwiech. Tak po prostu powinien działać next-genowy tytuł. No, next-genowy jak next-genowy, bo odpalimy go również na PS4, ale na żadne znaczące kompromisy technologiczne z tego powodu twórcy nie poszli, przez co nowe God of War prezentuje się godnie nawet na konsoli ósmej generacji.
Elden Ringowi pod tym względem można akurat zarzucić całkiem sporo niedociągnięć. FromSoftware potrafi zachwycić projektem gigantycznego zamczyska czy zachodem słońca gdzieś na horyzoncie, ale gracz czuje już lekki niesmak, wchodząc w kreator postaci, który wygląda niemal tak samo od zamierzchłych czasów Dark Souls. W skrócie – facjaty postaci są jak żywcem wyjęte z gabloty hitów PlayStation 3. Eksploruje się tu co prawda krainy malownicze i bogate w różnorodną florę oraz faunę, ale wystarczy się czasem przyjrzeć pojedynczemu kamieniowi czy kępce trawy, by zobaczyć, że graficznie Elden Ring odstaje od współczesnych norm ustalonych przez wysokobudżetowe tytuły.
Nie pomaga również fakt, że Elden Ring potrafi tracić klatki w losowych sytuacjach. Podczas gdy Ragnarok pozostaje niewzruszony na najbardziej nawet spektakularne i mogące przeciążać system sceny batalistyczne, „Eldeńskiemu Pierścieniowi” nie raz i nie dwa zdarza się szarpnąć FPS-ami w trakcie przemierzania jakiejś lokacji. A i doczytywanie tekstur na oczach gracza jest tu na porządku dziennym.

Tak, w technicznych kwestiach można psioczyć i psioczyć na tego biednego Elden Ringa, ale kiedy przychodzi do najważniejszych chwil w grze, czyli boss fightów, należy być pewnym, że i arena, i ów wielki przeciwnik, i cały entourage muzyczny sprawią razem, że aż włosy zjeżą się na głowie („epickiego” motywu muzycznego, jak i całej minimalistycznej scenografii finałowego pojedynku nie zapomnę nigdy). W ogóle design oponentów robi wrażenie, pokazując kreatywność i odrobinę szaleństwa japońskich speców.
Niezgorzej wypadają też starcia w Ragnaroku – zwłaszcza od strony choreograficznej. Wynika to z tego, że animatorzy z Santa Monica nie próżnowali, toteż animacji różnorakich ciosów i chwytów (od zwykłych ataków Kratosa, Atreusa i przeciwników po finishery) ogląda się w trakcie starć co niemiara. Wielcy bossowie cieszą oczy (choć rodzajów oponentów jest tu dużo mniej niż w Elden Ringu), a dźwięki otoczenia i subtelny soundtrack radują uszy.
W tej kategorii natomiast werdykt może być tylko jeden, większa wartość produkcyjna wypływa z nowego God of War. To ideał od strony technicznej, a Elden Ring, choć potrafi zaskoczyć pięknymi lokacjami, równie często zdarza mu się przyciąć, psując odrobinę wrażenia z poznawania wszystkich zakamarków tego otwartego świata.
