Elden Ring stawia na wizję, God of War: Ragnarok idzie w jakość. Elden Ring vs God of War Ragnarok - wybieramy GOTY
- Elden Ring vs God of War Ragnarok - wybieramy grę roku!
- Gameplay – trudno powiedzieć, w co gra się lepiej
- Otwartość Elden Ringa imponuje bardziej niż półotwartość God of War
- Twór niedogotowany technologicznie kontra audiowizualne arcydzieło
- Elden Ring stawia na wizję, God of War: Ragnarok idzie w jakość
Elden Ring stawia na wizję, God of War: Ragnarok idzie w jakość

GOD OF WAR: RAGNAROK VS. ELDEN RING – TYTUŁ GOTY
- God of War: Ragnarok zasługuje na GOTY, jeśli: grą roku ma być tytuł prezentujący przede wszystkim najwyższy poziom jakościowy, od strony mechanicznej, fabularnej i audiowizualnej bliski ideałowi.
- Elden Ring zasługuje na GOTY, jeśli: grą roku ma być tytuł oryginalny, szalenie grywalny i w pewien sposób wizjonerski, któremu jest się w stanie wybaczyć parę ewidentnych niedociągnięć, zwłaszcza tych technicznych.
- Wynik starcia: 3:2 na korzyść God of War: Ragnaroka
- Mój (osobisty) wybór: Elden Ring
Pora więc na parę finałowych wniosków – wcale nie tak jasnych i prostych, jak bym chciał, bo pojedynek okazał się po rozłożeniu na poszczególne elementy jeszcze bardziej nieoczywisty i wyrównany. Najprościej więc na razie podsumować fakty, bo te zawsze się obronią i trudno im zaprzeczyć.
God of War technicznie bije Elden Ringa na głowę – działa idealnie, wygląda lepiej, jego kinowość robi wrażenie w erze next-genów, a niemal hollywoodzki scenariusz z pewnością podbije serca większej liczby graczy. Elden Ring z kolei oferuje o wiele więcej zawartości, pokazuje siłę tkwiącą w otwartych światach, intryguje nieco zawile podaną fabułą i choć cieszy oko projektami lokacji oraz przeciwników, miejscami nie wyrabia wydajnościowo, a i wizualnie potrafi zawieść. W obydwie te pozycje gra się natomiast równie dobrze, posiadają rozbudowane systemy walki i gameplayowo bronią się doskonale.
Przekładając to słowne podsumowanie na czystą kalkulację – fabuła na korzyść GoW-a, podobnie ma się sprawa z kategorią „technikalia/audiowizualia”. Elden Ring urzeka nieco bardziej eksploracją oraz aktywnościami pobocznymi, a gameplay w obydwu przypadkach stoi na podobnym poziomie. Daje to więc wynik 3:2 na korzyść Ragnaroka. Po ciężkiej bitwie wynik jest więc jasny, prawda? Powinniśmy nazywać nowe God of War grą roku 2022, nie?
Cóż, na papierze – tak. Bo jest to produkcja bardziej dopracowana i czytelna, skrojona idealnie pod masowych odbiorców, produkt AAA oferujący najwyższą, niemal nieskazitelną jakość. To po prostu lepiej wykonana gra od Elden Ringa, jeśli przeprowadzi się, tak jak wyżej, bilans zalet i wad, oraz zestawi ze sobą podstawowe elementy obu gier. Jeśli więc tytuł gry roku ma zyskać rzemieślnicze dzieło najwyższej próby, Ragnarok jest lepszym wyborem.

I choć czarno-białym werdyktem chciałbym tę analizę zakończyć, to po prostu nie mogę. Bo najlepsze gry wideo – czy ogólnie rzecz biorąc teksty kultury – to dla mnie coś więcej niż wycyzelowane warsztatowo produkty lub wyszlifowane co do milimetra diamenty. To przede wszystkim dzieła odważne, nieszablonowe i przełomowe, o których pamięta się przez lata i które służą jako punkty odniesienia w najróżniejszych dyskursach czy procesach twórczych. I ten pierwiastek wiekopomności czy wizjonerstwa tkwi jednak o wiele silniej w Elden Ringu, bez dwóch zdań.
Soulsy i otwarte światy – dwie przemielone do znudzenia przez grową branżę konwencje – zostały połączone i okazało się, że stworzyły wspólnie coś niezwykle świeżego rzucającego wyzwanie mainstreamowym normom. Otwarty świat pozbawiony znaczników i nieprowadzący gracza za rączkę godnie kontynuuje spuściznę Breath of the Wild, której nie każdy mógł zresztą doświadczyć ze względu na ekskluzywność zeldowego produktu. Elden Ring jest multiplatformowy, osadzony w sprawdzonej formule i trafił do mas, a przy okazji pokazał, że open world może wyglądać inaczej, sprawiając niepomiernie więcej radości z odkrywania oraz eksploracji. I jasne, nie każdy tę radość będzie czuł w takim samym stopniu, ale o tej grze mówi się cały czas od jej premiery i mówić będzie. A słowa lubią zmieniać się w czyny w gamedevie, jestem więc pewien, że posłuży ona jako inspiracja dla wielu.
Jeśli więc tytuł gry roku powinien dostać projekt ambitny koncepcyjnie, jak i realizujący konsekwentnie swoje nieoczywiste założenia, to niechaj, do diaska, otrzyma go Elden Ring. Jako przykład gry wielkiej inaczej. Co prawda obszernej jak mało który inny tytuł na rynku, ale przyćmiewającej brawurowymi pomysłami i immersyjnym doświadczeniem bardziej niż rozmiarem czy mierzoną od linijki efektownością i jakością. No ale gra roku może być tylko jedna – na The Game Awards wybór zostanie dokonany za nas, natomiast to, co wybierzemy my, osobiście, to już inna sprawa. Koniecznie więc zdradźcie swój wybór. Uzasadniony albo argumentami, albo głosem serca. Jak wolicie.
