- 8 rzeczy, które uchroniły Wiedźmina od katastrofy
- Techniczna realizacja walk
- Kostiumy (z jednym wyjątkiem)
- Renfri
- Calanthe, czyli najgroźniejsza (i najmłodsza) babcia Wiedźmina
- Klimaaaatyczna walka ze strzygą
- Origin Yennefer
- Wiecznie młody, ale całkiem śmieszny Jaskier
Origin Yennefer

Sapkowski nie podaje zbyt wielu faktów z przeszłości Yennefer. Z książek możemy się dowiedzieć tylko tyle, że nie uchodziła za zbyt urodziwą (była garbuską). Autorzy serialu uczynili natomiast z przemiany czarodziejki jeden z najważniejszych wątków. I bardzo dobrze. Nie dość, że fani, którzy na pamięć znają twórczość Sapkowskiego, otrzymali coś zupełnie świeżego, to jeszcze historia ta okazała się niezwykle ciekawa.
Anyę Chalotrę sympatycy uniwersum od razu spisali na straty (w sumie podobnie jak większość obsady). Była za młoda/brzydka/ładna/nieśmiała/nieznana. Nawet Henry Cavill dostał większy kredyt zaufania niż 23-letnia Brytyjka, mająca na koncie kilka udanych ról teatralnych. Ukończyła ona zresztą prestiżową londyńską Academy of Music & Dramatic Art. Mimo to miłośnicy prozy Sapkowskiego i gier CD Projektu RED nie wierzyli w jej umiejętności. Okazało się jednak, że – nie pierwszy zresztą raz – byli w błędzie. Aktorka świetnie oddała emocje towarzyszące stopniowemu dojrzewaniu Yennefer. Scenarzyści wprawdzie dokumentnie skopali scenę z zabiegiem, jaki postanowiła przejść, ale dzięki grze Chalotry niesmak szybko się ulotnił.
Sama historia znakomicie wpisuje się w realia wiedźmińskiego świata – inność była przez niewykształconych wieśniaków (zresztą również przez sporą część arystokracji) postrzegana jako powód wystarczający, by wyrzec się własnych dzieci. Tak dzieje się z Yennefer, której los odmienia Tissaia. Tyle że czarodziejka nie robi tego z powodu współczucia, a chłodnej kalkulacji. A że z czasem naprawdę staje się dla fiołkowookiej garbuski kimś w rodzaju przybranej matki... Cóż, między innymi dlatego ten wątek jest tak dobry.
Chociaż twórcy serialu dosłownie zinterpretowali opis Sapkowskiego, prawdopodobnie „fiołkowe oczy” miały być jedynie metaforą. Mimo to trudno zarzucać filmowcom, że tak dokładnie wczytali się w tekst źródłowy – w końcu, dopóki nie wiadomo, co autor miał myśli, można założyć, że w świecie Geralta fioletowe oczy są tak popularne jak w naszym niebieskie.
