Startery i intrygujące TCG, czyli nowa nadzieja po Pokemon Day. 20 lat później FireRed nadal pokazuje, jak niewiele potrzeba, by Pokemony wciągały na długie godziny
- Kieszonkowe potwory w swojej najczystszej formie
- Cena i osobliwa polityka wydawnicza Nintendo budzą wątpliwości
- Startery i intrygujące TCG, czyli nowa nadzieja po Pokemon Day
Startery i intrygujące TCG, czyli nowa nadzieja po Pokemon Day
Premiera FireRed i LeafGreen na eShopie zsynchronizowała została z tegorocznym Pokemon Day – cyklicznym wydarzeniem, podczas którego oczekiwać możemy nowych informacji na temat serii. Na koniec chciałbym jeszcze krótko pochylić nad kilkoma wątkami związanymi z lutowym pokazem.
Wśród zalewu informacji na temat pomniejszych i mobilnych produkcji, moją uwagę przykuło przede wszystkim Pokemon Champions, które wreszcie otrzymało przybliżoną datę premiery (kwiecień tego roku w wersji na Switcha). Projekt platformy skupionej na multiplayerowych walkach bardzo mi się podoba. Przeprowadzony sprawnie ma szansę skonsolidować kompetytywną społeczność graczy i ułatwić wejście do zabawy zupełnie nowym graczom.

Jedną z zapowiedzi w czasie Pokemon Day był... niewielki odtwarzacz w kształcie Game Boya z pokemonową muzyką. Osobliwe.
Jako fan karcianki z zainteresowaniem obejrzałem również nieco tajemniczy materiał zapowiadający obchody trzydziestolecia gry. W materiale pojawiło się mnóstwo klasycznych kart z różnych epok, które z pewnością obudziły wspomnienia u niejednego weterana turniejów. Ciekawe również, że oficjalny materiał nie stronił od ukazywania kartoników w różnorodnych wersjach językowych. Z zainteresowaniem czekam na kolejne informacje.
Głównym daniem całego pokazu okazał się pierwszy trailer 10. generacji - gier Pokemon Winds oraz Pokemon Waves. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, była oprawa wizualna, która wygląda całkiem nieźle. Już w zapowiedzi można zauważyć, że przeskok na nowszą platformę pozwolił twórcom złapać nieco oddechu i uszczegółowić grafikę. Otwarte przestrzenie oraz zdecydowanie bujniejsza roślinność budują ciekawą atmosferę i oddalają nas „makietowych” przestrzeni ery pierwszego Switcha. Miejmy nadzieję, że po latach technicznych rozczarowań, w końcu doczekamy się naprawdę nieźle wyglądającej i działającej odsłony serii.
Do gustu przypadł mi również klimat. Wyspiarski charakter nowego regionu budzi ciepłe wspomnienia z odsłon Sun oraz Moon ze schyłkowego okresu 3DSa, a duże ilości wody każą sugerować, że odegra ona w nowej grze jakąś istotną rolę (co sugerowałyby zresztą tytuły nowych gier).
No i na koniec mamy również nowe startery. Wygląd pokemonów to rzecz jasna kwestia gustu, ale moim faworytem okazał się ognisty Pombon. Pomarańczowy kulek jest cudownie uroczy, a pozbawione jakichkolwiek myśli spojrzenie tylko buduje wrażenie oglądania rozkosznego szczeniaczka. Jestem pewien, że wiecznie podirytowany Browt oraz gekonowaty Gecqua również znajdą swoich entuzjastów.
W całości smuci jedynie fakt, że na nową grę znów przyjdzie czkać nam aż do przyszłego roku. Choć z drugiej strony, może warto poczekać nieco dłużej. Całkiem udane w mojej opinii Legends Z-A pokazało, że Game Freak wciąż jest w stanie stworzyć przyzwoity tytuł. Czas pokaże, czy dodatkowy czas oraz świeża platforma pozwolą serii skręcić w ciekawą stronę.
Czas spędzony z Pokemon FireRed, nienajgorszy pokaz nowej generacji oraz przyjemna niespodzianka w postaci Pokopi nieco rozbudziły mój sentyment w kierunku serii. Trzymam kciuki, że po ostatnich, mocno nierównych latach zdoła ona złapać nieco nowego wiatru w żagle i na nowo rozpalić serca fanów.

