Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 21 października 2021, 11:47

autor: Entelarmer

Szef Blizzarda zaprasza na „sales run” i wywołuje burzę w społeczności WoW-a

Fani WoW-a znów prowadzą gorące dyskusje na temat tzw. raid boostingu. Wszystko przez jednego z szefów Blizzarda, zapraszającego graczy na tzw. sales run.

W SKRÓCIE:
  1. Mike Ybarra rozsierdził część graczy World of Warcraft wpisem na Twitterze, reklamującym transmisję z heroicznego, „opłaconego” rajdu Sanctum of Dominion;
  2. powodem była wzmianka o „opłaceniu” rajdu, a więc przyznaniu się do tzw. raid boostingu – praktyki zapraszania słabszych graczy do trudniejszych rajdów w zamian za złoto w grze;
  3. praktyka, skądinąd powszechna w WoW-ie, budzi niechęć niektórych graczy, m.in. za sprawą WoW Tokenów pozwalających de facto na zakup złota za pieniądze.

Ostatnio fani World of Warcraft znajdywali wiele powodów do narzekania, tak w samej grze, jak i u jej twórców. Niedawno ich celem stał się Mike Ybarra, jeden z szefów Blizzard Entertainment, który otwarcie przyznał się do „raid boostingu”. Zapowiedział on bowiem transmisję z heroicznej wersji rajdu Sanctum of Dominion w ramach tzw. „sales run”.

WoW i pay-to-win, czyli krytyka raid boostingu

Termin „raid boosting” odnosi się do swego rodzaju usługi świadczonej przez gildie w produkcjach MMORPG. Doświadczeni weterani pozwalają dołączyć do zaawansowanych rajdów początkującym (lub mniej uzdolnionym) graczom. Nie za darmo – chętni muszą zapłacić określoną sumę w złocie (stąd potoczne określenie tego typu wypraw mianem „sales run”, co można luźno przetłumaczyć jako „sprzedane podejście”).

W teorii praktyka ta nie jest niezgodna z regulaminem WoW-a, o ile opłata nie jest uiszczana w pieniądzach. Sęk w tym, że od czasów Warlords of Draenor gracze mogą zakupić żetony, które da się wymienić na złoto w grze, tym samym omijając ów zakaz. W praktyce oznacza to, że realna waluta może posłużyć do zdobycia lepszego wyposażenia lub przedmiotów kosmetycznych, które w innym przypadku pozostałyby poza zasięgiem mniej hardkorowych graczy. W tym przypadku Denial of Service – gildia Ybarry – wycenia pełne przejście Sanctum of Dominion na poziomie heroicznym na 300 tysięcy sztuk złota, co przy obecnym kursie WoW Tokena przekłada się na około 40 dolarów.

Szef Blizzarda zaprasza na „sales run” i wywołuje burzę w społeczności WoW-a - ilustracja #1
Wycieczka z przewodnikiem po Sanctum of Dominion to dość kosztowna wyprawa.

Przełożenie raid boostingu na, jak chcą niektórzy, niesprawiedliwą przewagę za pieniądze, czyli znienawidzone pay-to-win, jest głównym powodem, dla którego część graczy jest niechętna tej praktyce. Możliwość opłacenia doświadczonej „niańki”, by de facto przeszła za żółtodziobów wymagający rajd, budzi niechęć osób samodzielnie zdobywających ekwipunek i osiągnięcia.

Dochodzą do tego pewne skutki uboczne. Jak łatwo zgadnąć, gildie reklamują raid boosting na czatach w grze. W efekcie czasem trudno znaleźć chętnych do „prawdziwego” rajdowania, bo tego typu informacje toną w morzu ogłoszeń weteranów oferujących swoje usługi. Z tych powodów fakt, że szef Blizzarda nie tylko uprawia, ale wręcz promuje ten proceder, dał niektórym kolejny powód do ataku na twórców World of Warcraft.

Raid boosting to korzyści dla gildii…

Jednakże wielu wskazuje, że akurat w tym przypadku narzekania są nieco bezpodstawne. Po pierwsze, raid boosting nie jest niczym nowym. Praktyka ta jest niemal równie stara, co gry MMO, a w World of Warcraft tego typu usługę oferuje spora liczba gildii. Gildia Mike’a Ybarry robi więc dokładnie to samo, co każda mniej lub bardziej prestiżowa grupa graczy w WoW.

Po drugie, dla tych organizacji nie jest to kwestia bezmyślnej chciwości. Trzeba pamiętać, że nawet dla wielu doświadczonych gildii rajdy na poziomie mitycznym (czy nawet heroicznym) rzadko bywają rutyną. Te eskapady nierzadko wymagają tygodni przygotowania, ale – co najważniejsze – także sporych wydatków na niezbędne przedmioty (na przykład mikstury). Złoto z raid boostingu pozwala weteranom zaoszczędzić czas (lub pieniądze), które w innym przypadku musieliby poświęcić na długie, mozolne farmienie. Pod warunkiem, że sama usługa nie będzie kosztować ich zbyt wiele (czytaj: nie zużyją zbyt wiele zasobów w trakcie wykonywania „zlecenia”).

… i graczy WoW-a z ambicjami

Skoro o tym mowa… po trzecie – jak opisuje KiriyamaSTRIX z Reddita – osoby płacące za raid boosting to często gracze zainteresowani wysokopoziomowymi rajdami. To, rzecz jasna, wymaga dołączenia do gildii, które z kolei zwracają uwagę nie tylko na dokonania gracza (na przykład poprzez stronę Warcraft Logs), ale też ekwipunek. A tego nie zdobędzie się bez poświęcenia długich (naprawdę długich) godzin na grę.

Raid boosting pozwala zaoszczędzić ten czas i skupić na osobistym rozwoju, tj. zwiększaniu skuteczności w rajdach, by poprawić swoje statystyki z walki. To daje szansę na dołączenie do lepszej gildii, co można powtarzać tak długo, aż zostaniemy przyjęci przez grupę o takich samych celach.

Jak widać, część graczy nie ma nic (a przynajmniej nie zbyt wiele) przeciwko tego typu usłudze. Co jednak najważniejsze, zdaniem wielu World of Warcraft ma o wiele poważniejsze problemy, niż gracze chcący zaoszczędzić sobie czas na faktyczną rozgrywkę zamiast farmienia. Nawet jeśli zgodzić się co do rzekomej szkodliwości tej praktyki.

  1. Oficjalna strona gry World of Wacraft
  2. Shadowlands to niezły dodatek do World of Warcraft. Oto nasza recenzja
  3. World of Warcraft – recenzja gry