Rockstar Games od początku planowało kilku bohaterów w GTA 6, ale też chciało powtórzyć sukces Arthura Morgana z RDR 2.
Arthur Morgan z Red Dead Redemption 2 ma znaleźć godnych spadkobierców w bohaterach Grand Theft Auto 6, przynajmniej jeśli chodzi o przywiązanie do nich ze strony graczy.
Ostatnia prosta do premiery nowego GTA jest tuż za rogiem i już odciąga uwagę większości wydawców, deweloperów i graczy. Jednocześnie studio Rockstar Games wyraźnie stara się nadgonić zaległości, bo po de facto 10 latach wątpliwych teaserów i dwóch zwiastunach co chwila pojawiają się nowe wieści w kontekście tego czy innego wywiadu lub materiału poświęconego „szóstce”.
Szczególnie aktywny jest Rob Nelson, jeden z szefów Rockstara, któremu zawdzięczamy kolejną ciekawostkę (ponownie z wywiadu dla TroisCouleurs). Deweloperzy chcą odtworzyć „głębię” rodem z RDR 2, a dokładniej: by gracze poczuli podobną więź z Jasonem i Lucią, jak z Arthurem Morganem:
Chcieliśmy wykorzystać głębię, jaką udało nam się wnieść do świata Red Dead Redemption 2, oraz możliwość znacznie bardziej znaczącej interakcji z otoczeniem, ale także tę emocjonalną więź, jaką gracze nawiązują z Arthurem.
Rockstar wyraźnie nie żałował postawienia na jednego bohatera w RDR 2, mimo obaw studia po wprowadzeniu trójki bohaterów w GTA 6. Jednakże przy nowym Grand Theft Auto szybko zdecydowano się na kilku protagonistów i równie prędko zespół wpadł na wiele pomysłów, jak można wykorzystać relację bohaterów, by gracze mogli utożsamić się z nimi i przywiązać do kryminalnego duetu:
Czy istnieje sposób, by wprowadzić to do GTA i jak moglibyśmy to zrobić? Rozważaliśmy więc różne pomysły – wiedzieliśmy, że chcemy wrócić do tematu i dalej eksperymentować z koncepcją wielu bohaterów. Rozważaliśmy różne opcje, ale ostatecznie chcieliśmy spróbować z duetem, pewnego rodzaju partnerstwem. Jeśli są w związku lub mają potencjał, by w nim być, jak to wygląda? To więc para – Bonnie i Clyde. Gdy tylko o tym pomyśleliśmy, stało się to oczywiste. Stało się to dla nas bardzo jasnym wyborem i czuliśmy, że musimy tego spróbować. […]
Bawienie się tymi pomysłami i spokojniejszymi chwilami, takimi jak ta, o której wspominasz – w mieszkaniu [Lucii i Jasona, w trakcie których widzimy interakcje między nimi – przyp. .red.] – z którą, jak sądzę, wiele osób może się utożsamić. Każdy jest w związku i wie, jak to jest, wie też, jak to jest czekać, aż ktoś się przygotuje, i zastanawiać się: „Czy powinienem naciskać na tę osobę przy drzwiach i ją poganiać, czy nie?”. To właśnie tego rodzaju pomysły przyszły nam do głowy, kiedy o tym myśleliśmy. Gracze wcielą się w te postacie nie tylko w pełnych akcji scenach kryminalnych, ale również w spokojniejszych momentach. Nie chcemy narzucać tej relacji osobom, które mogą nie być nią zainteresowane, ale chcemy dać graczom możliwość – podobnie jak w przypadku Arthura – wpływania na losy tych postaci poprzez swoje działania. Tego rodzaju pomysły były jednymi z najbardziej fascynujących aspektów gry Red Dead Redemption 2 i chcieliśmy sprawdzić, czy uda nam się przenieść niektóre z tych elementów do GTA 6.
Czy pomysły Rockstara sprawdzą się w praktyce, przekonamy się po premierze Grand Theft Auto VI 19 listopada. Na marginesie: w końcu oficjalnie poznaliśmy głos jednej z kluczowych postaci w grze. Tak jak plotkowano, Stephen Root wcieli się w rolę Briana Hedera, który poprowadzi Jasona w jego kryminalnej karierze (przynajmniej na początku).
Więcej:Rockstar broni sekretów GTA 6 przed sądem i wydaje 4 miliony dolarów na plażową kampanię w Miami

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).