Rockstar Games zdradził, z jak nietypowymi próbami wykradzenia materiałów z GTA 6 musiał się mierzyć. Niektóre z nich wymagały dodatkowego zabezpieczenia biur studia.
Jak daleko są w stanie posunąć się ludzie, by zdobyć przedpremierowe materiały z GTA 6? Okazuje się, że bardzo daleko. Rockstar Games ujawniło, że w trakcie produkcji najbardziej wyczekiwanej gry w historii musiało chronić się nie tylko przed hakerami.
Informacje na ten temat pojawiły się podczas trwającego postępowania przed trybunałem pracy, dotyczącego zwolnienia kilkudziesięciu pracowników Rockstar Games. W jego trakcie przedstawiciele firmy zdradzili, z jak nietypowymi próbami zdobycia poufnych materiałów musieli mierzyć się podczas prac nad GTA 6. Co ciekawe, różnego rodzaju ataki zdarzają się regularnie.
Najbardziej nietypowy przykład dotyczy osób, które miały wykorzystywać drony do latania w pobliżu budynków Rockstara. Ich celem było zajrzenie przez okna i wykonanie zdjęć lub nagrań prezentujących znajdujące się na ekranach wersje produkcyjne GTA 6.
Sytuacja stała się na tyle poważna, że studio musiało zastosować dodatkowe zabezpieczenia. Na części okien pojawiła się specjalna folia, która miała uniemożliwić podejrzenie z zewnątrz tego, co dzieje się w pomieszczeniach.
Rockstar poinformował również, że jeszcze w ostatnich tygodniach grupy hakerskie próbowały szantażować firmę. Nie wiadomo jednak, czy miało to jakikolwiek związek z Cyebrleekiem, który przed sierpniowym pokazem „szóstki” na Netflixie opublikował kilkanaście materiałów prezentujących fragmenty gry.
Niewykluczone, że wkrótce poznamy więcej podobnych historii zza kulis produkcji GTA 6. Obecna rozprawa jest ostatnią w ramach wspomnianego postępowania i ma potrwać aż do połowy października.

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.