Todd Howard potrzebował sporo czasu, by przekonać się do idei remasterów, a i wtedy wiedział, że jest „milion powodów”, dla których taki projekt może się nie udać.
Todd Howard długo nie był fanem remasterów i za priorytet Bethesdy uznawał raczej upewnienie się, że stare hity firmy będą działać na każdym sprzęcie.
Szef Bethesda Softworks był wyjątkowo aktywny w ostatnim tygodniu, pojawiając się w mediach m.in. w związku z zapowiedzią technologii DLSS 5 oraz w kontekście wywiadu dla serwisu Games Radar. W tym ostatnim zdołał nie powiedzieć niemal nic na temat następnej gry z serii The Elder Scrolls oraz powstającej równolegle technologii Creation Engine 3.
W trakcie rozmowy Howard napomknął jednak nie tylko o przyszłości, ale też w pewnym sensie o przeszłości studia. Jak się okazuje, szef Bethesdy długo nie był zwolennikiem remasterów, bo za priorytet uznawał raczej dopilnowanie, by starsze tytuły studia po prostu działały.
Przez długi czas mówiłem: „Nie, nie, nie. Ta gra ma swoje lata, zadbajmy o to, żeby działała”.
Bethesdzie pomógł w tym Microsoft, a dokładniej program „zachowywania” klasycznych tytułów Xboxa, dzięki któremu w setki gier z dwóch pierwszych konsol giganta z Redmond nadal można zagrać na współczesnym sprzęcie. Howard wyraźnie ceni sobie tę inicjatywę i wsteczną kompatybilność, dzięki czemu nawet oryginalny Oblivion jest dostępny dla współczesnych graczy na Xboxach.
Choć zachęciło to Howarda do poważniejszego rozważenia propozycji remasterów, Amerykanin nadal miał wątpliwości. Szef Bethesdy zdawał sobie bowiem sprawę, że przy odświeżaniu starej, kultowej gry wszystko może pójść źle na „milion sposobów”. Zwłaszcza po przeciekach, które nieco wypaczyły oczekiwania graczy wobec The Elder SCrolls IV: Oblivion Remastered.
Howard nie wdał się w szczegóły tych „milionów” problemów, ale łatwo zrozumieć jego obawy. Nostalgia i reputacja starych gier są dobrym argumentem za odświeżeniem takich klasycznych tytułów, ale też mogą twórcom odbić się czkawką, gdy będą zmuszeni z jednej strony do zachowania najważniejszych cech oryginału, a z drugiej – zmodernizowania całości tak, by przeidealizowane wspomnienia graczy nie zderzyły się ze standardami współczesnych produkcji.
Takie założenia zdają się wpisywać w to, o czym szef Bethesdy wspominał w innym miejscu: studio ma tworzyć gry wykorzystujące pełny potencjał współczesnych platform, ale jednocześnie chce, by najnowocześniejszy sprzęt nie był wymogiem, tj. by te gry działały także na słabszych konfiguracjach.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Diablo 4 co roku staje się zupełnie inną grą. Blizzard przyznaje: nadążenie za zmianami to wyzwanie
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).