AI kodujące gry ma być dla twórców gier nie mniejszym zagrożeniem, niż generowanie grafiki czy innych „assetów”.
Kodowanie z AI to nie nadzieja dla twórców gier, lecz coś, co przekreśli szanse wielu nowych gier i marek przez pogrzebanie ich pod jeszcze większą falą naśladowców.
Generatywna sztuczna inteligencja w grach pozostaje jednym z najbardziej gorącym tematów w branży gier. Technologia wciąż ma swoich entuzjastów, ale nie da się ukryć, że dawno mamy za sobą czasy ekscytacji chatbotami czy generowaniem zabawnych obrazów przez AI. Znacznie częściej gracze i nawet sami twórcy mówią o ryzyku, jakie niesie wykorzystanie „kreatywnej” SI przy produkcji gier.
Swoje trzy grosze w tej sprawie dorzucił Mat Piscatella z grupy Circana, który skupił się w teorii na najmniej kontrowersyjnym wykorzystaniu generatywnej AI: kodowaniu. Chodzi o tzw. vibe coding, co – w największym skrócie – polega na pisaniu kodu aplikacji nie bezpośrednio, lecz przez wpisywanie poleceń (promptów) dla modelu, by ten wygenerował odpowiednie linijki.
W teorii takie zastosowanie AI jest najbardziej akceptowalne przez graczy, w przeciwieństwie do zastępowania ludzi w bardziej „twórczych” zadaniach. Niemniej „vibe coding” ma też swoich przeciwników, głównie wśród osób reagujących z obrzydzeniem na każdy aspekt „kreatywnej” AI albo wykazujących jej niekompetencję. Piscatella ma jednak bardzo konkretny zarzut. Doniesienia o możliwości odtworzenia przez AI kodu gry „w kilka godzin” analityk uznał za kontrargument przeciwko twierdzeniom o „pomocnej” sztucznej inteligencji i wyraził obawę, że dobre gry zostaną „skopiowane i pogrzebane”, co utrudni wybicie się twórcom.
Piscatella pozostaje też pesymistyczny co do perspektyw na zatrzymanie tego procederu:
Potężny kontrargument dla wszystkich, którzy twierdzą, że sztuczna inteligencja pomoże rynkowi gier wideo poprzez skrócenie czasu i obniżenie kosztów produkcji.
Dodajmy do tego i tak już gigantyczne wyzwanie związane z odkrywaniem nowych tytułów, prawdopodobny rychły ogromny wzrost liczby gier wydawanych codziennie oraz dojrzały popyt… to… niedobrze!
Dobre gry będą kopiowane i grzebane. Gracze będą domyślnie wybierać gry i serie, które znają i którym ufają. Przebicie się stanie się jeszcze trudniejsze.
Nie jest dobrze. Wcale a wcale nie jest dobrze.
W tej chwili wydaje się, że nie da się tego powstrzymać.
Rozwiązaniem jest… no cóż, gdybym wiedział, jak to rozwiązać, już bym to robił i szykował się do kupna własnej wyspy.
Umówmy się, tanie podróbki znanych gier to nic nowego. Niemniej generatywne AI najwyraźniej znacznie upraszcza ten proceder, co oznacza, że takich marnych naśladowców będzie można tworzyć jeszcze szybciej. Przekonała się o tym Freya Holmér, która kilka dni po udostępnieniu krótkiego nagrania ze swojej wariacji na temat Tetrisa (w której obracałaby się cała plansza) otrzymała „zvibecodowanego” naśladowcę, a niewiele później czterech kolejnych w sklepach mobilnych.
Głównym problemem jest to, co niektórzy zwolennicy generatywnej AI podają jako wielką zaletę tej technologii. „Vibe coding” nie wymaga zdolności programistycznych: aby dokonać takiego plagiatu pomysłu, wystarczy wpisywać instrukcje w języku naturalnym, po angielsku. Oczywiście takim kopiom zwykle będzie brakować dopracowania oryginału, w którym (jak to ujęła redakcja 404 Media) każda decyzja Holmér ma swoją historię.
Niemniej to samo można powiedzieć o każdej „taniej podróbce” – tyle że z AI takową może tworzyć niemal każdy. W efekcie wielu twórcom wyraża obawy co do dzielenia się swoimi pomysłami: w obawie, że zostanie ona wchłonięta przez AI.
Dlatego – jak podkreślił Jeremy Morris, profesor mediów i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wisconsin-Madison – „kodująca” AI przyczyni(a) się do jeszcze większej liczby niskiej jakości plagiatów, które zaleją cyfrowe sklepy z grami:
Nie powinniśmy się dziwić, że ludzie wykorzystują sztuczną inteligencję do tego typu działań, ponieważ istnieją bodźce i infrastruktura stworzona po to, by zachęcać do tego rodzaju nadprodukcji. To problem, który istnieje od momentu powstania tych platform, więc nie sądzę, by sztuczna inteligencja wprowadzała tu coś nowego. Po prostu zwiększa skalę tego, co ludzie są w stanie zrobić”.
Powtórzmy: plaga armii wątpliwej jakości podróbek innych gier (lub wręcz de facto kradzieży kodu) nie jest nowym zjawiskiem. Serwis 404 Media obszernie opisał praktyki „śmieciowych” wydawców, sztucznie podbijających widoczność swoich gier oraz problem z prawnym uchowaniem „pomysłów” przed „klasycznym”, ludzkim plagiatem. Niemniej wygląda na to, że „vibe coding” jedynie zwiększy skalę tego zjawiska, ku niewątpliwej „radości” graczy, którzy i tak narzekają na zalewanie Steama, PS Store etc. „tandetą”.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).