
Jak będą chętni, to mogę powrzucać, ale przez to, że GOL niezmiennie pozwala na max. 1 zdjęcie na post (co było dość archaiczne już w 2001) to nieproszony nie będę się fatygował :D
A Semaj jeszcze tu żyje? Z GG zniknął parę lat temu.
Czy może to był inho (po jakimś banie na oryginalnym koncie)?

No i pozdrawiam serdecznie ekipę z Pikniku GOL 2010!
Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi za publikację wizerunku - i tak już wyglądacie inaczej ;-)
Do dziś pamiętam jak Rojo biegał po hostelu udając, że strzela z shotguna krzycząc "Boom! Headshot!" xD
Jakby ktoś chciał więcej fotek, to mam ;-)
Kurdę, od 2 tygodni się kwalifikuję na 40+... I czuję się troszkę jak wielu z Was piszących powyżej, chociaż ogólnie w życiu wyszło mi raczej nieźle i narzekać absolutnie nie mogę. No i dzieci 9 i 11 lat, więc nie trzeba już koło nich ciągle biegać ;-)
A jak tu spamowałem, to jeszcze gówniarz w gimnazjum byłem ;-(
Ależ ja musiałem tego naspamować, że po 10 latach braku aktywności (chociaż po 2010 i tak już ledwie co to pisałem chyba) dalej jestem w TOP40 postów i mam średnio 2.5 posta na dzień... Aż mi wstyd trochę :-|
Jestem zawiedziony - 37 postów, a jeszcze nikt nie napisał, że dostał "perfumę". Wszedłem na to forum chyba pierwszy raz od pół roku tylko po to, żeby to zobaczyć, a tu takie rozczarowanie... :-(
2) Jak juz bardo chcesz zalozyc rachunek w euro to ja mam w mbanku. Nic nie kosztuje i do tego mozesz zamowic karte ktore kosztuje 20zl na ROK! Z ta karta mozesz isc do niektorych bankomatow eurachu i wyplacic euro z twojego konta bez zadnych kosztow.
Mam eMax walutowy EUR i ostatni raz płaciłem 10 EUR za kartę, czyli circa 40 PLN.
Tak czy inaczej, szkoda zachodu z kontem - polecam przelewać przez Cinkciarz.pl i tyle.
Ja mam podobnie z wszelkimi grami RPG - nałogowo oszczędzam eliksiry, zwoje i różdżki "na później", w domyśle "na trudniejsze walki", po czym okazuje się, że docieram do końca gry obładowany nimi jak cygan na straganie.
I tak na przykład "Pillars of Eternity" przeszedłem bez użycia choćby jednego zwoju czy mikstury, z wyjątkiem napakowania postaci przed finałową walką. W "Baldur's Gate" i "Icewind Dale" (wszystkie części), używałem tylko eliksirów leczących i różdżek (bo te drugie mogłem sprzedać i odkupić pełne).
Soulcatcher --> W ramach ciekawostki w Irlandii Tesco dostarcza zakupy w plastikowych "kontenerach", wypakowuje Ci je na miejscu i zabiera pudło ze sobą. Nie ma opcji, żeby dostać jakikolwiek produkt z wyjątkiem niedużych warzyw i owoców w większej ilości w foliówce; zazwyczaj i tak przywożą je w papierowych torbach.
Symfonia jest potwornie przegadana i dzisiaj nie rozumiem co mi się w niej mogło podobać, ale kiedy się z niej uczyłem, to wydawała mi się przyjazna i "przejrzysta".
Stary wpis, ale podzielę się swoimi ostatnimi doświadczeniami:
Nie widzę sensu kombinowania z takimi "monotonnymi" dietami. Trzy tygodnie temu zacząłem liczyć kalorie, składniki odżywcze, do tego dorzuciłem więcej ruchu. Jem 1500 kalorii dziennie w "zdrowej" postaci (brak dodatkowego cukru, tłuszcz tylko w ilości potrzebnej organizmowi), do tego biegam w sumie 3.5h tygodniowo, dbając, żeby co najmniej 1h była ciurkiem. Efekt jest taki, że jestem cały czas najedzony, jem smaczne rzeczy (a nie kapustę przez dwa tygodnie z rzędu), mam więcej energii, lepiej się czuję, a po tygodniu "ochoty na cukier" nie mam już nawet ochoty na moją ukochaną czekoladę. No i waga - do tej pory 3.5 kg mniej. Naprawdę, szkoda się męczyć, skoro wystarczy tylko zbilansować dietę (nie jestem dietetykiem, robię to "na oko", więc jak ktoś się przyłoży, to pewnie jeszcze lepsze efekty osiągnie) i można jeść więcej, równie smacznie, bez rezygnowania z dobrych efektów i ryzykowania "efektu jojo".
Z ciekawości - jaki framework? Ile czasu zajęło Ci napisanie tej gry? To pierwsza Twoja gra?
Dla mnie ebook jest do książek "zawodowych" oraz takich, które są "warte przeczytania, ale nie warte zajmowania miejsca na półce" (np. książki Terry'ego Pratchetta - mimo, że go uwielbiam, to dla mnie są to "jednostrzałówki", do których na pewno nigdy nie wrócę, a których jest po prostu za dużo, by je kolekcjonować dla samego kolekcjonowania, jak to np. robię z Lovecraftem czy Zajdlem). No i oczywiście na wakacje, czy w podróży czytnik jest niezastąpiony. Ale poza tym lubię mieć biblioteczkę z naprawdę fajnymi pozycjami, a czytanie z papieru, w łóżku, przed snem ma urok, którego żaden czytnik mi nie da.
Dzięki. Wattsa kojarzę, czytałem Ślepowidzenie (ebook, bo książki nie udało się dostać; teraz chciałem kupić w końcu książkę, ale widzę, że dalej słabo z dostępnością).
W Bonito jest teraz całkiem sympatyczna wyprzedaż - większość książek jest o 10-20% tańsza niż w Arosie, nie mówiąc już o Empiku. Oni sami twierdzą, że "do 34%", więc warto rzucić okiem jak ktoś planował zakupy.
Panowie (i Panie?), dwa pytania. Po długiej przerwie związanej ze sprawami zawodowymi wracam (w końcu) do czytania tego, co lubię, czyli fantastyki. Ponieważ nie jestem na czasie, może powiecie mi:
1. Kto jest teraz "na czasie"? Jakieś nowe objawienia literackie? Ze względnie "nowych" autorów (> 2000 rok) podoba mi się Dukaj i Kosik. Prócz tego jestem fanem Zajdla i Dicka, ale ogólnie dam szansę wszystkiemu, co jest nieschematyczną "space operą" czy czymś takim.
2. Polecicie jakąś księgarnię wysyłkową? Lata temu kupowałem w Merlinie, ale teraz wydaje mi się drogi. Empiku nie lubię jako firmy z racji ich praktyk biznesowych. Co jeszcze? Gandalf? Duży plus jeśli książki można kupić w pakiecie z ebookiem za sensowną cenę, ale to nie jest "must have".
[3] To bardzo możliwe:
The number 2,147,483,647 (or hexadecimal 7FFF,FFFF16) is the maximum positive value for a 32-bit signed binary integer in computing. It is therefore the maximum value for variables declared as integers (e.g., as int ) in many programming languages, and the maximum possible score, money, etc. for many video games.
W restauracjach po raz że drogo to po dwa nałożą dużo i co jak mi nie zasmakuje?
W 99% restauracji możesz kupić zestaw ALBO kupować na talerzyki - jeden talerzyk to 2-6 kawałków zależnie od rodzaju, więc raczej nie robiłbym dramatu z tą dużą ilością.
Kurier nie dostarczył przesyłkę do numeru zgłoszenia RR5976439239PL na adres 11.07.2015, ponieważ nikt w tym czasie.
Jak można po przeczytaniu takiego maila w ogóle się nad czymś zastanawiać?
Ja odstawiłem na 7 lat, bo mi się znudziły. O ile mnie pamięć nie myli, to po Icewind Dale 2 (2002) nie grałem w nic aż do zakupu PS3 w 2010 ;-)
[43] "reputacja danej frakcji ma znaczenie, sprzymierzyłem się z Rycerzami."
OK, ma znaczenie, ale czy wybór frakcji wpływa w jakikolwiek istotny sposób na dalszą fabułę? Bo z tego co ludzie piszą w internetach (sam jeszcze trzaskam zadania poboczne w Defiance Bay, więc nie wiem), to różnice są kosmetyczne :-(
Mnie akurat Fallout nie nudzi, nie widzę nic dziwnego w tym, że komuś nie odpowiada. Ja np. nie byłem strawić żadnego z Gothiców, mimo kilku podejść - ludzie dookoła się zachwycają, mówią o Gothicu jak o grze legendarnej, a dla mnie to potwornie słaba i nudna gra. Bywa, nie każdemu każda gra się spodoba, nawet jeśli większość mówi, że dana gra jest dobra, czy bardzo dobra.
Różnica w używaniu oryginału i podróby zaczyna być widoczna po paru tygodniach. Analogi chodzą zupełnie inaczej, przyciski zużywają się w szybszym tempie itp. Nie polecam.
Nie gram w CS, ale filmiki lubię oglądać. Ten mnie zanudził na śmierć. Sorry, ale to już w "Nad Niemnem" więcej się dzieje...
[23] Regis ---> Oj wchodzi w gre niestety :)
Oczywiście, że zawsze wchodzi, ale wydaje mi się, że im lepszy lokal, tym mniejsza szansa. Restauracja z 21 miejsca w Tripadvisorowym rankingu dla Dublina wydaje mi się taką, gdzie ta szansa jest stosunkowo mała mimo wszystko, tym bardziej że dziczyzna to jedna z rzeczy, którymi się chwalą ;-)
Akurat wczoraj pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się spróbować jelenia i nie zgadzam się do końca z opinią autora wątku, ale przyznam, że mnie nie "porwało" to mięso. Jeśli chodzi o miękkość, "fakturę" i zapach było rewelacyjne, ale smak... Wolę cielęcinę, zająca, albo dzikie ptactwo na przykład. Potwierdzam, że jeleń ma specyficzny posmak i chociaż nie nazwałbym go "spoconym koniem", to czymś faktycznie "jechał". W pierwszej chwili pomyślałem o wątróbce, za którą nie przepadam. Dodam, że wspomnianego jelenia jadłem w raczej dość dobrej restauracji (nie żadne gwiazdki Michelin, ale , więc kwestia "bo źle przyrządzone" raczej nie wchodzi w grę.
Zabawne, że do bojkotu najgłośniej wzywają organizacje, które walczą o wolność: słowa, religii, orientacji seksualnej etc. Jak widać wolność słowa owszem, ale pod warunkiem, że głoszone słowo jest zgodne z oczekiwaniami tej czy innej organizacji ;-)
[1] Pewnie by Ci się odechciało tej równości, jakbyś za najtańszy T-shirt płacił 300 PLN, bo nie uszyje go chińczyk / hindus który dostaje 50 dolarów miesięcznie, tylko chińczyk / hindus, który dostaje 20 dolarów za godzinę ;-)
Zdecydowanie Python.
Stosunkowo łatwy, masa zastosowań, duże zapotrzebowanie na programistów.
poltar --> "Inne jezyki akurat w tym temacie czerpia inspiracje z pythona."
Mimo mojego uwielbienia dla Pythona, dla zachowania prawdy historycznej trzeba zaznaczyć, że pierwszego ORMa z prawdziwego zdarzenia zaserwował Ruby (on Rails) i to z niego czerpie 99% dzisiejszych rozwiązań.
[10] Zarobki są proporcjonalnie wysokie. Tam gdzie mniej zapłacisz, mniej też zarobisz. Moim zdaniem lepiej wydać na życie 60% wysokich zarobków, niż 50% średnich, bo to co Ci zostanie w kieszeni z tych wysokich będzie wyższą kwotą, niż to co zostanie ze średnich. A plusy większego miasta to lepsza dostępność towarów, usług, lepszy transport publiczny (co nie zmienia faktu, że w Irlandii w najlepszym razie jest on "zły" ;-) ).
Poza tym prócz kosztów mieszkania (bardzo wysokie) i jedzenia (dość wysokie, ale w proporcjach do zarobków nieznacznie wyższe moim zdaniem niż w PL), to cała reszta wydaje mi się porównywalna do PL, albo wręcz tańsza (elektronika, która kosztuje tyle samo co w PL, bo jest w 99% przypadków wyceniana "bazowo" w EUR). Jest drogo, kiedy przyjeżdżasz, ale potem to normalne wydatki, często mniejsze niż w PL. Poza tym przyjemne jest, kiedy jedziesz do takiego Paryża i się cieszysz, że jesteś na wakacjach we względnie tanim miejscu ;-)
Oczywiście zrobisz jak uważasz, ale ja mimo wszystko wybrałbym pracę w Dublinie i mieszkanie gdzieś na obrzeżach miasta na linii Darta.
Jeśli mogę coś doradzić, to zasugerowałbym mimo wszystko Dublin - znacznie lepiej z pracą i zarobkami, a mieszkać można zawsze gdzieś na linii Darta (kolej), w bardzo przyjemnej, zielonej okolicy za rozsądną kwotę. Czas dojazdu do Dublina nie powinien być problemem, o ile nie mieszkasz naprawdę daleko (np. Wicklow).
Przy okazji, jako że sam mieszkam od paru miesięcy w Irlandii, zapraszam na bloga, gdybyś miał jakieś pytania dotyczące formalności, kosztów życia itp.:
http://zycienazielono.tumblr.com/
Szczególnie polecę te wpisy, które są dość popularne wśród czytelników:
http://zycienazielono.tumblr.com/post/76650770999/dzienne-koszty-utrzymania-w-dublinie
http://zycienazielono.tumblr.com/post/74297416526/czy-przeprowadzka-do-irlandii-jest-latwa
http://zycienazielono.tumblr.com/post/67978230857/pierwsze-podsumowanie-finansowe
http://zycienazielono.tumblr.com/post/68081452935/podsumowania-finansowego-ciag-dalszy
http://zycienazielono.tumblr.com/post/66295386868/landlord-czyli-rentlord
http://zycienazielono.tumblr.com/post/66696467465/rzeczy-do-zrobienia-po-wynajeciu-mieszkania
Hoho, co za towarzystwo! Ja sam co prawda w żadnych "karczmach" się nie udzielałem, więc zapewne mniej osób mnie kojarzy, ale jednak na forum jestem od 2 sierpnia 2001 (user ID 1275, więc dośc "wczesny" ;-) ), więc chyba się kwalifikuję do grona starych pierników :P
[5] Tak, jedna osoba, nieco ponad trzy lata. Nie wiem, czy autorski silnik, ale bardzo możliwe.
Małe ostrzeżenie dla posiadaczy Galaxy S3 - może to tylko mój pech, ale po aktualizacji do Androida 4.3 telefon działa wolniej niż wcześniej (częściej "zamiera" na 2-3 sekundy), szybciej się zapycha (wcześniej restartowałem go raz na dwa tygodnie, teraz myślę o tym już teraz, mimo że aktualizację zrobiłem wczoraj), bateria zużywa się szybciej (na oko powiedziałbym, że 20% szybciej). Do tego zrobiło mi niemały burdel z ustawieniami i aplikacjami (cofnęło sporo zmian związanych z UI, menu, ustawieniami jasności etc. oraz np. odinstalowało (?!) SwiftKey - na szczęście mogłem go bez problemu zainstalować ponownie). Jeśli nie musicie, to poczekajcie z instalacją na więcej opinii takich królików doświadczalnych jak ja.
To "tylko" pies, sam mógł się bronić jak został zaatakowany - taka natura!
To samo można powiedzieć o dziecku, gdyby jastrząb je zaatakował. Dalej brzmi jak "logicznie"?
Może się przemęcz i jak nie sąd, to na koniec wygarnij mu swoje?
A po co ma mu na koniec wygarniać? To coś da? Albo trzeba zrobic dookoła tego dym np. z pomocą PIP / sądu, albo pomęczyć się do końca umowy i olać to ciepłym moczem, a odreagować sobie grając w nogę / kosza, bo takie "personalne wycieczki" nic nie załatwią, niczego nie rozwiążą, ani niczego gościa nie nauczą - szkoda na to czasu :-) Ew. możesz na koniec się do niego szeroko uśmiechnąć i życzyć wszystkiego dobrego - jak ktoś jest ch*jem, to nic go bardziej nie wku*wi, niż bycie dla niego miłym.
Czuję, że muszę dorzucić swoje trzy grosze w temacie czytania PDF na Kindle, bo 80% pozycji, które czytam na Kindlu to PDFy (głównie literatura informatyczna - dominuje tekst, fragmenty kodów programów, czasami schematy i diagramy o niewielkim stopniu szczegółowości) i jestem z tego rozwiązania niemal w 100% zadowolony. Owszem, tekst jest mały, ale zupełnie czytelny - nie czuję, żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, choć faktycznie, kiedy jadę autobusem i trzęsie, to muszę przerywać czytania, podczas gdy przy czytaniu mobi/epub z "normalnym" rozmiarem liter nie mam tego problemu. Nie odczuwam też większego zmęczenia oczu. Diagramy też są czytelne, z niewielkimi wyjątkami. Zgodzę się więc, że Kindle nie jest dedykowany do PDFów i zwykłe ebooki wyglądają na nim nieporównywalnie lepiej, ale to, że "do pdf się zupełnie nie nadaje" to jakaś zupełna bzdura - ja połączenie Kindle + PDF nazwałbym "satysfakcjonującym, choć dość odległym od ideału". Oczywiście sytuacja się zmienia, kiedy chciałbyś na Kindle'u oglądać szczegółowe schematy elektroniczne itp. - to zdecydowanie odradzam.
[7] To jakaś kompletna bzdura - dawno temu miałem Ubuntu (chyba 8.04) równolegle z Windowsem XP i czas pracy laptopa na baterii był identyczny (z dokładnością do kilkunastu minut). Na aktualnie posiadanym przeze mnie laptopie mam 12.04 i czas pracy na baterii to ok. 4 godzin (laptop ma dwa lata, oryginalnie było to ok. 6 godzin), więc wygląda to zupełnie normalnie.
Pierwsza: P. P. Hammer
Ostatnia: Battlefield 4 (beta)
(jeśli beta się nie liczy, to Battlefield 3 ;-) )
[4] Gość pyta o sprzęt do 2400 PLN, a Ty polecasz mu coś za 3800 PLN - problem z głową? Rozumiem, że można polecić komuś dołożenie niewielkiej kasy, jeśli różnica jest istotna, ale to jest ponad 50% jego budżetu...
Ja długo szukałem swojej działki, a w końcu to ona mnie znalazła ;-) Trafiłem do niej przez przypadek - wcześniej webówka, potem systemy reklamowe, a potem zupełnie przypadkiem trafiłem na analytics i tak już zostało ;-)
Jeśli Cię interesują kierunki bazodanowe, to polecam liznąć szeroko pojęte bazy NoSQL (dupna ta nazwa, ale funkcjonuje, więc niech jej będzie). Przy Twoich zastosowaniach zdecydowanie może Ci się przydać MongoDB albo Redis. Ta branża jest perspektywiczna (Python też ;-) ) i szybko rośnie.
Pythonista wygląda ciekawie, niestety Android pod tym względem jest słaby. Jest QPython, ale nie sprawdzałem go - na pierwszy rzut oka "dupy nie urywa" ;-)
Lutz --> Byłeś kiedyś ciekaw odpowiedzi w tym temacie: https://www.gry-online.pl/forum/koszty-utrzymania-w-dublinie/zfc3b1b4?N=1 Odpowiedziałem dwa dni temu, bo już mogłem; nie wiem czy widziałeś ;-)
Lutz --> Jako że już "po" (umowa podpisana, warunki ostatecznie lepsze niż te, o których wspominałem wcześniej, jadę za parę tygodni), mogę zrealizować obietnicę: zajmuję się szeroko pojętym "Big Data", głównie systemami z gatunku "data analytics", ale interesują mnie także data mining i systemy rekomendacyjne, stawiam też pierwsze kroki z machine learning. Programuję głównie w Pythonie (z zamiłowania) i Javie (z pragmatyzmu, ale też lubię). Z technologii, z których korzystam na co dzień, mogę wymienić Hadoopa, Cassandrę (w tym siedzę najgłębiej; mam na koncie kilkanaście patchy w upstreamie). Jeśli masz jeszcze jakieś pytania, to pytaj :-)
"prawda jest taka, że w IT w Polsce się zarabia 2500 netto góra, CHYBA, że ktoś się zna na tym co robi"
LOL. Klepacze Javy produkowani masowo przez polskie uczelnie zaczynają w korpo od 3-3.5 k netto w najgorszym razie.
Halas6 --> Nie emigruj byle gdzie, tylko tam, gdzie Cię chcą i tam, gdzie jest zapotrzebowanie na Twoje umiejętności. Oczywiście zakładając, że jakieś masz, bo z postu nie wynika, czy myślisz o emigracji na zmywak, czy jesteś wykwalifikowanym inżynierem ;-)
[3] Oboje wiemy, że to niestety tak nie działa, aczkolwiek moja logika jest podobna - skoro ponoszę taką opłatę, to rozumiem, że mogę używać tego sprzętu w celu, jaki ta opłata rzekomo ma "rekompensować". Natomiast logika stojąca za pomysłem jest absurdalna, niezależnie od tego, czy "dozwolony użytek" jest nam na rękę, czy nie - idea aby każdy zakup (np.) nagrywarki obciążać kosztem użycia go na potrzeby kopiowania muzyki porównałbym do pomysłu dorzucenia podobnej opłaty do ceny auta, w celu utworzenia funduszu na rzecz ofiar wypadków, albo wliczenie tego "haraczu" w cenę noży, aby móc wypłacać "państwowe" odszkodowania rodzinom ofiar zabójstw.
Chciałbym sprostować: taka opłata istnieje od dawna i jest już doliczana do drukarek, skanerów, nagrywarek, czy czystych płyt CD, więc to nie "nowy pomysł"; to raczej rozszerzenie istniejącego, kompletnie absurdalnego pomysłu.
Jeśli nie interesowałeś się wcześniej tematem, to odradzam cokolwiek innego niż lokaty (byle powyżej inflacji), ew. jakieś w miarę bezpieczne fundusze. Dlaczego?
1. Jeśli chcesz grać sam na giełdzie, to prawdopodobnie stracisz, bo zdecydowana większość ludzi traci - tak to już działa, pieniądze nie biorą się z powietrza i drobnica sponsoruje zyski dużych graczy; tak było, jest i będzie. Poza tym moim zdaniem sytuacja w UE w tej chwili jest na tyle niepewnia, że inwestycja w akcje to duże ryzyko
2. Fundusze akcji - jeśli fundusze akcji reklamują się w TV, to znaczy, że pora uciekać z giełdy. Reklamy pojawiają się wtedy, kiedy nie ma już funduszy na utrzymywanie pompowanych wzrostów.
3. Doradcy finansowi? Daj spokój - ludzie, którzy nazywają się doradcami to w 95% studenciki na dorobku po dwudniowym szkoleniu. Uciekaj jak najdalej.
Oczywiście dodałeś, że zależy Ci na bezpieczeństwie - w takim wypadku cała giełda i tak odpada, niezależnie co powiedzą Ci jacyś "spece".
Generalnie argument "pieniądze nie lubią leżeć" uważam za idiotyczny - jak nie wiesz w co i jak zainwestować, to lepiej na tym "leżeniu" wyjdą, niż na głupiej inwestycji. Nie znasz się? Wkładasz na lokatę i tyle.
Edit: Co do lokat - uważaj na Getin. Dzwonią z ofertą lokaty, zapraszają do siebie na rozmowę, potem się dowiadujesz, że oferta lokaty jest już nieaktualna, ale jest inny super produkt oszczędnościowy, albo że lokata to jednak nie do końca lokata, zaczną Ci pokazywać jakieś idiotyczne wykresy itp. A potem masz artykuły w gazetach o ludziach, którzy "zainwestowali w lokatę", a teraz po 3 miesiącach są 10k PLN w plecy z tytułu opłat i prowizji. Generalnie naciągacze w czystej postaci. Generalnie: jeśli dzwoni Getin i proponują Ci spotkanie, to po prostu odłóż słuchawkę.
Rzeczywiście te soczewki są tak wkurzające i niewygodne jak ludzie mówią?
Zależy - niektórym noszenie soczewek odpowiada, innym nie. Ja eksperymentowałem z jednodniowymi, z kilkoma firmami i niezależnie od ceny nie byłem w stanie się przyzwyczaić. Albo za bardzo "czułem je" na oku, albo po paru godzinach odczuwałem podrażnienia. Poza tym miałem wrażenie, że widzę w nich nieco gorzej niż w okularach - nie byłoby to problemem, gdyby to była kwestia tylko lekkiego rozmycia (zawsze np. lepiej mieć -0.25 zamiast -1.75; nie muszę mieć równo 0, żeby funkcjonować), ale miałem ciągłe wrażenie, że widzę "bliżej" - ciężko to opisać, ale odległości wydawały mi się bliższe, a obiekty większe niż w rzeczywistości. Nie była to duża różnica (jakieś parę % może), ale momentami irytująca - na pewno niemógłbym prowadzić w nich auta. Nie wiem z czego to wynikało, soczewki dobierałem w dwóch różnych salonach.
Swoją drogą w Waszych miastach też tak jest, że w kwietniu gdy pierwsze niemrawe promienie słońca lekko przygrzeją to ludzie o 7 rano stoja na przystankach w krótkich spodenkach i koszulkach, a gdy we wrzesniu słonce zajdzie za chmurki to od razu wskakuja w kurtki, spodnie a niektore laski w szaliki? :D
Ja widzę raczej coś dokładnie odwrotnego - kiedy wiosną robi się ciepło, to ludzie cały czas wychodzą z domu w grubych kurtkach, często z czapkami, bo "a nuż to słońce jest tylko chwilowe", a potem chodzą po mieście trzymając je w łapach. Natomiast kiedy w lecie przypadkiem zdarzy się, że jest 12-14 stopni i deszcz, to i tak masa ludzi (w tym ja ;-) ) posuwa ulicami w krótkich spodenkach i sandałach, bo "przecież to niemożliwe, żeby taka pogoda się długo utrzymała - na pewno za pół godziny będzie gorąco" ;-)
Szkoda pieniędzy. Używam zwykłych szczoteczek (miękkich), myję zęby po każdym posiłku (max. 4 razy dziennie, z czego 2-3 razy "porządnie", a reszta to takie przemycie po czymś słodkim itp.), robię to prawidłowo. Mimo, że zbliżam się powoli do 30-tki nie mam ani jednej plomby, kamienia, ani innych problemów. Jeśli uważacie, że silniczek, bateria, 40 000 ruchów na minutę (to w ogóle ma być plus? a co ze szkliwem?) oraz przymus sponsorowania producenta regularnymi wymianami końcówek to jedyny sposób, aby skutecznie dbać o zęby, to znaczy, że reklamy i "sponsorowani" dentyści wypalili wam już mózg :-)
Argumentu pt. "pilnuje czasu mycia zębów" nie skomentuję, bo osoba pisząca coś takiego i tak ma najwyraźniej w życiu dość ciężko, więc nie będę jej już kopał :-)
[6] [8] :D
Tak to jest jak marketingiem w internecie zajmuje się samo "WcBrzeziny" :D
[57] A boją się dojechać do końca, bo wtedy nikt ich nie wpuści, bo 70% kierowców bez mózgu będzie ich uważać za cwaniaków, którzy się wpychają. Kółko się zamyka.
Ja też nie wiem, czemu jeszcze nie masz. Takie czapki są zaj***ste - 2 kilo kartofli wchodzi lekko, a Ty się jeszcze zastanawiasz!
[15] Przekręcanie jako "zjawisko", czy przekręcenie konkretnego licznika? To drugie raczej chyba nie, chyba że auto było serwisowane w ASO i można od nich takie dane wyciągnąć. A samo zjawisko pięknie widać tutaj:
http://www.wykop.pl/ramka/1416569/sredni-przebieg-samochodu-na-allegro-w-zaleznosci-od-wieku-auta/
Wychodzi na to, że auta pomiędzy 4 i 7 rokiem użytkowania głównie stoją w garażu, bo ich przebieg praktycznie się nie zmienia :P Podobnie dla 8 - 13 roku oraz powyżej 16 :P
[12] "Wino w opór jest za to bardzo romantico :›"
Szczególnie jak jej potem przytrzymujesz włosy, żeby nie wpadały do kibla kiedy rzyga ;-)
Sushi - pałeczki.
Spaghetti - sam widelec.
Pizza - zależy od ochoty danego dnia.
Co do innych "rad" żywieniowych: jedz tak, jak lubisz i Ci smakuje. Jeśli lubisz wymieszać wasabi z sosem, a potem wytarzać w nim maki, aż będzie ociekało, to zrób tak i nie daj sobie wmówić, że "tak nie wypada, bo to zabija smak ryby". Jeśli imbir smakuje Ci jak domestos, nie jedz go - nie, nie musisz "oczyszczać kubków smakowych". Ktoś, kto udziela takich rad albo:
a) jest nadętym pajacem, który je sushi, bo "warszafka" je
b) je sushi 2 raz w życiu, ale nasłuchał się tego typu rad i teraz je przekazuje, bo uważa, że to stawia go w pozycji "speca"
Jedzenie ma Ci smakować.
Nie zadaję pytań, kiedy ktoś przeżuwa, a jeśli ktoś mi takie zada, to kończę przeżuwanie tak szybko jak mogę to zrobić "komfortowo", ale nie szybciej i odpowiadam.
Kobieta ubiera się tak, jak się jej podoba - jak ma ochotę na szpilki, to ubiera. Jak ma ochotę ubrać się w całą swoją biżuterię, to też się ubiera.
Każdy pije tyle wina ile lubi, ale nie przekracza granicy upicia się. Oczywiście to samo dotyczy mężczyzny. Chyba że obie strony spotkały się z zamiarem nawalenia się - bo czemu nie?
Jestem zbulwersowany. Jeszcze gdyby ktoś im te kontenery dał za darmo, to rozumiem, ale przy tych kwotach, które są z nich zdzierane za wynajem... A nie... Zaraz!
Wzruszył mnie gość od "nerwicy natręctw". Załóżmy, że mieszkam na parterze, okolica niespecjalna - też nie mogę otworzyć okien / drzwi na noc, kiedy jest mi gorąco. Do kogo powinienem się zgłosić ze skargą? Czy może też pisać w tej sprawie do gazety?
[38] Z tym "1 na 5" to trochę przesadziłem ;-) Czasami jest spokój przez dwa albo trzy tygodnie, a potem zdarzy się to dwa razy z rzędu, ale tak czy inaczej - jest irytujące.
Tak czy inaczej, w temacie takich problemów: to zależy od sprzętu - na kompie w pracy od dwóch lat nie mam praktycznie najmniejszego problemu z Linuxem (zestaw specjalnie montowany przez HP pod kątem instalowania na nim tego systemu - taki był wymóg w zamówieniu, które składała firma, w której pracuję), uptime mam po 2-3 miesiące, a zwykle kończy się on tylko dlatego, że w biurze ktoś coś majstruje przy prądzie ;-) To samo w domu na stacjonarce, której używałem bez problemów przez dobre 4 lata. Natomiast w laptopie z Ubuntu mam w/w problem z ACPI (tak zgaduję) i nie mam pojęcia czemu. Na szczęście na serwerach takie problemy praktycznie się nie zdarzają - ostatni problem na linii Linux-sprzęt jaki pamiętam, to problemy z firmwarem karty sieciowej, ale ten był dostarczany przez zewnętrznego dostawcę, więc to nie wina Linuksa jako takiego :-)
Tak więc sumarycznie Linux jest dla mnie bardzo OK, biorąc pod uwagę charakter mojej pracy, i naprawdę lubię ten system, ale lubię też sprawdzać nowe rzeczy, a widząc ile osób z "branży" na zachodzie używa Maców (pamiętam jaki szok przeżyłem jakieś 4 lata temu na konferencji, kiedy na sali, gdzie było ok. 400 osób, potrzebowałem dobrych 30-40 sekund, żeby w gąszczu Maców znaleźć coś, co nie miało jabłka na obudowie [oczywiście był to Thinkpad T43 ;-) ]), jestem skłonny dać im szansę ;-)
[36] W 50% bzdura, aplikacji jest multum - praktycznie każda licząca się firma robi wersje na Win i Mac, a często najlepszy soft profesjonalny jest dostępny tylko na Maca (szczególnie obróbka multimediów). Gry - tu na pewno Windows przoduje.
Jeśli ktoś chce wiedzieć co to znaczy "problem z aplikacjami", to polecam Linuxa - sam używam go od wielu lat i choć aplikacji jest multum, o tyle są "kategorie", w których nie ma szans na znalezienie dobrego softu do profesjonalnych zastosowań. Na szczęście robię w IT, a tu ~80% rynku jest opartego na Linuksie, więc mnie to nie boli i Linuksa sobie chwalę. Mimo wszystko Linux ma parę innych wad, problemów z kompatybilnością ze sprzętem (np. 1 raz na 5 prób nie wybudza mi się z "suspenda") i z tych powodów mam zamiar wziąć z Linuksem "testowy" rozwód - czekam na jesień i nowego Maca Pro, którego zamierzam kupić (zakładam, że nie będzie jakichś problemów, które wyjdą u pierwszych klientów).
Tak, planuję go kupić za gotówkę ;-)
[214] Pamiętam jakieś komentarze w kontekście BC2, w których Dice mówiło, że ich engine poradziłby sobie z umożliwieniem graczom 100% demolki na planszy, ale jakieś wstępne testy pokazały, że w takich wypadkach pole gry po paru minutach staje się kompletnie puste - wszystko zostaje zrównane z ziemią i jedyne co zostaje to bieganie po gruzach ;-)
Mi trzymali chyba z miesiąc, jak nie lepiej. Nie pamiętam ile dokładnie, ale nie trwało to bardzo długo - to trwało absurdalnie długo.
Z tą dokładnością do 3m kolega wyżej przesadził, jeśli mówimy tylko o pomiarze w oparciu o nadajniki GSM, ale na terenie miejskim możliwa jest dokładność do ok. 40-50m, co też jest niepokojąco dobrym wynikiem ;-)
Z filmiku widać że to dziadek był agresorem.
"Feralnego dnia Marian S. postanowił interweniować na widok tego, co wyprawia Marcin W. Agresywny 29-latek zaczął kopać w zamknięte drzwi klatki schodowej bloku przy ul. Teligi i dzwonić domofonem do wszystkich mieszkań. Podobno szukał człowieka, który nie oddał mu 30 zł. Starszemu panu puściły nerwy. Wyszedł z bloku z psem i pałką, zaczął wymachiwać nią na 29-latka."
Na podstawie tego opisu kłóciłbym się na temat tego kto był "inicjatorem", nawet jeśli reakcja "dziadka" była przesadzona (ale nie wiem jak dokładnie zachowywał się Marcin W., czy nie był pijany itp., więc nie mogę mieć też w tej kwestii pewności), to gość miał prawo zainteresować się sytuacją i pogonić agresywnego gościa, który niszczył wspólne mienie. Oczywiście dzisiejsze standardy są takie, że jak ktoś coś niszczy albo kogoś bije, to należy pochylić głowę i przejść obok, ale mnie to nie przekonuje.
[15] Dzięki :-) Gotowanie we własnym zakresie. Lubię i (ponoć) nie wychodzi mi to najgorzej ;-) Piwa na szczęście nie piję, ale coś mocniejszego czasami lubię :P
[16] Dzięki za ostrzeżenie, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy jakie okrutne pułapki na niego czyhają! :-D
Lutz --> Obiecuję postarać się pamiętać i wrócić tutaj kiedy sprawa się ostatecznie "wyklaruje" ;-)
A Pythona bardzo polecam, to aktualnie mój "pierwszy język" (drugim jest Java). Flask też dobra rzecz, chociaż ja raczej webówki już unikam - wolę sprawy "backendowe".
[9] Tak jak pisałem, posiadam spore doświadczenie w paru (2-3) jeszcze mimo wszystko dość niszowych (ale szybko się rozwijających i zyskujących na popularności) technologiach, z czego w jednej z nich siedzę na tyle głęboko, że mam na koncie parę patchy w upstreamie Apache'owego projektu - podejrzewam, że stąd różnica.
Aurielius --> Wiem, że nie da się powiedzieć, dlatego nie proszę o odpowiedź: "kosztuje to tyle i tyle", tylko o parę "życiowych" przykładów, a "oszacowanie" zrobię sam :-) Dzięki za odpowiedź :-)
Edit: auta nie rozważam nawet - nie lubię nim jeździć, szkoda mi kasy na utrzymanie, wystarcza mi sprawna komunikacja miejska i własne nogi ;-)
pisuar --> Ogólnie "Senior Developer" ze znajomością pewnych względnie młodych i przez to jeszcze dość niszowych technologii - szczegółów nie podam, bo specjalizacja jest dość wąska, a jeszcze póki co dalej pracuję w PL, więc nie chcę się póki co zdradzać, bo kto wie kto czyta GOLa ;-)
Co do kasy - ciężko powiedzieć - na pewno płacą gorzej niż w UK na kontraktach (Londyn), ale to akurat nic dziwnego. Ja jednak uznałem, że na "start" chcę coś stałego, a w kontrakty mogę się bawić później. Kasa o której rozmawiam to 60-65k EUR rocznie + max. 10% bonus. W Londynie za podobne stanowiska proponowali mi nieco więcej, bo ok. 55-60k GBP (pewnie za identyczne byłoby +5k w obu kwotach), ale w kwotach netto miesięcznie Londyn jest na plusie raptem ok. 200 EUR według moich wyliczeń, a przy tym na papierze Londyn wydaje się znacznie droższy ( ot, choćby tu: http://www.numbeo.com/cost-of-living/compare_cities.jsp?country1=Ireland&country2=United+Kingdom&city1=Dublin&city2=London ), więc ta oferta wydaje mi się nieco bardziej atrakcyjna. No i wolę Dublin niż Londyn jednak.
W nawiązaniu do [1], żeby zwiększyć swoje szanse na uzyskanie odpowiedzi, postanowiłem założyć nowy wątek
Sprawa jest prosta - rozważam obecnie propozycję pracy w Dublinie (branża IT) i kluczowym punktem moich rozważań są koszty życia, o których słyszałem różne rzeczy. W związku z tym chciałbym się dowiedziec od osób, które mieszkają w Dublinie, ile mniej więcej kosztuje ich miesiąc życia tam, z rozbiciem na mieszkanie (z opłatami), jedzenie i resztę (transport etc.), z informacją jaki duże jest mieszkanie. Nie chodzi mi o dokładne wylicznia co do 1 EUR, tylko info w stylu: "Wynajmuję 1 bedroom tuż poza ścisłym centrum. Koszty to ok. 1000 EUR z opłatami, jedzenie kosztuje mnie 250-350 EUR miesięcznie, a reszta ok. 150-200 EUR, z czego 90 EUR to transport publiczny" etc.
Oczywiście inne komentarze / sugesie / uwagi / przemyślenia mile widziane ;-)
[1] https://www.gry-online.pl/forum/zarobki-zagranica-czy-to-najwazniejsze/z9c3ac9f?N=1
[54] Kumpel siedzi w Niemczech od pół roku i mówi, że nie ma sensu się uczyć niemieckiego, bo w Niemczech Niemców prawie już nie ma, a większość ludzi mówi po angielsku, a Ci, którzy nie mówią, nie mówią też po niemiecku ;-) Oczywiście to wszystko pół żartem, ale poza urzędami język niemiecki jest mało przydatny jego zdaniem.
[6] W Pierwszych trzech przelicz sobie koszty pracy i podatki - ja byłem bliski przenosin do Szwecji, ale jak porachowałem wszystko, wyliczyłem pensję netto i odjąłem koszty życia, to nie wygląda to kolorowo. Tzn. jeśli ktoś oczekuje socjalu i nie chce się niczym przejmować żyjąc wygodnie, to świetna opcja, a i kasa, która zostanie jest spora. Ale mój plan wyjazdowy to raczej "wycieczka po kapitał", bo uważam, że ja swoimi pieniędzmi zajmę się lepiej, niż państwo zajmuje się "cudzymi", więc szukam opcji, która maksymalizuje to, co zostaje w kieszeni.
Sam dopiero przymierzam się do wyjazdu, ale z rozmów ze znajomymi wnioskuję, że zarobki zarobkami, ale plusy mieszkania za granicą to m.in.:
- mentalność ludzi - wszyscy, od UK, przez Niemcy, aż po Holandię, Szwecję, Australię i Singapur twierdzą, że ludzie tam są bardziej życzliwi, mniej zawistni, sfrustrowani itp.
- "normalne" państwo i urzędy - prowadząc działalność nie jesteś od razu traktowany jak przestępca, ludzie w urzędach są po to, żeby Ci pomóc (wyjątek - w Niemczech czasami nie da się załatwić sprawy po angielsku, "bo nie"), a podatki nie służą temu, żeby Cię skroić do gołej kości (patrz: np. kwota wolna od podatku)
- spokojniejsze życie - wszyscy zgodnie zaznaczają, że życie tam jest łatwiejsze i mniej stresujące. Zapewne wynika to po trochu ze wszystkich w/w powodów i większych pensji (lub niższych kosztów życia w stosunku do pensji)
Edit: A sam chętnie się dowiem o miesięcznych kosztach życia w Dublinie, bo mam ten temat teraz na tapecie - jeśli ktoś jest zorientowany, to będę wdzięczny za informacje.
Tak, żeby obliczyć tangens zwrotu podatku będziesz liczył ciąg arytmentyczny cosinusów podatku dochodowego.
I co takiego przerażającego jest w korzystaniu ze wzorów?
EspenLund --> http://prawojazdykursanta.pl/pl/news/blog/omijanie-na-podwojnej-ciaglej-2570
Przepisy są w tej kwestii jasne - jeśli jest podwójna ciągła, to nie masz prawa jej przekroczyć. Oczywiście w sytuacji pojawienia się "zawalidrogi" (wypadek, usterka itp.) przepis ten jest kuriozalny - bo niby co masz zrobić? zawrócić też nie możesz, bo to też wiąże się z przejechaniem przez linię - ale jeśli mówimy tylko o przepisach, to sprawa jest jasna.
[66] Wydaje mi się, że to raczej kwestia chęci "przyrostowego" rozwijania produktu - gdyby Opera chciała zrobić wszystko na raz (pamiętajmy, że to tak naprawdę zupełnie nowa przeglądarka, którą trzeba było napisać w zasadzie od zera), to prawdopodobnie 90% rzeczy nie nadawałoby się do użytku, byłoby nieprzetestowane albo nieużyteczne. W tej chwili "trzon" nowej Opery wydaje mi się bardzo dobry (szybkość, renderowanie, stabilność), a braki są głównie w kwestii "customizacji" (choć parę opcji zniknie zupełnie, bo były używane przez znikomy odsetek, czy wręcz promil użytkowników - tak jak np. klient poczty) i jestem przekonany, że będzie to poprawiane w kolejnych wersjach. A w zasadzie to wiem, że tak będzie ;-)
Czytałem, że można dać podpis pod filmem, że "To nie jest moja własność..." itd.
LOL, myślałem że czasy rozpowiadania tych bzdur się już skończyły; jak żywo przypomina mi się "plik należy skasować po 24 godzinach" i gimbusów, którzy myśleli, że są cwaniakami i "obchodzą" przepisy prawa :D
Nie rozumiem jak można się zainteresować brakiem paczki wysłanej kurierem dopiero po 3(!) tygodniach... Przecież oni w 99% przypadków dostarczają je w ciągu jednego dnia, czasami jak wyjdzie późno to trwa to dwa dni... Ja bym im truł dupę już po 3-4 dniach.
Zarobić można, ale rynek jest ciężki:
1. Trzeba być dobrym, żeby oczekiwać sensownej kasy
2. Ludzie mają kiepski gust, więc kupują chałę za grosze
3. Możesz trzaskać chałę, ale wtedy musisz isć w ilość, żeby wyżyć
4. Znacznie lepiej sprzedają się "poskładane" layouty - warto się doszkolić, jeśli chcesz iść w tym kierunku
Mimo wszystko działka jest dość wąska, a rynek nasycony i jeśli nie będziesz świetny w tym co robisz, to raczej dorobisz sobie tylko na "drobne wydatki" - jak to w życiu :-)
Edit: Pokaż jakieś przykładowe dzieło swojego autorstwa, to dostaniesz dość szybki (i bez owijania w bawełnę ;-) ) feedback nt. tego, czy dużo Cię czeka pracy, zanim będziesz w stanie na tym coś zarobić ;-)
Zacząłem mieć wątpliwości, czy umiem używać pralki, bo nie pamiętam kiedy ostatnim razem używałem więcej niż 600-700 rpm :o
Pierwsze symptomy "afery" zauważyłem wracając "pod lekkim wpływem" z imprezy - pierwsza myśl była taka: "Kurde, chyba jestem bardziej pijany niż mi się wydaje" ;-) Rano okazało się jednak, że to prawda :P

Aby spiąć ten temat jakąś "klamrą": wróciliśmy, żyjemy, wyjazd bardzo udany!
Jeśli ktoś by kiedyś rozważał usługi Niemieckiego TUI, to z czystym sumieniem polecam - jedyny minus, to jeden dodatkowy lot samolotem i oczekiwanie na lotnisku; w naszym przypadku 9 (wyjazd) oraz 13 (powrót) godzin, co wydłużyło łączny czas podróży z Wrocławia na Bali do 34-38 godzin. Mimo wszystko - warto (o ile jedzie się na ok. 2-3 tygodnie, bo wyjazd na okres czasu krótszy niż ~12 dni to moim zdaniem nieporozumienie) ;-)
Jeśli ktoś rozważa wizytę na Bali, to sugeruję wziąć pod uwagę Mercure Resort w Sanur - były delikatne minusy, ale ogólnie bardzo się nam tam podobało.
Jeśli ktoś lubi wycieczki, to polecam Asian Trails Indonesia (partner TUI), a w szczególności przewodnika, który nazywa się Nyoman Astawa (dla anglojęzycznych; w przypadku oferty TUI Germany trzeba ten fakt zaznaczyć, bo z defaultu są szprechający przewodnicy) - przesympatyczny gość. Tak jak nie lubię zwiedzania, tak z nim mógłbym się wybrać na wycieczkę ze 3-4 razy w trakcie takiego wyjazdu (byliśmy tylko raz, 3 dni przed wyjazdem i już nie było czasu na więcej).
Jeśli ktoś lubi dobrze zjeść, to polecam (w kolejności): Warung Pregina, Art Cafe Warung i Mila's Warung (to ostatnie nieco dalej od centrum, ale mają tam ponadprzeciętnie dobre i niewiarygodne tanie jedzenie). Dla lubiących "chińczyka" (takiego prawdziwego, a nie jakieś fast-foodowe jadło) jest knajpa Fortune Cookie.
[28] "Ten sposób wymyślił Roberto T. Kiyosaki - najbogatszy inwestor na świecie, który w dodatku nie ma pracy..." :D
Wystarczy napisać banalną książkę z pseudo-poradami życiowymi, która jest w rzeczywistości reklamą drogiej gry planszowej, żeby zostać w świadomości ograniczonej umysłowo części internautów "najbogatszym inwestorem na świecie"? :D
[13] Dlatego napisałem wyżej - problem, który został poruszony, to nie problem przepisów, ale zwykłej kultury WSZYSTKICH uczestników ruchu oraz zasady "ograniczonego zaufania" stawianej ponad zapisami kodeksu.
"Kultura drogowa wymaga pewnych standardów od wszystkich użytkowników tejże infrastruktury."
Dokładnie - nawet w krajach skandynawskich, na które ktoś się wyżej powoływał, nie zdarzyło praktycznie mi się widzieć sytuacji, w których ktokolwiek (pieszy, czy rowerzysta), wyłaził bezmyślnie i "na ślepo" na jezdnię tylko dlatego, że "ma prawo i pierwszeństwo", tylko rozsądnie zakładał, że kierowca też jest człowiekiem i może czegoś nie zauważyć, bo ma na przykład gorszy dzień. Zresztą to samo dotyczy kierowców - widząc, że inny kierowca dojeżdża do wyjazdu z drogi podporządkowanej i nie zwalnia nie dociskają gazu do podłogi rycząc klaksonem i licząc na darmową naprawę auta z OC sprawcy, tylko zwalniają - dla ich i własnego bezpieczeństwa.
Moim zdaniem gdyby wszyscy użytkownicy dróg - od pieszych, przez rowerzystów, motocyklistów, aż po kierowców - mieli więcej kultury i wyznawali zasadę ograniczonego zaufania, a nie wychodzili z domu z zamiarem leczenia swoich kompleksów i udowadniania czegoś komuś, to 80% przepisów o ruchu drogowym możnaby wyrzucić do kubła, a ilość wypadków i tak by spadła.
[8] Podawanie Hiszpanii jako przykład czegokolwiek związanego z ruchem drogowym to jakieś nieporozumienie. Uznawanie braku kultury i bezmyślności uczestników ruchu i wymaganie od części uczestników ruchu, by myśleli za pozostałych, to NIE jest rozwiązanie.
Nie rozumiem idei Twittera, nie potrafię zrozumieć dlaczego miałbym chcieć z niego skorzystać...
Ale że co, mam niby oglądać jak grasz w jakąś grę i coś gadasz pod nosem bez sensu? Żebyś coś jeszcze ciekawego przy tym mówił / opowiadał, albo miał jakieś sensowne przemyślenia na temat gry... A tak? Wolne żarty.
W umowie powinnaś mieć zapis o zakazie kontaktu z konkurencją, przynajmniej w większości normalnych umów coś takiego jest.
Gdyby szef nałożył Ci taką karę, możesz zgłosić sprawę do sądu, ale to po Twojej stronie będzie udowodnienie, że nie rozmawiałaś z koleżanką na tematy służbowe.
Czy Ty żyjesz w jakiejś republice bananowej albo w Korei Północnej? W życiu nie spotkałem się z takim zapisem, a pracowałem w kilku miejscach i świadczyłem usługi kilkunastu innym firmom, wliczając w to duże korporacje. Zakaz konkurencji - owszem. Zakaz kontaktu? A potem udowadnianie, że się nie rozmawiało na tematy służbowe? Oszalałeś, albo korzystałeś ze "źródeł" wiedzy prawnej z czasów ZSRR ;-)
Megera --> Ogólnie jak czytam ten wątek, to mam wrażenie, że sytuacja na rynku pracy jest, jaka jest, bo ludzie są kompletnymi pierdołami. Nie wiem nad czym się tu rozwodzić - szef może sobie chcieć i mieć jakieś obiekcje, ale nic mu do tego z kim i gdzie mieszkasz. Rób swoje, a jak szef będzie próbował Cię "wykurzyć", to prawo jest po Twojej stronie, więc to olej, a w razie konieczności idź do sądu / sądu pracy. A drugiej pracy możesz zacząć szukać choćby teraz, żeby mieć "plecy". Mieszkanie u szefa to najgłupsza opcja jaką można sobie wyobrazić - nie dość, że jesteś zależna od kogoś finansowo, to jeszcze chciałabyś być zależna lokalowo? Niedorzeczne.
Hala Stulecia i okolice oraz Ogród Japoński koło tejże.
Będąc koło Rynku warto zahaczyć o Ogród Barokowy przy Ossolineum.
[348] Buty mają być wygodne i nie mogą uciskać, ale nie może też stopa w nich "latać", a już na pewno nie może o nic trzeć (chyba, że chcesz zgubić połowę skóry ze stopy podczas maratonu). Na pewno nie traktowałbym takiej "złotej reguły" poważnie.
Co zmiany, to marudzenie, akcje protestacyjne, bojkoty... A za dwa miesiące nikt nie będzie pamiętał, że był jakiś "stary" Facebook.

W sobotę przyszła moja zabawka (Canon G15) - nie miałem za dużo czasu się pobawić, ale zabrałem ją na spacer i pstryknąłem parę fotek. Podrzucam jedną z nich - jeden z moich ulubionych Wrocławskich "budynków". Bardzo podoba mi się klimat tego miejsca, a fakt iż jestem fanem klimatów Falloutowych sprawia, że wyobraźnia mi pracuje, jak widzę takie miejsce ;-)
Dorzucam linka do Reddita - jak ktoś lubi podobne klimaty, to na subreddicie, do którego dodałem tę fotę, znajdzie więcej takich zdjęć :-)
Co do samego aparatu - na pierwszy kontakt bardzo OK. Jak pomacam bardziej, to napiszę więcej, jak to wygląda z punktu widzenia osoby, która ostatni aparat cyfrowy kupowała w 2003 ;-)
edit: mniejszy rozmiar
Haha, właśnie wpadłem zapytać jak tam wasze bitkojny, ale widzę, że już mnie ktoś uprzedził :D
[18] Pieprzysz jak potłuczony. Rozumiem, że kablówka powinna Ci dawać telewizor za złotówkę, a dostawca internetu - laptopa? Telefon to produkt jak każdy inny - sam fakt, że wykształcił się taki model sprzedaży, o jakim mowa, jest raczej odstępstwem od normy, niż czymś normalnym. Poza tym do rozmawiania wystarcza słuchawka za 50 zł z Allegro - jeśli Cię nie stać na smartfona, to kup coś tańszego. Przecież nie uniemożliwia Ci to korzystania z podstawowej funkcji sieci telefonii komórkowej, jaką jest rozmowa przez telefon.
Dzięki za linka :-)
Zobaczymy - biorąc pod uwagę średnią ocenę ze wszystkich recenzji jakie czytałem, a także oceny modeli z tej samej "kategorii sprzętu" oraz półki cenowej, nie widziałem dla niego znacznie wyżej ocenianej alternatywy, która by spełniała moje oczekiwania. Zresztą nawet patrząc na oceny na podanej przez Ciebie stronie, jedynie Nikon P7700 został oceniony "odczuwalnie" lepiej (aczkolwiek lista wad wygląda u niego w dużej części podobnie jak w przypadku G15 ;-) ), ale też nie jest to kolosalna różnica :-)
Recenzja fajna, chociaż po przeczytaniu mogę powiedzieć, że najpewniej i tak nie zmieniłaby mojego wyboru. Co do zarzutów - aberracje sam zauważyłem, ale z wyjątkiem naprawdę skrajnych przykładów (ośnieżone drzewo na tle nieba etc. ;-) ), jest to coś, co mieści się w granicach mojej tolerancji. Co do dystorsji - zarówno ta recenzja, jak i inne które czytałem mówią o dużej dystorsji tylko w kontekście RAW, a to akurat jest dla mnie sprawą drugorzędną. Pozostałe wady albo są na poziomie, który memu niewprawnemu oku nie przeszkadza, albo są dla mnie nieistotne (np. trzy ostatnie pozycje).
Jak pisałem wyżej - gdybym rozważał wymienną optykę albo lustrzankę, to pewnie bym wybrał inaczej, ale w tych ograniczeniach jakie sobie "narzuciłem", nie sądzę, żeby możliwości innego sprzętu sprawiły, że będę żałował tego zakupu :-)
A do mnie (a dokładnie do rodziców) przyszła dzisiaj paczka zza granicy, więc spodziewam się, że to kostka - zobaczymy w weekend :-)
Odrzuciłem SX'a, rozważyłem NEX'a i ostatecznie zamówiłem G15 ;-) NEX mnie kusił, ale jednak zgodnie z pierwszym planem postawiłem na kompakt z niewymienną optyką - uznałem, że wolę poużywać G15, a kiedy "zabraknie mi" możliwości wymiany szkieł, to go najwyżej sprzedam i zainwestuję w coś lepszego, a póki co wystarczy mi takie rozwiązanie jakie sobie początkowo zaplanowałem :-) Dzięki za pomoc :-)
"lokaty mają coraz to bardziej mizerny % zysku... górna granica 4%"
Istotne jest ile zysku lokata daje ponad poziom inflacji, a nie ile daje %.
A nad funduszami radziłbym się teraz dwa razy zastanowić - od 2-3 miesięcy znów jest w mediach nagonka na inwestowanie w nie, co oznacza, że zarządzającym kończy się kapitał na utrzymywania wzrostów na giełdzie i niedługo znów będzie odwrót.
Dzięki za odpowiedzi :-)
Owszem, jasność obiektywu też mnie trochę martwi w SX. Tym bardziej, że zoom x5 mnie zupełnie urządza - nie potrzebuję więcej, dlatego obiektyw w SX jest dla mnie na minus.
Kanon --> O lustrzance myślałem (i myślę nadal), ale trochę nie odpowiadają mi gabaryty i "dodatki", jeśli mam ją rozważać pod kątem aparatu "wyjazdowego" - szukam czegoś, co zawsze mogę wrzucić do plecaka, a jako wieloletni użytkownik kompaktów nie mam przekonania, czy torba z aparatem i resztą sprzętu jest czymś, co mnie urządza. Do tego koszty - lubię takie zabawki i podejrzewam, że szybko bym na tym "popłynął", nawet jeśli zacząłbym z postanowieniem: "body i max. dwa obiektywy!" ;-)
Panowie, szukam kompaktu do robienia "typowych" fotek wakacyjno-imprezowo-rodzinnych, ew. czasem jakies wydarzenia sportowe itp. Okazyjnie ładne krajobrazy, gdzie zależałoby mi na "ponadprzeciętnej" jakości i możliwość robienia dużych odbitek (20x30 cm i nieco więcej). Do tego nagrywanie filmów w HD. W lustrzanki iść nie planuję, ale lubię, kiedy mam sprzęt, którym mogę się trochę "pobawić", więc zupełnej "małpki" nie chcę. Długi czas byłem zdecydowany na Canona G15, ale zacząłem się zastanawiać, czy nie szkoda mi na niego pieniędzy. Patrząc na recenzje i porównując przykładowe zdjęcia zacząłem się zastanawiać, czy dla takich zastosowań jak moje, zakup tego modelu jest uzasadniony - przykładowo widzę na dpreview Canona SX260 HS, który ma niezłe recenzje, robi zjęcia wyraźnie gorsze jakościowo, jednak wciąż - w moim odczuciu - całkiem ładne, a jest ponad dwukrotnie tańszy. Z drugiej strony z dystansem podchodzę do podejmowania decyzji tylko na podstawie zdjęć znalezionych w internecie. Macie może jakieś swoje opinie na temat tych modeli? Czy warto do takich zastosowań dopłacać 100% do G15? A może jest jakiś model "pomiędzy, którym warto się zainteresować?
Zacznijmy od tego, że wielu ortodontów po prostu nie zgadza się na "przejmowanie" pacjentów, albo kosi ich drożej, niż "swoich". Nie wiem, czy wynika to z solidarności zawodowej, czy może po prostu nie lubią się "bawić w cudzej piaskownicy", ale co najmniej troje moich znajomych spotkało się z taką sytuacją, kiedy na różnych etapach swojego życia przeprowadzali się i nie mieli możliwośći chodzić do "starego" ortodonty.
Mały update:
OK, kasa pomyślnie ściągnięta, ostateczny koszt po przewalutowaniu, z ubezpieczeniem i samolotem do/z Frankfurtu to 6600 zł za osobę. Dla porównania ten sam wyjazd z Polski (Wawa) kosztuje już obecnie 7700 zł + ubezpieczenie. Tak więc póki co pomyślnie - oby tak do końca ;-)
Zapamiętaj jedną ważną rzecz: nazwa "Urząd Pracy" wywodzi się z tego, że taki urząd daje pracę urzędnikom państwowym, którzy inaczej by tej pracy nie mieli i jest to jedyna "praca" z jaką ten moloch ma związek. To najgorsze możliwe miejsce na szukanie pracy.
Zdecydowanie Kindle - trzyma na baterii potwornie długo, jest lekki, nieduży, nie męczy oczu (czytanie na tablecie to nieporozumienie, chyba że mówić o "czytaniu" mówimy o przeglądaniu obrazków z kwejka ;-) ). Jeśli dużo czytasz, to nie ma o czym w ogóle mówić, szczególnie porównując z tabletem w takiej cenie jak podałeś. Kindle to zdecydowanie jeden z moich lepszych zakupów :-)
Z tego co ja rozumiem, ta kasa trafia na Twoje konto PayPal, więc możesz ją np. wypłacić. Ja akurat PayPalem płacę za Spotify, więc będzie jak znalazł. Na pewno nie widzę konieczności dokonania kolejnego zakupu na eBay'u.
Edit: A nawet chyba nie. "- Odliczenie nastąpi automatycznie wówczas, gdy po zaznaczeniu w procesie płatności opcji PayPal użytkownik kliknie łącze realizacji kuponu i poda stosowny kod przesłany w tej wiadomości." Czyli powinno "zwrócić" kasę od razu.
Arxel: O, fajnie, kupuję! :-) Ew. rzucę jeszcze może okiem na jakiś regulamin najpierw :P
Faat: Za nic chyba :-)
Jeśli o Bułgarię chodzi, to jak najbardziej dobra pora. We wrześniu można się już przeliczyć i trafić na kiepską pogodę. Ja w zeszłym roku pojechałem od 18.09 bo liczyłem na uroki okresu "poza sezonem" i owszem, był spokój, a na plażach było całkiem luźno, ale niestety pogoda nie dopisała. Po 3 dniach upału (ok. 32-35 st.) przyszło ochłodzenie i do końca (kolejne 5 dni) non-stop potwornie lało i było ok. 15 st.
Dodatkowe punkty? Tego by jeszcze brakowało... Może jeszcze przywróćmy "punkty za pochodzenie" i dodajmy - w myśl bieżących trendów - "bonus antydyskryminacyjny" dla wszystkich grup społecznych, które czują się dyskryminowane? :-)
Z tego co widzę, wkleiłeś do Pastebin'a to, co GOL zdążył już zniszczyć i przeformatować...
Wrzuć to do jakiegoś Pastebin'a i podaj linka - GOL nigdy nie był przyjazny programistom.
[1] Da się, ale nie w stopniu, który pozwoli na bezproblemową komunikację - do tego jest potrzebna praktyka. No chyba, że wybierzesz się na kurs zagraniczny - wtedy jest to możliwe. Moja koleżanka pojechała na Erasmusa do Hiszpanii mając za sobą miesiąc intensywnego kursu w PL. Jadąc tam znała trochę słownictwa i trochę rozumiała co do niej mówią, ale sama nie potrafiła się składnie wypowiedzieć. Po ok. 1.5 miesiąca na miejscu (życie + kurs) problem zniknął - w sprawach "codziennych" potrafiła się dogadać bez problemów i mówiła całkiem płynnie.
Skoro Teneryfa, to może jeszcze Madera - średnia maksymalna temperatura dla Teneryfy w kwietniu to 20 stopni, dla Madery 19, więc podobne klimaty. Ale nie wydaje mi się, żeby w kwietniu było tam zbyt dużo tego 25+.
Będziesz zazdraszczał, jak już pojadę i wrócę - póki co stresuję się, że coś przeoczę, czegoś nie zrozumiem / nie doczytam i zostanę w kraju uboższy o ~13 tys. zł ;-)
Obecnie próbuję rozkminić jak skorzystać z "Zug zum Flug" (TUI daje do wycieczki gratis bilet na 1 klasę Deutsche Bahn) - tzn. czy mogę kupić bilet na ICE Wrocław -> Frankfurt (strona intercity.pl twierdzi, że takiego nie ma, ale DB jest innego zdania ;-) ), ale tylko do granicy, a potem jechać "bez biletu" z potwierdzeniem od TUI. Mam dziwne podejrzenia, że jak zapytam w kasie na dworcu, to Pani tylko wytrzeszczy oczy :-P
A mogłem sobie odpalić "tradycyjną" Hurghadę all-inclusive i bym nie miał tyle stresów! ;-)
Jak się kalkuluje? Ten sam wyjazd (ten sam Hotel, ten sam dzień wylotu, lot z Wawy przez Frankfurt, 14 dni): 7300 PLN za osobę. Do tego 200 PLN ubezpieczenia od rezygnacji. Dla mnie to jeszcze 300 PLN na Intercity do Wawy i z powrotem. Razem: 7700 PLN. Z Niemiec (Frankfurt, 15 dni, bogatsze ubezpieczenie): 5800 PLN + 250 PLN ubezpieczenia. Do tego podróż do Frankfurtu, na którą liczymy 800-900 PLN w obie strony. Razem: ~6900 PLN. Różnica ok. 800 PLN na osobę. Nie jest to majątek, ale różnica jest odczuwalna. Mogliśmy jeszcze wybrać ubezpieczenie tańsze o 100 PLN na osobę, ale to już detal. Jeszcze większą różnicę widać natomiast przy wycieczkach na Malediwy - wyjazdy, które u nas zaczynają się od 13-14 tys. PLN, w niemieckim TUI są już po ok. 8.5 - 9 tys.
Co do języka - zakładam, że w _bardzo_ prostym niemieckim się dogadamy, więc z głodu nie umrzemy. Jeśli będę musiał załatwić coś "trudniejszego", to się będę martwić ;-) Liczę też, że jednak angielski jest na tyle powszechny, że z nim nie będzie problemu. Bardziej mnie stresują te dokumenty, masa informacji - mogę coś przeoczyć... :P Do tego jeszcze ściąganie kasy z karty "na raty", przez co muszę pamiętać, żeby przez dłuższy czas utrzymywać odpowiednio dużo środków na niej, a to może umknąć...
Wyjazd na samym początku maja :-)
Argh! Dostałem potwierdzenie, razem z nim 3 maile i stertę papierów. Coś do podpisania, rachunki, regulaminy... Zaczyna człowiek żałować, że skończył się uczyć niemieckiego w LO... :-P No ale cóż - sam chciałem, to mam. Byle jakiegoś "kruczka" nie przegapić i będzie dobrze ;-)
No, ten zarzut o "gorszym" traktowaniu, to chyba najpowszechniejszy problem - ciekaw jestem, czy to faktycznie jakiś "spisek" czy to po prostu wrodzone marudzenie Polaków ;-)
BTW. Rozpędziłem się z tą rezerwacją - przyszedł mi mail, że niestety, ale oferta nie jest już aktualna, bo nie ma miejsc w wybranej taryfie lotniczej :-( Szukam dalej po sąsiednich dniach :-/
OK, rezerwacja zrobiona! Na papierze wygląda dobrze - mam nadzieję, że tak też będzie w rzeczywistości. I że samolot Wrocław - Frankfurt się nie spóźni więcej niż 5 godzin :P Dzięki za odpowiedzi :-)
[12] Rozważałem skorzystanie z pośrednictwa polskiego biura, ale prócz samego wykupienia wycieczki mam do załatwienia tylko samolot do/z Frankfurtu, więc nie ma tego wiele, a takie biura zwykle "koszą" odczuwalną prowizję, więc uznałem, że sobie daruję :-)
Myślę jeszcze, czy nie obczaić jakiegoś autokaru do Frankfurtu, ale chyba tylko, gdyby oszczędność miałą wynieć 400-500 zł na osobę, bo jeśli do 11 godzin lotu mam dołożyć jeszcze 8-9 godzin w autokarze, to chyba jednak wolę wyłożyć kasę na samolot...
[9] Wiem, gardzę swoją postawą! Wstyd mi :<
;-)
[10] Nawet jeśli by latali po świecie, to i tak na 90% przez Frankfurt, więc wolę od razu uderzać do celu :-)
[6] Dzięki za informację - brzmi zachęcająco :-)
[7] Dzięki za odpowiedź :-) Co do Wordpressa - nie, nic nie mam, nawet sam z niego korzystam mimo, że jestem programistą i mógłbym sobie napisać własnego CMS'a (ale wychodzę z założenia, że tak długo jak można użyć sprawdzonego, gotowego, "zewnętrznego" rozwiązania, tak długo pisanie czegoś swojego nie ma sensu, chyba że w celach edukacyjnych ;-) ), ale uważam, że hotel reklamujący się jako "luksusowy"powinien jednak zapłacić za coś, co nie wygląda jak Wordpress na darmowym szablonie, bo ich strona wygląda teraz "podejrzanie" ;-) Pomijam już to, że na swojej własnej stronie mają AdWordsy, co jest dla mnie kompletnym absurdem w kwestii wizerunku :-D
Co do samodzielnej organizacji wyjazdu - koszt to inna bajka i tu też się zgadzam. Mi też się nigdy nie udało zmontować czegoś taniej niż przez biuro podróży, głównie przez koszt przelotu. O ile hotel czasami w promocji można złowić odrobinę taniej, niż przez biuro, o tyle _nigdy_ nie udało mi się znaleźć połączenia lotniczego tańszego niż czarter z biura podróży. W najlepszym razie można po prostu od nich wykupić miejsce w samolocie i płacić za sam transfer, ale wtedy wychodzi na to samo - taniej nie jest. Z drugiej strony - cena o której piszesz brzmi jak jakieś okazyjne last minute. W normalnej ofercie ciężko znaleźć wyjazd za mniej niż 1800 zł za 2 tygodnie, nawet do Egiptu.
[3] Nie, nie mam czasu ani ochoty sie w to bawić :-) Czym innym jest zorganizować sobie przelot do Frankfurtu i z powrotem, a czym innym jest bawić się z całą logistyką, przesiadkami, transferami, rezerwacją hotelu (którego strona internetowa jest zrobiona na Wordpressie :P ) itp. ;-)
Wybieram się na Bali i widząc różnice cenowe przychylam się do "opcji niemieckiej" (ten sam wyjazd, na osobę, z DE kosztuje w przeliczeniu 5800 zł, z PL 8200 zł; nawet biorąc pod uwagę różnicę w koszcie dojazdu Wrocław - Warszawa / Frankfurt oszczędność dalej jest widoczna). Nigdy jednak nie kombinowałem w ten sposób, w związku z czym mam pytania:
1. Jak z ubezpieczeniem KL / NNW? W PL widzę je doliczone standardowo do każdej oferty, natomiast na stronie niemieckiego TUI widzę opcjonalnego checkboxa z informacją o _jakimś_ ubezpieczeniu od Allianz. Ktoś się orientuje, czy to to?
2. Ubezpieczenie od rezygnacji - pytanie jak wyżej. U nas kosztuje zwykle ok. 3% kosztów i jest dostępne na ogół jako checkbox przy rezerwacji. W przypadku niemieckiego TUI albo go nie widzę, albo to ubezpieczenie z Allianz jest właśnie tym, o co mi chodzi, ale pewności nie mam... Moja znajomość j. niemieckiego wspomagana Google Translate podpowiada mi, na podstawie przeczytania regulaminu TUI, że oba ubezpieczenia mogą zawierać się w tym podpunkcie o ofercie ubezpieczeniowej, ale wolałbym to jakoś potwierdzić ;-)
3. Inne rzeczy, o których powinienem wiedzieć?
[42] Jeśli za punkt odniesienia przyjmiemy krojenie ludzi jak za zboże na płytach, to z całą pewnością Spotify nie jest korzystne. Najwyższa pora, żeby rynek muzyczny zrozumiał, że czasy się zmieniają - nikt z zadowoleniem nie oddaje tego, co uznał za "swoje po wsze czasy", ale na szczęście historia pokazała, że na ogół "psy szczekają, a karawana jedzie dalej" i prędzej czy później to konsumenci zweryfikują rynek, a nie producenci/dostawcy produktów i usług :-)
No i jednak coś nie śmiga - dzisiaj przyszło mi info, że nie mam już Premium, karta jest nieobciążona, a próba płatności kończy się niepowodzeniem :-(
[39] To chyba podpada pod udostępnianie hasła osobie trzeciej, więc łamie regulamin.
Tzn. user A ma widzieć bez przeładowania zmiany wprowadzone przez usera B, tak? Ja w najprostszym wariancie bym chyba po prostu odpalał co 10 sekund requesta AJAXowego, który by mi zwracał raz jeszcze dane dla aktualnego widoku (zależnie od tego jak masz zbudowaną aplikację - albo czysty JSON, albo już jakieś opakowane w HTML rekordy), a potem bym je ładował do HTML'a. Ew. można to usprawnić o zwracanie tylko tych rekordów, które zmieniły się od czasu ostatniego update'u.
Mi przeszła autoryzacja karty już następnego dnia po starcie Spotify w PL :-)
Nie, nie potrzebujesz żadnego dostępu do internetu, żeby korzystać z trybu offline :-)
"Jedyny minus - po 3G żre cholernie dużo danych, trzeba mieć ogromny pakiet zeby sensownie używać."
Typowy "model" używania Spotify w wersji mobilnej to raczej robienie użytku z list offline, a nie ciągnięcie wszystkiego po sieci, więc nie przesadzałbym z koniecznością posiadania dużego pakietu :-)
[25] A nie było przypadkiem tak, że tworzyłeś tę playlistę na komputerze, na którym miałeś ten utwór, a teraz próbujesz go odtworzyć na komputerze, na którym utworu nie ma? Pamiętaj, że to playlist możesz także dodawać pliki z lokalnego dysku. Jeśli Spotify ma je w swojej bazie, to sobie je "zmapuje" na online'owe kopie i będziesz je widział wszędzie. Ale jeśli w bazie Spotify tego pliku nie ma, to musisz go sam "ręcznie" przenieść na drugą maszynę, albo obejść się bez niego.
Czyli kiedy ostatnio na pytanie o start w Polsce odpowiedzieli mi "sooner than you think", to nie ściemniali tak bardzo ;-)
No i duży plus za fajne ceny - uważam, że na Polskie warunki bardzo dobre i uczciwe. Jak ktoś teraz powie, że nie stać go na dostęp do legalnej muzyki (rozumiem, że nie każdemu musi pasować Grooveshark z "wybrakowanymi" albumami), to umrę ze śmiechu ;-)
Niestety, klient pod Linuxa nie grzeszy stabilnością (generalnie jest nieźle, ale momentami bywa irytująco), a moją kartę odrzuciło.
Tak czy inaczej - jest dobrze! ;-)
Pominąłeś:
- Nie liczy Ci się staż pracy (istotne przy urlopach itp.)
- Na działalce płacisz ZUS od 60% średniego wynagrodzenia (czy jakoś tak), więc masz niższe składki => niższą emerytuję w przyszłosći (akurat mi to wisi, bo na emeryturę i tak nie liczę, ale warto o tym pamiętać) oraz niższe chorobowe (bo w ogóle chorobowe masz, ale "ze swojej firmy", a nie od pracodawcy)
A "komplet" pełnych składek (ZUS, zdrowotne) to obecnie już lekko ponad 1000 zł, a nie 800 jak to kiedyś było.
Chyba tyle.
Ogólnie - zależy od zarobków. Ja przesiadłem się na działalkę w momencie, kiedy przekroczyłem 5k brutto i byłem z tej opcji zadowolony. Potem zmieniłem pracę, dostałem więcej kasy i było jeszcze lepiej, ale firma w której pracuję nie zatrudnia ludzi na konkrakcie na dłużej niż 6 msc. (takie zasady). Na szczęście chcieli mnie zatrzymać, więc dostałem sporą podwyżkę i dzięki temu opłacało mi się przejść ponownie na UOP - tzn. w chwili obecnej mam netto jakieś śmieszne 100 zł mniej niż miałem, ale od marca płaciłbym pełny ZUS, więc sytuacja by się drastycznie zmieniła wtedy. Do tego urlopy, chorobowe i cała reszta socjalu. Oczywiście gdybym narzekał na pracę, to pewnie odszedłbym i dalej robił na działalce za większą kasę, ale ze wzgledów czysto zawodowych nie zamierzam jej zmieniać póki co, więc taka opcja z UOP na obecnych warunkach mnie zdecydowanie urządza.
Tak więc przekalkuluj sobie, policz nowe netto, odejmij kasę na księgową, na urlop, za który Ci nie zapłacą, za chorobowe, jeśli regularnie zdarza Ci się chorować itp. itd. i podlicz sobie czy Ci się to opłaca :-) Jeśli tak, to działalkę samą w sobie mogę polecić.
Dwie różne sprawy:
1. Do określania informacji nt. lokalizacji użytkownika możesz użyć biblioteki GeoIP (a dokładnie jakichś bindingów do niej, zależnie od tego z jakiego języka programowania korzystasz). Np. dla Pythona jest to python-geoip. W PHP też jest coś używającego GeoIP.
2. Do określenia języka, który będzie dla usera najlepszy, należy raczej użyć czegoś, co znajduje się w nagłówkach HTTP - pewnie są nawet jakieś biblioteki do tego. Nie jestem z tym na bieżąco, ale ja dawno temu korzystałem z HTTP_ACCEPT_LANGUAGE i wydaje mi się, że skoro taka informacja jest wysyłana przez przeglądarkę, to powinno się jej używać. Ja np. mam ustawiony system na język angielski, mimo że mieszkam PL i niechciałbym, żeby strony chciały mi "podsuwać" na siłę" j. polski, skoro sam im "mówię", że chcę j. angielski ;-)
Dupa, Cyfra+ online działa tylko pod Windowsem, bo plugin Silverlight-Mono pod Linuksa nie obsługuje DRM... Niech się pi***lą. Chciałem legalnie, ale jak widać - nie da się, o ile nie płaci się jedynej słusznej firmie IT ;-)
[148] O! Idealna opcja! Dlaczego ja o tym do tej pory nie wiedziałem? :| To rozwiązuje 90% moich problemów (z wyjątkiem meczów transmitowanych na C+ zwykłym), z tym że dzisiaj już tego nie załatwię :-( Ale dzięki za info :-)
Dziękuję za odpowiedzi - będę dzisiaj kombinować :-)
[103] to nie ja --> Tak, to byłem ja* - tzn. dawno temu wykupiłem dostęp do meczu LM na Onecie, więc też byłem "ofiarą" naiwności ;-)
* kuriozalnie wygląda moja odpowiedź w połączeniu z Twoim nickiem :D
Panowie, pytanie do tych z was, którzy oglądają mecze przez internet - gdzie polecacie szukać transmisji? Korzystacie z jakichś aplikacji (np. SopCast)? A może są legalne sposoby na odpłatne obejrzenie np. ligi angielskiej w przyzwoitej jakości?
Ostatnio przeprowadziłem się i postanowiłem przy tej okazji zrezygnować z telewizora, którego praktycznie nie oglądam. Niestety, owo "praktycznie" oznacza tyle, że bardzo lubię sobie obejrzeć dobry mecz do sobotniego drinka lub niedzielnego obiadku. Problem w tym, że długie lata oglądałem je na C+, więc teraz nie bardzo wiem, gdzie szukać transmisji w necie, a moje szukanie zwykle kończy się na rzucaniu przekleństwami, kiedy sprawdzam 10 z rzędu niedziałającą relację, albo taką, która tnie niemiłosiernie. Szukam więc czegoś dostępnego przez www, albo aplikacji działającej pod Linuksem. Przede wszystkim chodzi mi o Premiership, Champions League i ew. Primera Division.
Zaznaczam - interesują mnie również usługi odpłatne, o ile są legalne. Powiem więcej - wolę zapłacić nawet dyszkę za mecz w dobrej jakości, niż męczyć się z czymś co wygląda, jakby było nagrywane komórką ;-)
Sprostujmy tylko, że w tym kraju (jeśli nie w całej Europie w ogóle) gdy coś się nazywa "wasabi", to na 99,9% jest to zwykły chrzan + dwa barwniki (żółty i niebieski, dzięki czemu uzyskujemy ładny, zielony kolor), a nie wasabi.
[1] Gdyby to o czym piszesz było "przeciętnością", to do tej pory nie zeszlibyśmy z drzew. Sorry.
Skrz@t --> Zupełnie nie mój styl (adidasy przestały mi się podobać jakoś w liceum - preferuję raczej coś będącego "kombinacją" butów sportowych i eleganckich), poza tym obecnie szukam butów do garnituru, bo "codzienne" mam :-)
Moim zdaniem wyróżniają się na plus jeśli chodzi o jakość, a na pewno jeśli chodzi o wygodę. Mam jedne buty "na co dzień" od Ecco i sobie ten wybór chwalę. Mam też jedne do garnituru, chciałem ostatnio kupić nowe (obecne mają 4 lata), ale po przejściu się po sklepach stwierdzam, że w kategorii wygody w przedziale do 500 zł nie ma nic, co by dorastało Ecco do pięt - wszystko jest twarde i niewygodne (BTW: jeśli ktoś ma do polecenia jakąś firmę obuwniczą z tego typu obuwiem, które jest miękkie i wygodne, to chętnie się dowiem - zaznaczam, że sprawdziłem sklepy: Badura, CCC, Aldo, Ryłko, Gino Rossi, Intershoe, Kazar, McArthur i Wojas). No i zostaje Ecco, ale jak już ktoś zauważył - średnio u nich z designem, więc się waham... :/
[5] LOL.
"Bez dodatkowego pokrowca nie podchodz, bo go zaraz zgubisz na glebie..."
Mam od sierpnia, nigdy mi jeszcze nie wypadł z ręki. Może to nie problem z telefonem? ;-)
"Wytrzymalosc GorillaGlass2 to jakas pomylka, ryski po TYGODNIU uzywania, dosc ostroznie i uwznie. Ramka i plecki to juz w ogole porazka."
Dobry żart. Noszę go luzem w kieszeni, sporo czasu spędza na różnych stołach ekranem do dołu (żeby mi nie świecił jak nie trzeba) i nie ma ani jednej rysy. Przed chwilą go nawet wyczyściłem dla pewności - ekran jest gładki jak po wyjęciu z pudełka.
"Wydaje mi się, że w przypadku cła powinna być możliwość odstąpienia od umowy z racji zakmuflowania dodatkowych opłat"
?!
A to niby dlaczego? Ty kupujesz towar i płacisz za wysyłkę - dlaczego niby sprzedawca ma ponosić odpowiedzialność za Twoją nieznajomość przepisów kraju, w którym mieszkasz? Chyba, że sprzedawca twierdzi, że towar idzie z Polski, ale chyba nigdzie takiej informacji nie ma?
^^
Klasyczny polski mistrz marketingu internetowego...
https://www.gry-online.pl/users/#/karlos1818/komentarze/z8c747c
Widząc ten kod doceniam wartości edukacyjne Pythona, w którym wcięcia są elementem składni... O_o
Zależy głównie od lekarza - często szkoły jazdy mają ugadane z jakimś, który przychodzi, bada i wystawia kwitek bezterminowy. Oczywiście płacisz nieco więcej niż normalnie (taka "niejawna" łapówka), ale masz problem z głowy. Oczywiście możesz iść do dowolnego lekarza, ale ryzykujesz, że dostaniesz terminowe ;-)
[39] Oczywiście, każdy robi co mu się podoba i wydaje swoją kasę jak lubi, ale przepłacanie to głupota - niezależnie, czy dotyczy auta, czy wesela, ani czy przepłaca osoba biedna, czy bogata (z tym, że bogatemu to wisi ;-) ). Przepłacając dajesz się dymać ;-)
[40] Ja na początku też tak planowałem (max. 30 osób), ale potem sobie pomyślałem, że następna taka okazja, kiedy wszyscy moi znajomi zbiorą się w jednym miejscu, może być co najwyżej na mojej stypie, co mnie średnią wtedy będzie urządzać. Poza tym pogadałem z ludźmi i większość z nich po swoich weselach nie żałowała ani tego, że nie zrobili go w luksusowym hotelu, ani tego, że nie jechali do ślubu super autem, ale tego, że nie zaprosili wszystkich, których chcieli. Dlatego po namyśle zmieniłem front i postanowiłem zrobić większe wesele (przy czym większe to u mnie właśnie ok. 100-120 osób, bo mam bardzo małą rodzinę i 70% tej ilości to znajomi) - uznałem, że oszczędzę (w granicach rozsądku, rzecz jasna) na wszystkim, prócz liczby gości właśnie :-)
Bez przesady, nikt z moich znajomych nie dał więcej niż 2000 zł za komplet: ślub, wesele i plener, a zdjęcia mają bardzo przyzwoite. Do tego odbitki i album: kilkaset złotych, nie wiem ile dokładnie. Oczywiście, jeśli ktoś odczuwa potrzebę lansowania się na FB jakimiś wypasionymi fotami, to może płacić 5k, ale moim zdaniem to marnowanie pieniędzy.
Głupi ludzie dali sobie wcisnąć, że jak się zapłaci 4-5k za zdjęcia z wesela, to napruty świadek nie będzie wyglądał jak napruty świadek, ale jak artystycznie ujęty, szampańsko się bawiący młody człowiek, a wąsaty wujek w koszuli z krótkim rękawem i krawatem nad pępek nagle przestanie być wąsatym wujkiem z koszulą z krótkim rękawem i krawatem nad pępek... Ludzie naoglądali się wesel w filmach i serialach i teraz ładują kasę na kilkugodzinną imprezę - najlepiej jeszcze na kredyt w niektórych wypadkach - żeby poczuć się przez chwilę jak swoi idole z kolorowych czasopism :D A już najlepsi są tacy, którzy robią wesele w hotelu, gdzie od talerzyka płaci się 300 zł, do ślubu jadą Bentleyem wynajętym za 1500 zł, biorą zespół za 8000 zł (słyszałem też o takich, którzy w ramach swojego wesela organizowali - zapewne na fali popularności "Tańca z Gwiazdami" pokaz tańca towarzyskiego płacąc za to kolejne parę tysięcy - WTF?!), płacą za fotografa 5000 zł, suknia ślubna za 8000 zł, garnitur na miarę za 5000 zł, a potem kroją listę gości z 60-70 do 25 osób, bo "nie mają kasy", bo w końcu w weselu chodzi nie o to z kim się bawisz, tylko jak i czym potem będzie można poszpanować na FB! ;-)
Piłeś? O jaa, jesteś zajebisty! I jeszcze tak subtelnie się tym pochwaliłeś, że prawie się nie zorientowałem po co ten temat! Szacun!
Czy tylko ja po przeczytaniu tematu wątku spodziewałem się w środku chińskiego bota reklamującego elektronikę? :-P
Rok w rok ten sam temat, a wciąż znajdują się analfabeci nie rozumiejący, że "perfumy" nie mają liczby pojedynczej, a "perfum" brzmi idiotycznie :D
[25] Na pewno wielu, bo nie widzę powodu, żeby ostentacyjnie wychodzić z pokoju, kiedy reszta rodziny dzieli się opłatkiem, albo stać jak słup soli, kiedy wszyscy śpiewają, skoro mają na to ochotę. To nie kwestia wiary, a zwykłej kultury osobistej i umiejętności zachowania się w towarzystwie. Natomiast podczas modlitwy można sobie kulturalnie postać w ciszy - z mojego punktu widzenia: wilk syty i owca cała ;-)
Z ciekawości zapytam - sprawdzałeś ceny? Japonia nie jest tanim krajem i nawet elektronika jest tam droga (owszem, pod względem dostępności technologii często nas wyprzedzają, ale to inna sprawa...). Ile kosztuje tam iPad Mini?
Niech sobie dziewczyna radzi. Jeśli jedzie na Erasmusa czy innego Leonardo, to i tak za miesiąc, max. dwa miesiące jej problemy nie będą już Twoimi problemami ;-)
A tak serio - mBank.
Wujek Regis radzi: nie interesuj się, bo możesz potem żałować, że chciałeś wiedzieć.
A w ogóle to ręce na kołdrę!
Moi rodzice kupili Rainbowa we wczesnych latach '90 za ok. 6.5 tys. zł - ich firma prosperowała wtedy jeszcze dobrze, więc nie był to dla nich duży wydatek. Na początku byli bardzo zadowoleni, ale z czasem zaczęli się zastanawiać, czy miało to sens. Fakt, odkurzacz był wykonany świetnie, trwały, miał moc i był zupełnie bezawaryjny przez ok. 10 lat. Ale kiedy po tym czasie zebrały się dwie usterki (jakaś śruba + kabel zasilający; to drugie to raczej wina użytkowniczki, która miała w zwyczaju ciągnąć go za sobą po domu tak długo, jak starczyło kabla ;-) ) na łączną kwotę 450 zł (serwis Rainbow), to uznali, że zamiast tego kupią jakiś odkurzacz za 300-400 zł i będą mieli nowy, zamiast ładować kasę w trupa. Kupili jakiegoś Electroluxa chyba. Po półtora roku był do wyrzucenia, a moc od początku miał taką "na oko" 70% tego co Rainbow. Rainbow poszedł do naprawy, a po niej służył jeszcze dzielnie kolejne +/- 7 lat albo i nieco dłużej. Tak więc o ile dalej uważam wydawanie takiej kasy na odkurzacz za "ryzykowne" (nie każdy pewnie wytrzyma tyle lat), o tyle ten zakup z perspektywy czasu i całego okresu eksploatacji uważam za uzasadniony. Nie twierdzę, że to mało - jeśli ktoś bierze na taki zakup kredyt, rezygnuje z jego powodu z wakacji/nowych mebli etc. albo kupuje Rainbowa do odkurzania swojego M3, to jest debilem. Ale zdecydowanie jako użytkownik uważam, że jeśli ktoś się nie wpakuje w płacenie akwizytorowi (11k? Absurd!) i ma gotówkę na zbyciu oraz duży dom do sprzątania, to jest duża szansa, że nie będzie tego zakupu żałował. Oczywiście przy założeniu, że firma przez lata nie dopracowała technik sztucznego postarzania produktu i nowy Rainbow faktycznie jest takiej jakości jak te sprzed lat.
Tak, miałem - kiedy zmieniłem prędkość z 6 na 10 Mbit i okazało się, że w obecnej konfiguracji najprawdopodobniej centrala, do której jestem wpięty, tego nie uciągnie. Zgłosiłem, serwisant popytał, potwierdził moje przypuszczenia, przełożył pewnie jakieś kable w centrali czy coś, a problem ustąpił.
Jeśli problem będzie się utrzymywał 2-3 dni, to sugeruję kontakt z infolinią Orange. U mnie się spisali wzorowo.
Dostałeś SMS'a już, że numer przeniesiony? Czy tylko upłynęła data przeniesienia? U mnie zadziałało dosłownie 15 minut po otrzymaniu SMS'a.
[23] & [25] --> [18]
Na szczęście większość ludzi rozumie, że język się zmienia i jego główną funkcją jest funkcja użytkowa, a nie poznawczo-historyczna ;-)
Ja kupiłem RP głównie po to, żeby się pobawić linuxem - postawić sobie jakiś serwer, poeksperymentować z samodzielnym przygotowaniem całego Linuxa od podstaw (Linux from Scratch) itp., więc faktycznie byłem nieco innym targetem ;-)
Co do danych w chmurze - może jestem paranoikiem, ale jak dla mnie przechowywanie prywatnych danych w chmurze nie jest opcją - mogę tam co najwyżej zostawić jakiś solidnie zaszyfrowany backup, który odzyskam w razie kompletnego padu dysku, ale nie wyobrażam sobie oddawania kontroli nad moimi prywatnymi danymi obcym ludziom, którzy ponadto roszczą sobie prawa do tych danych i ich wykorzystania. Nie wiem czy coś się nie zmieniło, ale niczym niestandardowym nie był jeszcze nie dawno zapis taki jak ten:
"you give XYZ (and those we work with) a worldwide license to use, host, store, reproduce, modify, create derivative works (such as those resulting from translations, adaptations or other changes we make so that your content works better with our Services), communicate, publish, publicly perform, publicly display and distribute such content. The rights you grant in this license are for the limited purpose of operating, promoting, and improving our Services, and to develop new ones."
Dziękuję, postoję - pod tym względem jestem i pozostanę tradycjonalistą ;-) Wystarczy, że wpakowałem się w jedno konto Gmailowe ;-)
W każdym bądź razie - jeśli interesuje Cię głównie MCPC, ale nie koniecznie chcesz przy nim grzebać, to moim zdaniem lepiej wyłożyć kasę na coś "pudełkowego" i się niczym nie przejmować. RP powstało jako narzędzie "edukacyjne" i jako takie sprawdza się wyśmienicie, natomiast jeśli chcesz _użytkować_ sprzęt, to rozważ inne opcje :)
Jako zabawka, RP zdecydowanie jest warte uwagi. Szczególnie, jesli masz Linuxowe zacięcie ;-)
Sprawdzi się też jako domowy serwer.
Nie wiem jak z Media Center, bo nie używałem go w ten sposób, ale sprzętowo spokojnie da radę.
Natomiast uważałbym z kupowaniem na Allegro - niedawno wyszła nowsza wersja z większą ilością RAMu, a podejrzewam, że na Allegro znajdują się starsze modele. A nawet jeśli nie mam racji, to biorąc pod uwagę, że mnie wszystko razem z obudową (bardzo fajna rzecz, chyba że masz też zacięcie do majsterkowania i chcesz zrobić sam ;-) ) i wysyłką (ze sklepu RS http://pl.rs-online.com/web/generalDisplay.html?id=raspberrypi ) kosztowało nieco ponad 40 euro (po przeliczeniu wyszło prawie równo 200 zł), to zakup na Allegro w tej cenie samej tylko płytki (która zbyt ładna nie jest ;-) ) nie wydaje mi się specjalnie sensowny ;-)
Posiadam.
Czy warte zainteresowania? A czego od niego oczekujesz? Do czego chcesz go wykorzystać?
Pomijając typowy dla scamu schemat: Anglik chce kupić UŻYWANE PS3 na PREZENT dla syna za cenę WYŻSZĄ niż cena nówki w sklepie. Taaak, warto było się upewnić, czy to na pewno nie przekręt, bo nie było to oczywiste!
"Ale Di Matteo od samego początku był swego rodzaju ułomną osobą trenerską, wyrzutkiem na 5 minut"
Dokładnie - szukali pretekstu, a nie powodu, żeby się go pozbyć. Pewnie się już z kimś dogadali, więc trzeba było znaleźć okazję i spuścić Di Matteo.
Nie wiem czy kojarzycie sytuację kiedy szejkowie przejęli City i po zakończeniu sezonu zaczęto spekulować odnośnie składu. Widziałem wtedy taki obrazek, na którym był narysowany rzut boiska, a na nim nazwiska piłkarzy - jak przed meczem. No i oczywiście na boisku znaleźli się: Ronaldo, Messi, Xavi, Ramos, Rooney, Gerrard i cholera wie kto jeszcze, a obok boiska przy ławce trenerskiej było napisane: "NOT Mark Hughes" ;)
[3] [6] W równie wielu dużych i renomowanych jest dokładnie na odwrót ;) Do nas na 4 roku przyszedł IBM i szukał kandydatów na sysadminów. Do pracy, nie na staż - tzn. nie na wakacje, ale na pełen etat, ew. z opcją robienia 1/4 etatu z domu w okresie sesji. Parę osób poszło na rozmowę. Propozycja finansowa? 1700-1800 brutto na okres próbny, potem 2000-2200. Oczywiście tłumów chętnych nie było ;)
Oczywiście rozumiem ideę stażu i z wielu powodów do niektórych firm opłaca się pójść choćby i za darmo* (doświadczenie, wpis w CV), ale - właśnie - NA STAŻ. Na miesiąc, dwa, góra trzy. Natomiast szukanie "stażystów na pełen etat" na dłuższy okres czasu niż ten, o którym napisałem, to jakiś absurd :)
* w przypadku IT: "za umiarkowaną kasę"
W teorii może nastąpić tzw. kolizja i dwa różne pliki będą miały taką samą sumę kontrolną.
W praktyce - można przyjąć, że w/w jest niemożliwe.
Podsumowując: tak, ta różnica znajdzie odbicie w różnych sumach kontrolnych.
W ostatnich kilku latach miałem 3 garnitury - Bytom, Sunset Suits i Vistula. Z tej trójki zdecydowanie polecam Vistulę - jakościowo, "krojowo" i - wbrew pozorom - cenowo, bo choć ceny były nieco (20%?) wyższe niż u dwóch pozostałych, to były np. niemal o połowę niższe niż podobne (materiał, krój, czy - przede wszystkim - to jak leżały na mnie) garnitury z Pierre Cardin'a (1300 zł vs. 2400 zł).
Ja gram już od dłuższego czasu i fun jest dalej taki jak kiedyś - serwery na ogół pełne, ludzie potrafią grać. Ja zwykle gram na podstawce + sporadycznie BTK. CQ się znudziło, a AK na PS3 nie ma sensu, bo w 12 na 12 większość czasu to szukanie się na mapie - podczas gdy (co oczywiste) na Metrze miewam przy 1750 ticketach pod 120 - 150 killi (rekord 203 ;) ), na Caspianie czy Khargu wyciągam ok. 30, czasami 40, o tyle na mapach z AK regularnie kończę mecze z 3-4, czasami 6 killami. Fakt, bywało i po 20-30, ale to sytuacja jedna na sto. Generalnie wieje nudą. Premium nie żałuję, bo majątku mnie on nie kosztował, ale wszystkie dodatki szybko obczajam i wracam do sprawdzonej klasyki ;P
A na konsoli gra się rewelacyjnie, tylko trzeba się przyzwyczaić. Frustrujący bywają jedynie kolesie, którzy łoją na myszkach (nawet jeśli to nie to, co myszka w PC, to i tak nie masz z nimi praktycznie szans), o tyle reszta ludzi ma takie same szanse co Ty, więc jest fajnie. Owszem - gra się inaczej niż na PC (brak szybkiego obracania się, trochę trudniejsze celowanie itp.), ale mi to szybko przestało przedzkadzać, a radocha z gry jest na odpowiednim poziomie :)
Ja sobie dawno temu kupiłem do iPoda nano stację dokującą z głośnikami od Creative'a - bardzo fajna opcja, było też podłączenie na mini-jacka, więc działało to nawet z nie-iPodem, ale odtwarzacz musiał leżeć obok, więc nie było to aż tak "estetyczne" ;) Na bank są na Allegro dostępne tego typu stacje dokujące.
Z punktu widzenia różnego traktowania konsumentów na różnych rynkach - też mi się to nie podoba.
Ale patrząc czysto "praktycznie" - jeszcze nigdy SGSIII nie zjadł mi więcej niż 750 MB RAM, a dostępne ma jakoś 840 MB, tak więc nie odczuwam tego braku - wszystko śmiga jak trzeba. Oczywiście nie pogardziłbym, gdyby było więcej ;)
Tak, "tylko"... ;-) Ja póki co z włączonym Motionflow (i to zaledwie 120 Hz, a nie jakieś absurdalne 600 Hz czy coś!) nie wytrzymuję więcej niż 5 minut filmu. Jestem ciekaw tego efektu podanego "natywnie", a nie dorabianego przez TV, ale nie mam póki co podstaw sądzić, żeby różnica była aż tak duża, żeby dało się to oglądać. Zobaczymy :-)
To skoro temat odżył - ponowię moje pytania, bo interesują mnie kwestie techniczne:
1. Jaki sprzęt (serwery) / oprogramowanie (technologia wykonania serwisu i "okolic") zamierzacie wykorzystać?
2. Jaki maksymalny ruch (ilość użytkowników na minutę / na dzień) planujecie obsłużyć?
3. Jaką maksymalną łączną ilość użytkowników - szacunkowo - planujecie obsłużyć?
4. Jaki jest oczekiwany średni rozmiar jednego filmiku i jakiej ilości filmików oczekujecie dziennie/miesięcznie?
5. Jaką ilość danych (łączny rozmiar filmów) planujecie obsłużyć?
6. Jaki szacujecie maksymalny dzienny transfer i koszty związane z utrzymaniem łącza?
7. Jakiej bazy danych zamierzacie używać?
8. W jaki sposób gromadzone będą filmy? Dysk? Baza danych?
Oczywiście wszystkie moje pytania dotyczą sytuacji, w której uda wam się zebrać zakładaną ilość pieniędzy.
wysiak --> A Ty dalej o "sposobie", chociaż ja wyraźnie, po raz drugi napisałem - wyłącznie - o nazewnictwie, a nie o tym jak sobie kreseczki śmigały po ekranie :)
[edit] Inny przykład - nie przeszkadza mi Matrix, w którym metalowe pręty wchodzą w mózg bohaterów, _ale_ przeszkadzałoby mi, gdyby zostało to nazwane "lobotomią" gdyż nazwa ta jest już zarezerwowana dla zupełnie "realnego" zabiegu, który nie ma NIC wspólnego z tym, co się dzieje na filmie :)
Jeśli nie jesteś w stanie pojąć tej różnicy i tego przykładu, to oszczędźmy sobie czasu - napisałem co mi się nie podoba, bo temu służy wątek. Jeśli masz inne zdanie - cóż, przeżyję :)
Kharman --> Opieram się na "mówionych" dialogach :)
wysiak --> Gdybyś poświęcił 3 sekundy na rozumienie tego, co czytasz, wiedziałbyś, że nie chodzi o realizm tych scen jako takich, a o używanie istniejących określeń w absurdalnym kontekście - przykład ze śledzioną wydaje mi się jasny. I tak, przeszkadza mi to - nie może?
Maziomir --> O mędrcze, nauczaj! Imię Róży to lektura nieobowiązkowa w podstawówce albo gimnazjum, więc się tak nie napinaj. W towarzystwie szpanujesz czytaniem Coelho? A co do książki - całkiem przyjemna, nie powiem.
Cóż, nie moja wina, że z takich, a nie innych filmów zerżnął reżyser niektóre wątki :)
No ale cóż, ciężko to wyjaśnić osobie, która uważa, że pomiędzy miernym i schematycznym filmem akcji, a "kontmeplacją tympanonu na miarę przeżyć Adso z wizyty w opactwie pośród wzgórz Apenińskich" (ach, koneserze!) nie ma miejsca na nic "pośredniego", tj. na dobry, nieprzewidywalny i oryginalny film akcji :)
Mierna mieszanka "Batmana" ("Janie, podaj mi moje uzbrojenie!") i "Kevina Samego w Domu" ze zmanierowanym Craigiem i przewidywalną, naiwną do bólu, oklepaną fabułą oraz absurdalnymi scenami (np. pociąg i koparka), które co najwyżej śmieszyły. Na plus - działo się. Mimo to film nudny. Dałbym 6/10 za sentyment do Bonda, ale po dwóch scenach "hakowania" i łamania haseł wymiękłem zupełnie - czy naprawdę w filmie o takim budżecie nie można zadbać o to, żeby to co mówią aktorzy chociaż _trochę_ przystawało do rzeczywistości - to tak jakby w "Chirurgach" lekarz operował głowę pacjenta i mówił, że widzi obrzęk śledziony oraz perforację jelita... Jak dla mnie 3/10, po raz pierwszy od wielu lat miałem problem, żeby wysiedzieć w kinie do końca. Gdyby jeszcze w scenie pod prysznicem było widać więcej ciała tej brunetki, to bym rozważył 4/10, a tak...
BTW: jest tu ktoś, kto używa/używał funkcjonującej w "początkach polskiego internetu" odmiany słowa "link" tak jakby było to słowo "linka" (np. holownicza)? "Zaraz dam Ci linkę" itp.? Zjawisko było powszechne w swoim czasie ;)
Psycho16 --> Niestety tematyka połączeń video na żywo jest mi obca, bo nigdy przy czymś taki nie pracowałem. Nie mam żadnego doświadczenia w tej kwestii i nie podjąłbym się takiej wyceny "na oko" - musiałbym dopiero sam gruntownie zbadać temat i dotrzeć do ludzi, którzy znają konkretne liczby.
Jako że sama idea serwisu, język i marketing otrzymały już odpowiednią recenzję, ja mam pytania techniczne:
1. Jaki sprzęt (serwery) / oprogramowanie (technologia wykonania serwisu i "okolic") zamierzacie wykorzystać?
2. Jaki maksymalny ruch (ilość użytkowników na minutę / na dzień) planujecie obsłużyć?
3. Jaką maksymalną łączną ilość użytkowników - szacunkowo - planujecie obsłużyć?
4. Jaki jest oczekiwany średni rozmiar jednego filmiku i jakiej ilości filmików oczekujecie dziennie/miesięcznie?
5. Jaką ilość danych (łączny rozmiar filmów) planujecie obsłużyć?
6. Jaki szacujecie maksymalny dzienny transfer i koszty związane z utrzymaniem łącza?
7. Jakiej bazy danych zamierzacie używać?
8. W jaki sposób gromadzone będą filmy? Dysk? Baza danych?
Oczywiście wszystkie moje pytania dotyczą sytuacji, w której uda wam się zebrać zakładaną ilość pieniędzy.
ZF to raczej framework do pisania własnych frameworków, albo w sytuacjach, kiedy projekt jest bardzo niestandardowy i te wszystki "rusztowania" frameworkowe i tak trzeba będzie orać niemal do zera - używałem, ale do małych projektów nie polecam.
Do szybszego wdrażania małych, "typowych" projektów zdecydowałbym się na Symfony albo CakePHP.
Pisania bez frameworka w ogóle nie polecam - nie ma sensu tracić czasu na wynajdywanie koła na nowo, a "nauczenie się" frameworka w stopniu pozwalającym na praktyczne użycie go to parę godzin. Potem w trakcie pracy poświęcisz na Googlanie na jego temat tyle samo czasu, co na dłubanie pewnych oczywistych rzeczy własnoręcznie, za to plus jest taki, że wiedza zostanie na inne okazje ;)
Dodam tylko, że PHP nie zajmuję się od prawie trzech lat, więc mogę nie być na bieżąco, ale nie sądzę, żeby na rynku pojawi się w tym czasie jakiś framework, który zdystansowałby konkurencję w jakiś znaczący sposób ;)
"80% jest umarzane 16.03.2013 wg wyceny z 16 marca 2013."
Brzmi jak kiepski żart... Dla mnie opóźnienie rzędu 2-3 dni było dyskwalifikujące dla funduszy inwestycyjnych i dlatego przesiadłem się na "własnoręczne" granie (oszczędźmy sobie słowa "inwestowanie" - dzisiaj inwestorzy to może z 5% ogółu ;) ) na giełdzie, a oni chcą, żeby ludzie wybierali kasę z półrocznym wyprzedzeniem? Kpina...
Huh, widzę że wchodzimy na grunt zawiłości prawno-inwestycyjno-KNFowo-bankowych, których nie odważę się "rozstrzygać" - tym bardziej sugerowałbym konsultację z kimś, kto się zna ;)
BTW. do kiedy IDEA zawiesiła umorzenia jednostek? Pamiętam, że jakoś w lipcu mowa była o dwóch tygodniach, potem słyszałem coś o połowie września. Jak to wygląda teraz? Później sprawy już nie śledziłem, a w sumie ciekaw jestem jak to wygląda, bo to jednak rzadki przypadek, a temat mnie trochę interesuje :)
Nikt Ci niczego nie obieca, ale moim zdaniem odżałowanie kasy na prawnika zanim zaryzykujesz procesowanie się to nie jest głupi wydatek. No chyba, że wyślesz im tylko pismo, a oni Ci napiszą, żebyś spadał na drzewo bo wypłacą na takich warunkach (w sensie - żądanie zwrotu kasy), bo cośtam-cośtam - wtedy po prostu możesz to przyjąć do wiadomości i nie iść do sądu, tylko "żyć z tym" tak jak do tej pory.
W każdym bądź razie ja na Twoim miejscu bym napisał pismo, a potem - jeśli odpowiedź będzie negatywna (95% szans na moje oko) - rozważyłbym czy warto się z tym pchać do sądu i skonsultował to z jakimś prawnikiem. Ważne tylko, żeby pismo napisać w sposób, które zaznaczy, że interesuje Cię rozwiązanie umowy TYLKO na takich warunkach jak podałeś - żeby przypadkiem nie wykorzystali tego, żeby spuścić Cię na drzewo bez 70% kasy, na zasadzie: "OK, proszę bardzo, jak Pan sobie życzy, oczywiście za potrąceniem kary umownej".
1. napisać do Aegon jakie oni mają stanowisko dotyczące tej klauzuli (to zrobię w domu)
Na podstawie mojego własnego rozumowania, jak i sugestii pracownika SKP, którą przytoczyłeś, moim zdaniem ten punkt nie ma sensu, skoro i tak zamierzasz rozwiązać umowę - zasadnym jest raczej rozwiązanie umowy z powołaniem się na omawiany zapis i żądając zwrotu środków i zobaczenie co z tego wyjdzie ;)
Też mam Samsunga 830 128GB i złego słowa nie powiem - od roku sprawuje się bez zarzutu.
Jj --> Zwykły "papierowy" daje radę :-) Ale z tego co widzę dopiero zaczynasz biegać, więc na pewno nie jest to sprawa, którą powinieneś sobie zaprzątać glowe - nie zdarzyło mi się obetrzeć na dystansach poniżej 25 km, a i to zwykle kończyło się tylko lekkim pieczeniem. Jeden raz "do krwi" załatwiłem się na 35 km wybieganiu w środku lata po tym, jak oblałem się bezmyślnie wodą dla ochłody i potem mokra koszulka mnie tak załatwiła ;-) Tak więc zdziwiłbym się, gdybyś ich już potrzebował ;-)
Oszczędź czas, zajmij się Pythonem, albo od razu C++, jeśli czujesz się na siłach.
Tak jak na kursie na prawo jazdy nikt nie uczy już jak wystartować auto "z korbką", tak nikt, kto chce programować, nie powinien marnować swojego czasu na Pascala.
"Generalnie nawet dojazd z 3 strefy do centrum (o ile mieszkasz blisko metra) to jakies pol godziny."
True. Ja z piątej strefy na wschodzie do piątej na zachodzie (ok. 60 - 65 km z tego co pamiętam) jechałem godzinę z hakiem (1:15?), wliczając w to jedną przesiadkę. We Wrocławiu 15 km ze wschodu na zachód pokonuję komunikacją miejską w 50 minut przy "średnich" korkach. Metro to rewelacyjne rozwiązanie komunikacyjne :)
bkurt --> Tak, IT - jestem programistą. Te 60k proponowała mi firma z branży TV cyfrowej - temat ogólnie dotyczył programowania w Pythonie + bazy danych; zarówno tradycyjne SQL, jak i tzw. NoSQL. Dla porównania tester (też piszący w Pythonie, ale od którego wymaga się jednak sporo mniejszych umiejętności) u nich dostaje 230 - 250 funtów dniówki (czyli brutto praktycznie tyle samo), ale na kontrakcie ;)
Sam w UK nie żyję, ale raz byłem już bliski wyjazdu i trochę rozeznania w płacach mam - jedna uwaga: etat to najbezpieczniejsza, ale i najmniej opłacalna opcja. Na etat proponowano mi w granicach 60k funtów rocznie, co przekłada się na ok. 230 funtów dziennie. Ta sama praca na kontrakcie, przy samozatrudnieniu, to ok. 330 funtów dziennie brutto (a były i oferty po 380 funtów dziennie na niemal identycznym stanowisku). Teraz jeszcze weź pod uwagę wyższe opodatkowanie pracy stałej i wyjdzie co się bardziej opłaca finansowo :) Gdyby nie to, że dostałem w PL bardzo dobrze płatną pracę, która jest - co najważniejsze dla mnie w chwili obecnej - bardzo rozwijająca i pozwala mi zdobyć doświadczenie, które jest na rynku pracy co raz bardziej poszukiwane, a przy tym jeszcze niezbyt powszechne, to już od dwóch lat bym siedział w UK ;) Ale wyjazd w perspektywie ok. 2 lat i tak jest już pewny :)
Czy naprawdę tak ciężko zrozumieć, że decyzja w tej kwestii już została podjęta? Nie proszę o sugestie co jest lepsze i wygodniejsze, tylko o dopasowanie telefonu do KONKRETNYCH potrzeb - w kwestii wygody sama zainteresowana już się zdeklarowała. Ja mam dotykowy telefon, mój ojciec ma dotykowy, więc moja mama miała dość czasu, żeby się z takim rozwiązaniem zapoznać i je ocenić. Oceniła negatywnie - dziękuję, pozdrawiam, następny :)
[7] Gdybyście obaj z panem z postu nr dwa zadali sobie trud przeczytania tego co napisałem, to zauważylibyście warunek numer 1: klawiatura fizyczna :) Nie neguję "usability" iPhone'a, ale klawiatura fizyczna to warunek konieczny i niezbędny - wsio w temacie :)
[6] Obczaję :)
Up! Ktoś pierwszy do napisania sensownej odpowiedzi na temat? Kolega wyżej nie skorzystał z tej możliwości ;)
Temat głównie do kobiet, albo facetów, którzy kupowali w ostatnim czasie telefon dla swoich mam, żon albo pomagali w wyborze nieogarniętym technicznie dziewczynom ;)
Moja mama (kobietom wieku się nie wypomina, ale mama 50-tkę ma już nieznacznie za sobą ;) ) chce zmienić telefon. Wymagania? Telefon ma mieć:
1. Wygodną klawiaturę fizyczną (może być standardowa, telefoniczna, albo QWERTY)
2. Przyzwoitej jakości aparat fotograficzny - wiadomo, megapiksele to słaby wyznacznik, ale umownie przyjmijmy, że 4+ MPix dobrej jakości wystarczy
3. Korzystanie z maila nie może być udręką - czyt.: wymagany przyzwoity program pocztowy (lub po prostu Android na pokładzie - wtedy na pewno coś się znajdzie ;) )
4. Wifi
5. Ogólnie ma się nadawać do użytku dla osoby w wieku 50+, która trochę ogarnia technologię, ale nie na tyle, żeby walczyć z nieintuicyjnym albo powolnym systemem :)
Limit cenowy - im mniej, tym lepiej, ale powiedzmy, że 150 zł w jakiejś promocji (abonament ok. 50 zł miesięcznie) w Play to orientacyjna cena. Szacuję, że bez promocji będzie to jakieś 700-800 zł.
Odpada Motorola Gleam - mama obczajała, ale uznała, że jest niewygodna, nieintuicyjna etc., a jakość zdjęć była poniżej oczekiwań.
Rozważam też oddanie jej mojego starego BB 9700, ale sam czasami jeszcze go używam jak idę na zakrapiane imprezy i nie chcę rozwalić przypadkiem SGS3 ;)
Jakieś pomysły?
Czytam sobie wątek i mam pytanie - naprawdę oglądaliście przez dwie godziny balon lecący 38 km do góry? :o
Ja taką opłatę (Wrocław) mam odkąd pamiętam (no dobra, max. kilkanaście lat), więc żadna nowość.
Podejrzewam, że jak nie masz kanalizacji burzowej i nie odprowadzasz deszczówki to płacić nie będziesz.
Nie mam TV, komputer nie podpada pod abonament RTV (bo jego główną funkcją nie jest dostęp do radia/telewizji), więc nie płacę. Więc co? Zmienią przepisy i zaczną kasować w ramach dostaw prądu, niezależnie od tego co trzymam w domu :) Władzy ludowej nie oszukasz - jak będą potrzebowali kasy, to sobie wezmą :)
"Ostatnio zapanowala jakas przedziwna moda na robienie zywych reklam z samochodow (na przyklad szkola jezykowa, skup samochodow itp.)"
"Mnie po prostu szkoda takiego marnotrawstwa. Wlasciciel nic na tym nie straci, bo auto juz i tak zostalo przekreslone tym, ze tam stoi"
Skoro stoi jako reklama, to znaczy, że jednak jest potrzebne - albo ktoś właścicielowi za to płaci, albo on sam ma firmę, którą tak reklamuje. Niezależnie od mojej opinii na temat takich szrotów zastawiających parkingi - to co proponujesz to zwykła kradzież, a próba usprawiedliwienia tego tym, że Ty lepiej wiesz co właściciel chciałby zrobić z autem i czy go potrzebuje świadczy, że jesteś po prostu głupi.
W sumie od dawna czytuję wątek, a jeszcze nigdy się nie chwaliłem "osiągami", więc macie - jedna z moich lepszych partii ostatnio ;)
http://battlelog.battlefield.com/bf3/battlereport/show/67137375/4/228445473/
Fuck! Endomondo Pro mam od jakiegoś czasu, a Broken Sword kupiłem tydzień temu :/ Ale prócz tego kupiłem chyba jeszcze z 10-12 innych aplikacji, więc jakoś to przeżyję;P
Mam S3, Asphalt śmiga. A to, że jest do dupy to inna bajka - ładny, ale jak dla mnie niegrywalny...
Koło mnie (bodaj najdroższa dzielnica Wrocławia, osiedle willowe) była niedawno na sprzedaż działka 650 m. kw. - zeszła na pniu za 590 tys. zł. (ok. 900 zł za metr) - cena taka niska, bo mała działka. Kawałek dalej jest działka ponad 1600 m. kw. i aktualna cena to 1600 zł za metr. Nie wiem jak to wygląda w Gdyni i co to za lokalizacja, ale ta cena nie musi być wygórowana w stosunku do tego co "oferuje" teren.
Jako gracz PS3 stwierdzam, że Armored Kill na tej konsoli (czyt: przy takiej ilości graczy) to zupełne nieporozumienie. Pograłem intensywnie trzy dni, żadnej z rozegranych partii nie mogę nazwać inaczej niż "nudna".
Poza tym gram zwykle z 2 innymi kumplami, a na mapach brakuje pojazdów, którymi mogą się przemieszczać 3+ osoby. Pojazdy wieloosobowe (i "łatwodostępne") są dwuosobowe (quady) - reszty pojemniejszych maszyn jest za mało, żeby obsłużyć wszystkich graczy, przez co jeśli nie gra się samotnie, albo we dwójkę, przyjemność z takiego teamplay'a znacznie spada.
Ja wróciłem już do starego zestawu map i bez dobrej okazji i "nastroju" w Armored Kill na pewno już nie zagram.
[138] Dobrze było, dzięki za odświeżenie wspomnień! ;-) BOOM HEADSHOT! Biedna Pani pilnująca hostelu... ;-)
W ciemno powiem, opierając się tylko na tym, jak wygląda zapytanie i na własnym doświadczeniu (wyczuciu), że ta opcja na pewno będzie nieporównywalnie lepsza. A jak jeszcze do tego założysz odpowiednie indeksy, to już w ogóle nie będzie problemu (zakładając nie–skrajne obciążenie serwisu ;-)).
BTW. Polecam zaprzyjaźnić się z poleceniami do analizy złożoności zapytań – poszukaj informacji o EXPLAIN ANALYZE lub czymś analogicznym dla bazy, której używasz :-) A potem po prostu sprawdź oba zapytania, tak z indeksami jak i bez, i wyciągnij wnioski ;-)
Co do filmów - jeśli jesteś początkujący, to nie polecam walki z Linuxem za wszelką cenę, bo może być frustrująca ;) Póki co spróbuj VLC. Mi wszystko na nim śmiga. Potem będziesz mógł bez frustracji walczyć o odpalenie filmów w innych playerach ;)
BTW. Dlaczego SUSE? Ubuntu jest jednak mimo wszystko bardziej user-friendly dla początkujących.
[47] Zagnieżdżone zapytania to zbrodnia na wydajności i generalnie zły zwyczaj. Odradzam. Jeśli nie jesteś w stanie załatwić sprawy pojedynczym zapytaniem (nie wnikałem w kod, nie bardzo mam czas), to zrób to "łopatologicznie" + cache'owanie frontendu. Albo zliczaj zdjęcia w galerii triggerami odpalanymi przy operacjach na tabeli ze zdjęciami. Opcji jest sporo, zależnie od tego czy mówimy o małej stronce na pojedynczym serwerze, czy o jakiejś rozproszonej "kobyle" obsługujących miliony odsłon dziennie.
[49] Wypluwaj sobie takie informacje do logów - w Postgresie to kwestia zmiany w configu. Potem masz narzędzia do analizowania tych zapytań i robienia statystyk - co zajęło najwięcej czasu itp.
[50] Zbadaj Amazon Web Services. Ogólnie, rozwiązań cloudowych jest obecnie multum ;)
Tzn. chciałbyś to załatwić jednym regexprem bez "ora" w środku? Nie sądzę, żeby to było możliwe, bo musiałbyś uzależnić ostatni "składnik" regexpa od pierwszego (zależnie od ilości liter na początku dopasuj inną ilość cyfr na końcu). Ja bym to po prostu zrobił tak:
(^\w2-\d4$)|(^\w3-\w2-\d5$)
Jeśli \w nie odpowiada Ci, bo zawiera za dużo znaków, to naturalnie proponuję wymianę na [a-z] ;)
EDIT: Oczywiście GOL rozwalił składnię - widzę, że w tej kwestii bez zmian od 2002... Nawiasy klamrowe, a nie trójkątne...
"Przydałby mi się naprawdę mocny argument dlaczego mam się go nie obawiać."
Masz ich cały wątek.
Weź się stary ogarnij, bo zostaniesz życiową "pipą", którą każdy będzie dymał.
Może jeszcze wyślij kolesiowi laurkę i czekoladki "na zgodę"?
Ja po przeliczeniu całości kosztów i wzięciu pod uwagę innych plusów (niższa cena telefonu) i minusów (okres trwania umowy, brandowany telefon etc.) wziąłem opcję tylko z kartą SIM na czas nieokreślony, a telefon kupiłem sobie sam. Cenowo wychodzi - po podliczeniu wszystkiego - taniej, a do tego mam niższy abonament (miałem gotówkę, więc nie było dla mnie problemem to, że muszę wydać więcej kasy na raz) i nie jestem "uwiązany" do nich umową.
Ale co do jakości samych usług się nie wypowiem, bo dopiero za tydzień będę miał przeniesiony numer ;)