Muszę trochę zwrócić honor ludziom z CJ bo gra ma fabułę - chociaż nic tego przez wiele godzin nie sugeruje. Może cienką jak kompocik z desek, ale zabawa we wnętrzu silnika widać, że trochę napracowana. Jakby jeszcze dali jakieś wybory i ciekawego NPCa to by była nawet fajna gierka. Nudna i niemiłosiernie długa, ale sensowna.
Przyznaję, że ilość respiącego się w nieskończoność robactwa jest czasami groteskowo duża, przy jego jednoczesnej monotonności, ale od czego jest Wand i kod na amunicję;) Brakuje w arsenale czegoś, co by robiło większe, obszarowe kaboom!
Pożyjemy - zobaczymy, ja mówię co jest na dziś. Mogliby dać chociaż jakiś cel zasobów, albo nazbierać tyle, żeby się uwolnić z tej planety, albo ciekawych NPCów z jakąś istorią i interakcją. Niestety, doświadczenie pokazuje, że gry w 'erliakces' nie zmieniają sie już potem na lepsze, w najlepszym razie poza stabilnością i pird... dem duperelków w ramach istniejących mechanik - nowe budyneczki, nowe skórki - i najczęściej na tym się kończy rozwój gry. Gra nie staje sie niczym więcej - a ta, jeśli się nie stanie, nudzi po jednym dniu. Patrz Palworld, Enshrouded, Sengoku czy Valheim. Także, chociaż bardzo chciałbym się mylić, Starupture wygląda mi na grę jednego rzutu, która utknie w piekiełku erliakcesa na lata bez większych zmian.
A z kumplami to się na piwo idzie, a nie biega bez celu po mapie:)
Szurvival - i tyle trzeba wiedzieć. Farmimy, i zbieramy, by budować, by lepiej farmić i zbierać. Celu - brak. Powodu by grać - brak. Ale i tak się gra:)
Grafika jest ładna, muzyczka przyjemna, mechaniki działają. Za to gra wywala się do Windows co 10 minut (GPU error). Widać, że to bardzo okrojona wersja. Czuć, że wielu mechanik jeszcze nie ma. Marzę o tym, żeby dodali jakikolwiek cel gry - żeby grało się po coś, jak w Subnautice, czy Factorio. Żeby było z kim pogadać, żeby były jakieś emocje. Wolałbym to 1000 razy od setek nowych budynków i receptur 'do odblokowania', które 90% graczy porzuci z braku czasu i chęci. Bo teraz, niestety, mimo, że gra się przyjemnie, to po paru godzinach po prostu wieje nudą...
Oh, no dziękuję za uświadopmienie:) Ale to co dla ciebie jest 'rewelacyjne' dla mnie jest irytujące, bo realizm polegałby dla mnie np. na tym, że jesli zabiję człowieka, będzie to miało jakieś konsekwencje w świecie gry, jak np. w Risenie. A nie na tym, że trzeba szukać fantów, żeby zrobić sejwa. To taki 'relizm' w wydaniu przygłupa programisty, który niby chce zrobić coś nowego, ale średniowiecze to dla niego cycate wieśniaczki, walący się po ryjach rycerze i język rodem z jego patusiowego podwórka.
Czego nauczyło mnie KC2:
- polscy tłumacze mają syndrom Tourette'a (postacie klną strasznie w każdym dialogu, co jest idiotyczne zważywszy realia gry)
- ludzie w średniowieczu zajmowali się głównie mordowaniem się nawzajem (dzieci w grze raczej nie ma, za to ludzie szlacchtują się jak świnie. W tym tempie wymarliby w jednym pokoleniu)
- średniowiecze było nudne (mapy są puste, lasy ładne ale łazić po nich nie ma po co) i co za tym idzie:
- jest powód dla którego gry mają miejsce w fantastycznych światach, bo ta jest nudna jak flaki z olejem, a motywacje postaci są głupie i nieciekawe
- przekombinowane na 'realizm' mechaniki gry (trzeba jeść, pic i myć się co chwilę, bo Heniek brudzi się od wiatru) nic nie wnoszą do historii, są irytujące i zupełnie zbędne w takiej rozrywce
- swobodny zapis gry, zdobycz społeczna. Marnowanie czau gracza ograniczaniem opcji 'zapisz' to wieeelki minus.
- system walki oparty na kursorach to głupi wynalazek. W walce nie ma żadnej dynamiki, widowiskowości ani przyjemności.
- gry nie powinny próbować udawać życia, tylko opowiadać ciekawe historie, wzbudzać emocje i dostarczać rozrywki
Ekhm... Określenie 'drewno' jest na ta grę zdecydowanie niewystarczające. To jest kamień. Ta gra jest jak jazda maluchem dziadka, jak dożeranie sałatki z majonezem tydzień po imprezie, jak wakacje u wujka-rolnika-psychopaty. To jest rozrywka tylko dla prawdziwych twardzieli. To jest bardziej siermiężne niż Elex, bardziej drewniane niż pierwszy Gothic, do Risena w wyczuciu postaci i świata nie ma nawet startu. Co najgorsze, gra jest mało przyjemna mechanicznie. Interfejs jest biedny, ikony przemiotów jakby je rysował w paincie gimnazjalista. Postać rusza się jak mucha w smole, zaczepia o wszystko, ma najgorszą mechanikę gier akcji, czyli 'pasek staminy' sprawiający, że zeżre nas każdy szczur, bo nasza postac po machnięciu 3 razy stoi i już. Amnimacje wrogów wywołują śmiech. Można za to eksploitować niedorobione mechaniki gry w sposób przezabawny.
Ale z trainerem i dużą dozą sentymentu dla starych gierek od Piranii, można jakoś walczyć ze sobą i przegryzać się przez ten niezbyt otwarty i śmierdzący boleśnie małym budżetem świat. Plusy, że to single player i że tanio. Trzeba popierać inicjatywę.
Postarali się trochę z drzewkiem umiejętności i ogólnie graficznie nie odrzuca (poza interfejsem). Mapy, na razie, w grze nie ma. Logiki wydarzeń też nie. Boli głupota zbieractwa - nie da się podnieść z ziemi porzuconej broni, za to szczur nosi przy sobie patelnie, lub gwoździe. Taak, Oblivion to to nie jest. Jak marzy ci się powrót o 25 lat, do czasów drewna tak drewnianego, że aż siekiera grzęźnie, to możesz spróbować.
Mobilek z aspiracjami. No sorry, cała 'gra' to kilkanaście maleńkich mapek (dosłownie, da się je przebiec w 30 sekund lub mniej) i kilka wieżyczek. Element h&s i sklep to taki żarcik - kilka identycznie wyglądających znajdziek, które różnią się od siebie, nieznacznie, głównie cyferkami obrażeń. Zamiast wielu rodzajów budynków obronnych mamy ich kilka, za to z miliardem 'gwiazdek' do ulepszania - oczywiście 'ulepszenia' to głównie ciut większe obrażenia. Bieda panie jak na darmowym mobilku. Całość da się przejśc w jedno popołudnie. Sama rozgrywka schematyczna i nudna - stałe miejsca na wieżyczki i pułapki i stała trasa potworków przez nie. Plus, że grafika i fizyka gry znośna, chociaż też skrajnie prosta - nie da się np. zrzucić z krawędzi. Kogoś może kręcić bieganie z innymi po maleńkiej mapce i nawalanie kilku rodzajów potworków (?), ale oceny tej gry, to świadectwo skrajnego uwiądu gier PC.
Jak ktoś kiedykolwiek grał w Anno, to... gral w Anno:) Przemalowane i inaczej ponazywane budynki i cyk - 'nowa' gra z ceną z kosmosu. Mogło by to być DLC do dowolnego 'Anno'. Jak ktoś lubi, to wie jak się gra (nic nie zmienili w mechanikach), choć moim zdaniem mechanika stałych 'qestów' odbiera regrywalność, a niepotrzebne rozbicie gry na dwa światy (tutaj Albion) wprowadza haos. Grafika nie zmieniła się od 6ściu lat. Dla fanów rzymskich klimatów, dla każdego innego - można pograć w dowolne inne Anno, np. 1800, bo to dokładnie to samo.
OMG, jeśli nie czytanie ze zrozumieniem, to posłuchaj:
https://youtu.be/R-PT8HvJh-c?si=4kDdLiXJsDjth44O&t=2890
Lol. Nie ma w tradycyjnym rozumieniu - ty nie możesz nawiązywac żadnych relacji z nikim. Są natomiast NPCe który opowiadają o swoich i tu jest wylacznie tęczowo. Gra bardzo traci na tym, że postacie sa bezplciowe. Kobiety to faceci z piersiami, faceci sa zniewieściali. W grze gdzie trzeba się przedzierać przez ściany tekstu i godziny dialogow niszczy to klimat i odcina od jakichkolwiek emocji. Gra jest za to sadystycznie brutalna, a po calym świecie leżą zmasakrowane ciała, które zastępuja skrzynki z lootem - niektóre lokalizacje wrecz toną w flakach, oderwanych konczynach i krwi. Taka 'poprawność polityczna' w wynaturzonej zachodniej wersji. A szkoda, bo gra jest naprawdę napracowana w szczegółach i wyborach,a przez głupie agendy zamienia się w bezmyślną jatkę.
Ma też głupi system levelowania, gdzie postać, ktora otwiera drzwi nie bedzie przez całą grę zdolna otwierać skrzynek, a ta która ma wysoka retorykę nie zrobi żadnego z poprzednich. Wkurza.
I durne umiejętności skradania - na plaster jest w grze taka umiejetność i przypisane do niej perki, kiedy nie ma żadnej nie zabojczej broni i idziemy i mordujemy masowo. Nie ma to zadnego sensu.
Ogólnie gra jest duża, napracowana, zalana powiazanymi questami i wyborami, a do tego nudna, 'wykastrowana', bezpłciowa, średnia graficznie i poprawna politycznie.
Także się zastanów czy dla ciebie warta kasy.
Qrcze po co ja pisze. W grze są 2 romanse. Nie nasze tylko w fabule gry. Co za cep się kłóci z kimś kto grał? Index jest paskudna. Kropka. I nie można jej zakryć hełmem. Gra jest sfeminizowana i odarta z podziału na płcie i człowieczeństwa. Kropka. Feminatywy w najbardziej absurdalnych odmianach wylewają się z ekranu w polskiej wersji. Kropka.
https://www.polygon.com/outer-worlds-2-inez-graft-choice-crabble-claw-raptidon-fin/
Nie no, piękna postać:) Nie, jak pisałem nie wszystkie szpetne. Ale są.
Odklejenie bo mam coś do gry RPG w świecie gosciń, strożek, szeregówek, swiadkiń i, za przeproszeniem, kuratywistek to mi nawet nie brzmi jak obelga:). Psuje to obdbiór i tak przecietnej gry i już.

No to mi zaimponowałeś. Dla kogoś to może być istotne przy wydaniu sporej ilości pieniędzy, że gra RPG odbywa sie w żenskim akademiku (tak 2/3 NPC to baby) z fantazji feministki. To spójrz jeszcze na piekną twarz swojej głównej towarzyszki i leć kupować:)
A nie odinstaluję, bo się fajnie szczela i jest trochę wyborów i chce zobaczyć jak się skończy.

Gadaj zdrów. Bo w 1901 nie było głupich ludzi na świecie:) Podobnie próbowali zrobić komuniści w latach 70' ze swoim 'zwisem męskim,' i 'podgardlem dziecięcym'. Ufam, że i dziś się nie uda. Usprawiedliwianie wtłaczania na siłę nowych słów do języka w imię ideologii i poprawności politycznej 'ewolucją języka' to też jest oznaka problemów z logicznym myśleniem. A na screenie masz jeszcze jedno cudowne tłumaczenie trudnego angielskiego słowa w OW2 - wiedza o języku polskim z tłumacza google, plus 'feminizm jako walka o równość' i mamy co mamy. Żeby jeszcze angielski oryginał gry zawierał takie koszmarki, ale nie. Do tłumaczenia OW2 zatrudniono jakieś dzieciaki po 'studiach gender' i dostajemy tłumaczenie, które uderza w produkt, śmieszy i zniesmacza.
Ewolucja: proces powolnego i naturalnego przeobrażania z form prostszych na złożone.
Nowomowa: sztuczny, propagandowy język, który służy do manipulowania społeczeństwem i ideologicznego narzucania systemu wartości.
Tłumaczenie 'she's a witness ' na 'świadkini' to jest szarganie języka. A pisanie w polskim 'stróżka' na kobietę stróża to już niedowład umysłowy.
OW2 w skrócie w wersji PL: raz świadkini z szeregówką chciały ubić stróżkę, lecz spotkały matriarchinię i kopnęły w puszkę.
To naprawdę przykre kiedy gra niby jest po Polsku, ale nie ogarniasz co jest napisane.
Aha, jeżeli to komuś robi, to w tym swiecie są szeregówki (zamiast szeregowego) i inne cudowne feminatywy w obfitości. Kobiety to 2/3 świata, towarzyszka ma na oko co najmniej cukrzycę typu 2 i jest tak brzydka, że wstyd ją brać do ekipy. Ale trafiają się i ładne twarze. Tkakże jeśli DEI kogoś boli to niech uważa.
To napiszę obszerniej:
Gra to jest klon jedynki (ta sama muzyka, grafika, mechanika, roboty, potworki itd.). Gra zrobiona wg. idei: zaróbmy na tym samym raz jeszcze. Taki duży DLC jak ktoś woli. 'Feeling' gry jest dokladnie taki sam, tylko gameplay został rozwleczony po większym, pustym obszarze. Jeśli tego oczekujesz, to świetnie, szykuj 300zł (jak pisalem, można za tyleż kupić już grywalną wersje PC premium preorder np. na Loaded i grać już dziś).
Dialogi, teksty i NPCe:
Gra jest zrobiona bez wielkiego polotu. Atakują nas ściany tekstu, ktore szybko przestaje sie czytać, bo absolutnie nic nie wnoszą do rozgrywki - ChatGPT, wygeneruj mi kolejny głupi tekst o złej korporacji. Podobnie rozwleczone są dialogi z patrzącymi na nas nieruchomo postaciami (a'la Starfield). Aktorzy głosowi czasem dają radę, ale częściej brzmią jak generator AI. Postacie nie są one ani emocjonalne, ani porywające, raczej podają grafomańskie ekspozycje i powtarzanie 10 razy tego samego ('musimy to zrobić', 'naprawdę musimy to zrobić', 'czy wspominalem już że naprawdę musimy to zrobić?', 'aha, jakbyś zapomniał: musimy to koniecznie zrobić', 'a teraz posłuchaj o kolejnym argumencie, czemu musimy to zrobić...' AAARGHH!). Całe szczęście, że dialogi da się przyspieszać, co robimy już od pierwszych chwil - nie świadczy to zbyt dobrze o grze. NPCe są moim zdaniem gorsi i mniej ciekawi niz w jedynce. Są... generyczni. Zlecają nam coś, ale w większości trudno znaleźc w tym jakieś emocje, poza nabijaniem statystyk za questy.
Świat:
Świat OW2 jest po prostu pusty. Imponujace tla i przestrzenie to dekoracje, po których nie warto przesadnie myszkować. Małe lokalizacje są lepiej wypelnione i da się znaleźć czasem jakąś amunicje za skrzynką, ale przestrzenie miedzy nimi to nicość. Tak, znowu trauma ze Starfielda. Po co rozwleczono świat gry skoro nie wypełniono go nawet wałesającymi się potworkami? Bo tak.
Aha - najbardziej bezsensowny kreator postaci na świecie. Dobierz kolor oczu i piegi postaci, której nie zobaczysz, ani nie usłyszysz przez całą grę. No brawo za pomysł, brawo. Granie z wiodoku TPP to jak granie tak w Skyrima z celowaniem bronią palną - pominę milczeniem.
Gameplay:
To jest strzelanka, z elementami RPG. Chodzimy i mordujemy. Czasami można się skradac i nie mordować (zwłaszcza w trybie eksploracji, gdzie wrogowie nie widza nas, chyba ze kopniemy ich w tyłek). Strzela sie do gąbek na pociski. Facet przyjmuje 4 serie z dzialka maszynowego i bez żadnego widocznego efektu biegnie nadal na nas z okrzykiem. Dopiero po zestruganiu mu punktow życia nagle pada. Także tego... Starfield? O jakichkolwiek zaawansowanych interakcjach z otoczeniem, np. reakcji na strzelanie nad głową ludzi w mieście zapomnijcie - nie ten poziom abstrakcji. Idziemy za questami od punktu A do B i nie warto po drodze ani zwiedzać, ani szukać interakcji.
Ekwipunek uproszczony do maksimum, 3 (trzy) elementy - hełm, zbroja i pukawka. Tyle zabawy.
Co daje przyjemność, to wybory w trakcie rozmów, wpływające na dodatkowe opcje dialogowe - choć te wcale nie są oczywiste. Np. wybranie jednej z 4 opcji odpowiedzi sprawia, że ktoś nas bardziej polubi - ale która to będzie odpowiedź, to już czasem los. Dobrze, że jest szybki zapis.
Grafika i wydajność:
Grafika to kopia jedynki z jakimiś kombinacjami ze światłem. Tyle. Włączenie RT powoduje dziwne artefakty (grube 'cyfrowe' ziarno w cieniach), więc gram bez. Może poprawią? Na 4080 i 9800x3d w 3440x1440 przy ustawieniach wszystkiego na max i DLSS jakość, żadnych spadków klatek nie zauważyłem (nie liczę ile - jest plynnie, na pewno 80+).
Ogólne wrażenia:
Jeśli lubiłeś jedynkę, to przejdziesz i dwójkę. Dostaniesz więcej tego samego w lekko odświeżonej wersji. Główny wątek jest na tyle zajmujący, że trzyma przy grze. Niestety drętwość NPCów i pustość świata sprawia, że to gra przeciętna i wtórna. Nie oferuje absolutnie nic, poza dopisaną do jedynki historią - nie to, żeby to była fabularna kontynuacja. Po prostu zestaw innych misji w tym samym świecie, otoczeniu i gameplayu, z tą samą muzyką i dźwiękami w tle. I naturalnie zniknęła tu oryginalność humoru jedynki. Tak tak, korporacje głupie i złe, wszedzie slogany. Ile razy można wałkować ten sam żart, świat i klimat? Dwójka zajeżdża go i to na śmierc.
Aha marudy - jak tak strasznie chcecie, to grę se możecie kupić już i grać taniej (choć nadal za drogo) np. na Loaded. Tylko trzeba tylko wybrać płatność nie z PL a np z USA, żeby nie płacic 23% więcej. I można grać przez MSStore za 300zł w wersji premium.
Taak, bo nie mam gry od 2 dni bo nie można jej od piątku kupić na Steamie za 4 stówki:). Może jakieś konkrety, zamiast fochów? Chcecie to kupcie sami. Ja nie polecam. Mi jedynka podeszła. A w dwójka to jedynka bez klimatu, rozwodniona i rozdmuchana.
Nuda z przebłyskami. Największymi wadami są nuda, wtórnośc i nieczytelność. Ta gra to potwor Frankensteina pozszywany z kilku trupow wyciągniętych z grobu lepszych czasów - kompletny brak polotu, gra zrobiona żeby wyciągnąć kasę. Gra machanicznie ma vibe NewVegas, tylko bez klimatu. Paskudny i nieczytelny interfejs. Grafika sprzed 10 lat. Muzyka i potworki to recykling z jedynki. Dialogi z ChataGPT. Swiat jest pusty. Nie ma tego 'czegoś' z jedynki. Ehh.. Chcialoby się wsiąknąć w ten świat, ale naprawde nie bardzo jest w co. Zaczyna sie ciekawie, ale szybko grzęźnie i nie chce się łazić dalej - niestety wspomnienia ze Starfielda wracają. Taki looter-siuter z elementami RPG. I wywala sie czasem do pulpitu.
I 3 stowki za to (więcej jak jesteś głupi i nie chcesz poczekac...) i to w erliakces, to jest przykry żart.
Nie ma to jak żerując na nostalgii, odwalać pikselową hałturę. Filmiki? OK. Ale jednostki z kilku pikseli to lenistwo. Jeszcze do tego CRTek i Riva 128 w komplecie, żeby miec 'full ekspiriens'.
Meh. Gra jest ładna w pierwszym kontakcie i to na tyle dobrego. Głupi poziom trudności - AI po prostu robi wszystko na raz i zalewa falą jednostek. Jednostki to gąbki na pociski. Piechota biega po 5ciu trafieniach z czołgu. Mhm. Teren nie interantywny poza mostami które znikają i pojawiają się co chwilę (panowie inżynieży:)). Budynków mało i mało skuteczne, zwłaszcza obronne, a komputer z finezją młotka zalewa nas falami mięsa armatniego. Ogólnie mobilek by z tego był co najwyżej. Żadnej nie ma w tym strategii, tylko durna, szybka sieka, z popsutym poziomem trudności. Obok Red Alerta, TotalAnnichilation, KKND czy nawet Dune 2000 to nawet nie leżało.
To proste. Gracze są uzależnieni. Przez inwestycje w sprzęt, przez uzależnienie behawioralne i sentymenty. Dlatego kupują wszystko i w każdej ilości. Do tego dochodzi łatwość internetowych transakcji (nikt by nie poszedl do sklepu po nosnik z E.A.). No i element społeczności internetowej, gdzie można zaistnieć przez wczesniejszy dostęp do czegoś, czego nie mają inni.
E.A. jest de facto wersją demonstacyjną gry, a nawet gorzej, bo niedopracowaną, którą ludzie kupują z powodów wymienionych wcześniej. Oczywiście ani korpo, ani gracze nie przyznają sie do tego, ale z wymienionych powodów doszło do tego, że znaleźli by sie nawet klienci gotowi zapłacić za dostęp do obejrzenia gameplaya oczekiwanej gry.
Wtórność. Nędzna grafika. Co najgorsze brak jakiegokolwiek celu i sensu gry. Ale za to: WŁADCA PIERŚCIENI! To kupią, nie?
Czyżby dotarło do nich, że to ochydztwo w roli protagonisty to zły pomysł? Może, może.
Nie.
Dla mnie grafika w tej grze jest zbyt 'symboliczna' bym miał w nią inwestować czas. Chyba że na smartfonie, ale tam cokolwiek bardziej skomplikowanego od 'Węża' to abominacja.
Rzekłem.
Jedynkę przeszedłem. Gameplay dwójki wygląda... dokładnie tak samo, albo nawet gorzej, bo postać zamiast poruszać się realistycznie nabrała 'komputerowego', platformówkowego charakeru. No i jedynka nudziła. Oj nudziła i w Chinach już się nie chciało dalej grać. Owszem, była fajna jak na tamte czasy fizyka postaci (czy ją zachowają?) i oryginalny klimat. Dwójka wyraźnie jedzie na tym samym pomyśle. Ale co będzie miała ciekawszego? Ładniejsze światełka? Bardziej 'kreskówkową' grafikę? Jak nie położą tego technicznie, to będzie średniak do przejścia na raz.
Liniowa (podobno do bólu) gierka na 10 godzin zabawy. No to tak jakby... bez sensu. Siłą Comandosów, albo Desperadosów było kilka sposobów na 'zajście sytuacji z różnych stron'. Tu chyba mamy po prostu przejśc 'tunel' wykonując skrypt. I brak napisów PL. Nie żeby fabuła była wielką zaletą tego typu gier, ale to gwóźdź do trumny decyzji zakupowej.
Dzięki. To chyba odpuszczę. Co poeta miał na myśli nie rozumiem, bo nie biorę fentanylu;) a jak nie ma zmagania z noszeniem, to jedyny sens gry zniknął.
Jak wyjdzie kiedyś zapatchowana na PC i w promocji, to się zobaczy.
Pytanie do kogoś, kto grał: Czy da się grać? Tzn, czy w grze chodzi o noszenie, łączenie i budowanie (jak w jedynce, która dzięki temu wciągała), okraszone niestrawną schizą Kojimy, CZY może jest to już tylko schiza Kojimy, z nieciekawym i nie wymagającym gameplayem?
I czy proporcja schizy do gameplayu jest zjadliwa?
Multi? Nie chciało się robić historii, klimaciku i progresu dla singla? No to sorry, kaski nie będzie.
Pomysł był dobry, ale 'za dużo pary poszło w gwizdek'.
Gra ma jedna ogromną wadę: nudę.
Chciano złapać 10 srok za ogon i zrobić 'This War of Mine' w 3D, dodając elementy z Satisfactory i mieszając to z epicką przygodą, a to wszystko przy skromnym budżecie. No i wyszło... meh. Nic w tej grze nie wciąga, ani eksploracja, ani zarządzanie, ani przygoda - bo gra ma wszystko i wszystko jest niedorobione. I nie wiadomo w co w końcu gramy. W strategię? Są o wiele lepsze i bardziej rozbudowane. W SIMa pokroju Satisfactory? Wygląda przy nim nędznie. W survival? Gdzie temu do Subnautica. W OpenWorldRPG? Serio? Ciężkiego klimatu i tematu z TWOM tez nie ma.
Czemu nie dopracowali jednego konkretnego aspektu gry? Mam odpowiedź: to jest gra konsolowa (tak, nie znoszę konsol), czyli rozbudowany 'mobilek'. A tam wystarczy, że do biegania padem doda się jakieś elementy budowania i zarządzania i konsolowa gawiedź zachwycona, że da się w coś padem grać leżąc przed TV. Sorry, ale nie.
Alters to gra średnia we wszystkim co próbuje naśladować i - jak to się skończyć musiało - dobra w niczym. Dobrze, że cena nie odstrasza. Raz można przejść, ale wracać do tego raczej nikt nie będzie.
Jak świat będzie stał kiedy to wyjdzie załatane na PC, a Weemod będzie mial pełen zestaw tricków, to może kilka wieczorów pęknie.
Póki co, miłego lata.
Uhuhu, nowa MAPA. W tym tempie z 2 lata bedzie miała to co 5tka. I w bonusie nadal z rozwalonym klimatem, sensem i pomysłem na grę.
Mhnm, jak wspaniale ludziom działają dziś mózgi. Ma swoje zdanie = troll:) Mam za sobą więcej komputerów i gier niż niejeden zjadł kotletów. I mam swoje preferencje. Nie nie lubię konsolówek, a to jest jedna z nich. Gra która ma skąpy gameplay, a jednym z jego głównych elementów jest wciskanie przycisku na padzie w odpowiednim momencie, jest u mnie skreślona. Tym bardziej, że historię pisał ktoś po ciężkich narkotykach - i nie ma ona sensu i konsekwencji tak bardzo, że z gry nie pozostaje dla mnie nic. Nie ochodzą mnie postacie, nie ochodzi mnie fabuła, nie bawi mnie gameplay. Więc nie, nie polecam. A że ktoś sika po nogach, bo wyszło coś co nie jest 10tym remakiem i ktoś przy tworzeniu przyłożył się do strony artystycznej? No cóż, takie czasy. W dobrych czasach byłby to niszowo gatunkowy średniaczek.
Wyrażę sie jaśniej: ta 'gra' to interaktywny film polagajacy na zaliczaniu stacjonarnych arenek przerywanych cut-scenkami. Nic wiecej.
I to wszystko w najgorszym konsolowym wydaniu.
To żadne 'wielkie przeżycie'. Tylko konsolówka dla kanapowego ziemniaka z padem na kolanach. Wiec nie, nie polecam graczom pctowym.
Jakbym miał ochote na film w tym klimacie, to bym obejrzal jakas mange. Ale w moim wieku już nie przepadam. A takie 'przemyślenia' o życiu to przepraszam, ale zostawie nastolatkom.
Konsolowa nuda.
Shizoidalny świat, gdzie grafika jest tylko plastikową dekoracją, gdzie obejrzysz milion razy te same animacje i dłużące sie, niepomijalne przerywniki, gdzie wyzwanie to wciskanie guziczków na padzie i zmaganie się ze sterowaniem. Liniowy, pusty, zamknięty niewidzialnymi ścianami plastikowy świat, który próbuje tanio grać na emocjach.
U PCtowca wywołuje rychłe ziewanie.
Plus za jakąś fabułę.
Kolejny Dyzio Marzyciel, któremu wydaje się, że zrobi drugie Simsy. Kopia to kopia. Wymysl coś oryginalnego. Do tego ugryzł więcej niż może strawić i wypuścił niedorobionego bubla.
Dzięki. Ale co z tego. Gry upadły przez masowość i się nie podniosą. A takie stare pierniki jak ja mogą sobie narzekać, że 'kiedyś to było' i że wychodziły co parę lat oryginalne gry, na grobach których dzisiaj korpo robią setki sequeli i miliardy na dzieciakach, które po prostu nie widzą że gry moga być czymś więcej.
CDP probowal po wiedźminie, ale udusił się masowością. I robi sequele swoich własnych gier.
To jest nadal Oblivion. Drewniany, z pustymi miastami, drewnianą walką, zbrojami gnącymi się w ruchu jak koszule, antycznymi systemami i inwentarzem rodem z lat 90tych. Pokolorowany. To malowany trup. Za 250zl.
To byla dobra gra. Wiele lat temu. To, że opłacało się go odmalować i sprzedawać w cenie nowej gry to wymowne i tragiczne świadectwo opłakanego stanu tej branży.
Tak, nadal jest lepszy od Starfielda.
P.s. z niewyjaśnionych powodów do deweloperów gamingu nie jest w stanie przebić się prawda o tym, że narzędzia do tworzenia dobrych gier istnieją już od co najmniej dekady. I nic już nie trzeba poprawić w technologii. Tylko trzeba tworzyć ciekawe historie i umieć je opowiedzieć za pomocą znanych od lat narzędzi.
Amerykańscy naukowcy potwierdzają: gracze, bez względu na to ile razy wydyma ich firma, będą dalej kupować jej produkty, nawet malowane trupy sprzedawane kolejny raz po 200zl. Dobranoc.
Jakie aktywności homo sapiens są lepsze od tej gry (i gier tego typu): spacer, patrzenie w niebo, puszczanie baniek, zbijanie baków, spanie, plucie i łapanie.
Gra niczego nie uczy, nie ma sensu, emocji, celu. Gracz zamienia się w bezmyślne zombie (może o to chodzi?), mózg wchodzi w stan zawieszenia i tracimy godziny na klikaniu by postać połaziła po świecie gry po czym zginęła. I od nowa.
Absolutnie każda aktywność człowieka jest lepsza niż survivale, ale ten przebija sufit absurdu.
Co najgorsze, gra nie daje absolutnie żadnej satysfakcji z czegokolwiek, bo nic w niej nie osiągamy. Nasza niema postać, w pustym świecie, z grafiką z lat 90tych spędza czas równie celowo, co babcia oglądająca wiadomości 'by wiedzieć co się dzieje na świecie:)
Troll, czy ironia z tymi 40fps i całą resztą zachwytów:)?
Zapomniałem jeszcze dodać wcześniej o irytującej infantylności postaci. Jakby się przebywało w gronie przedszkolaków na psychotropach.
No to trochę pograne i... krótko: ta gra należy do konsol i tam powinna pozostać.
Plusy: ładna grafika, jest jakaś fabuła, jest pewien klimat/styl graficzny produkcji Capcom. I... tyle.
Minusy: dla PCtowego gracza, wszystko poza powyższymi.
Gameplay i sterowanie to padowy koszmarek, dla kanapowych ziemniaków z padem na kolanach. Niby 'owarty świat' ale nie ma żadnego 'wyczucia' świata i kontroli nad postacią, jest za to wciskanie przypadkowych sekwencji klawiszy. Czyli zamiast wyzwań zręcznościowych i kreatywności która kochają PCtowcy od lat 90tych, jest zmaganie ze sterowaniem grą. Tak, tu głównym wyzwaniem gameplayu są 'wyzwania' z konsoli, czyli wciśnij kombinację kiedy gra ci każe. Postać robi co chce ze skryptu, a ty masz wciskać sekwencje. Taka rozgrywka.
Postać nie skacze (!) jest przyklejona do podłogi, za to fruwa kiedy odpala się skrypt. Także tego...
Już od pierwszych scen wita nas rasowo i płciowo inkluzywne towarzystwo. Kreator postaci z jednej strony pozwala regulować gęstość rzęs i kolor każdego oka z osobna, ale wszystko od szyi w dół jest nieruszalne. Facepalm. Oczywiście kobieta z brodą, czy facet z cyckami (nie za dużymi, bo regulacji, jak pisałem nie ma) dostępne. Także tego...
Gra śmiga płynnie na 4080, jak na razie bez błędów. Podobno są problemy na kartach AMD, ale nie testowałem.
Liniowa, tunelowa, ładna gra, która należy do swoich (niestety) czasów i konsoli.
Fajna reklama. A że tańsza wersja bez 'plus' to to samo to info brak.
Ale RGB to wymóg dla 'gamingu':)
Poronionymi pomysłem jest zwężenie lewego kliku i umieszczenie obok dwóch dodatkowych przycisków.
Poza tym mysz jest mała na moje średnie dlonie i 'wklęsła' na przyciskach więc wcale nie jest szczytem komfortu dla kogoś kto nie jest kobietą lub azjatą, zwłaszcza w tej absurdalnej cenie.
Nie załamuj się;) MASA rynku powoduje, że twórcy i tak swoje zarobią. Nawet na takim koszmarku, który byłby podrzędną strategią klasy B, gdyby nie wyszedł pod szyldem znanej marki.
Boli to, że to nie ma nic wspólnego, poza nazwą, z Cywilizacją. Ale na otarcie łez jest 5tka - i złotówki więcej nie zobaczą ode mnie, chyba, że rzeczywiście wyjdzie kolejna Cywilizacja - z jedną Cywilizacją (facepalm), małymi miastami na dużej mapie, realną strategią ustawienia jednostek, znaczącą siecią dróg i klimatem.:) Wtedy zapłacę każdą rozsądną cenę.
Przepraszam, ale cytując klasyka (z czasów gdy Cywilizacja była Cywilizacją), chyba masz grypę.
Chyba że jesteś bootem, to wybaczam. W Civ grałem jeszcze w latach 90' a to... coś, co powinno być mobilkiem na Andorida za 5zł to jest abominacja. Takie 'nowości' to są 20ste popłuczyny po innych grach, które ktoś próbuje pokleić na ślinę i sprzedać pod szyldem znanej marki. To powinno być karalne.
Zadziwiająco przyjemna, old-scholowa casualowa arkadówka:) Model jazdy jest taki w sam raz na klawiaturę, progres jasny i przejrzysty, żadnych niepotrzebnych śmieci na ekranie, mikropłatności czy innego barachła. Jeździ się po mieście, miga światłami i ściga z kim się chce. Zarabia się kaskę ulepsza samochodziki. Grafika jest OK, światełka ładnie się odbijają, nic w oczy nie gryzie. Prowadzenie i modele infantylne, ale klimat i muzyka są.
Takie gry powinno się promować, zamiast rozdmuchanych koszmarków z setkami milionów budżetu. Cena trochę za wysoka. Jakby kosztowała 50zł to do polecenia.
- Brak możliwości grania jedną cywilizacją (to był sens tej serii). Multikulti na full, bez sensu i klimatu, ale po linii.
- co erę resetują się wojska, miasta, państwa miasta (znikają). Żart
- na mapie naćkane, wszystko obok siebie. Brak powiadomień o ataku na twoje jednostki. 'Miasta' zajmują całe mapy. To jest Tower builder na ciasnej mapie, a nie Cywilizacja. Facepalm.
- wprowadzono wymuszone questy (żeby się dzieciaczki nie nudziły), więc nie można się rozwijać dowolnie, co znaczy, że:
- wprowadzono schematyczność zamiast dowolności rozwoju
- nie ma barbarzyńców, tylko 'pastwa miasta' uproszone na maksimum (możesz przejąć kontrolę i nic więcej, nikt inny już nie może)
- wygląd mobilka, zero klimatu
- beznadziejne AI
- bug buga buiem pogania
I cena z kosmosu. Gaming AD2025. Koszmar.
P.S. To nie jest Cywilizacja tylko misz masz Humankind, Old World, Endless Legend. Cywilizacja jako seria, którą kochałem od lat 90' oficjalnie umarła.
Aha - nie wspomniałem, że w skradance nie da się nawet zamykać za sobą drzwi, bo są oskryptowane? Ludzie, to już gry z lat 90tych miały taką mechanikę.
Wolfier -> Chodziło mi o patch tracing. W 3400x1400 gra chodzi przyzwoicie na najwyższych ustawieniach. Przy włączeniu minimalnego patch tracingu z najwyższym DLSS i generatorem klatek staje się niegrywalna (i9, 32GB RAM). Coś jest ewidentnie skopsane.
Aha. Nie wspomniałem, że w grze nie da się np. chować pod stołem (podstawowa mechanika w Dishonored), podciąć kogoś z biegu itp itd. Po prostu gra nie ma tego 'czegoś', jest plastikowa, nie immersyjna. Jak zwykle narobiono się nad grafiką, a zapomniano o gampelayu. I jest mi bardzo bardzo przykro, że gry poszły w tym kierunku.
Oho, ile krytyki:)
Owszem, odszczekuję nieco w/s 'dizajnu' poziomów. Nawet nawet ktoś się napracował. ALE NIE ZMIENIAM ZDANIA O GRZE.
- przeciwnicy w połączeniu z projektem poziomów są tak głupi, że przez każdą 'blokadę' można po prostu przebiec, schować się za rogiem i poczekać, aż sobie pójdą. Co za immersja...
- gra nie ma smaczków. W Dishonored dało się np. gasić świece. O takim poziomie immersji w grze a.d. 2024 można zapomnieć.
- rozwój postaci jest absurdalny (zbieramy kasę i wydajemy żeby przeczytać posiadane książki. Że co?
- gra jest liniowa do bólu. Nie ma co eksplorować mapy, bo i tak musimy odwiedzić każdy kawałem i musimy popylać w tą i z powrotem po całej mapie, a przeciwnicy się respawnują po cut-scenkach. Facepalm.
- cut scenki są głupie. Na podłodze leży 5 ciał, pojawia się cut-scenka gdzie ktoś wchodzi i uważnie się rozgląda, oczywiście ciała znikają. Kończy się scenka, ciała się pojawiają. Immersja cud miód.
- o RT na 4070 super na 2k+ można zapomnieć nawet z DLSS, ale bez RT chodzi nawet płynnie na ultra
Gra jest wtórna, przeciętna, mało ciekawa. Gdyby ją wypuściło jakieś indy-studio można by jej to wybaczyć. Bethjesdzie i Lucasfim - nie.
Gra z gatunku który nazywam: filmowa opowieść o tunelach. Ta gra to niestety
kolejne świadectwo wsteczności i uwiądu przemysłu gier wideo.
Ktoś kto porównał to do serii Dishonored, chyba miał wylew. Owszem, jest to skradanka/mordobicie z elementami zbieractwa świecących przedmiotów, ale na tym podobieństwa się kończą. Tutaj zamiast zaprojektowanych ciekawie i z możliwością wielu ścieżek zamkniętych poziomów mamy niewidzialne ściany, tunel i konsolowe 'wyzwania' (wciśnij klawisz żeby...). Gameplay to sterowanie 'szczurem' w ładnym tunelu. I zajechany już na śmierć motyw walki ze złymi nazistami.
Z plusów: klimat, muzyka, aktorzy.
Z minusów: przeciwnicy o inteligencji strachów na wróble, drętwe animacje, nudny gameplay nie zachęcający do eksploracji. Brak dowolnego zapisu nieco przeszkadza, ale przy tak liniowej i 'tunelowej; rozgrywce nie niszczy rozgrywki.
Gra nie ma tego 'czegoś' co miał DeusEx, czy Dishonored. Niestety jest pod każdym względem (poza grafiką) gorsza od wspomnianych.
Jak chcesz poczuć namiastkę skradanki, to można kupić na wyprzedaży. Jak chcesz zobaczyć jak wygląda prawdziwa skradanka to odpal sobie gry sprzed 10 lat, które były robione dla graczy, a nie żeby sprzedać ładną fasadkę, pod którą jest tylko plastik i brak jakiejkolwiek kreatywności.
Taaak, sprostać oczekiwaniom, żeby pisarstwo było powyżej poziomu 12 latki, to naprawdę niemożliwe wyzwanie. I żeby gracz miał wybór, a nie był ograniczony zwyrodniałą agendą. Też nieprawdopodobne. I żeby grafika nie była była mniej klimatyczna niż w grze sprzed 15 lat. Zupełnie nie do zrobienia. Po prostu nieosiągalne cele, wystawiane przez roszczeniowych i oderwanych od rzeczywistości graczy.
Silvver - tak. Jak się kupuje grę o strzelaniu, to też chodzi o to by było tam coś więcej niż strzelanie. Jak o jeżdżeniu... etc. FPS jest dobry bo widzisz karabin? A RPG bo możesz wziąć miecz?
Braku celu, tempa, klimatu i emocji nie można wybaczyć żadnej grze, a zwłaszcza takiej, która wymaga mnóstwa godzin.
To żadna gra tylko 'erliakces' czyli zabugowana beta, która nie wiadomo kiedy i czy stanie się grą.
KUPUJTA KUPUJTA (stare). A jak wyjdą nowe to znowu: KPUJTA KUPUJTA:)
Tylko grać nie ma na tym w co droga NVIDIO. Civkę to ja se odpalę na ziemniaku. A żeby zobaczyć kolorowe cieplutkie kupy pokroju Veil Guarda to wystarczy YouTube.
PRAWIE racja. Mamy nadprodukcję, owszem, ale ciepłej i mięciutkiej kupy.
Tytuliki będące w najlepszym razie 10tą wodą po kisielu po jakiejś dobrej produkcji nie sprzedadzą się, bo za jedyną mechanikę mają marnowanie czasu, a za jedyne emocje farmienie czy mechaniczną przemoc.
Update: jest gorzej niż myślałem.
Gra ma zwalone podstawowe mechaniki, co wysysa z niej cały (i tak już niewielki) fun. Chodzi o:
1) Absurdalne lenistwo i niezaradność mieszkańców wioski. Przykład: Chcesz mieć podstawową rzecz, rybaka w wiosce, żeby ci z głodu towarzystwo nie zdechło:
- rybak (jeden pracownik) potrzebuje sieci (bez tego nic nie robi)
- sieci wytwarza sieciarz (drugi pracownik), który potrzebuje lin (bez materiałów na nie nic nie robi)
- żeby stworzyć linę musisz zbierać i suszyć trzciny (kolejni pracownicy)
Jeżeli w tym łańcuchu cokolwiek zawiedzie, ludzie stojąc całe dnie i patrzą w niebo i w końcu zdychają z głodu.
2) Przedmioty, jak wspomniane sieci, czy kilofy, których wytworzenie wymaga absurdalnie rozciągniętych łańcuchów dostaw i farmienia, zużywają się w oczach. Chcąc walczyć dzidą potrzebujesz dosłownie fabryki dzid, a jeżeli pracownik który robi coś tam do czegoś tam, potrzebnego żeby ten na końcu produkcji nie bimbał cały dzień, czegoś nie doniesie to cały system leży, a twoi poddani radośnie patrzą w niebo całe dnie, aż stojąc nie zdechną z głodu.
Grę można by przechodzić samemu, ale niestety kolejne 'cele' wymagają rozbudowywania wioski i utrzymywania przy życiu wieśniaków, których zaradność i inteligencja są na poziomie ciężko kalekiej małpy.
AAAAAAAA! Może by to przeszło w jakimś izometrycznym sucharze, ale w perspektywie 3ciej osoby z mało czytelnymi menu takie koszmarki logistyczne dobijają grę.
Gra mogłaby zadziałać, gdyby nie połączono naszych wioskowych imbecyli łańcuchem zależności - np. stawiasz rybaka=masz ryby. W obecnej formie użeranie się z nimi jest dobijające.
Sprawdziłem i... to kolejna gra-praca. Mozolne i żmudne farmienie by odblokować domki, zbieranie drewna i kamyczków jako gameplay i cel gry, szybsze zbieranie patyków i kamyczków.
Jest fabuła, to na ogromny plus, ale powolność i mozolność gry-pracy stawia ją w szeregu z podobnymi produkcjami, gdzie zamiast pracować nad emocjonującym i wartościowym przeżyciem dla gracza, wikła się go w drugą pracę przed ekranem. No cóż, jeśli komuś nie szkoda życia, to można pracować. Tylko satysfakcja niewielka i wypłata żadna.
'Do tego trzeba mieć najsilniejszy procesor graficzny - wyobraźnię':)) Proponuję wrócić do tekstówek. Nie no, serio, może by i pograł, ale bez żartów z tym wpatrywaniem się w kilka pikseli przez kilkadziesiąt godzin. Jest jakaś granica immersyjności wizualnej strony takiej gry.
Oj tam, marudzisz. Ale WYGLĄDA. A wygląda=sprzeda się. A Sprzeda się=mamy dobry model produkcji, robim dalej:)
Gameplayowo 3/10 - gra z gatunku który nazywam ładnym tunelem. Można postawić popielniczkę na 'W' i oglądać. Nic nie jest interaktywne, postać przesuwa się tylko w liniowym tunelu i czasem trzeba jakiś klawisz wcisnąć. Dialogi odpalają się same. Po co w ogóle robić z tego 'grę' jak można by zrobić animację?
Historia - 1/10 - po prostu jeden wielki facepalm. Silne i niezależne kobiety w średniowieczu, zła religia i heroina walcząca z białym męskim uciskiem. Trzeba dodawać coś więcej?
Graficznie 8/10 - bardzo ładne tła do tuneli. Ktoś naprawdę przysiadł i się postarał. To jedyny atut tej gry i dla niego można sobie pooglądać ten interaktywny (powiedzmy) film.
Dźwiękowo 7/10 - nawet spoko aktorzy i znośne dźwięki otoczenia.
Gdyby ktoś tworzący ją użył mózgu i przekierował wysiłek z pieszczenia graficzki na mniej krindżową historię i jakiś realny gameplay (nie mówię o poziomie Dishonored, ale żeby gracz o czymkolwiek decydował - droga do celu, jakieś opcje dialogowe, sekrety, ubiór...) to mogłoby nawet być przyjemnie. Tak to interaktywny film o womans power, nudny do mdłości.
Paprykarz - No i fajnie. Ja pracę to mam na co dzień. Gry wolę jako przeżycia emocjonalne i przygody.
Niewielki remaster graficzny, niewarty dopłacania jeśli masz oryginał.
Gra jest konsolową kolorową nawalanką o treści głębokości kałuży (choć i tak lepiej, bo druga cześć ma głębokość łyżeczki), więc jeśli jeszcze nie grałeś, to można spojrzeć, ale bez szału.
No bądźmy poważni. To nie jest gra ani na 10, ani na 0. Gameplayowo to 6/10 - przejścia po arenkach i nudna i powtarzalna nawalanka.
Klimat i dialogi to 4/10 - coś na poziomie małych dzieci, infantylna grafika i dialogi rodem z taniego teen-fantasy.
Fakt, że grę stworzył facet, który odciął sobie przyrodzenie i którego seksualne obsesje nie pozwalają mu mówić i tworzyć o niczym innym, to już inna sprawa. Jawna promocja zboczeń i odchyleń seksualnych nie jest dziś prawnie napiętnowana, więc nie można jej oceniać w kategoriach zła/dobra gra. Gra po prostu jest o tym, o czym myśli jej twórca. Jeśli u kogoś to powoduje słuszny odruch wstrętu, to nie kupi, jasna sprawa. Ale chyba twórcy zdają sobie sprawę, że poruszając kontrowersyjny temat, zamykają sobie drogę do rzeszy odbiorców, mających inny niż on pogląd.
P.S. To mój ostatni komentarz na gry-online. Jeśli i to zostanie ocenzurowane, to znaczy ze portal zszedł na psy (dosłownie) i trzeba sobie poszukać innego.
Dla fanów Factorio, 10/10.
Dla zwykłego gracza, może być zbyt skomplikowane. Już pierwsze Factorio było niestrawnym sucharem, wymagającym dziesiątek godzin po prostu na patrzenie jak coś się robi. Tutaj jest gorzej, o wiele gorzej. Miliard biliard opcji, naćkane nieczytelnie pstrych ikonek, setki zależności. Ta gra to praca na pełny etat. I po co? Może kogoś to rajcuje, ale co za dużo to nie zdrowo.
'Space Age' wygląda jak zamodowana przez psycho-fana wersja podstawowa. Mi się nie chce, nie mam czasu, szkoda życia. Tym bardziej, że gra nie rozwija w żaden sposób, nie ma klimatu, tylko polega na lepieniu babek z piasku.
No s... Sherlock!
Temat jest prosty:
1) Gry uzależniają, więc kupuje się je jak nowe dawki, a nie jako warte czegoś produkty (ponad 90% graczy i tak nie kończy gier, chodzi o serotoninowy hype i następna)
BTW. Uzależnia tez sprzęt - zainwestowałeś grube tysiące->będziesz kupował kolorowe kupy, bo już zainwestowałeś w sprzęt
2) Korpo nie są głupie i dają graczom dokładnie to czego chcą (hype i kolejna)
3) Masa niszczy jakość - przy milionach uzależnionych klientów, którzy narzekają ale kupują, trzeba tylko dobrze w marketing i kasa płynie
JAKI jest sens produkowania czegoś wartościowego, skoro gracze z w/w powodów kupią wszystko. Ocena 4/10, gorzkie żale w necie (kolejna kasa z filmów->reklam) korpo mają w ... dopóki kasa płynie. A płynie. Przestańcie kupować badziew, to go nie będą produkować. Ale się nie da, bo gracze to de facto ćpuny.
Obawiam się, że na 4070tisuper poniżej 3 tys. To sobie poczeeeeeekaaaasz:)
Przecieki i rozsądek wskazują, że ceny w przedziale ponizej 5 tys. na razie nie drgną.
Wojna to zło, to brud, syf, kule odrywające kawałki ciała, materia grzęznąca w mięsie, ból i strach, coś, czego nikt nie chce doświadczyć - a mimo to robią z tego rozrywkę i chcą, by dzieci na całym świecie bawiły się w odtwarzanie koszmaru dla zabawy. F... the logic...
Czyli mniej tego co było dobre, więcej tego co przeszkadzało. Czyli gaming lat 20stych!
Schizoidalno-paranoiczno-narkotyczne wizje Kojimy przewijałem waląc w klawiaturę, chcąc zacząć chodzić i łączyć. Jeśli teraz zrobi z gry film, który da się oglądać tylko na fenatylu, to se będzie sam w nią grał.
Kopia Civki, która robi wszystko gorzej. Można się przy tym pewnie bawić, ale dla mnie niestety brak tutaj przejrzystości. Naćkane, nawalone wszystkiego, jednostki nieczytelne, co chwila coś eksploduje confetti jak w mobilku. Gra dla fanów Civki (zwłaszcza starszych) długa, nieprzejrzysta i nurząca.
BO TO TYLKO DURNA GIERKA!!!!
Dokładnie to jest popsute w tej branży. Każda premiera jakieś giercuni jest ogłaszana jak nadejście kosmitów. Podobnie z hardware. Ludzie, to tylko durne zabaweczki do zabicia czasu, które w 15stym roku życia człowieka powinny usuwać się w cień, to robienie pieniędzy na niczym.
Jeśli ktoś zrobi prawdziwą sztukę, to ona sama się obroni i zdobędzie popularność. Kolejna zasmarkana kopia kopii kopii kopii nie powinna nikomu zaprzątać głowy.
Nie.
Grałem jeszcze w jedynkę. To byly emocje. W czwórce klimat wylewal sie z ekranu. Na piątce Civka sie skończyła i tyle.
Ta mobilkowa i infantylna giercunia za 500zl ma tyle wspólnego z Cywilizacją co kozia ... z trąbą. Zero klimatu (co to za postacie? Disney kids?), zero sensu (istotą tej gry byla ciągłość rozwoju i chcąc przyciągnąć dzieci ze zdolnością skupienia jak u muszki owocówki, przez zmiany cywiliacji odebrano jej sens), zero emocji (co ma emocjomować w tej grze jak nie odwzorowanie rozwoju jakiejś cywilizacji? Turóweczka-nawalaneczka znudzi po dwoch partyjkach). Kupujcie kupujcie. Pogracie kilka razy i kupicie coś innego. A klasyki są nieśmiertelne.
Gra bez celu i sensu (kolejna).
Farmienie, zbieranie, patrzenie na domki. Godzina za godziną. I nic więcej. Może w online ma jakiś sens. Jak ktoś strasznie chce, to można włączyć sobie wszystkie opcje, pobudować bazę, popatrzeć, wyłączyć, zapomnieć.
Dla zdrowia psychicznego i z szacunku dla krótkiego życia homo sapiens nie polecam bawić się w odblokowywanie od zera.
JAKI jest sens wypuszczania RPGa w wersji niedorobionej (wczesny dostęp)?
Symulator kuriera w tunelu był nawet do przejścia na raz, ale zarabianie na niedorobionej grze, 'bo przecież erli akces', to świadectwo tego jak nisko upadła klientela gier i jak bardzo jest uzależniona.
"Saves won't be compatible between updates
GreedFall 2's crafting system will not be available during Early Access
Future updates will introduce new regions, new companions, new quests, new skills, and new customization options"
Nazwanie tego 'grą' to pewne nadużycie. To interaktywny film, z dziwną i nielogiczną historią (nic jestem znawcą żadnego uniwersum po którym biegają 'superbohaterowie' w kolorowych gatkach), jednak film dobrze zrealizowany, mocno przegadany, ale mający swoje momenty.
Natomiast gampelay to bieganie w wąskich tunelach od arenki do arenki, od cut-scenki do cut-scenki, zupełnie zbędny i nudny. Lepiej bym się bawił oglądając samą animację, niż użerając się z konsolowym klikaniem.
Taki ożywiony komiks z klikaniem dla dzieci. Ładna muzyczka, kolorowo, błyska się. Fajnie, że jest historia, szkoda że nie ma gry. Widać dostanie jednego i drugiego, to w tych czasach niemożliwość.
Kajzerken - Dzięki. Może jestem staroświecki, ale nie chce wkładać głowy do publicznych toalet w poszukiwaniu wrażeń:)
Zapomniałem jeszcze o 'genialnym' dodatku, który przeszedłem tylko z obowiązku, męcząc się niemiłosiernie na bieganiu w tą i z powrotem, za kolejnymi nielogicznymi skryptami. Bo oto źły biały pan męciący biedne kobietki (i te w realu i nawet jako AI) zaśługuje na klapsia od naszej heroinki. I robi to w zmiksowanym rasowo duecie szturmując symbolicznie siedzibę Holiłud, jako siedlisko patriarchalnego zła... Game, please, stop! No i nasza nieprzystępna i odklejona rudowłosa może się okazać lesbijką. Cóż za wspaniałe ukoronowanie tego kawałka popkulturowego nonsensu.
Sorry, ale grałeś w życiu w ogóle w cokolwiek innego...:)? Obok RPG to nawet nie leżało. Przez całą grę bohaterka nie podejmuje żadnych znaczących wyborów (ani fabularnych, ani gameplayowych). "Gameplay to złoto"? Że jak? Oskryptowanie tej gry wyskoczyło za bandę i walnęło się w łeb o ścianę - dziunia raz wykonuje 20 metrowe skoki, by za sekundę stać bezradnie pod czymś na co wspięłaby się 70letnia babcia. Do tego niewidzialne ściany, zablokowane obszary, niezniszczalne przedmioty (aż skrypt nie zaskoczy), noszenie w tyłku setek ton złomu (a kiedy ma przenieść baterię to nagle stęka). Ta gra jest zrobiona tak leniwie i na odwal się, że aż boli czoło od uderzania widząc kolejne bezsensowne wyzwanie - np. sięgnięcie po coś co leży obok wymaga przejścia idiotycznego i nielogicznego skryptu. "Interfejs ekwipunku, sterowanie super."? O my god... Ty widziałeś kiedyś dobry interfejs w grze (gdzie można by zobaczyć jakie są statystyki i porównania przedmiotów? Pomijając, że całą grę przeszedłem z 3ma łukami). Lepsze interfejsy ekwipunku miały gry 30 lat temu. I wspinaczkę, która nie polega na postawieniu popielniczki na przycisku? "Świat przedstawiony w grze jest mega klimatyczny" - what?? Jakieś plastikowe woke-kobity w 'trajbach', gdzie życie jest brutalne i krótkie, ale panuje pełna inkluzywność, boshe..., albo fruwające po ścianach jak spiderman.
Gra jest ładna - to prawda. I ma jakąś historię - a to już dzisiaj dużo (mogli zrobić survival). Ale nic poza tym. Nudzi się szybko i nie wyobrażam sobie przechodzenia jej kiedykolwiek po raz drugi.
Jesli chodzi o uniwersum, to mnie w grze rozwala to że mam uwierzyć w swiat, gdzie: 1) wśród prymitywnych plemion, które podrzynaja sobie gardła za inny strój, a oparte są na sile mieśni i zabobonach, ludzie są ślepi na rasę i płeć, 2) Ayloy desperacko i bezrefleksyjnie ratuje świat złożony z brutalnych, wyżynających sie dzikusów, którzy zrobiliby w sekundę dokładnie to, co zrobili 'pradawni', gdyby tylko mieli atomówki czy AI. I robi to dajac im dostęp do wiedzy technicznej. Bo o moralnosci i wartosciach, nic nie można dziś powiedziec w grze. Co za głupota:) Gorzej, że dzieciaki graja/oglądają takie głupoty i kupują to. Kiedyś gry były groteskowe, bo miały być rozrywką. Teraz pakuje się na siłę jakieś agendy do gier wideo. I to jest niesmaczne.
Serio? Rozumiem że się podoba, ale 10/10? Niewidzialne ściany zniechęcające do eksploracji, głupota misji (baba rozwala żelbetowe, a nie może przeciąć gałęzi), oskryptowanie misji do granic możliwości (gra od cut-scenki do cut-scenki odblokowywanych po idealnym wykonaniu skryptu), brak oryginalnej historii, powtarzalność, nieczytelny interface ekwipunku (weź tam na szybko sprawdź jakies statystyki przedmiotów), większość umiejętności z drzewka rozwoju nieprzydatna (głównie to odblokowanie animacji) i wkurzająca agenda femi-kobiety na traktory (absurdalny świat brutalnych, prymitywnych plemion, mordujących się za inny ubiór, a ślepych na płeć i rasę, jak poprawne polityczniu biuro agencji reklamowej z taniego rom-koma. lol).
Nie no panie, jakie 10/10.
Po przejściu nie zmieniam zdania. Gra jest bardzo ładna i... bardzo głupia. Tak jak jej schizofreniczna bohaterka, która raz gra matkę-Teresę, by za chwilę grozić i mordować w najlepsze.
Gra oskryptowana do granic możliwości i absurdu (nie zabijesz bandyty włóczącego się kilometr dalej w lesie oskryptowanego to tej misji, to nie odblokuje ci się cut-scenka oglądania przedmiotu, na którym stałeś). Koszmarny interfejs ekwipunku. Sterowanie myszką odbiera sens 'wyzwaniom' celowania padem. Konsolowy crap. Brak możliwości save w dowolnym miejscu. Zagadki głupie jak but - nasza heroska (hetera?) rozwala betonowe ściany jednym pociągnięciem, ale z rozcięciem kilku pnączy musi czekać prawie do końca gry bo się 'quest nie odblokował'. Albo coś, co ma rozwalić, może rozwalić dopiero, jak przesunie to w inne miejsce - wcześniej jest to niezniszczalne. Niewidzialne ściany w poprzek drogi, zamknięte obszary (najtańszy i najgłupszy trick, by trzymać się liniowej fabuły).
Jeśli wyłączysz mózg, łykniesz mdłe gadki npców i będziesz cieszył oczęta kolorami, to się można dobrze bawić. Ale do zrobienia immersive-sima, a do tego próbuje pretendować - np. bezsensowne misje ze skradaniem - to zabrakło tu talentu, czasu i pieniędzy. Tak z 1/6 umiejętności z drzewka rozwoju było w czymkolwiek przydatne - reszta to animacje i tricki.
Gra jest duża, ładna, kolorowa. Gameplay to bieganie i strzelanie, jak ktoś lubi, całkiem przyjemne, choć postać miota się jak szalona. Takie to wszystko... meh.
Aha - i gra zrobiona w jednym celu (poza sprzedaniem) - czyli 'kobiety rządzą' i 'multikulti stanem naturalnym'. Dwie bzdury. Taki świat miałby naturalne role mężczyzn i kobiet, a mordujące się plemiona podzieliłyby się na rasy.
Aha - spotykając w tej wizji przyszłości kolejne ziomalki z bronksu bełkoczące nosowym slangiem i pierdołowatych białych facetów, którym nasza heroina podnosi samoocenę, oplułem się ze śmiechu już wiele razy:)) Świat mógł się skończyć, a społeczeństwo opierać na sile mięśni i klanowości, ale feministyczna wizja kanapowo-internetowego społeczeństwa przetrwała. LOL.
Nie ze mą te numery. To czy gra jest dobra czuje się szybko. Parę godzin już pograłem, ale już w pierwszych minutach jakiś czarny gostek wyrastający spod ziemi i ekspozycje rzucane przez niekonsekwentną bohaterkę wyraźnie świadczą o poziomie pisarstwa i agendzie twórców. No i bohaterka, która ma typową feministyczną schizofrenię - wpada w ciągu sekundy z 'szlachetnej skromności' w chamstwo i pogardę 'silnej i niezależnej kobiety':) Nie rozumiem tworzenia tak antypatycznej protagonistki w tym świecie i stosunku innych postaci do niej. Chińczycy w kopalni dopełniają obrazka. Co tam się jeszcze rozkręci to już nie ma znaczenia.
Pograne nieco no i ... meh.
Gra jest bardzo ładna, wręcz oczobitna. Na 3080 trzyma 60fps na wymaksowanych ustawieniach w 'prawie' k4 (21:9). Natomiast gra nie ma w sobie nic z magii jedynki, gdzie nieco przejmowaliśmy się bohaterką a świat był do odkrycia. Tutaj od pierwszych chwil brak sensu i klimatu. Poczucia przygody też zbytnio nie ma jak na razie. Rzeczy po prostu dzieją się wokoło znanej już bohaterki, a gracz ma nie myśleć, ani nic nie czuć, tylko skupić się na bieganiu w liniowej fabule. 'Kto, po co jak i dlaczego' to pytania, których zadawać sobie gracz nie powinien, grając w Forbidden West. Takie sobie bieganie po kolorowym świecie i szczelanie do potworków.
Nie jest to zła gra, a porównaniu do koszmarków AAA z ostatnich lat to jest nawet nieźle, ale epickiej przygody próżno tu szukać.
Gry bez celu, emocji i historii to przekleństwo tych czasów. Najgorsze, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest po prostu oszczędzanie - żeby gra miała historię trzeba zatrudnić pisarzy, aktorów, testerów. Tutaj wystarczą mechaniki i pobaw się dziecko chwilę a potem kup kolejną.
Aha, a gry powinny być proste i dawać przyjemność, bo to nie moja praca, żebym tam miał orać pola i drewno rąbać, tylko odskocznia do świat gdzie można być bohaterem:) Dlatego w survivalach trainer to dla mnie obowiązek.
Owszem, jest mniej upierdliwy od Valheima, ale nadal jest. 'Save - zdobycz społeczna':) Niestety nie jestem optymistą co do rozwoju gry - a wielka szkoda. Świat z tak dobrym 'feeligiem' mógłby być zapełniony jakimiś questami, choćby tekstowymi i celem, choćby jak w Subnautica. A na bieganie dla biegania i patrzenie na sztuczny świat zamiast iść na spacer za stary jestem - jestem z czasów gdy nawet Mario biegał by uratować księżniczkę i zupełnie nie rozumiem świata, który produkuje gry bez historii i emocjonującego celu.
Bardzo irytująca gra z potencjałem.
Jeśli strawisz typowe wydłużacze gry, np. brak możliwości zapisu, nieludzko powolny rozwój, czy konieczność dziobania drzewek i skałek by osiągnąć najprostsze rzeczy, które mają zastąpić fabułę, to możesz się bawić w 'eksplorację' wieeelkiej, w większości zupełnie pustej mapy, zaprojektowanej w najupierdliwszy sposób jaki się tylko dało.
W grze fajnie się buduje domki, jeśli masz cierpliwość do zbierania patyczków i fajnie biega i lata po mapie. To chyba tyle z plusów. Gameplay to pół na pół ścinanie drzewek i spadanie ze skałek w poszukiwaniu tej jednej ukrytej dróżki, która jest zupełnie gdzie indziej niż znacznik zadania na mapie, tak, żebyś sobie dłużej pobiegał i odrodził się z 10 razy w bazie i leciał całą drogę z powrotem - bo tego oczekuje dzisiaj gracz, powtarzalności.
W obecnym stanie po osiągnięciu 25go poziomu gra właściwie nie ma dalej sensu. Historię wymyślał ktoś z naprawdę ciężko zrytym łbem, ale tych pierdoł o jakichś iskrach i składaniu ofiar i tak się nie czyta. Nie można było zrobić czegoś normalnego, np. o katastrofie i zanieczyszczeniu?
Gra ma jednak to 'coś', ma potencjał, dobre wyczucie świata, całkiem przyjemną muzykę i ładną grafikę. Niestety, jak prawie każdy survival na obietnicy przygody się kończy - za ładną fasadą jest pustka i pytanie 'ale po co'. Obawiam się więc, że potencjał świata gry zostanie całkowicie zmarnowany, a jedyne co się w grze jeszcze pojawi, to nowe domki, skórki i bronie. Bo raczej nie pojawi się jakaś wciągająca historia, czy, zachęcający do spędzania kolejnych godzin, cel gry.
Na dziś jakiekolwiek emocje które niesie gra na dłuższą metę, to wkurzenie - zastanawianie się, czy już ją wyłączyć po kolejnym zgonie i konieczności popylania kolejny raz tą samą drogą.