- Tanie gry – tak. Ale czy dobre? Mroczna przyszłość pod znakiem abonamentów
- Znikanie gier z usługi
- Model Netflixa
- Jedna wielka usługa
- Atak DLC
- Tylko online
Znikanie gier z usługi
Użytkownicy Netflixa doskonale znają ten problem. Oglądają jakiś wielosezonowy serial na licencji. W połowie decydują się zrobić sobie dłuższą przerwę, by sprawdzić inne tytuły. Kiedy po kilku tygodniach chcą wrócić do poprzedniej produkcji, okazuje się, że już jej w usłudze nie ma. Licencja się skończyła i Netflix usunął ją ze swojej oferty. Nie zdążyłeś obejrzeć? Peszek. Pozostaje Ci mieć nadzieję, że w najbliższym czasie licencja zostanie jednak odnowiona albo serial pojawi się u konkurencji.
Mimo wielkich chęci dostawców usług abonamentowych na samych własnych produkcjach nie da się zbudować dobrej oferty i dużą część proponowanych tytułów stanowią dzieła zewnętrznych firm. Tak jest na Netflixie i HBO GO, tak funkcjonuje też i Game Pass, gdzie microsoftowe gry na wyłączność to zaledwie ułamek dostępnych pozycji. I tak jak na Netflixie co jakiś czas znikają filmy i seriale, tak i w obrębie subskrypcji giganta z Redmond trwa stale pewna rotacja. Przykładowo w połowie sierpnia wypadną z oferty m.in. Devil May Cry 5 oraz Kingdom Come: Deliverance.

Taki bliżej nieokreślony „termin ważności” dodawanych do abonamentu gier negatywnie wpływa na obcowanie z nimi. Może wymuszać jak najszybsze kończenie wielu tytułów zamiast cieszenia się jednym, który sprawia nam największą frajdę. Albo determinować kolejność, w jakiej będziemy grali – zamiast pozycji, na które mamy wielką ochotę, będziemy pragmatycznie wybierać te, które mogą szybciej przestać być dostępne. Nie mówiąc już o frustracji, gdy dana gra zostanie usunięta, a my byliśmy w połowie zabawy.
