- Tanie gry – tak. Ale czy dobre? Mroczna przyszłość pod znakiem abonamentów
- Znikanie gier z usługi
- Model Netflixa
- Jedna wielka usługa
- Atak DLC
- Tylko online
Atak DLC
Atak DLC
Abonamenty stwarzają również problemy natury finansowej. Game Pass i jemu podobne w oczywisty sposób uderzają w sprzedaż gier pudełkowych – mało osób zdecyduje się na zakup tytułu za 200 zł, jeśli może go mieć w ramach usługi za ułamek tej kwoty. Im abonamenty będą silniejsze, tym bardziej ucierpi sprzedaż pudełkowa. Nawet jeśli dana gra nie pojawi się od razu w Game Passie, wzrośnie odsetek graczy, którzy przedkładać będą czekanie, choćby i nawet kilka miesięcy, nad kupowanie.
Oznacza to, że dla twórców obecność w Game Passie i jemu podobnych stanie się konieczna do przetrwania. I tu pojawia się kwestia rozliczeń. Obecnie, dopóki programy tego typu raczkują, wszystko jeszcze się spina. Ale w przyszłości, gdy abonamenty staną się dominującą formą dostarczania gier, trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Microsoft za każdą produkcję dostępną w swojej usłudze płaci takie pieniądze, by zrekompensować olbrzymie zmniejszenie wyników sprzedaży bezpośredniej. Twórcy zaczną być stratni na tym całym interesie.
Będą więc musieli się dostosować. Jeden ze sposobów adaptacji opisałem już wcześniej – tworzenie rozciągniętych do granic absurdu miałką zawartością gier, które dzięki sztucznemu zwielokrotnieniu godzin potrzebnych na ich ukończenie staną się dla takiego Microsoftu cenniejsze do posiadania w abonamencie. Czyli firma będzie gotowa zapłacić za nie więcej.

Wariant drugi to coś, co już teraz dobrze znamy – rekompensowanie sobie małych zysków za pomocą DLC, których abonament często nie zawiera. Obecnie cierpliwość graczy płacących pełną cenę za grę jest wielokrotnie testowana kolejnymi mikrotransakcjami rozszerzającymi zabawę, ale twórcy muszą uważać, bo przeholowanie potrafi skończyć się bolesnym bojkotem jak przy Star Wars: Battlefroncie 2. Jeśli jednak gry dostawać będziemy w ramach abonamentu, niejako „za darmo”, wtedy twórcy będą mogli sobie pozwolić na więcej. Że jakie „za darmo”, skoro za abonament trzeba płacić? Jakoś Sony nie ma oporów od lat wmawiać nam z pewnymi sukcesami, że gry w ramach PS Plusa dostajemy za darmo, choć w rzeczywistości wymaga to dokonywania wcale nie tak niskich (zwłaszcza względem tego, co oferuje Game Pass) opłat.
