Widoki piękne i klimatyczne. Pierwsze spotkanie z The Blood of Dawnwalker rozwiało moje wątpliwości, to może być jedna z najciekawszych polskich premier RPG
- Może te wampiry wcale nie są takie złe?
- Jak ktoś cię wkurza, możesz go zeżreć
- Ręka, noga, mózg na ścianie
- Widoki piękne i klimatyczne
Widoki piękne i klimatyczne
Wizualna strona The Blood of Dawnwalker potrafi chwycić za serce, choć, co oczywiste przy grach, w których budżet wyznacza sufit, ma również słabsze punkty. Piękne są przede wszystkim krajobrazy, wsie, ukształtowanie terenu, chatki, drogi, łąki itd. Wygląda to kapitalnie i klimatycznie – od razu chcemy zwiedzać, zgubić w tym świecie i szukać przygód. Z pewnością znacie to uczucie, bo czuliście je przed laty, gdy spacerowaliście po Białym Sadzie.
Coen spacerujący w dzień po wsi położonej w dolinie, którą okalają strzeliste góry, zrobił na mnie duże wrażenie. Przy chatach kręcą się i zajmują domem mieszkańcy, na polach zboża pracują ludzie. Sprawia to wszystko porządne wrażenie, ale przede wszystkim zwyczajnie zachęca do eksploracji.
Mamy jedno duże miasto – Svartrau – które jest w centrum doliny, jest kilka wiosek mniejszych większych. [...] Jeśli chodzi o skalę świata, zależało nam, aby ten świat nie był przytłaczająco wielki. Bardziej celowaliśmy w mniejszy open world, który, jeśli chodzi o zawartość, jest gęstszy, jest dużo ciekawostek do znalezienia na każdym kroku. Pod tym kątem zawsze podaję przykład Gothica, to jedna z moich ulubionych gier i ona właśnie realizowała otwarty świat, który jest mniejszy w kilometrach kwadratowych, ale był bardzo gęsty właśnie pod względem jego zawartości. Dawał takie poczucie faktycznego przebywania, uczestniczenia w tym świecie.
Mateusz Tomaszkiewicz, dyrektor kreatywny Rebel Wolves
O ile krajobrazy, architektura i modele postaci wyglądają dobrze lub bardzo dobrze, tak gorzej już z twarzami i przede wszystkim animacją. To ten rodzaj gry, która w porównaniu z grą AAA miejscami może sprawić wrażenie „topornej”. Miejscami, bo też nie zawsze, ale odnotowuję ten fakt, abyśmy pamiętali – The Blood of Dawnwalker sprawia raz sprawia wrażenie gry AA, innym razem AAA, stąd pewne kompromisy musiały tu zostać podjęte. Jako człowiek, który z chorobliwą irytacją reaguje na stojące kukły z gier Bethesdy i Ubisoftu mam problem z towarzyszącymi nam NPC-ami, którzy swoje kwestie wypowiadają, stojąc niemalże na baczność. W czasie prezentacji zdarzały się również przycięcia.
Coen czy Coën?
Czuć, naprawdę czuć, że rzeźbili to Polacy, którzy wcześniej rzeźbili pejzaże Wiedźmina. Wszystko tu przypominało mi Wiedźmina 3 – pejzaże wsi, reżyseria cutscenek, wybór opcji dialogowych, ekwipunek czy nawet dźwięki po wykonaniu zadania, a także piękna, rysowana mapa świata. Ale Coen nie jest Geraltem, to prostu chłopak z prostego ludu, który zyskał potężne moce – w czasie rozmów raczej nie zachowuje się jednak jak inteligentny buc i zachowuje swój własny charakter.
Wiecie już, że premiera gry blisko – jeszcze w tym roku zagramy i sprawdzimy, jakie tajemnice skrywa świat The Blood of Dawnwalker. Ja z Warszawy wyjeżdżałem zadowolony – wygląda na to, że wkrótce ruszę na kolejną wielką przygodę. I choć miejscami podróże Coena przypominają nam o pewnym oddalonym od ludzkich osad wiedźmińskim siedliszczu, The Blood of Dawnwalker ma w sobie tyle odważnych decyzji gameplayowych i na tyle ciekawy, niejednoznaczny świat, iż sądzę, że zachowa autonomię. Wszystko wskazuje na to, że obok 11 bit studios, Techlandu, Bloober Team i CD Projektu RED wymieniać będziemy wkrótce Rebel Wolves.
Po więcej wiadomości na temat gry odsyłam Was do materiału Oskara Wadowskiego na tvgry.

