Ręka, noga, mózg na ścianie. Pierwsze spotkanie z The Blood of Dawnwalker rozwiało moje wątpliwości, to może być jedna z najciekawszych polskich premier RPG
- Może te wampiry wcale nie są takie złe?
- Jak ktoś cię wkurza, możesz go zeżreć
- Ręka, noga, mózg na ścianie
- Widoki piękne i klimatyczne
Ręka, noga, mózg na ścianie
Dzięki swojej problematycznej naturze, w czasie starć oczywiście Coen zastosuje przeróżne sztuczki. Walka nie przekonywała mnie po pierwszych prezentacjach Dawnwalkera, ale teraz zrobiła na mnie lepsze wrażenie. To nadal jest w mojej opinii najsłabiej prezentujący się element gry – tu najmocniej widać, że budżet gry nie jest z gumy. Ale starcia – choć miałem wrażenie, że przeciwnicy przyjmują zbyt wiele potężnych ciosów – robiła poprawne wrażenie. Krew lała się gęsto, a spektakularne ataki kończące były odpowiednio „mięsiste” i satysfakcjonujące. Zdziwiło mnie tylko, że strażnicy, z którym Coen walczył, nie reagowali szczególnym ani zdziwieniem, ani przerażeniem, że ten zamienił się nagle w dym, zmaterializował za plecami i pazurami rozorał jednego z nich. Być może to jednak kwestia tego, że w tym świecie, panie, to takie rzeczy na porządku dziennym (i nocnym).
Trzecia opinia
Komentuje Oskar Wadowski, wideo materiał Oskara znajdziecie na kanale tvgry

Podobieństw do Dzikiego Gonu w Dawnwalkerze jest multum i z każdą nową informacją o grze wydaje się ich tylko przybywać. Z jednej strony uważam, że kilka znajomych elementów może zadziałać na korzyść tego tytułu. Z drugiej jednak obawiam się, że jeśli tych podobieństw będzie zbyt wiele, to istnieje pewna cienka granica, po przekroczeniu, której The Blood of Dawnwalker może zyskać krzywdzącą łatkę „kopii Wiedźmina”.
A to byłoby dla tej gry i pracującego nad nią zespołu najzwyczajniej w świecie krzywdzące, biorąc pod uwagę ambicje twórców i fakt, że Dawnwalker ma na siebie pomysł, co przejawia się przede wszystkim w dość niespotykanym podejściu do questów oraz upływu czasu.
Cohen plasuje się gdzieś pomiędzy Geraltem a V z Cyberpunka. Nie posiada popkulturowego zaplecza jakie Biały Wilk miał jeszcze przed premierą gier, ale nie daje on też takiej swobody personalizacji jak najemnik z Night City.
To bohater ze zdefiniowaną przeszłością, którego przyszłość leży całkowicie w rękach gracza. Sprawienie, by Cohen zaskarbił sobie sympatię porównywalną do tej, jaką cieszą się protagoniści gier od CD Projekt RED, będzie z pewnością jednym z największych wyzwań jakie stoją przed ekipą Rebel Wolves.
O system walki martwię się ponownie być może na zapas, bo o ile na początku nie przekonywał mnie kierunkowy system walki w Kingdom Come, tak potem nie wyobrażałem sobie gry czeskiego studia bez tego elementu. W Dawnwalkerze również macie bloki i ataki kierunkowe. Aby więc skutecznie zablokować cios nadlatujący z prawej, musicie wskazać odpowiedni kierunek. Coen zużywa wówczas relatywnie mało energii, ale wymaga to nas jakiegoś skupienia i wyczucia.
Jeśli natomiast nie chcemy lub nie mamy czasu przewidzieć kierunku, możemy użyć tzw. „omni ataków” i „omni bloków”. Coen zablokuje wówczas atak samodzielnie, ale zużyjemy więcej energii. Myślę, że to ciekawy kompromis między tymi, którzy uwielbiają wyzwanie, a tymi, którzy chcą po prostu, aby krew się lała i było odpowiednio brutalnie.
W czasie walki wykorzystamy również oczywiście rozmaite wampirze techniki, które będziemy zdobywali w czasie rozwoju. Oczywiście technik tych użyjemy również w czasie eksploracji – możemy nie tylko zamienić się w czarną mgłę i przelecieć nad przepaścią, ale również na przykład przykleić się do ścian, a nawet sufitu.

