Grałem w Rayman Legends Retold i mam jedno pytanie: czemu to nie jest zupełnie nowa gra?
Jeszcze przed oficjalnym ujawnieniem remake’u Raymana spędziłem ponad dwie godziny z nową-starą produkcją. Mimo nowych szat graficznych, to nadal ta sama gra. I jest to zarówno dobra jak i zła wiadomość.
Ostatnia pełnoprawna odsłona Raymana to Legends z 2013 roku. Świetna platformówka z urokliwym bohaterem, która – w zależności od platformy – na Metacritic ma oceny między 87 a 92. Dość niespodziewanie, po ujawnieniu remake’u Black Flaga, Ubisoft odsłania kolejne karty i zapowiada następny remake – Rayman Legends Retold. Kultowa odsłona technologicznie przeniosła się w trójwymiar, otrzymała pełny voice acting, nowe cutscenki, prawie godzinę nowej muzyki, dodatkowy świat, spajającą wszystko historię, jazdę na smokach, kolejne muzyczne poziomy… wszystko to brzmi naprawdę dobrze i poziom wykonania jest imponujący. Problem w tym, że gameplayowo w grze nie zmieniło się prawie nic względem oryginału, a konkurencja przez ostatnie 13 lat nie spała.
Nowy silnik, stara gra
Rayman Legends Retold jest tworzony przez dwa zespoły – Ubisoft Montpellier oraz Ubisoft Milan. O ile zaangażowanie tego pierwszego jest oczywiste (w końcu to oni stworzyli tę markę), o tyle Milan jest w projekcie jako studio, które też z Raymanem miało do czynienia – jako twórcy DLC do urokliwego Mario + Rabbids. Współpraca studiów jest bardzo płynna – przykładowo, postacie do remake’u były tworzone w Montpellier, następnie Milan zajmował się rigowaniem modeli i gotowe assety wracały do Francji do dalszej pracy. Milan działa tu jednak nie jako podwykonawca, a równy partner.
W trakcie wizyty w Montpellier miałem okazję spędzić dwie godziny z Retold i muszę przyznać, że całość wygląda imponująco jak na projekt, nad którym mniejsze studia Ubisoftu siedzą od dwóch lat. Zachowano ducha oryginału, zachowano cały feeling kontroli nad postacią, mimo że grę przeniesiono na nowy silnik. Choć nawet tutaj sprawa nie jest taka prosta, bo Retold działa na… dwóch silnikach jednocześnie.
Za tworzenie poziomów, logikę i skrypty odpowiada oryginalny UbiArt Framework, a na to nałożony jest aktualny Snowdrop, który zasila renderowanie całego świata w 3D oraz w znacznie lepszej jakości wizualnej. Oryginalne levele to więc 2,5D, które teraz zyskały więcej głębi, a nasza pozornie prosta ścieżka potrafi wić się i wyginać dla lepszej immersji. Jeśli jednak przechodziliście tę grę setki razy i możecie w zasadzie ogrywać ją z zamkniętymi oczami, nadal możecie to robić - bo fundamentalnie, mimo nowych wizualiów i perspektywy, jest to ta sama gra i kolizje obiektów na poziomach znajdują się w tych samych miejscach. Trójwymiar jest jednak przydatny, bo w pełnym 3D otrzymujemy jazdę na smokach, która łączy ze sobą dostępne w grze światy - o czym trochę później.
Żeby jednak nie zadowalać się jedynie poprawą grafiki, twórcy postanowili się przyłożyć. Sam widząc aktualny stan Retold odnoszę wrażenie, że ta gra powinna być właśnie taka od początku. Każdy świat ma teraz znacznie ładniejsze otoczenie, całość łączy ze sobą hub nazwany Tree of Tranquility, dzięki czemu przechodzenie między poziomami nie wygląda już jak wykonane naprędce losowe zszycie ze sobą niezależnych od siebie lokacji.
W grze znajdziecie też spajającą wszystko fabułę, która dotyczy tajemniczej postaci odpowiedzialnej za mieszające we wszystkich światach „zepsucie”. Wszystko to zawiedzie nas w kierunku zupełnie nowego, szóstego świata, nazwanego World of the Livid Dead. Znajdziecie tu 5 świeżych platformowych poziomów, a także autorskiego bossa do pokonania, co skutkuje niewidzianym wcześniej zwieńczeniem historii.
Jak wspomniałem powyżej, do gry trafiły też poziomy polegające na lataniu na smoku. Za pierwszym razem, kiedy przenosimy się do nowego świata, mamy możliwość rozegrać taki level, który funkcjonuje w pełnym 3D. Poziomy skonstruowane są pomysłowo, bo nie dość, że jest na nich co robić (latamy, unikamy, plujemy ogniem), to do tego widzimy stopniowo zmieniające się biomy, a w tle majaczy nam postać nadchodzącego bossa, przygotowującego się do walki z nami - mogłem to choćby zaobserwować, gdy podczas mojej podróży na smoku Opancerzona Żaba była jeszcze tylko Żabą, która dopiero ten pancerz stopniowo zakładała.
Twórcy wiedzą, co dobre?
Nowy świat i smoki to nie wszystko, bo twórcy z remakiem celują zarówno w nowych graczy, jak i w oryginalnych fanów Legends. Nie da się ukryć, że jednym z uwielbianych elementów tej gry były muzyczne poziomy, gdzie biegliśmy przed siebie i skakaliśmy w rytm piosenki. Takich poziomów w grze było 6, a w Retold dostaniemy 4 kolejne, zbudowane od zera. Cała ścieżka dźwiękowa tworzona jest przez dwie osoby, w tym oryginalnego kompozytora Legends. Retold w sumie zawiera teraz 150 minut ścieżki dźwiękowej, z czego 55 jest zupełnie nowe.
W kontekście nowej historii większy nacisk postawiono na postacie. A skoro już dostajemy w grze nowe cutsceny, to ktoś podjął decyzję, że dobrze byłoby mieć również głosy u charakterystycznych postaci. Retold ma 10 w pełni udźwiękowionych postaci, a w roli Raymana ponownie możecie usłyszeć Davida Gasmana. A w związku z rozbudową całej gry pojawić ma się też kilku nowych NPC-ów - m.in. niejaki Victor Velour odpowiedzialny za sklep z kostiumami, które będziemy mogli oczywiście zmienić. Wśród postaci wymieniono również niejakiego Il Vandalo związanego z jednym z uwielbianych przez graczy trybów: Kung Foot.
W oryginalnym Kung Foot próbowaliśmy strzelić przeciwnikowi gole za pomocą piłki na dość prostej mapie. Teraz otrzymujemy znacznie bardziej rozbudowaną odsłonę Kung Foot z dopiskiem Evo, a zabawa w tym trybie staje się jeszcze bardziej szalona i zróżnicowana. Poza przebudową samego poziomu dostajemy choćby opcję włączenia modyfikatorów rozgrywki, a w trakcie samej zabawy – zebrania power-upów, które wpływają na jej przebieg. Z całego dnia spędzonego na słuchaniu o Retold oraz graniu, to chyba właśnie Kung Foot Evo zapamiętałem najlepiej, szczególnie rozgrywkę w cztery osoby jednocześnie. Jeszcze kiedyś Was pokonam w tym trybie, niemieccy dziennikarze.
Jeśli jednak gra w piłkę Was nie kręci, a chcielibyście od gry nowego wyzwania, Retold ma posiadać coś, co nazwano Cave of Trials. Ten tryb ma oferować nieskończone poziomy z codziennymi oraz tygodniowymi wyzwaniami, by zachęcić graczy do regularnego powrotu do gry. Trochę śmierdzi zagrywkami live-service’owymi, ale sam nie miałem tego okazji jeszcze sprawdzić, więc wstrzymuję się z opinią.
No i zagrałem – warto?
No ale dobrze, pograłem, więc wypadałoby podzielić się konkretami. Jaki faktycznie jest ten Rayman Legends Retold?
Cóż, z punktu widzenia wizualiów jest naprawdę imponująco. Poza ogólną poprawą jakości grafiki, tła zyskały więcej assetów, gdzieś tam widzimy choćby tuptające sobie w tle zwierzątka, a zmiana perspektywy wynikająca z silnika 3D nadała całemu otoczeniu większej głębii. Wizualnie chyba nie mam się do czego przyczepić, bo Retold wygląda po prostu bardzo dobrze i chyba dość długo się nie zestarzeje.
Gameplay jest tak samo solidny jak w oryginale, ale z tym właśnie mam problem – w tę grę nadal gra się tak samo, jak 13 lat temu. Pozostały w niej nawet te same, nieco dziwne rozwiązania, jak choćby wzywanie przez Raymana fruwającego Murphy’ego już w trakcie rozgrywania poziomu, a nie od samego jego początku. Okupione jest to długą animacją, która zatrzymuje nas w miejscu i wybija z rytmu.
Cały Retold sprawia wrażenie, jakby twórcy obawiali się ruszyć oryginalną grę pod względem gameplayowym, żeby nie wkurzyć fanów. I jest to dla mnie decyzja niezrozumiała, bo o ile nie chciałbym tutaj kompletnej przebudowy rozgrywki, to przydałoby się trochę zmian podciągających rozgrywkę do współczesnych standardów - a także inspiracji rozwiązaniami, które przez te 13 lat mogła wprowadzić konkurencja.
Jest to wszystko nadzwyczaj widoczne kiedy porówna się oryginalne poziomy z nowymi. Samo latanie na smokach było zrealizowane dobrze, czuć było sporo kreatywności oraz wolności, jaką dało budowanie poziomów od zera. Miałem też możliwość zagrać w pierwszy poziom z nowego świata, gdzie Rayman otrzymał nową umiejętność i która była świetnym uzupełnieniem tego, co w grze już się znajduje.
Zapytałem nawet twórców w trakcie wywiadu, czy dobrze czuję, że nie ruszyli za bardzo właściwego, oryginalnego gameplayu. I stwierdzili, że faktycznie tak jest. Poza naprawą kilku drobnych bugów, reszta pozostała kompletnie bez zmian i wszystko to zostało zrobione z szacunku do oryginału. Co jest bardzo ładną, PR-ową odpowiedzią, za którą kryć może się wszystko - od odgórnej decyzji jakiegoś leada, po stosunkowo mały budżet niepozwalający na większe grzebanie w rozgrywce. To jednak tylko moje domysły.
Wielokrotnie w trakcie rozmów podkreślano, jak ważnym dla studia jest techniczne dopracowanie i płynność rozgrywki, szczególnie biorąc pod uwagę, że gra wyjdzie nie tylko na PC i główne konsole, ale także na Switcha 2. Celem jest stałe 60 klatek na każdej platformie. Twórcom zostało chyba jednak jeszcze trochę pracy, bo nawet na PC zdarzał się stuttering i gra miała zauważalne dropy klatek, choć nie wiem, na ile to stan samej gry, a na ile wpływ działającego w tle OBSa przechwytującego gameplay.
Rayman Legends Retold generalnie zapowiada się na bardzo dobrą grę. Po prostu tak samo dobrą grą jak oryginalny Rayman Legends, z dodatkiem nowości wprowadzonych przez twórców, a także z naprawdę imponującą oprawą wizualną. Gra będzie miała premierę 1 października tego roku, planowana cena to €39,99, co nie brzmi wcale źle, ale mam z tym wszystkim jakiś drobny problem. Oryginał wciąż wizualnie trzyma się dobrze, a na porządnej przecenie na Steamie da się go kupić za €3. Jasne, decydując się na niego, nie dostajemy nowej zawartości, ale czy ktoś poza fanatykami Raymana naprawdę będzie chciał wydać tę różnicę na odświeżoną wersję tej samej produkcji?
Pomimo przyjemnego czasu spędzonego przy porządnym remake’u, ciężko mi przekonać samego siebie do kupienia na premierę Rayman Legends Retold. Jeśli jednak tęskniliście za Raymanem i czekacie na cokolwiek związanego z tym bohaterem, remake na pewno Was zachwyci. Ja zostawiam na koniec tylko jedno pytanie - czemu nie mogła to być kompletnie nowa gra?
Co warto wiedzieć o Rayman Legends Retold:
- Czym dokładnie jest Rayman Legends Retold? Czym różni się od oryginału?
- To remake świetnie ocenianej platformówki Rayman Legends z 2013 roku, stworzony przez studia Ubisoft Montpellier oraz Ubisoft Milan. Gra zyskała trójwymiar, co przekłada się na bardziej szczegółowe tła i ładniejszą grafikę; dodano pełny dubbing dla 10 postaci (w tym oryginalny głos Raymana) oraz 55 minut nowej muzyki.
- Czy zmienił się gameplay?
- Absolutnie nie — sterowanie, fizyka i kolizje na starych poziomach są identyczne jak 13 lat temu.
- Kiedy gra będzie miała premierę i ile będzie kosztować?
- Premiera zaplanowana jest na 1 października 2026 roku, a cena gry ma wynosić 40 euro, czyli ok. 170 zł.
- Czy warto kupić Rayman Legends Retold na premierę?
- Wizualnie remake zachwyca, jednak oryginał (który wciąż wygląda dobrze) można kupić na promocjach za dychę. Zakup premierowy zainteresuje więc głównie największych fanów serii.
- Na jakich platformach zagramy?
- Tytuł zmierza na PC, PS5, Xbox Series X/S oraz na Switcha 2 i ma działać w 60 fps na każdej z tych platform.
- Na jakim silniku działa Rayman Legends Retold?
- Na dwóch jednocześnie; za logikę i skrypty odpowiada oryginalny UbiArt Framework, a ulepszoną grafikę zapewnia aktualna generacja silnika Snowdrop.
- Czy remake Rayman Legends Retold dodaje nowe poziomy?
- Tak, nowy, szósty świat World of the Livid Dead (5 etapów + boss) , 4 poziomy muzyczne oraz etapy 3D z jazdą na smokach, a także łączący wszystko hub.
- Jakie nowe tryby pojawią się w remaku?
- Rozbudowany tryb Kung Foot Evo z power-upami , codzienne wyzwania Cave of Trials oraz nowi NPC, np. Victor Velour prowadzący sklep z kostiumami.








