- Słaby film, świetny fanowski remake
- Gwiezdne wojny: Trylogia 1–3 (Star Wars: The Prequel Trilogy) – The Editor Strikes Back
- Diuna (Dune) – Dune: The Alternative Edition Redux
- Matrix Rewolucje (The Matrix Revolutions) + Matrix Reaktywacja (The Matrix Reloaded) – The Matrix Revolutions Decoded
- Batman Forever – Batman Forever: Red Book Edition
- Spider-Man 3 – Spider-Man 3: Redemption
- Trylogia Hobbita – The Maple Edit
- Transformers – Transformers: Reformatted
- Prometeusz (Prometheus) – Prometheus: Giftbearer
Trylogia Hobbita – The Maple Edit

- Co to: Hobbit zamknięty w jednym filmie i pozbawiony szeregu pomniejszych wątków
- Czas trwania: 247 minut
- Więcej informacji: Fanedit.org, Maple Films, YouTube
Już na zawsze będziemy wdzięczni Peterowi Jacksonowi za to, jak doskonale udało mu się przełożyć książkowego Władcę Pierścieni na płaszczyznę kinową. Reżyser ten pozostawił światu wybitną epopeję fantasy w trzech częściach i chwała mu za to. W jego przypadku sprawdziła się jednak pewna przysłowiowa zasada: „Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”. Lata później postanowił bowiem ponownie zekranizować część Tolkienowskiego uniwersum, a konkretniej – powieść Hobbit, czyli tam i z powrotem. I choć nie jest to seria fatalna, to na pewno do dziś niezrozumiała jest decyzja o uczynieniu z jednej kilkusetstronicowej pozycji całej filmowej trylogii rozwleczonej do granic możliwości (trzecia część, Bitwa Pięciu Armii, to przecież jedna wielka scena akcji). Wyboru tego nie mogła pojąć także większość trzeźwo myślących fanów.
Należy jednak przyznać, że ogrom materiału zaprezentowanego w tych trzech filmach ułatwił robotę półamatorskiej wytwórni Maple Films, która zdecydowała się zmontować własnego Hobbita, tym razem zamkniętego fabularnie w jednej, ale obfitej w treść części. Z 542 minut zrobiło się ich 2 razy mniej, a główna treść wcale na tym bardzo nie ucierpiała. Wyrzucono bowiem wątki poboczne i zbędne sceny akcji, których, umówmy się, było w tej trylogii zdecydowanie za wiele.
Twórcom zależało przede wszystkim na jak największym zbliżeniu materiału filmowego do fabuły przedstawionej w książce, bo nie da się ukryć, że Jackson, del Toro i spółka mocno odpłynęli pod względem scenariusza od niektórych Tolkienowskich wątków.
