Transformers – Transformers: Reformatted. Słaby film, świetny fanowski remake
- Słaby film, świetny fanowski remake
- Gwiezdne wojny: Trylogia 1–3 (Star Wars: The Prequel Trilogy) – The Editor Strikes Back
- Diuna (Dune) – Dune: The Alternative Edition Redux
- Matrix Rewolucje (The Matrix Revolutions) + Matrix Reaktywacja (The Matrix Reloaded) – The Matrix Revolutions Decoded
- Batman Forever – Batman Forever: Red Book Edition
- Spider-Man 3 – Spider-Man 3: Redemption
- Trylogia Hobbita – The Maple Edit
- Transformers – Transformers: Reformatted
- Prometeusz (Prometheus) – Prometheus: Giftbearer
Transformers – Transformers: Reformatted

- Co to: blockbuster Baya w wersji pozbawionej zbędnych dialogów
- Czas trwania: 114 minut
- Więcej informacji: Fanedit.org
Filmowa seria Transformers dość szybko zjadła własny ogon. Powiewem świeżości dla niej okazał się dopiero wyreżyserowany przez Travisa Knighta Bumblebee. Wcześniej pieczę nad marką sprawował Michael Bay – król komputerowych efektów specjalnych i scen akcji opartych na spektakularnych wyczynach pirotechnicznych (czytaj: wybuchach). I choć z pewnością przyjemnie śledziło się na ekranie wielkie bitwy autobotów z kosmosu, to scenariusz bardzo często spełniał rolę mało odkrywczego, do bólu schematycznego gniota. Czysto teoretycznie pierwsza odsłona Transformers wydana w 2007 roku miała najlogiczniejszą fabułę, ale najlogiczniejszą nie znaczy, niestety, logiczną. Fani z łatwością dostrzegli jej największe nieścisłości, a w końcu jeden z nich wziął sprawy w swoje ręce. I tak oto powstało Transformers: Reformatted.
Zapaleniec o nicku Kevenicus przemontował pierwsze Transfomers w sposób na pierwszy rzut oka dość groteskowy. Wyciął bowiem z nich wiele scen dialogowych, w których albo postacie rozmawiają o tematach stricte politycznych, albo przeżywają jakiś osobisty dramat nie do końca związany z głównym wątkiem. Warstwę fabularną ograniczył do minimum potrzebnego do zarysowania najważniejszego konfliktu w filmie. Krótko mówiąc, postawił na mniej gadania, a więcej wybuchów.
Paradoksalnie jednak nie wyszła z tego żadna bezbarwna parodia kina akcji, a trzymający za gardło blockbuster, który, w przeciwieństwie do oryginału, nie stwarza pozorów bycia czymś ambitniejszym. Decyzje montażowe Kevenicusa sprawiły również, że film stał się o pół godziny krótszy, co z pewnością wpłynęło na zwiększenie jego przystępności. Ta wersja Transformers pokazuje czarno na białym, czego tak naprawdę wszyscy oczekują od wysokobudżetowych „popcorniaków”.
