Liga Sprawiedliwości (Justice League). Słabe filmy ocalone przez świetny soundtrack
- Słabe filmy ocalone przez świetny soundtrack
- Godzilla
- Królowa potępionych (Queen of the Damned)
- Dracula 2000
- Maximum Overdrive (Maksymalne przyspieszenie)
- Liga Sprawiedliwości (Justice League)
- Batman i Robin (Batman & Robin)
- Król Skorpion (The Scorpion King)
- Lara Croft: Tomb Raider
- Matrix Reaktywacja (The Matrix Reloaded)
- 60 sekund (Gone in Sixty Seconds)
Liga Sprawiedliwości (Justice League)

- Rok produkcji: 2017
- Gatunek: sensacja
- Ocena w serwisie Metacritic: 45
- Ocena w serwisie Rotten Tomatoes: 39%
O Lidze Sprawiedliwości napisane zostało już praktycznie wszystko. Kinowa wersja, sygnowana nazwiskiem Jossa Whedona, okazała się sporym niewypałem. Zaprezentowana przez reżysera historia wyglądała, jakby została zmontowana na szybko, a całość w pewnym momencie oglądało się jak zbiór niepowiązanych ze sobą teledysków.
Jakość filmu była tak niezadowalająca, że krytycy i fani na całym świecie nie przebierali w słowach, kierowanych pod adresem Ligi Sprawiedliwości. Sam byłem bardzo zawiedziony tą produkcją i przez długi czas nie chciałem mieć do czynienia z niczym spod szyldu DC.
Po pewnym czasie jednak na jednej z wyprzedaży wypatrzyłem płytę z soundtrackiem z tego filmu. Z racji, że cena nie była zbyt wygórowana, kupiłem ją i wróciłem do domu w celu zaznajomienia się z przygotowanym przez twórców materiałem.
Ligę Sprawiedliwości obejrzysz na HBO Max.
Jeśli mam być szczery, ten soundtrack mógłby składać się tak naprawdę tylko z trzech piosenek, a i tak uważałbym go za bardzo dobry. Utworów przygotowanych przez Danny’ego Elfmana mogłoby w ogóle na tej płycie nie być. Nie dziwię się, że przy okazji Justice League: Snyder’s Cut zostały praktycznie zignorowane przez Toma Holkenborga, ponieważ żaden z nich nie zapada na dłużej w pamięć. Ścieżka dźwiękowa do kinowej wersji zawiera jednak trzy perełki, które od pewnego czasu znajdują się na mojej playliście i szczerze wątpię, żeby kiedykolwiek stamtąd zniknęły.
Duża w tym zasługa wykonawców, którzy zaserwowali naprawdę dobrze brzmiące kawałki. Piosenki nagrane przez The White Stripes, Sigrid oraz Junkie XL mają w sobie to coś, czego nie potrafił swoimi utworami przekazać Danny Elfman.
Nie wspominając już o znakomitym coverze Come Together nagranym przez Gary’ego Clarka Jr. Tym utworem promowano film i wolę tę wersję od oryginału Beatlesów.
Hubert Sosnowski
