Multi lepsze niż single player. Po roku dreptania w miejscu i koszmarnych opóźnieniach gra Assetto Corsa Evo wreszcie ruszyła naprzód. Odzyskuję wiarę w tę produkcję
- Multiplayer na ratunek
- Zadowalająca zawartość
- Nadrabianie zaległości
- Multi lepsze niż single player
- Serwerowe zgrzyty
- Mody – kiedy i jak to właściwie będzie działać?
- Kurs na odkupienie w piaskownicy
Multi lepsze niż single player
Patrząc wstecz, widzę paradoks w tym, że gra Assetto Corsa Evo zadebiutowała z trybem kariery, ale bez multiplayera – dziś to ten drugi daje dobry powód, by zainteresować się owym tytułem, a pierwszy właściwie nie ma znaczenia.
„Kunosi” stracili dużo czasu, projektując singleplayerową progresję w oparciu o infrastrukturę na serwerach, a potem wycofując się z tego pomysłu rakiem, tj. odblokowując owe systemy bez dostępu do sieci, w formacie offline (czego absolutnie nie dało się przewidzieć, bo przecież gracze wielbią Gran Turismo i Forzę Motorsport za to, że muszą się łączyć z internetem, by grać solo...).
Na papierze tryb kariery ma ręce i nogi: zdajemy testy licencyjne w akademii, by odblokowywać coraz bardziej zaawansowane samochody i kupować je za zarobione pieniądze, personalizując każdy egzemplarz wedle preferencji. Niektóre modele oferują przy tym całkiem bogaty asortyment części do wyboru, w tym silników, dyferencjałów, skrzyń biegów czy elementów karoserii i wyposażenia wnętrza. Ponadto zdobywamy punkty doświadczenia i awansujemy profil na coraz wyższe poziomy.
Problem jest jednak taki, że to wszystko nie ma praktycznego sensu. Kupiwszy samochód, nie mamy z nim co robić poza rozgrywaniem przypadkowych pojedynczych wyścigów – nie przygotowano do przechodzenia nawet żadnych tematycznych zawodów właściwych trybowi kariery. W menu widnieje wprawdzie pozycja o nazwie „specjalne wydarzenia”, ale nie ma w nich nic specjalnego, a do tego nawet nie używamy tam własnych samochodów z garażu.
Dlatego zaraz po premierze przestałem w ogóle zaglądać do kariery i korzystam wyłącznie z trybu otwartego (Open Mode), który zapewnia te same funkcje – z wyłączeniem nonsensownych pieniędzy, punktów doświadczenia i akademii. Ta ostatnia byłaby fajna, gdyby próbowała przekazać graczowi jakąś wiedzę i/lub nauczyć go jazdy konkretnymi autami czy na konkretnych torach, ale w praktyce stanowi tylko luźny zbiór prób czasowych bez kontekstu. No i bazuje jedynie na wąskim wycinku aut i tras zawartych w wersji 0.1 gry.
Przyczepię się też do wspomnianej personalizacji aut. To kolejna atrakcja, która na pierwszy rzut oka wydaje się świetna, a jednak rozczarowuje – gra nie podaje żadnych informacji na temat tego, jaki wpływ mają poszczególne części na osiągi pojazdu (albo czym są tak w ogóle), więc motoryzacyjni laicy są skazani na dokonywanie wyborów w ciemno, względnie wspomaganie się wujkiem Google’em. Auta w grze nie mają też jakichkolwiek danych technicznych innych niż abstrakcyjny ogólny indeks osiągów a la Forza / Gran Turismo.
To ostatnie razi zwłaszcza na tle wydanej niedawno pokrewnej Assetto Corsy Rally, z której wprost wylewa się motoryzacyjna pasja – w AC Evo ledwie dostrzegalna. Nawet Forza Horizon wypada lepiej pod tym względem. (Na marginesie: „Kunosi” strzelili sobie w kolano, podpisując się jako współautorzy owej gry rajdowej opracowywanej przez kolegów ze studia Supernova; gracze mieli prawo gniewać się, że ledwo jedna Assetto Corsa została rozgrzebana we wczesnym dostępie, a już pojawia się druga – pełne odkręcenie tego nieporozumienia zajmie Włochom jeszcze trochę czasu).
