- Najlepsze horrory na Netflixie – filmy grozy dostępne w 2020 roku
- Zombieland
- Ukryty wymiar (Event Horizon)
- Duch (Poltergeist)
- Smętarz dla zwierzaków (Pet Sematary)
- Autopsja Jane Doe (Autopsy of Jane Doe)
- Christine
- Świt żywych trupów (Dawn of the Dead)
- Ciche miejsce (The Quiet Place)
- Hush
- Lśnienie (The Shining)
Christine

Rok premiery: 1983
Co najbardziej straszy: klimat
Co psuje nastrój grozy: tandeta
Ocena na Rotten Tomatoes: 69%
Stephen King udowodnił, że nawet z najmniej strasznych elementów życia codziennego da się wykrzesać całe tony horroru (i hektolitry krwi). Nie inaczej jest z Christine – opowieścią o pięknym samochodzie, który w jakiś sposób zyskał świadomość. Odpowiedzialności za to nie ponosi jednak żaden z dobrych duszków. Ten samochód zarówno w książce, jak i w filmie w zupełności wyczerpuje definicję demoniczności.
Christine jest obrazem zrealizowanym w duchu ówczesnej epoki – współczesnemu widzowi niektóre sceny mogą wydać się nieco tandetne, a zachowanie bohaterów czasami wskazuje na to, że ich ukrytym pragnieniem jest jak najefektowniejsza śmierć. Ale świetnie sprawdza się za to ścieżka dźwiękowa, pełna rockowych przebojów z tamtych lat. Nie brakuje również klimatu małego miasteczka, tak charakterystycznego dla Kinga. Aktorstwo jest przeciętne (wyróżnia się może tylko Harry Dean Stanton), niemniej nie psuje odbioru.
W stosunku do książkowej wersji szkielet fabularny został z konieczności znacznie okrojony, jednak wcale nie działa to na niekorzyść filmu. Wręcz przeciwnie – King ma tendencję do mnożenia wątków i tłumaczenia każdego nadnaturalnego zjawiska na kilka sposobów naraz. Filmowa Christine jest prostsza, ale przez to nawet bardziej niż książka wyrazista. A jeżeli coś jest choćby pod niektórymi względami straszniejsze niż powieść Kinga – znaczy, że twórcom należą się zasłużone brawa.

Reżyserem filmu był John Carpenter, klasyk kina grozy. To on stworzył w 1978 roku słynne Halloween z Mikiem Myersem, a w 1982 zachwycił świat lovecraftowskim horrorem Coś (nawet jeśli kanwą filmu było opowiadanie Johna W. Campbella Who Goes There?). Mitologia Cthulhu stanowiła zresztą jego inspirację również przy innych filmach, takich jak na przykład W paszczy szaleństwa. Po serii sukcesów przyszły jednak lata gorsze. Carpenter niemal zupełnie wycofał się z branży – w XXI wieku nakręcił zaledwie dwa filmy.
