- Krótko i dobrze - 11 świetnych filmów, które trwają do 90 minut
- Ghost in the Shell (Kokaku Kidotai)
- Zombieland
- Martwe zło (The Evil Dead)
- Toy Story
- Paranormal Activity
- Co robimy w ukryciu (What We Do in the Shadows)
- Telefon (Phone Booth)
- Pi
- Mój sąsiad Totoro (Tonari no Totoro)
- Na własne ryzyko (Safety Not Guaranteed)
- BONUS: (Nie)dobra kobieta (A Good Woman Is Hard to Find)
Martwe zło (The Evil Dead)

- Co to: demoniczna masakra piłą mechaniczną
- Reżyseria: Sam Raimi
- Czas trwania: 85 minut
- Gdzie obejrzeć: HBO GO, iTunes Store, Ipla
Wielu współczesnych twórców stara się na starcie artystycznej kariery podzielić z resztą świata swoją wrażliwością, stylistycznym wyszukaniem, a także oryginalnymi pomysłami scenariuszowymi. Rzadko stawiają na tanią sensację, raczej ograniczając swe kreatorskie zapędy i serwując dzieła kameralne, bla, bla, bla. Ten mało angażujący wstęp był mi potrzebny tylko dla kontrastu, aby pokazać Wam, że akurat Sam Raimi nigdy się w tańcu nie cyndolił. Martwe zło to jego debiutancki projekt pełnometrażowy (nie licząc It’s Murder!, o którym ślad i słuch zaginął), a przedstawia prostą, brutalną historię krwawej jatki grupki studentów z udziałem świeżo wyzwolonych demonów. I pomyśleć, że potem dostaliśmy takiego grzecznego Spider-Mana...
A więc staje sobie taki kreatywny dwudziestolatek za kamerą (był to rok 1981) i od razu pokazuje, za co ludzie tak mocno pokochają kino lat osiemdziesiątych. Bo niby sporo tu juchy, przesadzonych, acz praktycznych efektów specjalnych, a także szeroko rozumianego kiczu, no ale czego innego spodziewać się po typowym horrorze klasy B? Martwe zło postrzegamy dziś w kategoriach filmu kultowego, choć daleko mu do wizjonerstwa. To po prostu obraz odważny i pokazujący środkowy palec wszelkim konwenansom. No i oferuje dużo, dużo radochy!
A przy okazji tego osobliwego dzieła narodziła się nowa gwiazda kina, czyli przecharyzmatyczny Bruce Campbell. Taki trochę agent Cooper z Twin Peaks, ale w wersji macho. Poza tym powrócił on do tej roli po wielu latach za pośrednictwem serialu Ash kontra martwe zło, w którym po raz kolejny używa piły mechanicznej do eksterminacji sił nieczystych.
GDZIE LEŻY GRANICA KICZU?
Oryginalne Martwe zło a sequel w postaci serialu z 2015 roku to dwa odmienne dzieła pod względem obranej konwencji. Każde z nich co prawda posługuje się kiczem, ale w trochę inny sposób. Wspomniana klasyka potrafi przestraszyć, obrzydzić, a i gdzieś pomiędzy wierszami zawarta jest tu szczypta autoironii. Ash vs. Evil Dead okazuje się o wiele bardziej bezpośrednie i zabawne, ba, prostacki humor przebija z co drugiej linijki dialogowej. Czy to źle? Wręcz przeciwnie, obie produkcje są dzięki temu unikatowe pomimo reprezentowania tej samej marki.
