Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (Star Wars: The Rise of Skywalker). Najgorsze kontynuacje słynnych filmów
- 10 najgorszych kontynuacji słynnych filmów
- Za szybcy, za wściekli (2 Fast 2 Furious)
- Omen IV
- Złoto dezerterów
- Dziedzic maski (Son of the Mask)
- Nieśmiertelny 2 (Highlander 2)
- Dzień Niepodległości: Odrodzenie (Independence Day: Resurgence)
- Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (Star Wars: The Rise of Skywalker)
- Wonder Woman 1984
- Psy 3: W imię zasad
Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie (Star Wars: The Rise of Skywalker)

- Gatunek: sci-fi
- Reżyser: J.J. Abrams
- Lepsze części:
- MetaCritic: 53
- Rotten Tomatoes: 52%
- Gdzie obejrzeć: Chili, iTunes, Player.pl, Rakuten, VOD.pl, Canal+
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi narobił bałaganu. Przyjęta chłodno kontynuacja kontynuacji nie doczekała się owacji na stojąco ani zbyt wielu pochlebnych opinii, bo nie sposób nie zauważyć dziur fabularnych wielkości Jowisza, na które pozwolili sobie twórcy. Skywalker. Odrodzenie miał uładzić kosmiczny bajzel i dać fanom odpowiedzi na wiele pytań. Dostaliśmy sentymentalny kawałek tortu z wisienką, który cieszy oko pięknymi scenami walk, ale pozostawia po sobie gorzki posmak. W dodatku trudno mówić o definicyjnej kontynuacji, bo to zupełnie inna historia.
W Skywalker. Odrodzenie znajdziemy odpowiedzi na kilka kluczowych pytań, na przykład dowiadujemy się, kim jest Rey, a także skąd pochodził Snoke. Jednak to, co pozostało niezmienne, to kolejna lawina nieścisłości i zagadek, o których twórcy nie zechcieli powiedzieć nam niczego. Widać – coś za coś. Ale nie ulega wątpliwości, że tego typu zabiegi niekiedy komplikują warstwę fabularną.
Sporo tu sentymentów i melancholijnych zwrotów, które dla niektórych widzów bywają przytłaczające. O ile cieszymy się na widok dawno niewidzianych bohaterów i gorąco interesujemy się całkowicie nowymi elementami tej niekończącej się układanki, o tyle przedłużające się rozterki emocjonalne niektórych postaci sprawiają, że można poczuć się nieco zrezygnowanym.
Oglądając Skywalker. Odrodzenie można też odnieść wrażenie, że J.J. Abrams starał się upchnąć jak najwięcej treści w ledwo ponaddwugodzinnym widowisku. I nie chodzi wcale o to, że film jest za krótki, a raczej o pośpiech i brak czasu dla widza na złapanie oddechu.