Quarantine Zone: The Last Check błyskawicznie wdarło się do pierwszej dziesiątki bestsellerów na Steamie. Gra nie jest idealna, ale przyciąga tłumy, co absolutnie nie dziwi po wielkim sukcesie dema.
Pomoc ze strony firmy Devolver Digital sprawiła, że lipcowe opóźnienie okazało się ostatnim, jakie spotkało Quarantine Zone: The Last Check. Koncepcyjnie bardzo zbliżona do kultowego Papers, Please, ta niezwykle wyczekiwana gra ukazała się w tym tygodniu na PC (Steam i Xbox Store) oraz w PC Game Passie i Game Passie Ultimate, by niemal z marszu odnieść duży sukces na platformie Valve.
Dość powiedzieć, że w 5 dni dzieło studia Brigada Games otrzymało ponad 3600 recenzji i trafiło na 9. pozycję na liście bestsellerów Steama, w najlepszym momencie od premiery przyciągając jednocześnie 31 653 graczy. Są to świetne liczby, a weekend może sprawić, iż staną się one jeszcze lepsze.
Jedynie odsetek pozytywnych recenzji mógłby być wyższy. W chwili, gdy piszę te słowa, stanowią one 76% wszystkich, jakie otrzymało Quarantine Zone: The Last Check. Gracze dostrzegają ogromny potencjał produkcji, a wielu nie może wyjść ze zdziwienia tym, jak bardzo potrafi ona wciągnąć. Niemniej nie pozostają oni ślepi na liczne błędy, a dla niektórych kampania okazała się zwyczajnie za krótka (jej przejście wymaga ponoć od 10 do 12 godzin). Pojedyncze osoby wydają się też rozczarowane złożonością gry, grzmiąc, że próżno w niej szukać niuansów rodem ze wspomnianego wyżej Papers, Please. Być może właśnie dlatego całkiem często pojawiają się porównania do nieco prostszego, polskiego Contraband Police, które bynajmniej nie są powodem do wstydu.
Quarantine Zone: The Last Check zostało wycenione na 71,99 zł na Steamie i 92,49 zł w Xbox Store. W ramach premierowej promocji do 26 stycznia na platformie Valve tytuł można nabyć nieco taniej – za 64,79 zł. Co istotne, oferuje on polską kinową lokalizację (tj. w formie napisów).
Studio Brigada Games podziękowało już graczom za „oszałamiające wsparcie” i obiecało szybko uwinąć się z poprawkami błędów oraz wprowadzeniem nowej zawartości. Słowa te nie zostały rzucone na wiatr, gdyż od momentu debiutu Quarantine Zone: The Last Check otrzymało trzy hotfixy oraz aktualizację. Tę ostatnią poświęcono NPC z Dead by Daylight, dodanym do gry 3 dni po premierze.
Podobnie jak postacie obecne w produkcji od samego początku, są to ocalali z apokalipsy zombie, którzy szukają schronienia w Strefie Kwarantanny. Wcielający się w jej dowódcę gracz musi skrupulatnie badać przybyszów za pomocą specjalistycznego sprzętu, w niejednoznacznych przypadkach kierując się sumieniem i przeczuciem. Jedna niedostrzeżona oznaka infekcji może położyć kres istnieniu całego posterunku. Ale nie musi – podejmując ryzyko, jesteśmy bowiem w stanie odizolować zarażonego, a następnie badać go w imię nauki. Nasze podstawowe obowiązki są jednak znacznie prostsze – dostarczamy podopiecznym jedzenie, energię oraz lekarstwa, bronimy placówki przed zombie i w ramach możliwości ją wzmacniamy.
Poniżej sprawdzicie wymagania sprzętowe Quarantine Zone: The Last Check. Zmieniły się one od czasu szalenie popularnego dema, więc warto rzucić na nie okiem.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
Steam

Autor: Hubert Śledziewski
Zawodowo pisze od 2016 roku. Z GRYOnline.pl związał się pięć lat później – choć zna serwis, odkąd ma dostęp do Internetu – by połączyć zamiłowanie do słowa i gier. Zajmuje się głównie newsami i publicystyką. Z wykształcenia socjolog, z pasji gracz. Przygodę z gamingiem rozpoczął w wieku czterech lat – od Pegasusa. Obecnie preferuje PC i wymagające RPG-i, lecz nie stroni ani od konsol, ani od innych gatunków. Kiedy nie gra i nie pisze, najchętniej czyta, ogląda seriale (rzadziej filmy) i mecze Premier League, słucha ciężkiej muzyki, a także spaceruje z psem. Niemal bezkrytycznie kocha twórczość Stephena Kinga. Nie porzuca planów pójścia w jego ślady. Pierwsze „dokonania literackie” trzyma jednak zamknięte głęboko w szufladzie.