Choć na rynku nie brakuje świetnych produkcji o piratach, zdaniem twórców nadchodzącego survivalu Windrose tylko jedna zasługuje na miano tej najlepszej.
Gry o piratach od lat stanowią nieodłączną częścią branży. Na przestrzeni dekad otrzymaliśmy wiele produkcji – od strategii (z kultowym Sid Meier’s Pirates! na czele) przez sandboxy aż po przygodowe hity AAA. Kandydatów do miana najlepszego tytułu jest naprawdę wielu, a swoje zdanie w tej kwestii mają także twórcy cieszącego się wielkim zainteresowaniem survivalu Windrose.
W rozmowie z redakcją Automaton producent gry, Philip Molodkovets, znany jako Phil lub Yar_master, przyznał, że choć zespół liczy około 60 osób i w wielu sprawach trudno mówić jednym głosem, to w tej kwestii panuje niemal pełna zgoda. Zdaniem Windrose Crew najlepszą grą piracką wszech czasów pozostaje Assassin’s Creed IV: Black Flag.
Podczas wywiadu Molodkovets zdradził również, że decyzja o stworzeniu gry pirackiej wynikała zarówno z pasji zespołu, jak i z przekonania, iż rynek wciąż jest niedostatecznie zagospodarowany w tym segmencie.
Naprawdę uwielbiamy motyw piracki i uważamy, że ta nisza jest nadal niedoceniana – wyjaśnił.
Deweloper nie ukrywał, że inspirację dla Windrose – obok wspomnianego dzieła Ubisoftu – stanowiły takie tytuły, jak Valheim czy Enshrouded. Celem było stworzenie produkcji PvE, która połączy survival, eksplorację i przygodę.
Zgodnie z wczorajszym ogłoszeniem, Windrose ma zadebiutować we wczesnym dostępie już 14 kwietnia. Co ciekawe, produkcja może bardzo szybko zmierzyć się z legendą, którą sami twórcy uznają za wzór. Według nieoficjalnych doniesień dwa dni później ma bowiem zostać zaprezentowany remake Black Flag – Assassin’s Creed: Black Flag Resynced.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.