Legendarny Lord British stwierdził, że problemy branży mają wiele przyczyn. Przypomniał też, że jego studio Origin Systems nie anulowało gier, dopóki nie przejęło go EA.
Richard „Lord British” Garriott, który na panelu Georgia Game Developers Association nazwał siebie „pradziadkiem” wśród jego uczestników, uważa, że kryzys w branży gier to efekt wielu nakładających się czynników. Wśród nich wymienił ludzi, którzy nie rozumieją gier, ale chcą na nich zarabiać, oraz klimat polityczny.
To nie jedna rzecz. Gdyby była jedna, byłoby dużo łatwiej ją zdiagnozować i się odbić. To wielu ludzi, którzy nie rozumieją gier, a chcą na nich zarabiać, klimat polityczny, miliard innych rzeczy. Wszystkie nitki splotły się w ten straszny węzeł, który teraz widzimy.
Richard Garriott nie ma złudzeń - za kryzys w branży gier odpowiada cały wachlarz przyczyn i zależności. Ojciec Ultimy przytoczył tu regularnie powracający cykl: pojawia się nowa technologia, np. płyty CD-ROM, rendering 3D czy internet, a wszyscy spieszą się z prostymi grami, które ją pokażą. Na coś głębszego jest zapotrzebowanie tylko w krótkich przerwach między kolejnymi skokami. Teraz, jak twierdzi, komputery są na tyle szybkie, że „bajery” przestały mieć znaczenie, a w obliczu braku kolejnego takiego przełomu branża jest jego zdaniem na krawędzi „twórczej przepaści”. Dodał, że z firm i marek odeszło wielu pierwotnych twórców, więc cała kategoria „miota się” w poszukiwaniu kierunku.
Garriott zauważył też, że ludzie z jakiegoś powodu kupują dziś znacznie więcej gier retro. Po ponadto porównał sytuację w branży gier do kina: jego zdaniem przypomina to Marvel Cinematic Universe, gdzie wszystkie marki wrzuca się do jednego świata. Podobne zabiegi miały jego zdaniem miejsce w Ultima Online, w której pojawiły się m.in. pandy ninja.
Co one tam w ogóle robią?
Garriott skrytykował zbyt pochopne reakcje wydawców, czyli anulowanie gier i zwolnienia. Studio Origin Systems, sprzedane EA w 1992 roku, przed przejęciem nie anulowało żadnego projektu. Jak tłumaczył Lord British, zespół, który potrafi dowieźć grę, powinien ją skończyć, nawet jeśli ta się nie sprzeda, bo dostanie od rynku informację zwrotną i będzie mógł podjąć lepsze decyzje przy następnej produkcji. Po przejęciu przez EA było inaczej:
Anulowaliśmy znacznie więcej projektów, niż ukończyliśmy.
Garriott zdradził też, dlaczego Origin Systems sprzedano EA. Jak mówił, nie chodziło o to, że gry nie przynosiły pieniędzy, lecz o dystrybucję. W czasach pudełek największymi kanałami sprzedaży stały się sieci takie jak Walmart czy GameStop, które nie chciały rozmawiać z dziesiątkami firm, lecz kupować od jednego-dwóch dystrybutorów i mieć możliwość zwrotu niesprzedanych gier na rzecz nowszych. Origin wydawał jedną grę na kwartał, co nie dawało wystarczającego przepływu produktów, więc według Garriotta został „dosłownie wypchnięty z kanału dystrybucji” i musiał dołączyć do większej firmy. Jak dodał, cyfrowa dystrybucja miała wyrównać szanse mniejszych studiów, ale przy tak wielu premierach bez widoczności i budżetu na marketing mniejsze studia nadal są wypychane z tym razem wirtualnych półek.
Niedawno Garriott wypowiedział się o sztucznej inteligencji w rozmowie na kanale TechJesse. Jest jej zwolennikiem, choć dostrzega problemy, takie jak ryzyko plagiatu czy pytanie, na jakich danych trenowane są generowane głosy.
Jak mówił, dzięki AI do tworzenia gier potrzeba dziś mniej ludzi i mniej czasu. Twierdzi też, że modele AI pomogły zespołowi usunąć wszystkie błędy z Shroud of the Avatar: Forsaken Virtues, choć po latach od premiery gra miała ich ponad 1000.
Gracze
Gracze

Autor: Piotr Doroń
Z wykształcenia dziennikarz i politolog. W GRYOnline.pl od 2004 roku. Zaczynał od zapowiedzi i recenzji, by po roku dołączyć do Newsroomu i już tam pozostać. Obecnie szef tego działu, gdzie zarządza zespołem złożonym zarówno ze specjalistów w swoim fachu, jak i ambitnych żółtodziobów, chętnych do nauki oraz pracy na najwyższych obrotach. Były redaktor niezapomnianego emu@dreams, gdzie zagnała go fascynacja emulacją i konsolami, a także recenzent magazynu GB More. Miłośnik informacji, gier (długo by wymieniać ulubione gatunki), Internetu, dobrej książki sci-fi i fantasy, nie pogardzi również dopieszczonym serialem lub filmem. Mąż, ojciec trójki dzieci, esteta, zwolennik umiaru w życiu prywatnym.