Okazuje się, że nawet gra, o której większość osób nigdy nie słyszała, może stanąć na podium najlepiej ocenianych przez społeczność gier.
Wyobraźcie sobie sytuację, w której rozmawiacie o grach z kimś, kto nigdy wcześniej nie miał z nimi do czynienia. Ale tak w ogóle, zero, null. Mówicie tej osobie, jak wspaniałe to medium, jak wiele ciekawych historii w tak różny mechanicznie sposób można dzięki niemu opowiedzieć. Mało tego, wiecie przecież, że wasza opinia nie jest odosobniona, więc wchodzicie na popularny portal do oceniania gier, by pokazać, że tysiące ludzi myśli dokładnie tak samo, a chwilę później... mimowolnie z waszych ust pada pytanie: „Ale jak to Cory in the House drugą najlepiej ocenianą grą wszechczasów?!”.
Oj, trzeba byłoby się długo tłumaczyć w tej sytuacji. Miejmy nadzieję, że nikt się w niej nie znajdzie naprawdę, tak jak naprawdę można spotkać mało popularną i raczej średnią grę na licencji serialu komediowego emitowanego przez Disney Channel na podium Metacritica. Chodzi oczywiście o wydane w 2008 roku Cory in the House na Nintendo DS, w kategorii gier najlepiej ocenianych przez graczy.

Wytłumaczenia całej sytuacji trzeba szukać jeszcze w 2007 roku, kiedy to premierę miał pierwszy odcinek serialu z Corym w roli głównej. Wtedy też swój peak popularności przeżywał mem-bait, któremu poświęcony jest fragment wpisu na knowyourmeme.com. Jak wynika z zamieszczonego tam diagramu, mem z Corym stopniowo tracił swoją popularność, by raz za razem przypominać nam o sobie w losowych rajdach na stronach zajmujących się sprzedażą gry. I właśnie z takim zjawiskiem mamy do czynienia do dziś.
W przeciwieństwie jednak do ogółu sytuacji, gdzie związani z jakimś tytułem gracze rajdują strony internetowe, by bombardować negatywnymi ocenami dany tytuł przez swoje niezadowolenie, w tym przypadku mamy do czynienia z pozytywnym review bombingiem. Ot, grupa osób masowo ocenia grę na maksymalną liczbę punktów tak po prostu, dla ciągłości żartu, a efektem tego jest podium w przytoczonym rankingu.

Komentarze towarzyszące pozytywnym ocenom, zarówno na Metacriticu, jak i na Amazonie, nie pozostawiają złudzeń w jakim celu zostały napisane. I choć to trolling w najczystszej formie, to prawdą jest, że można się przy nich uśmiechnąć.
Od dłuższego czasu ludzie zastanawiają się nad artystyczną wartością medium gier wideo. Ale na szczęście to już przeszłość. Jak pokazuje gra Disneya Cory in the House na Nintendo DS, interakcja w tym medium dodaje mu wiele wartości. Cory in the House wykorzystuje swoje medium, by subtelnie przenosić góry za pośrednictwem opowiadania historii. Nic nie dorównuje jego majestatyczności, subtelności, politycznym, filozoficznym i osobistym implikacjom. Śmiałem się, płakałem, uśmiechałem i uwalniałem swoje demony podczas gry. Nic nie dorównuje tej produkcji.
Obecności gry na wyżynach rankingu Metacritica świadczy nie o jakości samej gry, lecz o sile żartu i zaangażowanej w niego społeczności. I być może to właśnie jest prawdziwie zabawne: sama historia pokazuje, że nawet najbardziej przeciętny crap z DS-a może stać się legendą, jeśli tylko Internet uzna, że jest tego wart.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Część odnośników na tej stronie to linki afiliacyjne. Klikając w nie zostaniesz przeniesiony do serwisu partnera, a my możemy otrzymać prowizję od dokonanych przez Ciebie zakupów. Nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę naszej redakcji. Dziękujemy!
Więcej:Gracz zebrał wszystkie gry na swoją ukochaną konsolę. Zajęło mu to „tylko” 20 lat
Gracze

Autor: Jonasz Gulczyński
Kulturoznawca, który urodził się z padem od PSX-a w ręku. Z GRYOnline.pl współpracuje od października 2024 roku, gdzie głównie zajmuje się nowinkami z branży gier z apetytem na bardziej skomplikowane publikacje. Swoje najmłodsze lata spędzał w Górniczej Dolinie, a obecnie nie stroni od strategii turowych wszelkiej maści. Miłośnik prozy Lovecrafta, a także twórczości Quentina Tarantino i Roberta Eggersa. Prywatnie również fan uniwersum Warhammer Fantasy, w którym spędził niezliczoną liczbę godzin zarówno jako gracz, jak i mistrz gry w papierowym wydaniu.