CD Projekt Red od samego początku chciał oddać remaster Wiedźmina 3 za darmo w ręce graczy. Zarówno odświeżenie, jak i dodatek Pieśni przeszłości narodziły się przypadkiem, ale tylko jeden projekt miał zapewnić „Redom” zysk.
Czy gdyby CD Projekt Red zapytał Was, czy „dacie grosza wiedźminowi”, jeśli ten upoluje Wam remaster Dzikiego Gonu, to „potrząsnęlibyście sakiewką”? Czy posiadając Wiedźmina 3, rzucilibyście jakąś niewygórowaną sumkę za jego odświeżoną wersję? Np. 50 zł, których Sony żąda za ulepszenie The Last of Us: Part II czy Horizon: Zero Dawn do zremasterowanej wersji? Stawiam dolary przeciw orzechom, że znalazłoby się wielu takich graczy.
Na szczęście dla nas CD Projekt Red nigdy nie brał pod uwagę scenariusza, w którym gracze muszą płacić za remaster Wiedźmina 3. Jak ujawnił jeden z szefów studia (Joint CEO), Michał Nowakowski w wywiadzie udzielonym serwisowi The Game Business:
Nigdy nie zadawaliśmy sobie tego pytania. Zagłębialiśmy się w rozwój Pieśni przeszłości razem ze studiem Fool's Theory i zaczęliśmy się zastanawiać: „Dlaczego by nie uwspółcześnić gry? Wszystko w niej sprawia wrażenie, jakby powstała 10 lat temu!”
Zaczęliśmy więc rozmawiać o tym, co moglibyśmy zrobić, żeby ją ulepszyć. Zaczęło się od drobnych rzeczy, a potem wyrósł z tego większy projekt i nagle zdaliśmy sobie sprawę, że mamy w rękach remaster.
Ale wracając do pierwotnego pytania o komercję, nigdy nie myśleliśmy o tym w ten sposób. Komercyjny aspekt to rozszerzenie, ale w przypadku samej gry naprawdę czuliśmy, że to sposób CD Projektu Red na podarowanie jej graczom, którzy już ją posiadają. Po prostu nigdy nie zadawaliśmy sobie tego pytania.
Niemniej gdyby nie ten „komercyjny aspekt”, czyli Pieśni przeszłości, pomysł na remaster Wiedźmina 3 zapewne nigdy by się nie narodził. A choć stało się inaczej i jestem w gronie tych, którzy są z tego faktu więcej niż zadowoleni, nie sposób nie zauważyć, jak świetnie CD Projekt Red rozgrywa całą tę kwestię marketingowo – zapowiada dodatek do uwielbianej produkcji, która sprzedała się w nakładzie 65 milionów egzemplarzy, a następnie zachęca graczy, by do niej wrócili, oferując posiadaczom „podstawki” za darmo poprzednie dwa rozszerzenia, jak również odświeżoną wersję gry. A wszystko to prawdopodobnie na około dwa lata przed premierą Wiedźmina 4.
Czuliśmy, że Wiedźmin 3 to zamknięta księga i nigdy do niej nie wrócimy. Ale pojawiło się kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności. Rozpoczęliśmy współpracę z Fool's Theory. Mieli pracować nad remakiem Wiedźmina 1, ale zdaliśmy sobie sprawę, że wymaga to trochę więcej czasu ze względu na pewne zależności technologiczne z Wiedźminem 4.
Pomysł na trzeci dodatek istniał już dawno temu, ale odłożyliśmy go na zawsze do szuflady. Nigdy nie myśleliśmy, że go wypuścimy. Ale jedna rozmowa doprowadziła do kolejnej, a ta z kolei zakończyła się refleksją: „Dlaczego by nie zrobić dodatku? Czy to w ogóle ma sens po tak długim czasie? Czy ktoś zrobił coś takiego w grze dla jednego gracza?” To zaś skłoniło nas do wniosku: „To szaleństwo, ale dajmy Geraltowi jeszcze jedną przejażdżkę”.
[…] Ktoś mi powiedział: „W pewnym sensie rozwijacie grę-usługę dla jednego gracza”. Zaśmiałem się trochę, ale ta osoba miała rację.
Wiedźmin 3: Dziki Gon – Remaster ukaże się 29 września na PC, PS5, XSX/S i Switcha 2.
Więcej:The Blood of Dawnwalker podbija listy bestsellerów Steama. Wersje konsolowe już z trybem 60 FPS
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Hubert Śledziewski
Zawodowo pisze od 2016 roku. Z GRYOnline.pl związał się pięć lat później – choć zna serwis, odkąd ma dostęp do Internetu – by połączyć zamiłowanie do słowa i gier. Zajmuje się głównie newsami i publicystyką. Z wykształcenia socjolog, z pasji gracz. Przygodę z gamingiem rozpoczął w wieku czterech lat – od Pegasusa. Obecnie preferuje PC i wymagające RPG-i, lecz nie stroni ani od konsol, ani od innych gatunków. Kiedy nie gra i nie pisze, najchętniej czyta, ogląda seriale (rzadziej filmy) i mecze Premier League, słucha ciężkiej muzyki, a także spaceruje z psem. Niemal bezkrytycznie kocha twórczość Stephena Kinga. Nie porzuca planów pójścia w jego ślady. Pierwsze „dokonania literackie” trzyma jednak zamknięte głęboko w szufladzie.