Pracownicy Ubisoftu w założeniu mieli wyjść ze spotkania z zarządem wydawcy uspokojeni. Jednakże niedawne zebranie wcale nie rozwiało obaw twórców.
Ubisoft podobno nie zdołał uspokoić swoich pracowników, którzy po niedawnym spotkaniu z zarządem spółki są pełni obaw bardziej niż dotychczas.
Francuski wydawca może prezentować wielkie zmiany w organizacji spółki jako krok w kierunku rozwiązania problemów dręczących Ubisoft w ostatnich latach, ale nie oszukujmy się: gdy pracodawca zwalnia blisko 2,5 tysiąca osób, szykuje dalsze zwolnienia i do tego anulował sześć gier po wielu latach bez większych sukcesów, trudno oczekiwać, by zatrudnieni przez firmę twórcy dawali jej kredyt zaufania. Widać to było po zapowiedzi „globalnego” strajku i doniesieniach na temat niewesołych nastrojów w studiach wydawcy oraz krytyce zarządu, zwłaszcza prezesa Yvesa Guillemota.
Stąd właśnie niedawne zebranie w „ratuszu” („town hall meeting”) z udziałem większości szeregowych pracowników Ubisoftu. W założeniu miało to na celu uspokojenie deweloperów.
Niestety, jak to często bywało w przypadku takich spotkań organizowanych przez wydawców, pracownicy najwyraźniej wyszli z niego nieuspokojeni. Źródła Toma Hendersona z serwisu Insider Gaming donoszą, że zebranie było „eksperckim przykładem” unikania odpowiedzi na pytania zadane przez nawet 700-800 pracowników. Tylu bowiem miało podpisać się pod niektórymi z ponad 300 zagadnień przesłanych zarządowi Ubisoftu, w tym na temat polityki „powrotu do biur”, co ma być wynikiem 3-4 razy większym niż zwykle.
Już samo to wiele mówi o nastrojach w firmie. Jak to ujął jeden z pracowników, do których dodał Henderson: takie poparcie dla tych pytań to efekt „frustracji, gniewu i poczucia zdrady” wśród deweloperów po ostatnich ogłoszeniach wydawcy.
Ową frustrację da się zauważyć po fragmentach z nagrania spotkania, które otrzymała redakcja Insider Gaming. Prośby zebranych o dane potwierdzające wzrost „produktywności” po wprowadzeniu obowiązkowych 3 dni pracy w biurze, szczegóły dotyczące warunków kontynuowania pracy zdalnej oraz propozycji zmiany przewidywanych 5 dni „powrotu do biur” na 4 zostały de facto zbyte przez przedstawicieli zarządu Ubisoftu. Nie sprecyzowano też, jak wiele osób straci pracę do maja 2026 roku w ramach kolejnych zwolnień.
Co jednak potwierdzili rozmówcy Hendersona, to że Ubisoft przyznał, iż zaniedbał komunikację w kontekście zmian w strukturze spółki, a zorganizowanie spotkania pod koniec dnia było błędem. Do tego czasu bowiem pracownicy dowiedzieli się o wszystkim dopiero z artykułów dziennikarzy. Co prawda przyznano, że części informacji nie mogą przekazać im wcześniej niż inwestorom, ale obiecano, iż w przyszłości deweloperzy dowiedzą się o wszystkim w tym samym czasie, co media i akcjonariusze.
Wysłuchaliśmy Waszych opinii i w przyszłości będziemy dołączać komunikat prasowy do wiadomości wysyłanych na wasz firmowy e-mail, abyście uzyskali wszystkie informacje w tym samym czasie, co media i inwestorzy.
Jednakże spółka przyznała też, że nie wyklucza sprzedaży poszczególnych Domów Kreatywnych w przyszłości. Dla przypomnienia: część pracowników obawiała się, że cały ten podział na „twórcze” domostwa tak naprawdę ma na celu ułatwienie pozbycia się części marek i studiów.
Tak więc można by to uznać za potwierdzenie tych teorii, nawet mimo zapewnień dyrektora Fredericka Dugueta, iż „Creative Houses” są tworzone z myślą o sukcesach i planach na kilka lat, i dopiero po takim czasie, gdyby zespół nie przynosił zysków, opcja sprzedaży studia będzie rozważana, a i to jako jedynie „możliwe” rozwiązanie, a nie pierwszy wybór Ubisoftu.
Po pierwsze, chciałbym powtórzyć, że tworzymy Creative Houses, aby odniosły sukces. Chcemy, aby odniosły sukces. To jest główny cel naszych działań. Oczywiście należy pamiętać, że nie wszystkie z nich mogą przynosić zyski od pierwszego dnia, ale ważne jest, aby wszystkie pięć z nich miało plany na kolejne lata i sprawdziło, w jakim stopniu mogą przyczynić się do ogólnej poprawy wyników Ubisoftu.
Sprzedaż Domu Kreatywnego będzie możliwa, ale nie powinna być pierwszym rozwiązaniem, nad którym należy się zastanawiać. Jeśli poszerzymy perspektywę i możliwości, jeśli znajdziemy silnego i zmotywowanego partnera, uzgodnimy długoterminową wizję i otrzymamy znaczący zastrzyk gotówki, który pozwoli zainwestować w przyszłość marek, a będzie to korzystne dla domu lub Ubisoftu, to jest to coś, co warto będzie rozważyć.
Te i inne zapewnienia nie wystarczyły, by uczestnicy zebrania wyszli z bardziej pozytywnym nastawieniem do nadchodzącej domowej rewolucji. Przeciwnie, rozmówcy Hendersona wskazują, że pomijanie kluczowych pytań lub odpowiadanie na nie wymijająco jedynie pogłębiło obawy co do niepewnej przyszłości Ubisoftu.
Te ponure nastroje nie dziwią. W końcu firma, która niegdyś była postrzegana jako jeden z wielkich wydawców gier, w ostatnich 5 latach nie mogła się pochwalić wieloma sukcesami. A w każdym razie nie takimi, jakich można by oczekiwać od spółki mającej w swoim katalogu takie marki, jak Far Cry, Assassin’s Creed, Prince of Persia, The Settlers, Rayman, serie sygnowane nazwiskiem Toma Clancy’ego, a nawet tytuły na licencji Gwiezdnych wojen i Awatara.
Czas pokaże, czy „kreatywne” osiedla faktycznie odrodzą Ubisoft, czy też jedynie przypieczętują wypadnięcie firmy z szeregu czołowych wydawców.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).